Federacja? Bruksela chce nas urządzić

Wojciech Rogacin
Fot. Polskapresse
Wreszcie czas na Stany Zjednoczone Europy? Nierozwiązywalny kryzys w strefie euro sprawił, że szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso mógł podczas swego środowego przemówienia w Strasburgu powrócić do pomysłu Europy federacyjnej. Bo, jak twierdzą niektórzy, tylko superrząd europejski byłby w stanie zapanować nad chaosem w strefie euro. W taki to sposób kryzys w Europie stanie się motorem napędzającym zmiany.

O Stanach Zjednoczonych Europy, bo do tego sprowadza się propozycja Barroso, dyskutuje się od czasu, gdy były sekretarz stanu USA Henry Kissinger zadał słynne pytanie retoryczne: "Do kogo mam dzwonić, gdy chcę porozmawiać z kimś, kto odpowiada za politykę zagraniczną Europy?".

Pomysł Europy federacyjnej w wielu aspektach - choćby w polityce zagranicznej, finansowej czy gospodarczej - teoretycznie mógłby być lekiem na wszelkie jej obecne bolączki. Gdyby zsumować gospodarki wszystkich unijnych krajów członkowskich, Unia stałaby się najpotężniejszą gospodarką świata, przewyższającą nawet Stany Zjednoczone.

Eurokraci w Brukseli od dawna marzą o coraz większej scentralizowanej władzy. Kolejne traktaty, w tym lizboński, mają ją do tego przybliżać, choć zarazem reformować Unię w miarę, jak ona sama się rozszerza.

Jednak powstanie europejskiej federacji państw narodowych oznacza nie tylko lepsze działanie unii walutowej czy nawet - jak przekonuje Barroso - bardziej wpływowej w skali globalnej Unii Europejskiej. Oznacza to równocześnie zrzeczenie się przez państwa członkowskie znacznego zakresu własnej suwerenności na rzecz rządu europejskiego. Teraz, w przypadku unii bankowej, oddajemy część nadzoru nad bankami z Warszawy do Brukseli. W przypadku powstania federacji oddawalibyśmy - przynajmniej częściowo - również inne uprawnienia, np. w kwestii polityki zagranicznej czy obronności. Manuel Barroso zarzeka się oczywiście, że wszystko miałoby się odbyć przy jak najpełniejszym zachowaniu norm demokratycznych. I tu zapala się czerwona lampka. Na zasadzie, że im więcej mówienia o demokracji, tym mniej jej stosowania. W czasach komuny ZSRR najwięcej mówił o pokoju, a wiadomo, kto był największym dla tego pokoju zagrożeniem.

Gdyby nawet miało dojść do powołania Europy federacyjnej, to szanse powodzenia takiego projektu istniałyby tylko wówczas, gdyby chcieli tego sami Europejczycy, a nie technokraci w Brukseli. O tym zaś, że Europejczycy nie są zjednoczeni i daleko im do idei federacyjnej, przekonujemy się podczas obecnego kryzysu, gdy mieszkańcy krajów Północy oburzają się, że muszą pokrywać koszty życia ponad stan tych z Południa.

Pamiętając też o tym, jak "demokratycznie" wprowadzano traktat lizboński, zmuszając niektóre narody do powtórnych głosowań w referendum, aż wynik będzie taki, jaki powinien być, można się założyć, że Stanów Zjednoczonych Europy szybko nie będzie albo, że jeśli powstaną, to na pewno nie z woli większości mieszkańców kontynentu.

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marek
Pasuje mi federacja, a nie ten pełny fobii i zaściankowych lęków felieton.
M
Max
no ten tekst nie powinien być za darmo. Jest wart co najmniej 10 zł
Dodaj ogłoszenie