Fortuna Puchar Polski. Stal Rzeszów postraszyła, i to bardzo mocno, Raków Częstochowa

Miłosz Bieniaszewski
Miłosz Bieniaszewski
Stal Rzeszów postawiła się Rakowowi Częstochowa, ale...
Stal Rzeszów postawiła się Rakowowi Częstochowa, ale... fot. Paweł Dubiel
Stal Rzeszów nie awansowała do 2. rundy Fortuna Pucharu Polski, ale zespół Daniela Myśliwca napsuł wiele krwi Rakowowi Częstochowa, a więc obrońcy trofeum.

- Dla nas najważniejszy jest awans do 1. ligi – mówił przed tym spotkaniem Daniel Myśliwiec, trener Stali Rzeszów. Zdecydował się jednak wystawić wszystko najlepsze, co miał do dyspozycji i posłał w bój dokładnie taką samą jedenastkę, jak ta w meczu wyjazdowym z Wisłą Puławy. Pewnej korekty jednak dokonał, bo na prawej stronie defensywy oglądaliśmy Piotra Głowackiego, a z lewej Dominika Marczuka.

- Myślę, że bylibyśmy szaleni, gdybyśmy podeszli do tego meczu, tak samo jak do meczów ligowych

– stwierdził opiekun rzeszowian. Można się więc było spodziewać, że tym razem biało-niebiescy będą szukali szans w kontratakach, a nie tak, jak w meczach ligowych, w których zawsze chcą mieć piłkę i prowadzą grę. Klasa rywala była jednak zdecydowanie wyższa, a więc nie było się co dziwić słowom Daniela Myśliwca.

Marek Papszun, trener Rakowa Częstochowa natomiast sporo namieszał w składzie i dał szansę wielu dublerom. Tak czy inaczej to jego zespół był oczywiście zdecydowanym faworytem tego starcia. Częstochowianie to przecież czołowa polska drużyna i obrońca krajowego pucharu.

Biało-niebiescy wcale nie przestraszyli faworyzowanego rywala i nie cofnęli się. Jasne, nie rzucili się na gości, ale po przejęciu piłki od razu szukali możliwości do szybkiego przejścia do ataku.

Wystarczyło jednak, że miejscowym przytrafił się jeden błąd, poszła prostopadła piłka za linię obrony, Wiktor Kaczorowski zawahał się i został przelobowany przez Mateusza Wdowiaka.

Od tego momentu, chcąc nie chcąc, Stal została zmuszona do prowadzenia gry. Wyglądało to nawet całkiem nieźle, ale tylko do momentu. Przebić się przez szczelną obronę Rakowa już się nie udawało.

Goście może i oddali pole gospodarzom, ale jak tylko przyspieszyli, to robiło się bardzo groźnie. Andrzej Niewulis główkował jednak niecelnie, a dwukrotnie klasę pokazał Kaczorowski, broniąc strzały Wdowiaka i Alexandre Guedesa. Tuż przed przerwą nie był już jednak nic w stanie zrobić i częstochowianie schodzili do szatni z dwubramkowym prowadzeniem.

Patrząc na taki obrót wydarzeń wydawało się, że z sensacji będę nici. Początek drugiej odsłony był jednak niesamowity. Najpierw Dominik Marczuk zabawił się z dwoma rywalami, niczym rutyniarz i huknął z okolicy linii pola karnego. Dosłownie za moment stadion znów eksplodował.

W pole karne wpadł Bartłomiej Poczobut i został sfaulowany przez jednego z rywali, a arbiter wskazał na wapno. Sytuacja ta była jeszcze sprawdzana przez VAR, ale nie została zmieniona i szansę na wyrównanie miał Piotr Głowacki. Intencje kapitana rzeszowian wyczuł Kacper Trelowski, ale uderzenie było na tyle mocne i precyzyjne, że na tablicy zaświecił się wynik 2:2.

Te pierwsze minuty mocno wstrząsnęły zespołem gości i to rzeszowianie prezentowali się zdecydowanie lepiej. W 69. minucie znów zapachniało golem. Bartosz Wolski wrzucił piłkę na dalszy słupek, a Damian Michalik, mając ostry kąt, ładnie uderzył z pierwszej piłki, ale ta trafiła jedynie w boczną siatkę.

Marek Papszun widział co się dzieje i dokonywał kolejnych zmian. Gra jego drużyny wcale jednak nie ulegała poprawie.

W końcu jednak i goście groźnie zaatakowali, ale Wdowiak z bliska uderzył nad bramką. Było to jednak poważne ostrzeżenie. Tutaj cały czas trzeba było zachować pełną koncentrację, bo Raków, choć mecz się tej drużynie przestał układać, to przecież klasowy zespół i w każdej chwili mógł zadać zabójczy cios.

I go zadał... Sędzia podyktował rzut wolny z ok. 20 metrów na wprost bramki Wiktora Kaczorowskiego. Do piłki podszedł Ivi Lopez, przymierzył idealnie i znów to goście byli na plusie.

Rzeszowianie szukali bramki wyrównującej, w ostatnich minutach postawili wszystko na jedną kartę i zostali skontrowani.

Sensacji więc Stal Rzeszów nie sprawiła, ale naprawdę nie ma się czego wstydzić.

Stal Rzeszów – Raków Częstochowa 2:4 (0:2)

Bramki: 0:1 Wdowiak 13, 0:2 Niewulis 45+1, 1:2 Marczuk 47, 2:2 Głowacki 51-karny, 2:3 Ivi Lopez 84, 2:4 Gutkovskis 90+1.

Stal: Kaczorowski – Głowacki, Góra, Wrona (46 Kuc), Marczuk – Poczobut, Wolski, Danielewicz ż (89 Olejarka) – Michalik, Małecki, Prokić. Trener Daniel Myśliwiec.

Raków: Trelowski – Tudor, Niewulis, Papanikolau – Wdowiak, Sapała ż, Kaczmarski ż (59 Szelągowski), Udovicić (46 Kun, 75 Długosz) – Ivi Lopez, Guedes (70 Gutkovskis), Sturgeon (59 Gwilia). Trener Marek Papszun.

Sędziował Krasny (Kraków).
Widzów 4021.


Jędrzejczyk wykreślona z rankingu UFC

Wideo

Materiał oryginalny: Fortuna Puchar Polski. Stal Rzeszów postraszyła, i to bardzo mocno, Raków Częstochowa - Nowiny

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

R
Rzeszowiak
23 września, 10:57, Gość:

Raków grał rezerwami.

No i co z tego. Nikt nie zakazywał aby grać 1 składem. Jakby odpadli to ich wina

G
Gość
Raków grał rezerwami.
s
sprawiedliwy
Ja sie chcialem dowiedziec ile stal przegrala a dziennikarzyna caly artykol o przestraszeniu Rakowa no wszystko tylko wynik nie taki jak by chcial ten smieszny pisajek
Dodaj ogłoszenie