Franciszek Wszołek: Mam 91 lat i nie idę na emeryturę. Nie...

    Franciszek Wszołek: Mam 91 lat i nie idę na emeryturę. Nie mam na to czasu

    Tomasz Szymczyk

    Dziennik Zachodni

    Aktualizacja:

    Dziennik Zachodni

    Spotkanie z Franciszkiem Wszołkiem na Stadionie Ludowym zorganizowało niedawno Forum dla Zagłębia Dąbrowskiego
    1/4
    przejdź do galerii

    Spotkanie z Franciszkiem Wszołkiem na Stadionie Ludowym zorganizowało niedawno Forum dla Zagłębia Dąbrowskiego ©Arkadiusz Ławrywianiec

    Franciszek Wszołek, były wiceminister górnictwa, dyrektor kopalni Wujek w Katowicach, prezes Zagłębia Sosnowiec i GKS-u Tychy, wspomina czasy PRL-u i tłumaczy, dlaczego uwielbia Zagłębie
    Pochodzi pan z Gorlic. Stamtąd blisko jest do obszarów eksploatacji ropy naftowej. Górnictwo od małego było więc panu bliskie.
    Tak, ale będąc wiceministrem byłem też szefem polskiej ropy i gazu. Mój główny geolog, Józef Stomulak, również gorliczanin, sprowokował mnie, że ropy w Karpatach już nie ma i trzeba rozpocząć szukanie ropy i gazu na tzw. Niżu Polskim. Nie było to łatwe, ale wiercenia rozpocząłem.
    Przypadek spowodował odkrycie małego złoża Karlino, gdzie wybuchła ropa i zapaliła się, a cała Polska uwierzyła, że Polska to Kuwejt. Czuję się ojcem górnictwa naftowego, bowiem dzisiaj eksploatujemy na Niżu Polskim ponad 5 mld m sześc. gazu ziemnego, a importujemy od Gazpromu około 7 mld m sześc. gazu ziemnego. Byłem inicjatorem wejścia w poszukiwaniach na Bałtyk - do dewonu. Dzisiaj ropa naftowa z Bałtyku i z Niżu Polskiego to ok. 700 tys. ton na rok. Nie jest to dużo przy potrzebie Polski ok. 12 mld ton na rok, ale mamy również polską ropę. Nawet nazwa "Petrobaltic" to mój osobisty pomysł. Cieszę się, że to jest dzisiaj realizowane.

    A jak pan trafił do górnictwa węgla kamiennego?
    Podczas okupacji nie było szkół, w których mogliby się kształcić Polacy. W Generalnym Gubernatorstwie z budynku AGH w Krakowie Niemcy wyrzucili studentów, a gubernator Frank urządził sobie kancelarię. Laboratoria i księgozbiór ulokowano w budynkach na Krzemionkach (dziś jest tam telewizja). Była zgoda Niemców na prowadzenie jedynej w Polsce szkoły pod nazwą Staatliche Fachschule fur Berg-, Hutten- und Vermessungswesen, która powstała na bazie AGH. Rektorem był rektor AGH - Walery Goetel, a moimi profesorami byli Budryk, Czeczott czy Krupiński. Skończyłem tę szkołę i dostałem tytuł tzw. zawodowego inżyniera. Podczas ostatnich dni nauki zostałem aresztowany przez Gestapo i siedziałem za AK w więzieniu na Montelupich w Krakowie, skąd po dwóch miesiącach uciekłem, ale to już inna historia. Po wojnie przez dwa i pół roku robiłem magisterium już na AGH.

    Po wojnie pracował pan najpierw na kopalni Ludwik w Mikulczycach, potem szefował KWK Wujek w Katowicach. W 1960 r. został pan dyrektorem naczelnym Dąbrowskiego Zjednoczenia Przemysłu Węglowego. Jak to się stało, że trafił pan do Zagłębia?
    Dąbrowskie ZPW było najgorsze w Polsce. Ja byłem dyrektorem najlepszej kopalni - kopalni Wujek. Edward Gierek (wówczas I sekretarz KWPZPR - red.) na siłę zmusił jednak Jana Mitręgę (w latach 1959-1974 minister górnictwa i energetyki - red.), żebym zostawił "Wujka", bo to kopalnia uporządkowana i może ją kierować każdy inny inżynier. Musiałem, mimo oporów, przyjść do Zagłębia. Dostałem od Gierka dwa zadania - wyprowadzenie technicznie zjednoczenia z głębokiego dołka i skierowanie młodzieży zagłębiowskiej spod budek z piwem na stadiony i do hal sportowych. W Sosnowcu był dzielny I sekretarz PZPR, nazywał się Lubas. Razem z nim zburzyliśmy 5300 chlewików. Wygoniliśmy szczury z miasta i zaczęliśmy modernizować Sosnowiec. Gierek był ogromnym patriotą, błogosławił nasze działania i bardzo dużo zrobił dla Sosnowca. Ja natomiast rozpocząłem rewolucję techniczną na kopalniach z ogromnym powodzeniem. W tym czasie Polską rządzili ludzie z Zagłębia, jak gen. Zawadzki, Gierek, wicepremier Pyka, szef TV Maciej Szczepański, gen Szlachcic. Dzisiaj z Zagłębia jest pani Bieńkowska, wychowanka liceum im. Staszica w Sosnowcu. Z Sosnowca pochodzi prof. Majchrowski - prezydent królewskiego grodu Kraków. W Sosnowcu jest wiele wspaniałych osób, dlatego jestem związany z Sosnowcem, a poza tym moja żona to sosnowiczanka, córka nadsztygara. Jak i gdzie będę mógł, to zawsze będę pomagał Zagłębiu.

    W 1961 roku został pan prezesem jeszcze nie Zagłębia Sosnowiec, a Stali Sosnowiec. Podobno nie spodobała się panu propozycja pracy w sporcie?
    To prawda - zmusił mnie do tego Gierek, ale dzisiaj tego nie żałuję. Z piłkarzami byłem na meczach w Chinach, w Izraelu i w Ameryce, w różnych krajach Europy, jak Grecja. Zwiedziłem świat, co w tym czasie nie było łatwe. Nie wszystkie mecze wygrywaliśmy, ale mogliśmy się wiele nauczyć od lepszych. Dzisiaj ludzie wspominają ten złoty okres i chciałbym, by Zagłębie wróciło do ekstraklasy, a także, by zmodernizowano Stadion Ludowy i żeby do sportu wróciła młodzież zagłębiowska.

    Czy to prawda, że w Zagłębiu miał grać Włodzimierz Lubański?
    To prawda. Do dzisiaj mam u siebie jego deklarację gry w Sosnowcu. Ojciec Lubańskiego był sztygarem na kopalni Sośnica. Szykowaliśmy dla niego etat nadsztygara na kopalni Milowice i zmodernizowany fiński domek. Przeszkodził w tym Górnik Zabrze, a decyzję podjął mój szef, minister Jan Mitręga - kibic Górnika Zabrze.

    Zagłębie to jednak niejedyny klub, w którym pan pracował. Były też Rozwój Katowice i GKS Tychy.
    To prawda. Jestem też założycielem GKS-u Tychy i pierwszym prezesem. Zbudowałem im w Tychach boisko piłkarskie, rozpocząłem również budowę lodowiska - tu zrodził się talent Czerkawskiego. Rozwojowi zabraliśmy boisko i zbudowaliśmy centrum komputerowe, więc zbudowałem im na hałdzie nowe boisko, a raczej stadion. Z Rozwoju wyszło przecież objawienie piłkarskie - Arkadiusz Milik - teraz strzela bramki.

    A który z tych trzech klubów jest najbliższy pana sercu?
    Tylko Zagłębie. Oczywiście lubię oglądać Real i Ronaldo czy Messiego w Barcelonie, ale Zagłębie jest mi najdroższe.

    Wróćmy więc do Sosnowca. Wspominał pan niedawno, że podczas pobytu w USA i gry o Puchar Ameryki razem z piłkarzami Zagłębia miał pan okazję spotkać się z Janem Kiepurą.
    Kiepura znalazł się na meczu z AEK Ateny w Nowym Jorku. Do przerwy Grecy mocno nas naciskali, ale było 0:0. W przerwie policja amerykańska nie chciała dopuścić kibiców do szatni. Nagle znalazł się niski człowiek w czarnym kapeluszu z białą wstążką i mówi po polsku: "Ja muszę do piłkarzy". Mówię mu, że trwa odprawa z trenerem, ale ten nie słuchał, przeskoczył przez mur policjantów i wpadł do szatni krzycząc głośno: "Chłopcy, jesteście wspaniali, ja zdobyłem Amerykę gardłem, a wy musicie zdobyć nogami!". Po tych słowach trener Teodor Wieczorek nie mógł już kontynuować odprawy.

    I jak skończył się ten mecz?
    Pół roku temu zmarł wybitny piłkarz Zagłębia Czesław Uznański. W tym czasie był już uznawany za starszego wiekiem zawodnika. Wziąłem go do Ameryki w formie podziękowania za grę. Trener Wieczorek mówi mu w przerwie: "Czesiu, ty nie możesz za bardzo biegać, czekaj pod bramką Greków, a chłopcy będą na ciebie grać". Tak jak dzisiaj na Messiego czy na Ronaldo. Padał drobny deszcz i trener kazał, żeby grać na ślizg do Czesia. W pierwszej minucie po przerwie Czesiu strzelił piętą bramkę, a potem murowaliśmy naszą bramkę i wygraliśmy 1:0.

    Podobno cała ekipa gościła też w domu Jana Kiepury i Marty Eggerth?
    Kiepura zaprosił nas do siebie. W jego domu nie było żadnych mebli, a cały dom był zagracony - prawdziwa cepelia. Jakieś zydle, skrzynie, ciupagi, trzy fortepiany i inne graty. Jasiu zawsze był ogromnym patriotą. Podczas wojny 90 proc. dochodów przekazywał na armię Andersa. Podczas tego spotkania przy drzwiach ustawiono kosz taki jak na bieliznę, do którego każdy gość wrzucał pieniądze po 50-100 dolarów. Potem otrzymaliśmy ten worek dolarów i podzieliliśmy między naszą 24-osobową ekipę. Każdy dostał po 100 czy 200 dolarów, a były to dobre dolary, o innej wartości. W pewnym momencie, już gdzieś koło północy, Kiepura wskoczył na fortepian i zaczął śpiewać "Brunetki, blondynki", a potem chwycił krzesło i zaczął tańczyć. Siedziałem obok Marty Eggerth i zapytałem: "Frau Marta, jak pani z tym wariatem wytrzymuje?". Odpowiedziała mi: "Herr Franek, patrz, to jest ten Słowianin, to jest ten wspaniały Polak, to jest ten sosnowiczanin, to jest ten Johny z Sosnowca. Takiego poznałam, takiego pokochałam i takiego chcę mieć dalej". Pół roku po naszym wyjeździe Kiepura zmarł na zawał serca. W ten sposób byłem ostatnim Polakiem, który gościł na kolacji u sławnego na cały świat Kiepury, dzisiaj honorowego obywatela Sosnowca. Cały czas otrzymywałem od Marty Eggerth na nowy rok kartki świąteczne. Ostatnią kartkę otrzymałem w ub. roku od jej syna z wiadomością, że Marta Eggerth zmarła w wieku 101,5 roku na Hawajach, gdzie ostatnio mieszkała.
    Wspominał pan, że wizyta piłkarzy w Stanach Zjednoczonych stała się okazją do pogodzenia środowisk emigracyjnych z ówczesnymi władzami.
    Polacy mieszkający w Chicago uważali, że polski generalny konsulat to komuniści, a oni komunistów nie lubią. Gdy wygraliśmy 3-4 mecze, które oglądało 20-30 tys. emigrantów plus transmisje telewizyjne, to mer Chicago urządził na cześć Zagłębia bankiet na tysiąc osób. To był okres wyborów, co w USA jest bardzo ważne. Przygotowano wielką salę i prezydium, ale ktoś z Polonusów, a jest ich w Chicago ok. 800 tys., przyniósł arras z orłem w koronie. Ówczesny konsul Adolf Kita powiedział, że gdy siądzie pod tym orłem w koronie, nie będzie miał prawa wrócić do Polski. Wy, młodzi nie wiecie, co to był za grzech - orzeł w koronie! Ci, którzy uznawali orła w koronie, byli wyklęci. Chciałem pomóc i poleciałem specjalnie z Chicago do Waszyngtonu, do ambasady i szyfrowo połączyłem się z Gierkiem. Opowiedziałem mu całą historię, a on na to: "Poczekaj, musi być na to zgoda Biura Politycznego PZPR". Za pół godziny zadzwonił do mnie minister spraw zagranicznych Adam Rapacki i powiedział: "Masz wolną rękę. Przekaż konsulowi, że ma siąść tam, gdzie mu wskażesz miejsce, nawet pod orłem w koronie". Bankiet był wielki, mer nie żałował pieniędzy, bo to był okres wyborczy. Następnego dnia nie można było wejść do konsulatu. Tyle przyszło Polonusów i każdy miał coś do załatwienia. Udało się nam, piłkarzom Zagłębia, pogodzić Polonię chicagowską z naszym konsulatem. Epilog amerykańskiej wyprawy był dość ciekawy. Pod koniec turnieju piłkarze Zagłębia na zachodniej półkuli stali się sławni! Otrzymałem oficjalne zaproszenie, aby po turnieju zagrać mecz w Rio na stadionie Maracana z drużyną Santos, gdzie grał sławny Pele. Bałem się podjąć decyzję i skontaktowałem się z Gierkiem. Ten po dwóch godzinach odpowiedział, że jest zgoda na mecz z Santosem, ale on mi odradza, bowiem wrócimy z wielką chwałą jako zdobywcy Pucharu Ameryki, a jeżeli Pele wpakuje 2-3 bramki, to nasz wyczyn w USA zblednie. Pozostawił mi decyzję. Ta wypowiedź i rada mnie wystraszyła. Zebrałem całą ekipę i przedstawiłem im rozmowę z Gierkiem. Wszyscy milczeli. Zabrał głos Giga Majewski - kapitan drużyny: "Niech pan decyduje, my są gotowi grać i my chcemy ten mecz wygrać, Pele to nie Diabeł, to człowiek i nie musi zawsze wygrywać, ale Gierek to nasz prawdziwy przyjaciel i jego słowa warto wysłuchać". Po wystąpieniu kapitana drużyny zdecydowałem, że wracamy do kraju. Rok później załatwiłem dla Majewskiego wyjazd na trzy lata do klubu Białe Orły w Chicago. Gierek to załatwił i przypomniał mi, że robi to, dlatego, że Giga odradził prezesowi mecz na Maracanie.

    Jest pan w znakomitej formie. Rozumiem, że nie wybiera się pan jeszcze na emeryturę?
    Nie mam zamiaru iść na emeryturę. Nie mam na to czasu. Pracuję i płacę ZUS.




    Do 1962 roku działał klub KS Stal Sosnowiec, przyporządkowany do pionu hutniczego. Z inicjatywy Wszołka zmieniono nazwę na Zagłębie i przeniesiono go do resortu górnictwa. To był początek wielkiego Zagłębia.

    Puchar Ameryki rozgrywano w latach 1960-1965. W 1964 roku do rozgrywek zaproszono drużynę z Sosnowca. Zespół uporał się w grupie z Victorią Guimares, Crveną Zvezdą Belgard, AEK Ateny i Schwechatem Austria. Potem wygrał z Werderem Brema i odpadł po porażce z Duklą Praga.

    ***

    Franciszek Wszołek urodził się w 1923 roku w Gorlicach. Wojna przerwała mu naukę w liceum w tym mieście. Po wojnie ukończył Akademię Górniczo-Hutniczą z dyplomem magistra inżyniera nafty, geologii górnictwa węgla i miernictwa. Doszedł do stanowiska wiceministra górnictwa i energetyki.


    *Kto wygrał wybory w Twoim mieście? ZOBACZ WYNIKI WYBORÓW 2014
    *Nowe władze woj. śląskiego: Koalicja PO, PSL, SLD. Marszałek Saługa. Zarząd wybrany
    *Niesamowote zdjęcia nocne Katowic. Takich Katowic jeszcze nie widzieliście [ZOBACZ ZDJĘCIA]
    *Śląsk Plus - pierwsza rejestracja za darmo. Zobacz nowy interaktywny tygodnik o Śląsku

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze (5)

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Naprawdę fajny gościu.

    Zenon (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 4

    Takich wizjonerów brakuje w Polsce dzisiaj - pozdrowienia dla pana Wszołka.

    Zdjęcie autora komentarza
    Franciszek Wszołek: Mam 91 lat i nie idę na emeryturę. Nie mam na to czasu

    Vermo Bianco

    Zgłoś naruszenie treści / 5

    Szacunek i dużo zdrowia.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    Dziadzio mo skleroza

    Yugon (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 5 / 2

    bo wicepremier Pyka niy boł ze Zogłymbio jyno z Michałkowic, dzielnicy Siymianowic kiero była , jest i bydzie czerwono od goroli.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    stary grat

    emeryt (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 4 / 10

    Ustap dziadu miejsca mlodym ludziom, ktorzy maja napewno lepsze pomysly niz ty, staro dadowo.

    Autor komentarza nie dodał zdjęcia
    oha

    Reimund (gość)

    Zgłoś naruszenie treści / 6 / 6

    zenada

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo