Flis: Ten rząd na razie się nie wywróci. Bierność sprzyja prezydentowi

Redakcja
Jarosław Flis
Jarosław Flis FOT. ANDRZEJ BANAS / POLSKAPRESSE GAZETA KRAKOWSKA
- Wszyscy się spodziewali, że poprzedni rząd Tuska nie dotrwa do końca - zaczął się kryzys, mieliśmy katastrofę smoleńską i aferę hazardową. Dziś nie ma podstaw do takich spekulacji. Na pewno będzie ciężko, ale jak widać to nie jest powód, żeby wszystko miało się zawalić - mówi dr Jarosławem Flisem, socjolog i komentator polityczny, w rozmowie Anną Ziobro.

Według sondaży Polacy mają poczucie, że sytuacja kraju zmierza w złym kierunku. Spadło poparcie dla premiera i rządu.
Wiadomo, ile kosztuje ropa i jak waha się kurs złotego. Do tego dochodzi klimat kryzysu i prognozy przewidujące nawet upadek euro jako projektu wspólnej waluty i spowolnienie gospodarcze za granicą. Na to nakładają się aktualne problemy rządu. Rząd ma za sobą kolejny pechowy styczeń: awantury dotyczące refundacji leków, konflikt w prokuraturze czy umowa ACTA z protestami internautów. Dziwne, gdyby notowania rządu nie spadały. Przy okazji opozycja próbuje dla siebie zdobyć punkty poparcia i podejmuje kryzysowe wątki, np. PiS popiera protestujących w sprawie ACTA i wnioskuje o wotum nieufności wobec Arłukowicza.

Nie ma alternatywy?
Zauważmy, że problemy nie dotyczą głównego kierunku rządzenia. Przy aferze z lekami nie chodziło o kwestie ideowe, ale o techniczną sprawność rządu i skłonność do zapobiegania konfliktom. Są sprawy, które są opozycji bliższe, bo wywołują silniejsze pobudzenie u jej polityków. Dla PiS to sprawa Smoleńska, dla Palikota to marihuana i aborcja, a dla SLD likwidacja IPN. To, że dla opozycji nie są naturalnym priorytetem sprawy, które trafiają na pierwsze strony gazet, jest dla rządu korzystne. Jeśli któraś z sił opozycyjnych chce realnie myśleć o przejęciu rządów, to powinna doprowadzić do sytuacji, w której sama jest właścicielem tematów, z którymi rząd sobie nie radzi. Wtedy byłaby postrzegana jako bardziej kompetentna od rządzących.

Ludzie wyszli na ulice w sprawie ACTA, co było też badaniem gruntu, ile rząd wytrzyma. Niebawem rusza reforma emerytur, która wywołuje niezadowolenie, a czas sprzyja protestom. Można się spodziewać, że będzie ich więcej?
Trzeba się tego spodziewać. Jest to szok, bo w ostatnich latach masowe protesty zdarzały się w Polsce rzadko. Na pewno nie było u nas czegoś takiego jak gwałtowne zamieszki w Londynie albo regularne w Berlinie. W przypadku ACTA zobaczymy, jak trwała okaże się koalicja obrońców fundamentalnie rozumianej wolności wypowiedzi z obrońcami dostępu do pirackich filmów. Zobaczymy, jak długo na tych samych falach będą nadawać Jarosław Kaczyński i Janusz Palikot.

Ciekawą sprawą jest wzrost poparcia dla prezydenta Komorowskiego, który najczęściej pozostaje bierny, np. dopiero w ostatnim tygodniu rozmawiał o ACTA.
Ta bierność mu sprzyja, bo nie musi później brać na siebie odpowiedzialności za niepowodzenia rządu. Nie wchodzi w otwarte konflikty, dzięki czemu jest odbierany jako dobry wujek narodu. Teraz protestujący uważają, że Bronisław Komorowski to człowiek, który ich poprze, i w sprawie ACTA razem z nimi będzie atakował rząd.

Premier odciął się od kolegów z partii. Jednowładztwo się sprawdzi?
Przed rokiem kłopoty rządu nałożyły się na spiętrzenie konfliktu wewnątrz PO. Teraz ten konflikt wygląda na spacyfikowany - Grabarczyka nie widać, Schetyna podążył za oficjalną interpretacją swojej roli przez Tuska i czeka na swój moment jako "rezerwa kadrowa". Bezdyskusyjna wewnętrzna pozycja premiera nie jest już jednak tak jednoznacznie konsumowana w bieżących kłopotach. W konflikcie ze służbą zdrowia sam działa Arłukowicz i nie ma powodu na interwencje ze strony premiera. Zresztą minister zdrowia jest jednym z najbardziej medialnych. W sprawie prokuratury stanowisko przedstawia Gowin, więc i na tym odcinku nie ma powodu do zaangażowania premiera. Nieco inaczej jest w przypadku ACTA, gdzie jest spychanie odpowiedzialności między Boniego a Zdrojewskiego i jakąś rolę miał tam początkowo Sikorski. Donald Tusk przyjął pozycję arbitra do rozwiązywania problemów takich ludzi jak Arłukowicz czy Gowin. Ewentualnie rozmyśla, jak co jakiś czas pokazać, że to on rządzi. Tylko nie wiadomo, czy ma nadal kontakt z rzeczywistością i pomysł na dalsze rządzenie.

Czytaj także:
* Flis: Te wybory są nieprzewidywalne, bo Polacy dezinformują ankieterów
* Flis: Nie z każdego można zrobić lidera. Tusk ma dryg do komunikacji
* Flis: Czytelnicy "Playboya" nie zmienią biegu wyborów. Opozycja musi się postarać

Coraz głośniej o tym, że posłowie głosują jak stado baranów - nie zapoznają się z umowami ani nie czytają projektów ustaw.
To kulminacja zjawisk, które narastały w ostatnich latach. Wszystko wisi na liderach partii, z których każdy chciałby być panem młodym na każdym weselu, a nie nieboszczykiem na każdym pogrzebie. Jedynym wyjątkiem jest PSL, gdzie toczy się najswobodniejsza dyskusja. Posłowie w dużych partiach mają role statystów, bo tyle miejsca zostawiają im liderzy. Nie wynika to z lenistwa posłów ani z braku zdolności. System oddaje ich losy w ręce liderów.

To buduje wrażenie aroganckiej władzy, która nie współpracuje ze społeczeństwem, nie rozmawia z ludźmi.
Spora w tym zasługa mediów. Kontaktowanie się z wyborcami za pomocą świńskiego ryja czy happeningów jest chętniej pokazywane. Dlatego ulubionymi komentatorami w debatach są tacy politycy jak Stefan Niesiołowski i stronienie od osób, które przedstawiają ważne sprawy w wyważony sposób. Nie zauważyłem presji mediów na organizowanie merytorycznych debat, przed którymi politycy się z całych sił opierają.

Czy mamy obecnie rząd partaczy, jak mówi prof. Łętowska, który po amatorsku traktuje swoje obowiązki?
To cecha współczesnej demokracji, która ostatnio trochę się nasiliła. Popatrzmy na film BBC "Tak, panie ministrze" z lat 80. Politycy są tam przedstawiani jako marionetki w rękach urzędników. Nasze partie przez 20 lat nie stworzyły sobie zaplecza eksperckiego przygotowującego analizy projektów ustaw. Urzędnicy podsuwają rozwiązania, które są dla nich wygodne. A politycy nie mają źródła weryfikacji tych propozycji, bo mści się bardzo niemrawe budowanie think tanków.

Rozumiem, że rząd i tak ma szanse na zakończenie drugiej kadencji w terminie?
Dziś nic nie wskazuje na to, że mogłoby być inaczej. Choć to, co jest źródłem wywrotek rządów to nagłe i nieprzewidywalne kłopoty. Nikt na początku kadencji rządu Millera nie przewidział afery Rywina albo później seksafery w Samoobronie. Choć zaskoczenie może przyjść z innej strony. Wszyscy się spodziewali, że poprzedni rząd Tuska nie dotrwa do końca - zaczął się kryzys, mieliśmy katastrofę smoleńską i aferę hazardową. Dziś nie ma podstaw do takich spekulacji. Na pewno będzie ciężko, ale jak widać to nie jest powód, żeby wszystko miało się zawalić.

Czytaj także:
* Flis: Te wybory są nieprzewidywalne, bo Polacy dezinformują ankieterów
* Flis: Nie z każdego można zrobić lidera. Tusk ma dryg do komunikacji
* Flis: Czytelnicy "Playboya" nie zmienią biegu wyborów. Opozycja musi się postarać

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie