FC Barcelona - na szczycie, a jednak blisko upadku. Nawet Lionel Messi nie wie, co dalej

Michał Skiba
Michał Skiba
CESAR MANSO/AFP/East News
Josep Maria Bartomeu w Barcelonie jest od dekady, klubem rządzi od sześciu lat. Wszyscy na Camp Nou uważają, że to najgorsza postać w stolicy Katalonii, którą od lat ratuje (oczywiście) Lionel Messi.

Real Madryt jest coraz bliżej mistrzowskiego tytułu, dopiero piątego w ostatnich piętnastu latach. Mimo że piłkarze Zinedine’a Zidane’a osiągnęli coś niesamowitego, bo wygranie trzech edycji Ligi Mistrzów z rzędu jest sprawą wyjątkową, to Barcelona jest szefem hiszpańskiego podwórka. W tych ostatnich piętnastu sezonach rozgrywki LaLiga wygrała aż dziesięć razy.

Większość kibiców klubu z Camp Nou powie, że to wszystko dzięki Leo Messiemu, Xaviemu, Andresowi Inieście i innym, a pomimo fatalnego prezydenta. Josep Maria Bartomeu to najbardziej znienawidzony szef FCB w tym tysiącleciu.
Choć za jego rządów Blaugrana wygrała Ligę Mistrzów, cztery mistrzostwa Hiszpanii i cztery puchary Hiszpanii, to wszyscy czekają, aż odejdzie. Wyszarpanie krajowego tytułu, a nawet wygranie Ligi Mistrzów, byłoby tylko pudrowaniem trupa. Barcelona rozpada się na małe kawałeczki – organizacyjnie, sportowo, przede wszystkim finansowo.

Ten ostatni czynnik zmusił klub do sprzedania do Juventusu Arthura Melo. Brazylijczyk trafił na Camp Nou dwa lata temu, bowiem miał być szykowany na następcę Xaviego. Katalończycy puścili 23-latka do Turynu za 72 miliony euro. W zamian otrzymali Miralema Pjanicia.

Owszem, FC Barcelona chciała Miralema Pjanicia, ale jakieś pięć lat temu. Bośniak w kwietniu skończył 30 lat, a jeśli z miejsca wrzucić go do podstawowego składu, to i tak nie będzie jednym z najstarszych. Luis Suárez, Leo Messi, Gerard Pique, Arturo Vidal – wszyscy mają już po 33 lata. Rok młodszy od nich jest Ivan Rakitić, po 31 lat mają Sergio Busquets i Jordi Alba. Nie szkielet, a wręcz cały organizm zespołu będzie zaraz w ostatniej fazie swojej kariery.

Na Camp Nou nie szuka się następców, na razie szuka się pieniędzy. I tak oto klub stracił Marca Cucurellę, wychowanka słynnej La Masii za 10 milionów euro wykupiło Getafe. Cucurella może nie byłby teraźniejszością Barcelony, ale przyszłością już pewnie tak. Ma 21 lat i może zagrać w każdym miejscu lewej strony boiska. Przeciwnicy Bartomeu mówią, że klub jest na skraju bankructwa. Ten wyciągnął z klubowej kasy niemałe pieniądze, by opłacić firmę i3 Ventures. Zajmowała się… szkalowaniem w mediach społecznościowych najważniejszych piłkarzy klubu, oraz wszelkiej opozycji Bartomeu.

Klub miota się sportowo. Traci miliony na nieudanych próbach załatania dziury po Neymarze (transfery Ousmane Dembele i Philippe Coutinho za ponad 250 mln euro) i nieumiejętnie próbuje odzyskać brazylijskiego piłkarza, który próbuje co chwila uciec z PSG. Ernesto Valverde na zawsze zostanie zapamiętany, jako trener, którego Barcelona rok po roku przegrywała dwumecze praktycznie niemożliwe do przegrania (z Romą i Liverpoolem). Nowego ducha i wizję miał wprowadzić Quique Setien, ale od początku (czyli od stycznia tego roku) widać, że między nim, a szatnią nie ma fal. Kilkanaście dni temu media obiegły obrazki Messiego, kompletnie ignorującego wskazówki Edera Sarabii, asystenta Settiena.

Prawda jest taka, że wszystko spoczywa na barkach Argentyńczyka. Kontrakt Messiego kończy się za rok, ale jest w nim klauzula, na mocy której latem tego roku będzie mógł opuścić klub bez kary. Znowu podsycane są obawy, że dojdzie do największej rozłąki w historii Barcelony, bo Messi odmówił rozmów na temat przedłużenia współpracy. Na Camp Nou kibice (nie tylko wskutek pandemii COVID–19) nie widzieli eksplozji formy Antoine’a Griezmanna, widzą coraz częściej gasnącego (choć wciąż momentami genialnego) Luisa Suareza. Drużyna wciąż jest uzależniona od Messiego, który niedawno świętował jubileusz 700. gola w barwach Blaugrany.

Największą nadzieją Barcelony jest Ansu Fati. W pierwszym zespole zadebiutował, mając 16 lat, 298 dni. To ma być następca Lionela Messiego na Camp Nou. Pomagać mu mają Riqui Puig i Frenkiego de Jonga. To jednak za mało, bo w futbol gra się po jedenastu i najlepiej, jak ma się jakiś budżet na przyszłość.

Głośne powroty piłkarzy do ekstraklasy.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie