Film "Smoleńsk" będzie gotowy dopiero na jesień. Brakuje pieniędzy i... aktorów

Anita Czupryn
Premiera filmu "Smoleńsk" jest zaplanowana na jesień 2015 roku
Premiera filmu "Smoleńsk" jest zaplanowana na jesień 2015 roku Tomasz Bołt
Udostępnij:
Zdjęcia do filmu "Smoleńsk" Antoniego Krauzego, który - choć jeszcze nie powstał - nieodmiennie budzi wiele kontrowersji, mają ruszyć w ostatnim tygodniu lutego. Premierę twórcy zapowiadają na jesień tego roku

Jak dowiedziała się "Polska", jeszcze nie wszystkie role są obsadzone (na obsadzenie czeka 10-20 proc. postaci), choć co do głównych bohaterów nie ma już wątpliwości, kto je zagra. Obecnie trwają dokumentacje w Warszawie i okolicach, gdzie będzie kręcona większość zdjęć, ale zaplanowano też zdjęcia za granicą - w USA. No i twórcy filmu nie mają jeszcze pełnego budżetu, a wynosi on 9,5 mln zł. - Trwa zbiórka, trwają rozmowy z inwestorami, trudno mówić, jaki będzie ostateczny podział zebranych środków w budżecie tego filmu. Ale jest szansa, że film powstanie, w różnej formie mamy zebranych ok. 7 mln zł. Wciąż potrzebujemy wsparcia - mówi w rozmowie z "Polską" Maciej Pawlicki, producent i jeden z autorów scenariusza (obok Tomasza Łysiaka, Antoniego Krauzego i Marcina Wolskiego).

Na potrzeby zbiórki powstała specjalna strona w internecie założona przez Fundację Smoleńsk 2010, gdzie znajdują się najświeższe informacje na temat "batalii", jak nazywają twórcy przygotowania i starania do realizacji filmu. Jest tam też dokładny licznik, który na bieżąco pokazuje, ile pieniędzy brakuje do zamknięcia budżetu (2 417 977 mln zł).

"Ci z Państwa, którzy zechcą zainwestować w nasz film - otrzymają pełnoprawną pozycję inwestorską i będą - proporcjonalnie do wniesionego wkładu - partycypować w ew. zyskach z rozpowszechniania filmu na równi z innymi inwestorami. Inwestycja to minimum 5000 zł lub też wielokrotność tej sumy. Dotyczy to również dotychczasowych darczyńców. Liczy się każda, nawet najmniejsza wpłata. Nazwiska wszystkich darczyńców i inwestorów, którzy wyrażą taką wolę - znajdą się w napisach końcowych filmu - informują autorzy strony. Jest też specjalna zakładka z podziękowaniami dla darczyńców, gdzie wymienione są osoby (z imienia i pierwszej litery nazwiska oraz nazwy miejscowości), które do tej pory wsparły film.

Maciej Pawlicki nie ukrywa, jak bardzo cieszy się, że był tak duży odzew na wznowienie publicznej zbiórki w grudniu, zarówno jeśli chodzi o darowizny, jak i o zgłoszenia tych, którzy są zainteresowani inwestycją. Jest kilku inwestorów większych, kilkudziesięciu mniejszych, ale z samych darowizn od indywidualnych osób zebrano ponad milion złotych.

Dla twórców filmu najważniejsze jednak jest to, że wiele ludzi na niego czeka. Jak czytamy na stronie Fundacji Smoleńsk 2010: "Czekają przede wszystkim ci, dla których opowieść o tym, co naprawdę wydarzyło się w smoleńskim lesie 10 kwietnia 2010 roku, jest ważna dla kształtu polskiej tożsamości, losów indywidualnych i przyszłości wspólnoty narodowej. Kultura polska bez tego filmu byłaby kulturą kaleką, uciekającą od podstawowych powinności, pozbawioną więzi z emocjami i życiem duchowym Polaków".

- Nie przypominam sobie sytuacji od czasów "Człowieka z żelaza", który był w pośpiechu kończony, żeby zdążyć na ekrany w 81 roku, czy od czasów wielkiej ekranizacji dawno temu dzieł Sienkiewicza, żeby tak czekano na film. Z punktu widzenia twórców, producenta, jest to cenne i ważne, bo to będzie ważny film - mówi Pawlicki.

Sam pomysł na film zrodził się w głowie reżysera Antoniego Krauzego (autor filmu o masakrze robotników w grudniu 1970 r. - "Czarny czwartek. Janek Wiśniewski padł") dość szybko, po katastrofie smoleńskiej. - Nie pamiętam, czy to był jeszcze 2010 r., czy już 2011, ale byłem świadkiem, jak wystąpił z tą inicjatywą w Klubie Ronina. Podszedłem i powiedziałem, że gdybym mógł się na coś przydać, to jestem gotowy. Jak widać, minęły już cztery lata, ale nie jest to jakiś specjalnie długi czas. Jeśli spojrzeć na historię powstawania ważnych filmów, to zwykle tyle lat one właśnie trwają. Nie tylko przygotowania producenckie, zbieranie pieniędzy, ale też merytoryczne, prace nad pisaniem scenariusza - mówi producent.
Pierwsza wersja scenariusza filmu "Smoleńsk" powstała trzy lata temu. Uległa jednak, jak mówi Pawlicki, wielokrotnym zmianom, poprawkom i rozwojowi, co też jest sprawą naturalną, choć, mimo otwartości reżysera, nosi on w sobie wciąż tę samą koncepcję, której jest wierny.

Film ma być opowieścią o poszukiwaniu prawdy na temat tego, co się stało z prezydentem Lechem Kaczyńskim i państwową delegacją, która udawała się na rocznicę obchodów mordu dokonanego przez Sowietów na oficerach polskich w Katyniu w roku 1940. Prawdy, na własną rękę, ma szukać bohaterka filmu - młoda dziennikarka Dorota. Autorzy scenariusza będą się tu, jak informują, opierać na faktach, jakie ustalił zespół parlamentarny do spraw zbadania przyczyn katastrofy Tu-154, uwzględnią wszystkie nowe ustalenia i fakty wydobywane na światło dzienne przez naukowców, ekspertów, świadków. Sama katastrofa samolotu ma być komputerową rekonstrukcją w oparciu o ustalenia zespołu parlamentarnego ds. Smoleńska, czyli o ekspertyzy prof. Kazimierza Biniendy i prof. Kazimierza Nowaczyka z USA oraz dr. inż. Grzegorza Szuladzińskiego z Australii. - Tylko pieszczoszki, w tym pieszczoszki władzy, robią filmy co roku, ale jak się prześledzi życiorysy twórców, rzadko jest tak, że ktoś produkuje film każdego roku, jak Woody Allen - dodaje Pawlicki.

Jasne jest, że twórcy "Smoleńska" "pieszczoszkami" się nie czują. Przypomnijmy, że rozpoczęcie zdjęć do filmu twórcy ogłaszali już w kwietniu 2013 r. Rok później, w lutym 2014 r. Polski Instytut Sztuki Filmowej nie przyznał filmowi dotacji, a scenariusz eksperci sztuki filmowej skrytykowali, wyrokując, że ma wiele warsztatowych wad, przypomina fabularyzowaną publicystykę, rażą w nim patetyczne dialogi.

- Przy czym ja dokładnie opisuję, jak on został skrytykowany - podkreśla producent, odnosząc się do zarzutów. - Skrytykowało go pięciu ekspertów (Anna Kazejak, Sławomir Fabicki, Grzegorz Łoszewski, Jerzy Stuhr, Jerzy Skolimowski - red), podczas gdy kilku innych było za. Pan Sylwester Chęciński na przykład był liderem jednej z grup, która rekomendowała ten film do produkcji. W drugiej instancji zdecydowano, że film nie dostanie wsparcia, ale głównym zarzutem podczas narady była jego antyrosyjskość. Wiem to nieformalnie, ale że nie zostało to nigdy później zdementowane, to tak to właśnie podczas tej ostatecznej narady nad filmem było. I jest to groteskowe, bo działo się to na kilka tygodni przed tym, co Putin pokazał - że jest zdolny do rzeczy strasznych. Żałuję, że takiego uzasadnienia o antyrosyjskości tego filmu oficjalnie nie ma, bo to byłoby doskonała reklama, wręcz na plakaty byśmy to dali. Ostatecznie jeden z urzędników PISF stwierdził jednak, aby inne argumenty znaleźć i znaleziono inne argumenty - mówi o kulisach Pawlicki. Pytam więc, czy ten film będzie antyrosyjski.

- Na pewno "Smoleńsk" to film antytotalitarny, przeciwko złu, kłamstwu, wszystkiemu temu, czego w życiu nie chcemy. To film, który opowiada się po stronie dobra. A w Rosji jest i jedno, i drugie. Nie chcę utożsamiać Rosji ze złem, w związku z czym to zło było i po stronie Rosjan, jak i po stronie Polaków. Nie jest więc antyrosyjski, a jest przeciwko złu - tłumaczy Maciej Pawlicki.
W filmie zagrają m.in. Ewa Dałkowska, Halina Łabonarska, Beata Fido, Marta Honzatko, Mirosława Marcheluk, Jerzy Zelnik, Redbad Klijnstra, Piotr Bajor, Michał Chorosiński, Ryszard Jabłoński i inni - ponad kilkadziesiąt postaci, a do tego kilkuset statystów.

Ewa Dałkowska, odtwórczyni jednej z głównych ról (wcieli się w postać pierwszej damy Marii Kaczyńskiej), w wywiadzie dla tygodnika "W Sieci" mówiła, że była to propozycja nie do odrzucenia. Całkiem niedawno w mediach pojawiły się spekulacje o możliwym udziale w filmie aktora Macieja Stuhra, który udzielił wywiadu tygodnikowi "W Sieci", mówiąc, że nie miałby problemu z intrygującym filmem o tragedii smoleńskiej, nawet z pewnym znakiem zapytania co do przyczyn katastrofy.
Zapytaliśmy więc Macieja Stuhra o jego ewentualny udział w tym filmie. - To kompletne nieporozumienie. W wywiadzie "W Sieci" powiedziałem to, co powiedziałem, nie chcę tego kontynuować, rozwijać, dementować - odparł. Wątpliwości rozwija też producent Maciej Pawlicki: - Nie jest tak, że jak ktoś zgłasza gotowość do zagrania w filmie, to otrzymuje propozycję. Ojciec Macieja Stuhra też się wypowiadał na temat tego, czy zagra, czy nie. Propozycji nie dostał. Maciej Stuhr też nie dostał takiej propozycji i nie przewidujemy mu jej składania.

Pawlicki przyznaje, że żałuje, iż filmu nie udało się zrealizować rok czy dwa temu, ale wierzy, że wszystko jest po coś, ma swój cel i "Smoleńsk", którego premiera ma się odbyć w październiku tego roku, będzie dla widzów równie ważny, a może nawet ważniejszy.

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Dołącz do nas na Twitterze!

Codziennie informujemy o ciekawostkach i aktualnych wydarzeniach.

Obserwuj nas na Twiterze!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość
Wolę wielokrość wspomagać osoby potrzebujące chore,dzieci z rakiem niż na taki film dać choćby 1 złoty.
Realizacja na potrzeby polityczne PIS gdzie z tragedi narodowej zrobiono paliwo nakręcania polaków ale cale sczęście opinia ta spada z roku na rok i jest mało procentowa na TAK. Myslę że sam Jarosław Kaczyński w to nie wierzy i zapewne się nie mylę sam tego nie powie.
Mnie jako osoby normalnie logicznie myslącej nie interesuje czy ten film będzie czy nie ale zapewne ogromna większość polaków nie dolozy ani złotowki a aktorzy będą omijać ten film zerokim łukiem. No może poza Zelnikiem ,Łanowską,Pietrzakiem,i temu podobnych.
s
spokojny
Ta, już widzę jak na ten filmik walą tłumy na całym świecie, jak idzie przy pełnych multikinach od Hawajów do Bombajów. Jak po domach, sąsiedzi od Grecji do Szwecji, spraszają się w głównym czasie nadawania żeby zrobić niesamowite kwoty i słupki frekwencyjne, przeżywając wzruszenia przy historii znad Wisły. Oczywiście u nas rekordy zapewnione. Wypędzi się osiemnaście milionów dziatwy szkolnej na projekcje a potem omówi na lekcjach wychowawczych.
Więcej informacji na stronie głównej PolskaTimes
Dodaj ogłoszenie