Fotel po Józefie Dudku pusty

    Fotel po Józefie Dudku pusty

    Katarzyna Kaczorowska

    Gazeta Wrocławska

    Aktualizacja:

    Gazeta Wrocławska

    Ci, których nie zapraszał, mówili, że to copiątkowe spotkania snobów. Ci, którzy bywali w Salonie, nie kryją, że był on niezwykłym miejscem nie tylko na mapie Wrocławia czy Polski.
    Kilka lat temu Kolegium Rektorów Uczelni Wrocławia i Opola przyznało profesorowi Dudkowi nagrodę za powołanie do życia miejsca wyjątkowego nie tylko mapie Polski - Salonu, który stał się miejscem intelektualnych dyskusji z udziałem najwybitniejszych osobowości polskiej inteligencji, polityki, sztuki i Kościoła.

    Nigdy nie usiadł w fotelu, który wtedy dostał - zarezerwował go dla honorowych gości Salonu. Ale tamtego dnia profesor Dudek dostał nie tylko fotel, który stanął później na poczesnym miejscu w mieszkaniu przy ulicy Pasteura we Wrocławiu. Franciszek Oborski, kasztelan na zamku w Wojnowicach, przywiózł do Auli Leopoldyńskiej wieniec chlebowy. Ukoronował nim swojego przyjaciela.
    - Był tak wzruszony, że się popłakał - wspomina Oborski, który taki sam wieniec przywiózł w czwartek na cmentarz Osobowicki we Wrocławiu. Na ostatnią drogę profesora. Żeby nie był głodny tam na górze i nie musiał stać w kolejce jak inni.

    Energia dla Salonu
    Kiedy kilka lat temu Józef Dudek trafił do szpitala, dzień później przyjechał do niego Franciszek Oborski. Dostał listę, kogo jeszcze ma zaprosić w imieniu profesora. I poprowadził spotkanie w zastępstwie jego gospodarza.
    - Ale w jego fotelu nie usiadłem.
    Oborski pamięta Józefa Dudka z czasów, kiedy ten był jeszcze asystentem w Instytucie Matematyki Uniwersytetu Wrocławskiego. Przyszły profesor mieszkał wtedy w akademiku przy Komuny Paryskiej i był częstym gościem w kawiarni Ratuszowa w Rynku.

    - Bywał też w Narcyzie, kawiarni przy Piastowskiej. I w Związkach Twórczych, ale te burzliwe czasy w jakimś momencie się skończyły - opowiada Oborski. A Jan Klamut, fizyk, dopowiada:
    - I całą swoją energię, uwagę, serce oddał najważniejszej rzeczy w swoim życiu - Salonowi.

    1996 rok. Styczeń. Pierwsze trzy spotkania w mieszkaniu przy ulicy Pasteura w nowej plombie, kupionym przez profesora za pieniądze z zagranicznych wykładów miały jeszcze charakter otwarty. Bez zadanego z góry tematu, ot, wybrane grono dyskutantów. Ale od początku wybrane starannie - kluczem były związki z opozycją. 8 kwietnia 1996 roku w tworzącym się Salonie odbyło się spotkanie świąteczne. Kolejne odbyło się już w nowej formule - temat wieczoru brzmiał "Jaka forma kapitalizmu w Polsce?" a dyskusję prowadził Jan Koziar.
    1 3 4 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo