Fieseler Fi 156 Storch: Mały samolot, ale wielkie możliwości. Słynne loty niemieckiego Bociana

Redakcja

  • Polska
Ostatnim samolotem, któremu udało się wylądować w oblężonym przez wojska radzieckie i zbombardowanym Berlinie, był Bocian pilotowany przez słynną lotniczkę Hannę Reitsch.

Ustępujący i topniejący pod wpływem ciepła lodowiec Gauligletscher w szwajcarskich Alpach odsłonił tego lata resztki wojskowej maszyny Dakota DC-53, która rozbiła się prawie 72 lata temu o zbocze góry Wetterhorn. W wyniku ryzykownej i wspaniale przeprowadzonej akcji uratowano wówczas wszystkich dwunastu rozbitków uwięzionych na wysokości 3400 metrów. O ostatecznym powodzeniu całego przedsięwzięcia zdecydowało użycie małego samolotu łącznikowego i rozpoznawczego z czasów drugiej wojny światowej, niemieckiej konstrukcji Fieseler Fi 156 Storch. Bocian, bo tak tłumaczy się jego nazwa na polski, zwiózł bezpiecznie w dolinę wszystkich uratowanych z Dakoty, dodając jeszcze jeden znakomity wpis na liście swoich słynnych lotów.

Z możliwości tej wyjątkowej konstrukcji korzystali głównie Niemcy podczas drugiej wojny światowej, ale służyła ona także Rosjanom, którzy jeden egzemplarz dostali w prezencie po podpisaniu paktu Ribbentrop - Mołotow w 1939 roku i którzy rozpoczęli w Kownie produkcję kopii pod nazwą Antonow OKA-38. Fabryka i wszystkie egzemplarze Antonowa zostały zniszczone podczas bombardowania po ataku III Rzeszy na ZSRR. Bociana używali także alianci, a mieli go również Finowie, Włosi, Chorwaci, Węgrzy, Rumuni, Słowacy i Szwajcarzy, którzy latali nim do 1963 roku. Jeden z ich samolotów poleciał właśnie po pasażerów i załogę rozbitej DC-53, którzy od pięciu dni wypatrywali ratunku uwięzieni na lodowcu na zboczu Wetterhornu.

Dziewięć razy na lodowiec
Feralny lot Dakoty rozpoczął się 19 listopada 1946 roku z lotniska w Wiedniu i miał z międzylądowaniem w Monachium zakończyć się w Marsylii. Na pokładzie maszyny znajdowało się czterech członków załogi, jeden amerykański generał z rodziną, jeden pułkownik z żoną, dwie żony innych wysokich oficerów oraz matka jednego z pilotów. Załoga popełniła błąd w nawigacji i samolot znalazł się niebezpiecznie blisko górskiego szczytu.

Uderzenie w północno-zachodnie zbocze Wetterhornu nastąpiło nagle przy prędkości 280 km/godz. Samolot ślizgał się jeszcze ok 80 m pod górę i zawisł przy krawędzi głębokiej szczeliny w lodowcu. Rozbitkowie byli ranni, ale żywi. Po godzinie załodze udało się nawiązać łączność z wojskowym lotniskiem Orly w Paryżu i wezwać pomoc. Nikt jednak nie wiedział, gdzie nastąpiła katastrofa. Brytyjski Lancaster nie znalazł rozbitków we francuskich Alpach. Dopiero Szwajcarzy połapali się po stosunkowej sile sygnałów radiowych, że to musiało wydarzyć się na ich terytorium. Rozbitków odnalazł wkrótce amerykański bombowiec B-29, na pokładzie którego był nawet ojciec pilota Dakoty Ralpha Tate’a.

Przez kilka dni rozbitkowie otrzymywali z samolotów zrzuty żywności, ubrań i leków. Bez tego nie mieli szans na przeżycie przy temperaturze minus 15 stopni. Z dołu ruszyła w ich kierunku wyprawa ratunkowa licząca 60 osób, wśród wspinających się na 3400 metrów był także lekarz. Kiedy ratownicy dotarli na lodowiec, byli już tak wyczerpani, że nie mieli sił transportować uratowanych w dół. I wówczas użyto Bociana.

Fieseler Fi 156 Storch Domena pbliczna/Wikipedia

Dwaj szwajcarscy piloci wojskowi, kapitan Victor Hug i major Pista Hitz, zgłosili plan lądowania na lodowcu i przewiezienia rozbitków w dolinę Fiselerem Storchem 156. Piątego dnia od katastrofy Bocian w trakcie dziewięciu kursów przeniósł wszystkich dwunastu rozbitków w bezpieczne miejsce. Specjalny sanitarny pociąg zawiózł ich następnie do Wiednia - tam, skąd ruszyli na spotkanie z górą. Akcja - relacjonowana przez angielskojęzyczne i szwajcarskie media - zakończyła się sukcesem. Na zboczu Wetterhornu pozostały jedynie kawałki rozbitej DC-53, które coraz bardziej pokrywały śnieg i lód. Przez kilka dekad nikt się nimi nie interesował, ale w 2012 roku pierwszy raz topniejący lodowiec pokazał swoje zakopane skarby, a teraz szwajcarskie lotnictwo zwiozło na dół to, co znaleziono - bez cockpitu, który wciąż gdzieś tkwi w zmarzlinie - i przypomniano sobie o katastrofie sprzed lat oraz jej cichym bohaterze Fiselerze Storchu 156.

Nogi jak bocian Samolot powstał w zakładach Gerhard-Fieseler-Werke w Kassel. Jego konstruktorem był Reinhold Mewes zatrudniony od 1934 roku w fabryce Gerharda Fieselera. Pierwszy lot odbył się na początku maja 1936 roku, a za sterami prototypu zasiadł właściciel zakładów. Ze względu na cienkie, długie kolumny kół przednich samolot dostał nazwę Bocian. Jego oficjalna prezentacja odbyła się w Berlinie w 1939 roku podczas „Dnia Wehrmachtu”, kiedy wylądował na reprezentacyjnej alei Unter den Linden przy operze.
To była niezwykła konstrukcja. Bocian potrafił utrzymywać się w powietrzu przy ekstremalnie niskiej prędkości poniżej 50 km/godz. Dlatego jego wymagania co do lądowisk były minimalne - mógł wylądować na terenie o długości 20 metrów, a do startu przy wietrze z przodu wystarczyło mu 50 metrów. Był na tyle wolny w powietrzu, że służył niekiedy do rozwijania na ziemi kabli łączności. A przy odpowiednim wietrze z przodu umiał zawisnąć w powietrzu (prędkość względem ziemi wynosiła wówczas zero!), a nawet poruszać się z wiatrem do tyłu. Wyprzedził pod tym względem późniejsze helikoptery - choć, trzeba przyznać, jego zawisanie nad ziemią nie było zbyt stabilne. Jeśli trzeba było, składano mu skrzydła i mógł być przewożony np. koleją.

Z takimi możliwościami był Bocian pożądanym sprzętem nie tylko w „normalnych” okolicznościach, służąc w zadaniach kurierskich, obserwacyjnych (doskonała widoczność z kabiny) i sanitarnych w czasie działań wojennych, ale znajdował zastosowanie w misjach specjalnych. Niedawno pisaliśmy, że został użyty w czasie „Operacji Dąb”, czyli uwolnienia internowanego w górach Abruzji dyktatora Italii Benita Mussoliniego - wylądował na kawałku żlebu pod górę i zabrał Duce na lotnisko pod Rzymem. Nie mniej spektakularnym wyczynem była opisana powyżej akcja ratunkowa w Alpach Berneńskich, ale Bocian ma na koncie liczne inne misje, o których też warto wspomnieć.

Ostatni samolot do Berlina
Bocian był ulubionym samolotem generała Erwina Rommela w czasie, kiedy dowodził Afrika Korps. Latał nim w czasie planowanych działań i także dzięki wiedzy zdobytej z kabiny Bociana podejmował sprytne decyzje, które dały mu przydomek „Lisa Pustyni”. Poza tym przemieszczał się wciąż na pokładzie Storcha między oddziałami, kontrolując je i dodając żołnierzom bojowego ducha. Ostatecznie przegrał - tak dla porządku trzeba o tym wspomnieć - i dobrze.

Używali ich nie tylko wrogowie. Kilka samolotów Fieseler Fi 156s Storch zostało zdobytych przez aliantów i latali nimi brytyjscy dowódcy: marszałek Montgomery, wicemarszałek lotnictwa Arthur

Coningham, tej samej rangi Harry Broadhurst oraz premier Winston Churchill w czasie wizytowania oddziałów w Normandii w 1944 roku.

Karl Hanke Domena pbliczna/Wikipedia

W ostatnich dniach wojny z oblężonej twierdzy Festung Breslau uciekł zbrodniarz hitlerowski gauleiter Karl Hanke. Uciekł Bocianem z przygotowanego prowizorycznie pasa startowego - dla samolotów ucięto wieżyczki katedry, które odbudowano całkiem niedawno - chociaż wcześniej kazał się bić do końca i swoimi rozkazami zmieniającymi Wrocław w twierdzę spowodował śmierć tysięcy cywili.

Hanna Reitsch Domena pbliczna/Wikipedia

Ostatnim samolotem, któremu udało się wylądować w oblężonym i zbombardowanym Berlinie, był Bocian pilotowany przez słynną lotniczkę Hannę Reitsch. Posadziła maszynę w alei przy Tiergarten, niedaleko Kancelarii Rzeszy i bunkra Adolfa Hitlera. Miało to miejsce 26 kwietnia 1945 roku. Przybyła, żeby namówić wodza III Rzeszy do ucieczki do Bawarii, ale ten jednak odmówił. Odleciała więc bez niego, ale już nie Storchem, którego uszkodziły spadające na miasto pociski, tylko samolotem Arado Ar 96.

Reitsch była ostatnią osobą lądującą w Berlinie przed kapitulacją, a umożliwił jej to Bocian.

POLECAMY:

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3