Flis o aferze taśmowej w PSL: Ona nie dotyczy ważnych postaci koalicji. Media są wyposzczone rozróby

Kamil Jodełko
- Afera taśmowa nie jest czymś, co będzie miało fundamentalny wpływ na koalicję - mówi socjolog, dr Jarosław Flis, w rozmowie z Kamilem Jodełko.

Jaki scenariusz przewiduje Pan dla koalicji PO-PSL? Możliwy jest jej rozpad?
Nie sądzę, żeby afera taśmowa miała tym skutkować. W tym momencie nie ma do tego żadnych przesłanek. Koalicja jest wygodna dla obydwu stron i pamiętajmy też, że ta sprawa nie dotyczy osób, które są w niej kluczowe. Właściwie jedyną przesłanką jaką dostrzegam jest fakt, że media są wyposzczone rozróby.

A czy Donald Tusk może skorzystać na kłopotach PSL? Mam tutaj na myśli odsunięcie ludowców od wpływu na władzę i tym samym przeprowadzenie choćby reformy KRUS.
Na pewno to nie wzmacnia PSL. Sytuacja wydaje się jednak delikatna, bo gdyby Donald Tusk chciał naciskać na PSL to ludowcy się zjednoczą i z tego tytułu będzie miał tylko więcej kłopotów.

Wydaje się, że zyskiem premiera będzie mniejsza pewność siebie jego koalicjantów. Choć z drugiej strony, za duża panika też nie jest mu na rękę. Afera taśmowa nie jest czymś, co będzie miało fundamentalny wpływ na koalicję. Po prostu zmniejszy się aktywność ludowców w tych wszystkich inicjatywach, które były ostatnio podjęte, ale niewiele więcej.

Jaką rolę odegra w tym opozycja? Mam tutaj na myśli głównie PiS, który na sztandarach ma wypisaną walkę z korupcją. Wybiją się sondażowo?
Jest to okazja do punktowania rządu i nie sądzę żeby opozycja z tej szansy nie skorzystała. W końcu ich rola polega na tym, żeby takie sprawy przypominać, nagłaśniać i tworzyć presję na rządzących. Natomiast do wyborów mamy jeszcze 3 lata i o tym też trzeba pamiętać.

A Ruch Palikota? Do tej pory znaliśmy ich głównie jako partię happeningów, która zajmuje się przede wszystkim sporami światopoglądowymi. W sprawie taśm PSL mówią jednym głosem z PiS.
Ruch Palikota będzie oczywiście próbował swych sił, ale trzeba też powiedzieć, że to nie jest ich temat. Wiadomo, że zależy im na tym żeby rozpadła się koalicja i żeby to napięcie na linii PO-PSL było jak największe. Może to być dla nich jakąś szansą, choć bardzo wątpliwą.

Czy afera taśmowa przyćmi spór o in vitro?
Nie, te sprawy będą szły równolegle, bo mediom nie wystarcza tylko jeden temat. Powiedzmy sobie szczerze, afera taśmowa nie dotyczy osób z pierwszych stron gazet. Pamiętajmy też, że mamy sezon ogórkowy i do września o wielu rzeczach się zapomni.

Czyli Donald Tusk zostawi tę sprawę prokuraturze i polityka będzie szła normalnymi torami?
To zależy od tego co zrobi Waldemar Pawlak. Jeżeli uzna, że najlepszym wyjściem z tej sytuacji będzie pozbycie się Marka Sawickiego, to pewnie na tym ta sprawa się zakończy. Natomiast, jeśli będzie to tylko łagodne pogrożenie palcem to wtedy zobaczymy co na to premier. Wydaje się, że jak na razie, pozostawia on wolną rękę Pawlakowi.

Wideo

Komentarze 7

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

N
Nasz_Dziennik
Marek Sawicki ma prawo czuć żal, być zawiedziony, bo w przeszłości ludzie z rządu koalicji PO - PSL byli uwikłani w afery dużo większego kalibru niż on i włos im z głowy nie spadł.

Dymisje w związku z aferą hazardową nastąpiły dopiero tydzień po ujawnieniu nagrań z podsłuchów przewodniczącego Klubu Parlamentarnego PO Zbigniewa Chlebowskiego dokonanych przez CBA, bo już nie można było tego zamieść pod dywan. On i Mirosław Drzewiecki wylecieli z polityki, ale przed sądem nie stanęli (prokuratura ich oczyściła), a teraz wracają na salony.

Wicepremier Grzegorz Schetyna wyleciał z rządu, ale potem został marszałkiem Sejmu, a w niełaskę Tuska popadł tylko z powodu swoich ambicji politycznych. Ministrowie Sławomir Nowak, Adam Szejnfeld czy Rafał Grupiński też krzywdy nie zaznali.

A jaka była polityczna odpowiedzialność innych polityków PO? Tacy wybitni ministrowie jak Cezary Grabarczyk (ten, co rozłożył autostrady i PKP) zostają wicemarszałkami Sejmu.

A jak ktoś tak dbał o stocznie jak Aleksander Grad, że aż upadły, to dostaje lukratywną posadę w PGE, z pensją miesięczną, która podobno przewyższa roczne diety i uposażenie poselskie, jakie dotąd dostawał.

Co zaś powiedzieć, gdy przypomnimy sobie katastrofę smoleńską i cały szereg zaniedbań i skandalicznych działań wysokich urzędników państwowych popełnionych przed tragedią i po niej? Kto poniósł za nią polityczną odpowiedzialność? Nikt.

Szef BOR gen. Marian Janicki nawet awansował, minister zdrowia Ewa Kopacz została marszałkiem Sejmu, Tomasz Arabski w najlepsze kieruje kancelarią premiera, a Radosław Sikorski - MSZ. A nie, błąd - dymisją obciążono ministra obrony Bogdana Klicha. Za karę został senatorem.
O
Obywatel
1. Jestem praktykującym katolikiem, ale z radością przyjmuję decyzję najjaśniejszego politbiura Polskiej Zjednoczonej Platformy Obywatelskiej, by za pośrednictwem TVN oraz innych zaprzyjaźnionych mediów (jak je określił nasz przyjaciel Andrzej Wajda) spalić na stosie ob. MARIUSZA KAMIŃSKIEGO za to, że ośmielił się podnieść rękę na dobre imię naszej ukochanej Platformy, a w szczególności za to, że w/w Mariusz Kamiński oskarżył naszego ukochanego przywódcę tow. DONALDA TUSKA o mataczenie w tzw. "aferze hazardowej", która to afera w ogóle nie istnieje i nigdy nie miała miejsce.

2. Jestem praktykującym katolikiem, ale z radością przyjmuję decyzję najjaśniejszego politbiura Polskiej Zjednoczonej Platformy Obywatelskiej, by za pośrednictwem TVN oraz innych zaprzyjaźnionych mediów (jak je określił nasz przyjaciel Andrzej Wajda) spalić na stosie ob. JAROSŁAWA KACZYŃSKIEGO za to, że ośmielił się podnieść rękę na dobre imię naszej ukochanej Platformy, a w szczególności za to, że w/w Jarosław Kaczyński oskarżył naszego ukochanego przywódcę tow. DONALDA TUSKA o mataczenie w tzw. "aferze smoleńskiej", która to afera w ogóle nie istnieje i nigdy nie miała miejsce.
n
nędza drodzy dziennikarze
znowu to samo: Polacy przecież nic się nie stało ot drobny incydent gdzieś na dole drabiny władzy. Czy PTT ma jakiś interes żeby propagować takie podejście do problemu? Pseudo dziennikarz rozmawia z pseudo socjologiem, i wy chcecie dostawać pieniądze za publikowanie takich gniotów?
G
Gdanszczanin
albo robi w druzynie ss-tusk.Czapinski i Krzeminski do kupy i jest cacy.Fajnopolacy z Kolenda ,Durczokiem,Lizem i reszta graja w jednym,antypolskim zespole.Druzyna Rudego wydaje sie mocna,ale zabraknie im kondycji i trzeba bedzie robic zmiany.Gorzej,ze szykuje sie dluga rekonwalescencja w "osrodkach wypoczynkowych.
G
Georges
żenujący komentarz naukowca, który nie widzi że sprawa dotyczy nie tyle spraw koalicji a powszechnej korupcji, od której nota bene nie są wolne również inne partie.A przede wszystkim pokazuje słabość państwa i ich organów, które w ogóle nie reagują. Premier,rząd, opozycja, posłowie, służby specjalne /a jest ich chyba z 10, tylko po co?/,prokuratura, itd. Hulaj dusza partyjniacy wszelkiej maści!!!!
F
Flisak
Znowu robią nam wodę z mózgu -- zupełnie tak, jak w PRL!

Pseudoziennikarze, pseudoprofesorowie i polskojęzyczna prasa, to największe zło w tym kraju. Ci ludzie jakby mieli bielmo na oczach: nie chcą widzieć błędów Tuska i Platformy, licznych afer w wykonaniu członków partii rządzącej i samego Tuska (np. przeciek Tuska w aferze hazardowej. To Tusk poinformował swoich kolesi, że CBA już ma ich na oku).

Większość polskich mediów jest bezpośrednio zaangażowana w polityczny konflikt, w którym przeciwnikiem jest Prawo i Sprawiedliwość i Jarosław Kaczyński. Sympatie właścicieli mediów i ich funkcjonariuszy na etatach dziennikarskich lokują się po stronie Platformy Obywatelskiej, szerokiego obozu socliberałów oraz lewicy postkomunistycznej. Do tej grupy dołączyły właśnie media publiczne "wyczyszczone" z dziennikarzy podejrzewanych o "pisowskie odchylenie".

Wybory w kraju postkolonialnym nigdy nie są demokratyczne, ponieważ w postkolonialnym kraju nie ma demokracji. Gdyby była demokracja, to by była wolność słowa. Gdyby była wolność słowa, to byłyby różne stacje telewizyjne – nie tylko takie, które nienawidzą Jarosława Kaczyńskiego. Upubliczniane, w sposób niemal totalny, są takie opinie, które są na rękę reżimowi. Nie ma w Polsce żadnej wolności słowa. Zamiast wolności słowa jest przemoc medialna. To jest przemoc gorsza niż fizyczna.
F
Flisak
Ci ludzie jakby mieli bielmo na oczach: nie chcą widzieć błędów Tuska i Platformy, licznych afer w wykonaniu członków partii rządzącej i samego Tuska (np. przeciek Tuska w aferze hazardowej. To Tusk poinformował swoich kolesi, że CBA już ma ich na oku).

Tzw. dziennikarze udają, że nic złego w Polsce się nie dzieje. To działalność antypaństwowa panowie i panie dziennikarze! To hańbi wasz zawód! Wypełniacie obrzydliwe polecenie polityczne: atakować PiS i gloryfikować PO i Tuska. Obrzydliwość.

To właśnie DZIENNIKARZE zmarnowali nam 5 lat trzymając parasol ochronny nad swoją ukochaną Platformą Oszustów.

Przez pierwsze kilka miesięcy moderatorzy systematycznie wycinali wszelkie posty krytyczne dot. PO !!!

Maciej Iłowiecki:

Gdy premierem został Tadeusz Mazowiecki, przedstawiłem mu - jako przewodniczący Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich - kilkanaście postulatów dotyczących przyszłości mediów w nowej rzeczywistości. Zaproponowałem wtedy powołanie rady prasowej, czegoś w rodzaju Rady Etyki Mediów, ale nie jako organu kontrolnego. Mazowieckiemu pomysł się spodobał. Umówiliśmy się na następne spotkanie w tej sprawie.

Ale następnym razem przyjął mnie już w otoczeniu dwóch swoich doradców. Jednym z nich był Waldemar Kuczyński. To właśnie on naciskał na Mazowieckiego, by odrzucił ten pomysł, bo media "wymkną mu się z rąk". A mnie i wielu innym działaczom właśnie o to chodziło, by media nie były kontrolowane przez polityków.

Wtedy właśnie zacząłem podejrzewać, że Mazowiecki otoczony jest przez ludzi, którym wcale nie zależy na prawdziwej demokracji i wolności w Polsce, ale na łagodnym przejęciu władzy, dzięki czemu cała nomenklatura zostałaby jakoś "ulokowana" w nowej rzeczywistości. Tak właśnie się stało. Nam zaś chodziło o to, by m.in. poprzez taką radę prasową blokować działalność m.in. dziennikarzy ubeków.

Dziwiłem się, że tak bardzo Wałęsa i jego ludzie bratali się z Kiszczakiem i innymi "towarzyszami", że pili razem wódkę itd.

Po pierwszych numerach "Gazety Wyborczej", bo taką nazwę otrzymała, do których ja również pisywałem, wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze. Ale później nastąpiła dziwna przemiana "GW" nie tylko w medium lewicowe, ale także przeciwne lustracji. Zaczęła pisać jakby "na odwrót".

A przecież w pierwszych założeniach ideowych "S" była zasada desowietyzacji kraju. Chodziło o pozbycie się wszelkich naleciałości, które narzucał nam "wielki sąsiad", i całego tego PRL-owskiego sposobu zarządzania. Te niepokojące zmiany zaczęły się od mianowania trzech osób, które miały nadzorować finanse "GW", czyli Zbigniewa Bujaka, Aleksandra Paszyńskiego i Andrzeja Wajdy.

Zaczęło mnie to coraz bardziej niepokoić, tym bardziej że w ustaleniach z obrad Okrągłego Stołu było jasno napisane, że ta gazeta miała służyć wszystkim partiom opozycyjnym, do respektowania tej zasady było zobowiązane jej kierownictwo, zwłaszcza redaktor naczelny Adam Michnik.
Dodaj ogłoszenie