Fragment wywiadu rzeki z Janiną Paradowską. "A chciałam być aktorką..."

Redakcja
"A chciałam być aktorką...", Z Janiną Paradowską rozmawiała Marta Stremecka, wyd. Czerwone i Czarne
"A chciałam być aktorką...", Z Janiną Paradowską rozmawiała Marta Stremecka, wyd. Czerwone i Czarne wyd. Czerwone i Czarne 2011
- Nie mam złudzeń, że w naszym społeczeństwie taka partia jak PiS będzie miała jeszcze długo wzięcie. Myślę, że spokojnie może liczyć na 20-, 25-procentowe poparcie - mówi Janina Paradowska. Publikujemy fragment wywiadu rzeki, nie tylko o polityce, ale też o sobie, jakiego publicystka "Polityki", której komentarze co tydzień ukazują się w "Polsce", udzieliła Marcie Stremeckiej.

Jaką widzi pani przyszłość dla Jarosława Kaczyńskiego? Wynik wyborów prezydenckich w 2010 roku, kiedy przegrał z Komorowskim bardzo niewielką różnicą głosów, pokazał, że dla ogromnej rzeszy ludzi to, co pani krytykuje u Jarosława, jest jego atutem.
Dla mnie jego wynik był bardzo zaskakujący, startował z niskiej pozycji, przy dużej ilości elektoratu mu niechętnego. Myślę, że Komorowski, niemający charyzmy politycznego lidera, był łatwym do niszczenia kandydatem. Sporej części inteligencji przestał się po prostu podobać. Że prowincjonalny, że konserwatywny, że zachowuje się jak słoń w składzie porcelany, popełnia gafy... I nagle Kaczyński na jego tle urósł na męża stanu. Nie mam złudzeń, że w naszym społeczeństwie taka partia jak PiS będzie miała jeszcze długo wzięcie. Myślę, że spokojnie może liczyć na 20-, 25-procentowe poparcie. Jarosław stworzył bardzo silną partię, z dużo mocniejszą pozycją lidera, niż ma Tusk w Platformie. Na dodatek nowoczesną, gdy idzie o stosowanie różnych metod docierania do wyborców, przywiązywania ich do partii, choć tak bardzo anachroniczną, gdy idzie o wiele głoszonych kwestii. Kaczyńskiemu udało się zbudować mocną więź emocjonalną między partią a elektoratem. Chociaż to mi się nie podoba, bo on buduje ją na fobiach, anachronizmach, na negacji. Katastrofa w Smoleńsku jeszcze to pogłębiła. Niepokoi mnie, że PiS uniemożliwia dokonanie skoku cywilizacyjnego, który jest nam bardzo potrzebny, a szczególnie potrzebny właśnie elektoratowi tej partii. A on go trzyma na uwięzi w przeszłości, konserwuje to, co jest, zamiast popchnąć ludzi do przodu.

Czy zgadza się pani z Jarosławem Kaczyńskim, że Tusk ma wilcze oczy?

Zapytałam Tuska wtedy, czy nie żal mu tej przyjaźni. Chyba nawet wzruszył niedbale ramionami i powiedział mi, że tak w polityce czasami trzeba

Nie, oczywiście to typowa dla Kaczyńskiego próba zdezawuowania przeciwnika politycznego za pomocą epitetu. W ogóle nie wiem, o co z tymi oczami chodzi, to chyba wymyśliła pani Nelli Rokita, która jest barwną, może nawet zbyt barwną ozdobą tak zwanej sceny politycznej. Owszem, Tusk się zmienił, nie ma w tym niczego dziwnego, wszedł w politykę jako bardzo młoda osoba, a teraz jest dojrzałym człowiekiem. Zresztą przez lata postrzegało się Tuska jako takiego miłego, bezpośredniego chłopaczka, który gra w piłkę nożną i tyle. Nic bardziej mylnego. Wystarczy przejrzeć roczniki "Przeglądu Politycznego", jednego z najlepszych pism politycznych, którego był redaktorem. Tam dokładnie widać coś odwrotnego - Tusk nigdy nie miał nic z lekkoducha, nawet w młodości był człowiekiem poważnie podchodzącym do polityki, do historii. Jan Krzysztof Bielecki miał dobry polityczny słuch, kiedy sam nie stanął na czele Kongresu Liberalno-Demokratycznego, którego jako premier był niejako naturalnym przywódcą, ale powiedział, że szefem będzie Tusk. On pierwszy zobaczył w nim prawdziwego polityka. Ale był moment, kiedy zobaczyłam w nim człowieka, z którego uszła energia. To było w 2005 roku, kiedy przegrał wybory prezydenckie. Był to dla niego prawdziwy cios. Po takiej porażce nigdy się już nie jest takim samym. Przez jakiś czas po tym wydarzeniu nawet nie śmiałam z nim rozmawiać, niezręcznie mi było pytać go o jego stan ducha.

Znacie się wiele lat.
Właśnie mija dwadzieścia lat, jak się poznaliśmy. To było w Sejmie, kiedy powstał rząd Jana Krzysztofa Bieleckiego, przy którym Tusk się wówczas kręcił. Bardzo lubiłam z nim rozmawiać, ale nie jak z politykiem, ale jak z analitykiem sceny politycznej. Jego wiedza historyczna, jego znajomość doktryn politycznych, a także umiejętność układania scenariuszy, to wszystko powodowało, że rozmowa z nim była pobudzająca. A na dodatek jest i zawsze był bardzo sympatyczny. Wszyscy sejmowi dziennikarze wiedzieli, że u niego są codziennie pyszne krówki, wpadali do gabinetu i wyjadali je. Długo nie widziałam w nim jednak, tak jak Bielecki, partyjnego lidera. Ceniłam wówczas u Tuska dystans, jaki miał do "warszawki", do wszystkich gierek politycznych, którymi podniecali się inni. Bardziej interesował go Gdańsk, o którym piał z pasją, aniżeli centralna polityka. Oni w ogóle w tym pierwszym rządzie mieli kompleks, że nie są z Warszawy, że tu w gruncie rzeczy są obcy. Już nie pamiętam, kto pocieszał ich takim argumentem: "Nie martwcie się, chłopcy, prawdziwy dramat zacznie się, gdy przyjdą ci z Rzeszowa". Ta przepowiednia spełniła się wraz z nadejściem Krzaklewskiego, Alota. Dopiero po aferze Rywina Tusk stał się politykiem "centralnym". O jedną rzecz spieraliśmy się wtedy fundamentalnie. Otóż na dziesięciolecie KLD liberałowie zorganizowali konferencję w gdańskim Dworze Artusa i Tusk po raz pierwszy nazwał polityków "klasą próżniaczą". Poczułam wówczas nieprzyjemny powiew populizmu, którego nie znoszę u polityków. Wielokrotnie o tym z nim rozmawiałam, bo ta "klasa próżniacza" zrobiła karierę i Tusk niejednokrotnie to niemądre dla mnie zdanie powtarzał. Jest jednak uparty i uważa, że ma rację. Ale nasze kontakty były mimo to przyjacielskie, choć nie na tyle, żeby mi wcześniej zdradził, że z Olechowskim i Płażyńskim zakładają Platformę Obywatelską.

CZYTAJ TEŻ FRAGMENTY WYWIADU RZEKI Z JANUSZEM PALIKOTEM ''KULISY PLATFORMY''

CZYTAJ TEŻ KOMENTARZE JANINY PARADOWSKIEJ W SERWISIE POLSKATIMES.PL
A powiedział pani, że wycofuje się ze startu w wyborach prezydenckich w 2010 roku?
Wiedziałam o tym czy raczej przeczuwałam to jakieś pół roku wcześniej, zanim ogłosił swoją decyzję oficjalnie. Ale ta wiedza nie wynikała z prostego powiedzenia, że nie wystartuje. Raczej z rozmów, z których wynikało, że się waha, że widzi, iż prawdziwą władzę ma premier. Sama zresztą namawiałam go do rezygnacji ze startowania do prezydentury, uważałam bowiem i uważam nadal, że liczy się głównie stanowisko premiera. Tak jest napisana nasza konstytucja. Widziałam też, że to premierowanie coraz bardziej mu się podoba. Zakładałam się nawet z kolegami, którym taki wariant, że Tusk nie startuje do prezydentury, nie mieścił się w głowie.

Dobrze zrobił?
Bardzo dobrze. Funkcja prezydenta vis-a-vis funkcji premiera jest mało decyzyjna. A Tusk jest świetnym premierem, jednym z najlepszych. Nawet się tego nie spodziewałam. Wykonuje autentycznie wielką pracę. Na początku miałam wrażenie, że on wcale nie chce być premierem, nie czuje się przygotowany do tej funkcji. Nie bez powodu mówiło się wtedy w kółko o "premierze z Krakowa", czyli o Rokicie. Tusk się chyba bał odpowiedzialności. Ale jak już w to wszedł, błyskawicznie zaczął uczyć się rządzenia, dziś do każdej rozmowy jest perfekcyjnie przygotowany, co przyznają nawet ludzie bardzo mu niechętni.

Mówi się, że Tusk potrafi być okrutny. To prawda?
Okrutny może nie, ale bezwzględny tak. Pokazał to najwyraźniej przy rozprawieniu się ze Schetyną i Drzewieckim przy okazji afery hazardowej. O tym, że już nie jest wicepremierem i szefem Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, Schetyna dowiedział się z telewizji. Po tylu latach przyjaźni między nimi taka forma dymisji była bardzo nieprzyjemna. Zapytałam Tuska wtedy, czy nie żal mu tej przyjaźni. Chyba nawet wzruszył niedbale ramionami i powiedział mi, że tak w polityce czasami trzeba. Tego typu twardości wcześniej u niego nie widziałam. Myślę, że funkcja premiera uczy nieufności do wszystkich i wymusza brak sentymentów. Tylko że to może prowadzić do samotności. I to Tuskowi kiedyś w rozmowie wytknęłam jako błąd. Powinien sobie zbudować szersze grono doradców, bo nie można polegać jedynie na Michale Bonim czy Janie Krzysztofie Bieleckim, który jest człowiekiem bardzo powściągliwym. Myślę, że powinien mieć szersze grono osób, którym nie do końca musi ufać, ale jednak może wysłuchać ich opinii i rad. Jemu nie jest potrzebny rzecznik rządu, bo nikt nie jest lepszym rzecznikiem niż on sam, potrzebne jest bardziej otwarte otoczenie. Stał się też najlepszym retorem sejmowym, jak nikt inny radzi sobie na mównicy, zdecydowanie zdeklasował Kaczyńskiego, w którym nie ma już tego politycznego ognia, u którego coraz wyraźniej widać zmęczenie, a tym samym brak finezyjnych argumentów. Ale brak doradców i samotność jest moim zdaniem największym błędem Tuska. Widać to było choćby przy konflikcie z Balcerowiczem, którego Tusk się nie spodziewał. Słyszałam, że spotkali się przypadkiem w samolocie i Balcerowicz powiedział mu, że zakłada licznik długu. Tuska to zmroziło. Ktoś powinien mu wówczas doradzić, żeby w takim razie przed zmianami w OFE spotkał się z Balcerowiczem, spokojnie z nim porozmawiał, wytłumaczył swoje racje. Nie zrobił tego i miał awanturę na całego, chociaż podobno ich wzajemne relacje już się poprawiły.

CZYTAJ TEŻ FRAGMENTY WYWIADU RZEKI Z JANUSZEM PALIKOTEM ''KULISY PLATFORMY''

CZYTAJ TEŻ KOMENTARZE JANINY PARADOWSKIEJ W SERWISIE POLSKATIMES.PL
Samotność Tuska to jest zresztą coś nowego, bo przed premierostwem miał okresy wręcz fascynacji ludźmi. Pierwszą taką osobą był Paweł Śpiewak, z którym godzinami potrafił rozmawiać. Potem nastąpiła era Jana Rokity. Kiedyś zaprosiłam Tuska do mojego Salonu Polityki w krakowskich Jaszczurach. Na sali był też Rokita, potem wracaliśmy wszyscy razem samochodem do Warszawy. Podczas kilku godzin jazdy obserwowałam, jak głębokie porozumienie istnieje między nimi. Wystarczyło słowo, by drugi zrozumiał, o co chodzi; przerzucali się hasłami czytelnymi tylko dla nich obu. Największy cios, jaki zadał Mariusz Kamiński Tuskowi przy okazji afery hazardowej, to było właśnie stworzenie sytuacji, w której premier został praktycznie sam. Rozbił mu paczkę przyjaciół - Drzewieckiego, Schetynę. Oni tworzyli grupę przywódczą, z nimi Tusk przegadywał decyzję, radził się ich, czuł się wśród nich swobodnie. Może brak zaufania jest zdrowszy w polityce niż partnerstwo, koleżeństwo, ale może też być zabójczy dla partii.

Ale Schetyna to ponoć potwór.
Ciągle słyszę, że Schetyna jest okropny. Znam go od początku lat dziewięćdziesiątych i nigdy nie postrzegałam jako potwora. Ponoć jest niekulturalny, potrafi zwymyślać ludzi. Tak mi opowiadają, ale osobiście nigdy nie byłam świadkiem takich sytuacji. Schetyna zawsze był dla mnie urodzonym sekretarzem generalnym partii. Umiał wszystko trzymać twardą ręką, a jednocześnie wiązać różne nici. Zawsze potrafił skupić wokół siebie grono ludzi, którzy chcieli coś robić. Nie postrzegałam go w kategoriach ideologicznych. Raczej wydawało mi się, że jest pragmatyczny, że zna swoje miejsce w szeregu.

Ze zdziwieniem zaczęłam się w pewnym momencie dowiadywać, jakie on emocje budzi w partii i jakie gry prowadzi. Początkowo nie traktowałam serio spekulacji o rozłamie, o rozejściu się Tuska ze Schetyną, bo miałam wrażenie, że Tusk nie poradzi sobie bez jego zdolności organizacyjnych. On na przykład fantastycznie ustawił pracę swojego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. To była supersprawnie działająca maszyna. Myślę, że gdyby Schetyna był nadal szefem MSWiA, problem emerytur mundurowych byłby już załatwiony. Dzięki świetnie zorganizowanej pracy mógł się poświęcić polityce, ustalać różne sprawy z Tuskiem. W każdym razie zawsze miałam opinię o Schetynie nie jako o intrygancie, ale jako o najważniejszym człowieku organizacyjnego frontu, chociaż przyglądając się polityce przez tyle lat, nie jestem naiwna, widzę brutalną walkę, rozgrywki. Ten przypadek jednak był dla mnie inny. Od lat widziałam zgodny tandem, w którym Tusk bardzo korzystał z umiejętności Schetyny, a obserwowałam to od początku lat dziewięćdziesiątych.

"A chciałam być aktorką...", Z Janiną Paradowską rozmawiała Marta Stremecka, wyd. Czerwone i Czarne

CZYTAJ TEŻ FRAGMENTY WYWIADU RZEKI Z JANUSZEM PALIKOTEM ''KULISY PLATFORMY''

CZYTAJ TEŻ KOMENTARZE JANINY PARADOWSKIEJ W SERWISIE POLSKATIMES.PL

Wideo

Komentarze 25

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
BEZ AMNEZJI
NA TEMAT NIEKTÓRYCH DZIENNIKARZY NIE WARTO SIĘ WYPOWIADAĆ. ONI SĄ JAK CHORĄGIEWKI NA WIETRZE. ZAPOMINAJA,ŻE CZYTELNICY SĄ W ICH WIEKU I PAMIETAJA PŁOMIENNE ICH ARTYKUŁY NA TEMAT SŁUSZNOŚCI TAMTEGO USTROJU. TO WŁAŚNIE JEST TEN WIATR PCHAJACY ICH PRZED SOBĄ.
k
kochanicaFrancuzki
Stara pezetpeerowska służebnica zawsze słusznej linii. Na emeryturę czas. Niechby nawet niezasłużenie wysoką.
w
waga
Pani Janino ! - i została Pani aktorką tak jak chciała.
M
Matadoe
Że paskudna, no cóż urody się nie wybiera, ale że chamska i kłamliwa, to jej parszywy wybór. Z dala od takich bab szkieletorów.
T
Telewidz
Joanna ciągle nie może przeboleć,że upadł PRL. Ale może nie tak całkiem...
G
Gest
Kiedy te typy z radia rydzyk maja czas go słuchać skoro tęsknia do naszych stron i po zajrzeniu potwierdzaja swoja bezmózgowość. A pani Janina pisze jasno i zrozumiale.
W
Władek
@ Krzysztof
Pisze pan ....bufonów, uczestników zakładowych wycieczek... Szanowny panie, kto nie szanuje innych nie szanuje sam siebie. Podejrzewam, że pan tego nie rozumie.
W
Władek
@ wdowa
To co pani napisała w dwóch linijkach z ogonkami świadczy, że pani nic nie rozumie gdyż nie rozumie pani tak prostej rzeczy jak to, że niewierzący słucha religijnego radia.
W
Władek
@ Rachela
Zgadzam się z panią. Jestem również człowiekiem niewierzącym ale od pewnego czasu głównym źródłem informacji jest dla mnie TV Trwam. Do 2008r. nigdy nie słuchałem Radia Maryja i TV Trwam. Po którejś kolejnej nagonce na te stacje zainteresowałem się ich "zbrodniami". Początkowo przez wiele tygodni szukałem i szukałem w tych stacjach, tych przestępstw przedstawianych szczególnie przez komuchowo czyli TVN. Nic nic z tych rzeczy nie znalazłem. Znalazłem natomiast rzetelną informację, wywiady z wartościowymi ludźmi, ciekawe programy historyczne, publicystyczne i inne. Wszystkie programy są prowadzone profesjonalnie, w tym wywiady które są prowadzone taktownie z wysoką kulturą. Mógłbym jeszcze wiele pozytywów napisać. To, że jestem niewierzący nie ma tu nic do rzeczy, dlatego, iż nie jestem ateistą a tylko człowiekiem który nie wyznaje żadnej religii. Jednocześnie chrześcijaństwo uznaję za swoją kulturę i tradycję. Każdy człowiek ma prawo do wyznawania czy nie wyznawania religii. Ludzie wierzący mają prawo posiadać swoje media. To co się obecnie wyprawia wobec chrześcijan a szczególne katolików, to jest nowe wydanie bolszewi. Wypierdki Lenina i Stalina chcą dokończyć dzieło które zaczęło tych dwóch zbrodniarzy. Myślę,że chrześcijaństwo się obroni. Ja bynajmniej będę je wspierał bo chcę aby przetrwała moja kultura, tradycja i polskość która jest od tysiąca lat związana chrześcijaństwem. Księdzu Marianowi Rydzykowi życzę aby wszystkie jego zamierzenia zostały spełnione.
W
Władek
Dobrze, że pani Paradowska nie została aktorką. Jednocześnie szkoda, że została dziennikarką. Cofam dziennikarką, propagandzistka nie może być dziennikarką. Jaki charakter trzeba mieć aby propagować PRL bis z całym jego łajdactwem. Chyba trzeba mieć charakter pani Paradowskiej i reszty tych tzw salonowców tzn tych co się ubabrali w peerelowskim g.....e.
G
Gość
Wszystkie "opiniotwórcze" media są platformiane, a jedyne niezależne - wyszydzane, ośmieszane, lekceważone. Co Olejnikowa beknie na Tusk Vision Network24, to natychmiast podchwytują pozostałe Polsaty, TVplatfusowe itd. ZERO oryginalności! Same ploty "co kto powiedział", gdy dzieje się tyle ważnych spraw (bezrobocie, drożyzna, upadek armii, brak przedszkoli, nie mówiąc o fatalnej polityce zagranicznej rządu)

Potwierdzam - najlepszy program informacyjny ma TV Trwam (oglądać o 20:00 lub o 21:20). I znakomity program publicystyczny Polski Punkt Widzenia (21:40). Dlatego nie chcą TV TRWAM na żadnym cyfrowym Multipleksie - widzowie PRAWDY nie mogą się dowiedzieć!

W TVPlatfusowej mamy już wystepy satanisty, pora na wziętego PEDOFILA, seryjnego MORDERCĘ, albo jakiegoś NARKOMANA - celebrytę. Im gorszy ZBIR tym lepszy! Opłaci się ich "zaangażowanie" z pieniędzy podatników. Oni płacić MUSZĄ (inaczej kary, więzienie itd). To jest platformiana "demokracja"
G
Gość
To ta pani i jej kolesie, którzy z całych sił bronią PO i jej łajdactw, sa winni temu, że Polska staje się państwem totalitarnym! Że media publiczne stały się platformiane! Że aferzysta i złodziej ma się dobrze, bo za nim stoi jedynie słuszna partia! Za brak demokracji, za brak wolności słowa (są już zakusy by ocenzurowac nawet Internet!), za miękki TOTALITARYZM odpowiedzialna jest właśnie TA PANI i jej kumple. Historia zatoczyła koło: po 20 latach od wyjścia z PRLu mamy PRL-bis. Zdaje się, że i ten pierwszy i ten drugi jest SZALENIE bliski ideałom tej pani! Wielka szkoda, że Polskatimes tak promuje tę panią i jej podobnych.

Gazety z wywiadem z tą panią NIE KUPIĘ! Wolę "Codzienną" lub "Nasz Dziennik".

Kaczyński w swoim wywiadzie dla Codziennej powiedział: "Nadszedł czas, by Michnik nauczył się żyć w demokracji", a ja dopowiem: "Nadszedł czas, by Paradowska i jej podobni nauczyli się żyć w demokracji"
G
Gość
To ta pani i jej kolesie, którzy z całych sił bronią PO i jej łajdactw, sa winni temu, że Polska staje się państwem totalitarnym! Że media publiczne stały się platformiane! Że aferzysta i złodziej ma się dobrze, bo za nim stoi jedynie słuszna partia! Za brak demokracji, za brak wolności słowa (są już zakusy by ocenzurowac nawet Internet!), za miękki TOTALITARYZM odpowiedzialna jest właśnie TA PANI i jej kumple. Historia zatoczyła koło: po 20 latach od wyjścia z PRLu mamy PRL-bis. Zdaje się, że i ten pierwszy i ten drugi jest SZALENIE bliski ideałom tej pani! Wielka szkoda, że Polskatimes tak promuje tę panią i jej podobnych.

Gazety z wywiadem z tą panią NIE KUPIĘ! Wolę "Codzienną" lub "Nasz Dziennik".

Kaczyński w swoim wywiadzie dla Codziennej powiedział: "Nadszedł czas, by Michnik nauczył się żyć w demokracji", a ja dopowiem: "Nadszedł czas, by Paradowska i jej podobni nauczyli się żyć w demokracji"
s
sluchaczka
Slucham stale audycji Pani Redaktor Paradowskiej i nie spotkalam sie jeszcze ani razu z
impertynenckim jej zachowaniem .
W rozmowach zachowuje zawsze szacunek do rozmowcow , twoja krytyka za rozmowe z Panem Prezydentem ( dla ciebie rowniez Panem Prezydentem ) jest zenujaca .
Przelacz na "Radio Maryja " to jest wlasciwa stacja dla ciebie , nie bedziesz muasial sluchac Paradowskiej , ktorej do piet nie dorastasz pisowski fanatyku .
w
wdowa
To , co piszesz jako niewierzaca jest tak glupie , ze podejrzewam , ze masz problemy z dowartosciowaniem .
Przy calym szacunku do internautow o odmiennych pogladach powinnas zaczerpnac rady psychologa !
Dodaj ogłoszenie