Fatalna pomyłka policjantów? Postrzelili dwudziestolatka

Robert GębuśZaktualizowano 
Podczas antynarkotykowej akcji funkcjonariuszy Centralnego Biura Śledczego i Straży Granicznej w Lęborku doszło do - jak wszystko na to wskazuje - fatalnej pomyłki. Postrzelony został niewinny kierowca samochodu, który nie miał nic wspólnego z prowadzoną przez CBŚ sprawą. Tak przynajmniej wynika z relacji jego i członków jego rodziny.

Słupska prokuratura bada już wszystkie okoliczności zdarzenia. Na razie wnioskowała o.... areszt dla kierowcy. Sąd jednak nie zdecydował się na zastosowanie tak ostrego środka zapobiegawczego. 1 września w Lęborku funkcjonariusze CBŚ i Straży Granicznej zatrzymali parę podróżującą mercedesem R320. 39-letni mężczyzna i 30-letnia kobieta przewozili w aucie ponad dwa kilogramy marihuany. W tym samym czasie przejeżdżał w pobliżu, również mercedesem, 24- letni elblążanin Paweł G.

Chłopak przejechał obok zatrzymanego auta i patrolu Straży Granicznej. Dwa kilometry dalej zatrzymał się, jak tłumaczy, za potrzebą. Wtedy miał zbliżyć się do niego opel astra, z którego wyskoczyło kilku uzbrojonych mężczyzn. Jak twierdzi Paweł G., był on przekonany, że ludzie ci chcą mu ukraść samochód. Zaczął uciekać. Funkcjonariusze otworzyli ogień. Mężczyzna odjechał w kierunku stacji benzynowej, gdzie - jak opowiada - zadzwonił pod numer alarmowy 112. Za nim na stację wjechali funkcjonariusze CBŚ. Mężczyzna (tłumaczy, że cały czas działał w strachu) ponownie ostro ruszył autem, potrącając policjantów.

- Funkcjonariusze zauważyli pojazd, który podejrzanie się zachowywał - twierdzi zastępca prokuratora okręgowe_go w Słupsku Marek Buchwald. - Policjanci sygnalizowali, że chcą skontrolować auto. Kiedy podeszli do samochodu na niewielką odległość, mężczyzna gwałtownie ruszył. Uderzył przy tym drzwiami w jednego z policjantów, a innemu przejechał po stopie - dodaje.
Funkcjonariusze na stacji benzynowej po raz drugi sięgnęli po broń. Według świadków zdarzenia padło kilka strzałów. Jedna z kul trafiła 24-letniego kierowcę w szyję. Był to bardzo niebezpieczny postrzał. Brakowało tylko kilkunastu milimetrów, aby młody kierowca wykrwawił się na śmierć.
Postrzelony mężczyzna ściął latarnię i słupek ostrzegawczy, ale zdołał jakoś zapanować nad autem i odjechał w stronę Lęborka. Tam się zatrzymał.

Jedna z kul trafiła młodego kierowcę w szyję. Mógł wykrwawić się na śmierć

Kilka minut później przyjechali funkcjonariusze CBŚ i wezwali karetkę. Paweł G. trafił do szpitala, z którego wyszedł po kilku dniach. Z informacji, którą przekazała nam rodzina postrzelonego 24-latka, wynika, że Paweł G. w sobotę jednak ponownie poczuł się źle, zasłabł i znów trzeba było przewieźć go do szpitala. - Przecież mogli go zabić - mówi zdenerwowany ojciec młodego elblążanina Ryszard Grzesiak. - Syn nie zatrzymał się do kontroli, bo się po prostu przestraszył. Policjanci byli nieumundurowani i mieli broń - dodaje. - Funkcjonariusze byli nieumundurowani, a ich samochód nie był oznakowany - potwierdza w rozmowie z "Polską" świadek zdarzenia (nazwisko do wiadomości redakcji). Ryszard Grzesiak twierdzi, że jego syn dzwonił na telefon alarmowy 112 i rozmawiał około dwóch minut. - Powinno zachować się to nagranie - uważa mężczyzna.

Co na to słupscy prokuratorzy? Zapewniają, że ten wątek jest również wnikliwie sprawdzany. Zdaniem prokuratora Marka Buchwalda policjanci trafili mężczyznę... niechcący. - To mógł być rykoszet, bo policjanci celowali w opony samochodu - twierdzi śledczy Buchwald.

W związku z tym, co działo się na stacji benzynowej tuż przed postrzałem i tuż po nim, Prokuratura Okręgowa w Słupsku domagała się dla Pawła G. trzymiesięcznego aresztu za czynną napaść na policjantów. Sąd nie uwzględnił jednak tego wniosku. - Niewykluczone, że złożymy zażalenie na decyzję sądu - twierdzi Marek Buchwald. Prokurator przyznaje jednocześnie, że nie znaleziono dowodów na to, że Paweł G. miał jakikolwiek związek ze sprawą pary przewożącej dwa kilogramy marihuany. - Samochód został przeszukany. Policjanci nic nie znaleźli - informuje Buchwad.

Ryszard Grzesiak tłumaczy, że wraz z synem pojechał do Niemiec kupić auto. - Ja prowadziłem audi, a on mojego mercedesa. Rozdzieliliśmy się, bo chciał chwilę odpocząć w Lęborku. Będę walczył o dobre imię mojego syna - zapowiada Grzesiak. Podkreśla, że jego syn z narkotykami nie miał nic wspólnego i padł ofiarą policyjnej pomyłki.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

C
CYWIL

CIEKAWE KTO ZA TO ODPOWIE W JAKIM KRAJU POLICJA NA AKCJĘ Z BRONIĄ WYJEŻDŻA PO CYWILNEMU NIGDZIE A PAN PROKURATOR PRZESADZIŁ OD RAZU ARESZT CIEKAWE JAK ON BY BYŁ NA MIEJSCU TEGO CHLOPAKA I JEŻELI BY NIE MIAL ZE SOBĄ LEGITYMACJI KOLEJNY POLSKI ABSURD

Dodaj ogłoszenie