"Fotografia to sztuka ujmowania emocji". Piotr Kubat o pracy na planie "Pianisty"

Lidia Raś
Adrien Brody na planie Pianisty Piotr Kubat
- W ciągu tygodnia pobytu na planie "Pianisty" zrobiłem ok. 500 zdjęć, więc nie tak dużo, ale przypominam: to był rok 2001, czasy analogowe. Wtedy oszczędzało się materiał, zdjęcia były bardziej przemyślane już w tej pierwszej fazie. Trzeba było mądrze zaplanować ujęcie, zobaczyć je, ułożyć kadr - opowiada Piotr Kubat, autor zdjęć z planu, które można oglądać w warszawskiej Sienna Gallery.

Lidia Raś: Spotykamy się przy okazji wystawy w warszawskiej Sienna Gallery, na której prezentuje Pan swoje zdjęcia z planu "Pianisty". Jak Pan trafił do tak prestiżowej produkcji?
Piotr Kubat: Właściwie są dwie wersje tej historii i obie się przenikają. Pierwsza mówi, że dostrzeżono młodą gwiazdę i dano jej szansę sprawdzenia się. Druga, mniej barwna - że po prostu wykonywałem zlecenia reklamowe dla Leszka Stafieja, ówczesnego dyrektora Biura prasowego "Pianisty". W tej drugiej wersji faktycznie zawiera się pierwsza, bo właśnie wtedy otrzymywałem swoje pierwsze zlecenia na rynku komercyjnym. To było kolejne. W dodatku łączyło ważny temat z wspaniale przygotowanym planem. Wcześniej miałem do czynienia z produkcjami robionymi przez krajowe wytwórnie, w których często gościł ogólnopolski chaos. Zetknięcie się z produkcją hollywoodzką zrobiło na mnie ogromne wrażenie. Wymaganiom trzeba było sprostać.

Fotosista na planie musi zadbać, by fotos był spójny z koncepcją operatora filmu, dotyczącą oświetlenia, kompozycji kadru, ruchu obrazu. To ona jest nadrzędna. Jak Pan przygotowywał się do robienia zdjęć? Musiał Pan coś uzgadniać z reżyserem, operatorem, zapoznać się ze scenariuszem?
Od razu muszę wyjaśnić jedną kwestię. Nie byłem fotosistą planu "Pianisty". Był nim Guy Ferrnadis. Ja robiłem dokumentację planu zdjęciowego dla koproducenta polskiego, czyli nieistniejącego już Syrena EG, która odpowiadała za scenografię. Jak pamiętamy oscarową. Większość prac wykonana została przez zakład dekoracji Wytwórni Filmów Dokumentalnych i Fabularnych. Kostiumy też pochodziły głownie z jej zasobów. Ja miałem przygotować dokumentację dla polskiej strony. Starałem się nie robić zdjęć tak jak wszyscy czyli tak jak się robi reportaż z planu.

Warto pamiętać, że to nie były cyfrowe czasy. Materiał powstał na filmie, trzeba go było wywołać, opracować itp., a mnie zależało, by te zdjęcia wyglądały maksymalnie naturalnie, jakby były zrobione w czasach, gdy rozgrywa się akcja filmu. Starałem się eliminować z kadru wszelkie elementy, które świadczyłyby o współczesności. Na wielu fotografiach udało się to bardzo dobrze i muszę przyznać, że mistrzostwo scenografów miało tu znaczenie. Z racji tego, że nie byłem głównym fotosistą, który miał przygotowany absolutnie czysty kadr, taki jak go widzi kamera, musiałem się przemykać "bokami", a to niekiedy wymuszało dodatkowe działania przy budowaniu kadru. Oczywiście przed zdjęciami musiałem poznać scenariusz, z rozpisaniem na sceny, z harmonogramem godzinowym ujęć. To pozwoliło mi dobrze rozplanować pracę.

Plan filmowy aktorom kojarzy się głównie z czekaniem. Niekiedy godzinami. No i jeszcze z plączącymi się pod nogami fotografami.
Od początku wiedziałem: nie ingeruję w ujęcia, w pracę aktorów. Tej zasady musiałem przestrzegać. Inna sprawa, że nie było też większej potrzeby, by dodatkowo niepokoić aktorów. Dubli było tak dużo, że mogłem zmierzyć wszystko, wybrać dobre miejsce. Tempo tej produkcji nie było aż tak szybkie, więc miałem czas, by przejść z jednej strony kadru na drugą, sprawdzić skąd będzie lepsze ujęcie, przemyśleć wszystko.

Gdy oglądam zdjęcia Pana autorstwa, patrzę na nie jednocześnie jak na dokument, ale i dzieło sztuki. Na ile jest w nich widoczna Pana wizja artystyczna, własny styl i oryginalność?
Fotosista ma na dobrą sprawę za zadanie zrobić ten kadr, który jest widoczny w kamerze, w sposób umożliwiający użycie fotografii w materiale prasowym. Ja nie byłem zobligowany do tych wymogów. Mogłem improwizować. Dla mnie fotografia jest sztuką ujmowania ludzkich emocji, a tutaj było ich wiele. Jak już wcześniej wspomniałem, produkcja zadbała o wszystkie elementy scenografii, kostiumy, więc mogłem skupić się tylko na wyszukiwaniu momentu, kadru, klimatu, relacji międzyludzkich. To było wspaniałe przeżycie.

Robił Pan też zdjęcia pokazujące kulisy produkcji filmowej? Na zdjęciach, które znalazły się na wystawie jest np. Roman Polański w otoczeniu ekipy.
Nie, nie robiłem zdjęć roboczych, choć siedziałem ekipie na głowie. Mam jednak trochę materiałów, na których widnieje Polański. Są to zdjęcia z dnia prasowego, gdy plan filmowy otwarto dla mediów. Poza dniem prasowym towarzyszenie Polańskiemu nie było łatwe, bo reżyser minimalizuje ekipę, co zresztą uważam za słuszne.

Na jednym ze zdjęć uchwycił Pan odtwórcę głównej roli, Adriena Brody’ego na planie? Jak zapamiętał go Pan z planu?
Był bardzo skromny i profesjonalnie podchodził do pracy. U niego nie było żadnych zbędnych gestów, żadnego gwiazdorzenia. Robił to co miał zrobić i znikał. To chyba szczególnie rzucało się w oczy.

A jak się Panu pracowało w otoczeniu takiej liczby statystów?
Pracownicy planu radzili sobie świetnie z opanowaniem ich, więc dla fotografa sytuacja była komfortowa. Czasem trzeba było kogoś przestawić, ale oczywiście nie podczas ujęcia, lecz raczej w czasie przerw, gdy mogłem wyszukiwać różne typy ludzkie, pokazywać zestawienia między ludźmi a elementami scenografii. Wspaniale się z nimi pracowało, bo wszyscy byli przejęci faktem uczestniczenia w tej produkcji. Statystami w "Pianiście" często byli ludzie pochodzenia żydowskiego, którzy z sentymentu czy dla hołdu chcieli uczestniczyć w filmie. Sporo było też studentów szkół aktorskich. Wszyscy oni w ogromnym skupieniu wykonywali swoją pracę.
"Pianista" powstawał zarówno w halach zdjęciowych, jak i w naturalnych wnętrzach. Gdzie łatwiej było Panu pracować?
Scenografia zbudowana na planie jest po to , by było w niej łatwo robić zdjęcia i kręcić ujęcia. Jest zdecydowanie łatwiej niż w naturalnych wnętrzach, bo tam trzeba samemu zadbać o czystość planu, o wszelkie drobiazgi. Łącznie z przestawianiem samochodów (śmiech).

Zdjęcia do "Pianisty" powstały w dużej mierze w wytwórni Babelsberg pod Berlinem. Czy tam też miał Pan okazję pracować?
Niestety nie, ponieważ moją rolą była dokumentacja dla polskiego koproducenta. Pracowałem tylko w Warszawie, około 7-8 dni. Nie byłem tylko na planie w Rembertowie, bo tam, ze względu na skomplikowaną scenę na Umschlagplatz, wprowadzono całkowite embargo na fotografów i wszelkie zbędne osoby. W ciągu tygodnia zrobiłem ok. 500 zdjęć, więc nie tak dużo, ale przypominam: to były czasy analogowe. Wtedy oszczędzało się materiał, zdjęcia były bardziej przemyślane już w tej pierwszej fazie. Trzeba było mądrze zaplanować ujęcie, zobaczyć je, ułożyć kadr. Dziś pewno zrobiłbym więcej klatek, ale użytkowych chyba tyle samo.

Co dała Panu praca na planie?
Doświadczenie i potwierdzenie własnych umiejętności. Widzę dziś jakieś niedoskonałości tych fotografii, ale na ogół one się podobają. Te kilka dni dało mi też obycie w warunkach wysokobudżetowej produkcji, a to było istotne.

Powtórzyłby Pan to doświadczenie?
O, tak, warsztat się polepszył, więc byłoby ciekawiej. (śmiech)
Wywiad autoryzowany

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie