Florida: Rozpoczęła się nowa rewolucja, tym razem niepolityczna. Musimy na nowo zdefiniować cele

Redakcja
- Ponad 30 proc. mieszkańców każdego kraju to klasa kreatywna. Ale nie należy się spodziewać, że dojdzie do nowej walki klas. Chodzi o to, by do tej nowej klasy dołączali kolejni - mówi prof. Richard Florida, ekonomista z Uniwersytetu w Toronto, w rozmowie z Agatonem Kozińskim.

Ukuł Pan termin "klasa kreatywna". Czy dostrzega Pan jej przedstawicieli w naszym kraju? Jak ocenia Pan kreatywność Polaków?
Bardzo przemawia do mnie diagnoza postawiona przez ministra Michała Boniego, który twierdzi, że Polacy mają bardzo silnie rozwinięty kapitał przetrwania - pozostałość po II wojnie światowej i okresie komunizmu. To znaczy, że macie ukształtowane charaktery. Dostrzegam w tym pewne podobieństwo z USA. W Ameryce zawsze był duży szacunek do pracy - pozostałość po erze szybkiej industrializacji kraju. Dlatego teraz Amerykanie umieją sprawnie przestawić się na nowy charakter pracy. Wydaje mi się, że Polacy mają podobną szansę. Musicie jednak podłączyć się pod zmiany, jakie zachodzą w świecie. Na razie tracicie dystans do takich krajów jak Niemcy czy Japonia. Ale dwie trzecie tego dystansu można nadrobić w bardzo krótkim czasie. Kluczem jest zachowanie rytmu globalnych zmian. Gdy będziecie tego przestrzegać, szybko dołączycie do grupy najbardziej rozwiniętych państw świata.

Czytaj też: W nowoczesnym świecie tradycja wcale nie umarła

Sławę przyniosła Panu książka "Narodziny klasy kreatywnej" z 2002 r. Czemu w chwili, gdy cały świat koncentrował się na wojnie z terroryzmem, Pan akurat zajął się kreatywnością i jej wpływem na rozwój gospodarczy?
Muszę zacząć od początku. Wyrastałem w rodzinie robotniczej, mój ojciec pracował w fabryce. Dzięki niemu obserwowałem, w jaki sposób zmienia się system produkcji, rozkwit ery masowej produkcji i jej schyłek. Gdy zaczynałem studia, niemal jednocześnie zaczęła się epoka dezindustrializacji. A mnie wtedy zaczęła dręczyć myśl: co nastąpi po niej, jak będzie wyglądała ta słynna trzecia fala, by użyć terminologii Alvina Tofflera. Analizowałem różne modele rozwoju społeczeństwa industrialnego, poza amerykańskim, także japoński. Później zacząłem wykładać na uczelni w Pittsburghu, typowym mieście przemysłowym - i tam też mogłem na własne oczy obserwować zmiany w społeczeństwie industrialnym, które nie umie uporać się z przemianami modelu produkcji. I właśnie wtedy tknęło mnie, że to wiedza i umiejętność jej wykorzystywania stanie się kluczowym czynnikiem determinującym rynek pracy. Duży wpływ na moje obserwacje miały wtedy dzieła Karola Marksa - nie tyle jego poglądy polityczne, co jego obserwacje socjologiczne dotyczące modelu pracy. On bardzo dużo pisał o logice kapitalizmu, więzach, jakie się wytwarzają między ludźmi pracującymi w jednym zakładzie pracy. On zwracał uwagę na wspólnotę rodzącą się między ludźmi pracującymi razem w fabryce. Właśnie pod jego wpływem zacząłem używać terminu "klasa kreatywna". Uznałem, że skoro w erze postindustrialnej najważniejszą cechą determinującą rynek pracy będzie wiedza, to między ludźmi ją wykonującymi też wytworzy się specyficzna więź, stworzą niejako nową klasę społeczną.

Mam tylko problem ze słowem "kreatywna" - tego słowa można użyć przy opisie właściwie każdej osoby na świecie.
Owszem, każdy ma w swoje DNA wpisaną pomysłowość. To jedna z ludzkich cech. Ale jednocześnie typową cechą naszych czasów jest to, że pojawia się coraz więcej zawodów, w których kreatywność jest ważniejsza niż jakiekolwiek inne umiejętności. Według moich szacunków w USA ok. 35 proc. mieszkańców wykonuje pracę, w której muszą przede wszystkim wykazywać się pomysłowością. W innych krajach ten współczynnik waha się między 30 a nawet 50 proc. pracowników.

Czytaj też: Pokryzysowy nowy ład europejski
Nawiązując do Pana odwołań do Marksa. Można się spodziewać, że ta nowa klasa wywoła rewolucję podobną do tej, jaką kiedyś przeprowadziła klasa robotnicza?
Nie, tego się nie spodziewam. Zmiany pójdą w innych kierunku. Potencjał kreatywny, jak powiedziałem przed chwilą, tkwi w każdym człowieku. Teraz chodzi o to, by go w każdym rozbudzić, o to, by pomysłowość stała się nieodłączną cechą każdego zajęcia. Także nie należy oczekiwać kolejnej wojny klas, starcia między klasą robotniczą a kreatywną. Najważniejszym wyzwaniem jest znalezienia pierwiastka kreatywnego w każdej pracy, także w tej, która dziś jest prostym odtwarzaniem.

Czytaj też: W nowoczesnym świecie tradycja wcale nie umarła

W swojej ostatniej książce "Wielki Reset" podkreśla Pan znaczenie ostatniego kryzysu gospodarczego, który może się okazać nowym początkiem. Ale początkiem czego? Przejęcia rządu dusz na świecie przez klasę kreatywną?
Rzeczywiście, w takim sensie możemy mówić o rewolucji klasy robotniczej. Ale słowo "rewolucja" należy w takim kontekście pisać w cudzysłowie. Bo to nie jest przewrót, który można interpretować w kategoriach politycznych. Proszę spojrzeć na ruch "Okupuj Wall Street" - najgłośniejszy w ostatnim roku zryw społeczny. Nawet on nie wysuwał haseł o wydźwięku politycznym. Poza tym to nie jest masowy zryw społeczny. Należy go traktować bardziej jako wyraz braku wiary, zaufania do obecnego systemu, istniejących instytucji finansowo-politycznych. Rewolucja rozgrywa się jednak na zupełnie innej płaszczyźnie.

Jakiej?
Nowoczesnych mediów. Sposób, w jaki świat zmienia internet, portale społecznościowe, mikroblogi to prawdziwa rewolucja. To pociągnie za sobą zmianę obecnego modelu życia. Dziś obracamy się w kręgu tradycyjnych symboli prestiżu: dużego domu, samochodu znanej marki itp. To się niedługo zmieni, zaczniemy w życiu szukać czegoś innego.

Czytaj też: Pokryzysowy nowy ład europejski

Tylko czego? Duży dom to jest cel - każdy potrzebuje jakiegoś celu, do którego dąży. Skoro przestaną nas motywować dotychczasowe motywatory, to co może je zastąpić?
Każdy musi je zdefiniować samodzielnie. Widać natomiast, że zaczniemy je definiować według innych kryteriów niż do tej pory.

Czy ta zasada będzie dotyczyć także całych społeczeństw? W Polsce trwa teraz dyskusja o suwerenności - w kontekście naszego członkostwa w Unii Europejskiej. Ale skoro definiujemy od nowa cele, to może suwerenność spadnie w rankingu wartości na dalsze miejsce?

Przede wszystkim państwo jako wartość nie znajduje się na czele w ludzkiej hierarchii. Na pierwszym miejscu zawsze jest nasza rodzina, później nasi przyjaciele, a dopiero potem wspólnota, w której żyjemy. Fakt, że nadeszły czasy kreatywności, tego nie zmienią. Naszym priorytetem niezmiennie będzie przede wszystkim poprawa własnego standardu życia. To jest niezmienne - zmieni się natomiast sposób definiowania tego standardu.

Rozmawiał Agaton Koziński

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

m
marcinescu
"...silnie rozwinięty kapitał przetrwania" no tak ale skierowny żeby kogoś wy...jać i nie zostać wych..anym.
Obecna Polska jest chyba najbardziej anty kreatywnym państwem po Mołdawi w Europie. Popatrzmy na tzw "zderzak Łągiewki" no ale teraz tylko liczy się kolejna montownia no i POrtia ofkors .
a
al
To u nas w Polsce akurat caly czas sie dzieje. Nawet Kaczynski wie, ze lepiej mieszkac z mamusia ale czy to jest kreatywnosc? PiSoland zyje rodzinnie ale chce aby panstwo zapewnialo im godziwe zycie, stawia nawet premierowi pytania ,,jak zyc". W Ameryce rodzina zmienia miejce zamieszkania przecietnie siedem razy w zyciu, czesto pokonujac tysiace kilometrow, w poszukiwaniu lepszej pracy i lepszego mieszkania. Jezeli chodzi o przyjaciol to maly dowcip ale oparty na amerykanskich realiach ze fery ,,jak zyc". Facet pyta przyjaciela o porade w kilku sprawach i otrzymuje taka odpowiedz: Jestes dojrzalym czlowiekiem i musisz sam podejmowac decyzje, sam odpowiadac sobie na pytania, jezeli masz problemy to zwroc sie do psychologa albo spowiednika.
c
ciekawy
to dobrze, że ten wybitny ekonomista o szerokich horyzontach (rzecz rzadka wśród ekonomistów typu P. Kuczyński czy Jankowiak) został przedstawiony polskiemu czytelnikowi. Warto poza tym zwrócić uwagę na książki, które dały mu do myślenia. Wbrew pozorom to nie felietony Lesia Balcerowicza we "Wprost"...
Dodaj ogłoszenie