Fieseler Fi 156 Storch: Mały samolot, ale wielkie...

    Fieseler Fi 156 Storch: Mały samolot, ale wielkie możliwości. Słynne loty niemieckiego Bociana

    Andrzej Dworak

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Fieseler Fi 156 Storch

    Fieseler Fi 156 Storch ©Domena pbliczna/Wikipedia

    Ostatnim samolotem, któremu udało się wylądować w oblężonym przez wojska radzieckie i zbombardowanym Berlinie, był Bocian pilotowany przez słynną lotniczkę Hannę Reitsch.
    Fieseler Fi 156 Storch

    Fieseler Fi 156 Storch ©Domena pbliczna/Wikipedia

    Ustępujący i topniejący pod wpływem ciepła lodowiec Gauligletscher w szwajcarskich Alpach odsłonił tego lata resztki wojskowej maszyny Dakota DC-53, która rozbiła się prawie 72 lata temu o zbocze góry Wetterhorn. W wyniku ryzykownej i wspaniale przeprowadzonej akcji uratowano wówczas wszystkich dwunastu rozbitków uwięzionych na wysokości 3400 metrów. O ostatecznym powodzeniu całego przedsięwzięcia zdecydowało użycie małego samolotu łącznikowego i rozpoznawczego z czasów drugiej wojny światowej, niemieckiej konstrukcji Fieseler Fi 156 Storch. Bocian, bo tak tłumaczy się jego nazwa na polski, zwiózł bezpiecznie w dolinę wszystkich uratowanych z Dakoty, dodając jeszcze jeden znakomity wpis na liście swoich słynnych lotów.

    Z możliwości tej wyjątkowej konstrukcji korzystali głównie Niemcy podczas drugiej wojny światowej, ale służyła ona także Rosjanom, którzy jeden egzemplarz dostali w prezencie po podpisaniu paktu Ribbentrop - Mołotow w 1939 roku i którzy rozpoczęli w Kownie produkcję kopii pod nazwą Antonow OKA-38. Fabryka i wszystkie egzemplarze Antonowa zostały zniszczone podczas bombardowania po ataku III Rzeszy na ZSRR. Bociana używali także alianci, a mieli go również Finowie, Włosi, Chorwaci, Węgrzy, Rumuni, Słowacy i Szwajcarzy, którzy latali nim do 1963 roku. Jeden z ich samolotów poleciał właśnie po pasażerów i załogę rozbitej DC-53, którzy od pięciu dni wypatrywali ratunku uwięzieni na lodowcu na zboczu Wetterhornu.

    Dziewięć razy na lodowiec
    Feralny lot Dakoty rozpoczął się 19 listopada 1946 roku z lotniska w Wiedniu i miał z międzylądowaniem w Monachium zakończyć się w Marsylii. Na pokładzie maszyny znajdowało się czterech członków załogi, jeden amerykański generał z rodziną, jeden pułkownik z żoną, dwie żony innych wysokich oficerów oraz matka jednego z pilotów. Załoga popełniła błąd w nawigacji i samolot znalazł się niebezpiecznie blisko górskiego szczytu.

    Uderzenie w północno-zachodnie zbocze Wetterhornu nastąpiło nagle przy prędkości 280 km/godz. Samolot ślizgał się jeszcze ok 80 m pod górę i zawisł przy krawędzi głębokiej szczeliny w lodowcu. Rozbitkowie byli ranni, ale żywi. Po godzinie załodze udało się nawiązać łączność z wojskowym lotniskiem Orly w Paryżu i wezwać pomoc. Nikt jednak nie wiedział, gdzie nastąpiła katastrofa. Brytyjski Lancaster nie znalazł rozbitków we francuskich Alpach. Dopiero Szwajcarzy połapali się po stosunkowej sile sygnałów radiowych, że to musiało wydarzyć się na ich terytorium. Rozbitków odnalazł wkrótce amerykański bombowiec B-29, na pokładzie którego był nawet ojciec pilota Dakoty Ralpha Tate’a.

    Przez kilka dni rozbitkowie otrzymywali z samolotów zrzuty żywności, ubrań i leków. Bez tego nie mieli szans na przeżycie przy temperaturze minus 15 stopni. Z dołu ruszyła w ich kierunku wyprawa ratunkowa licząca 60 osób, wśród wspinających się na 3400 metrów był także lekarz. Kiedy ratownicy dotarli na lodowiec, byli już tak wyczerpani, że nie mieli sił transportować uratowanych w dół. I wówczas użyto Bociana.

    Fieseler Fi 156 Storch Domena pbliczna/Wikipedia


    Dwaj szwajcarscy piloci wojskowi, kapitan Victor Hug i major Pista Hitz, zgłosili plan lądowania na lodowcu i przewiezienia rozbitków w dolinę Fiselerem Storchem 156. Piątego dnia od katastrofy Bocian w trakcie dziewięciu kursów przeniósł wszystkich dwunastu rozbitków w bezpieczne miejsce. Specjalny sanitarny pociąg zawiózł ich następnie do Wiednia - tam, skąd ruszyli na spotkanie z górą. Akcja - relacjonowana przez angielskojęzyczne i szwajcarskie media - zakończyła się sukcesem. Na zboczu Wetterhornu pozostały jedynie kawałki rozbitej DC-53, które coraz bardziej pokrywały śnieg i lód. Przez kilka dekad nikt się nimi nie interesował, ale w 2012 roku pierwszy raz topniejący lodowiec pokazał swoje zakopane skarby, a teraz szwajcarskie lotnictwo zwiozło na dół to, co znaleziono - bez cockpitu, który wciąż gdzieś tkwi w zmarzlinie - i przypomniano sobie o katastrofie sprzed lat oraz jej cichym bohaterze Fiselerze Storchu 156.

    Nogi jak bocian Samolot powstał w zakładach Gerhard-Fieseler-Werke w Kassel. Jego konstruktorem był Reinhold Mewes zatrudniony od 1934 roku w fabryce Gerharda Fieselera. Pierwszy lot odbył się na początku maja 1936 roku, a za sterami prototypu zasiadł właściciel zakładów. Ze względu na cienkie, długie kolumny kół przednich samolot dostał nazwę Bocian. Jego oficjalna prezentacja odbyła się w Berlinie w 1939 roku podczas „Dnia Wehrmachtu”, kiedy wylądował na reprezentacyjnej alei Unter den Linden przy operze.
    1 »

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo