Fakty i mity na temat szczepień

Karolina WrońskaZaktualizowano 
www.lifehacker.com.au
Robert De Niro nie dopuścił do festiwalu Tribeca kontrowersyjnego filmu „Vaxxed” o szkodliwości szczepionek. To wywołało kolejną burzę na temat szczepień i ich ewentualnej szkodliwości. Jak jest naprawdę?

Szczepienia to wcale nie jest wynalazek ostatnich lat. Choć dopiero dzięki temu, że w XX stuleciu stały się powszechne, wiele groźnych chorób praktycznie zniknęło. Tak stało się np. z niesłychanie groźną ospą prawdziwą, zwaną potocznie czarną. W 1980 r. Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła, że świat jest od niej wolny. W Polsce ostatnia epidemia tej groźnej choroby w 1963 r. praktycznie sparaliżowała Wrocław. Zachorowało wówczas 99 osób, siedem z nich zmarło. Dziś wirusa ospy prawdziwej przechowuje się w dwóch laboratoriach na świecie: w USA i Rosji, a powszechnych szczepień zaprzestano. Gdyby jednak wirus jakimś cudem - np. wykradziony przez terrorystów - wydostał się na zewnątrz, mógłby zdziesiątkować populację naszego globu. Stąd pojawiające się co jakiś czas propozycje, by jednak wrócić do dawno zapomnianych szczepień.

Warto pamiętać, że szczepionkę na tę groźną chorobę wynalazł w 1796 r. Edward Jenner. Ten angielski lekarz skojarzył fakty: osoby mające kontakt z krowami przechodzącymi krowią ospę nie chorują na tę ludzką, prawdziwą. Przeprowadził więc eksperyment - dziś powiedzieliśmy, że niehumanitarny lub wręcz zbrodniczy. Wprowadził on bowiem do ranki na ciele ośmioletniego chłopca wirusa krowianki. Kiedy dziecko łagodnie przeszło chorobę, naraził je na kontakt z wirusem ospy prawdziwej. Chłopiec okazał się odporny. Wyniki jego badań opublikowano, a wkrótce zainteresowali się nimi uczeni na kontynencie. W Polsce już w 1808 r. otwarto pierwszy instytut szczepień (w Wilnie, a rok później w Warszawie). Od 1811 r. władze Księstwa Warszawskiego nakazały, by szczepieniu poddawać wszystkie dzieci przed ukończeniem pierwszego roku życia.

Ale prymitywne szczepionki na ospę były znane już w pierwszym tysiącleciu w Chinach, potem stosowano je na terenie imperium ottomańskiego. Były to metody bardzo prymitywne polegające na wkładaniu w nacięcia na skórze osób zdrowych wydzielin chorego. Ponieważ ówcześnie nie potrafiono dezaktywować wirusa, wiele osób takiego szczepienia nie przeżywało. Ale mimo to metoda już wtedy budziła wielkie zainteresowanie. Do Europy patent ten przywiozła z Konstantynopola angielska arystokratka Mary Wortley Montagu, która zaszczepiła tą metodą własnego syna. Jednak przełomem było odkrycie Jennera, bo jego metoda była prawie całkowicie bezpieczna. Od jego eksperymentu nazwano też szczepienie wakcynacją, bo po łacinie krowa to vacca.

Potem musiało upłynąć jednak prawie sto lat, by udało się wynaleźć kolejną szczepionkę. Pionierem był Ludwik Pasteur, który w 1882 r. opracował szczepionkę na wściekliznę. Szczepionki na typowe choroby wieku dziecięcego opracowano dopiero w drugiej połowie XX w. (w 1964 r. na odrę, w 1967 r. na świnkę, w 1970 r. na różyczkę, a w 1974 r. na ospę wietrzną). Jeszcze w latach 70. poprzedniego stulecia, gdy nie było powszechnych szczepień ochronnych, te choroby przechodziła większość dzieci. Obecnie jest to bardzo rzadkie. W 2015 r. na najgroźniejszą z nich - odrę - zapadło w Polsce 48 osób, rok wcześniej - 110.

Jednak od kilku lat w najbardziej rozwiniętych krajach świata narasta ruch antyszczepionkowy. Zwolennicy szczepień przyrównują go do histerii z początków XIX w., kiedy to próbowano twierdzić, że ludziom po zaszczepieniu krowianką wyrastają krowie rogi lub uszy, produkowano nawet pokazujące to karykatury, które są dalekimi przodkami dzisiejszych memów. Ludzi nieszczepiących dzieci dziś przybywa, a same szczepionki są obwiniane o liczne choroby. Ikoną antyszczepionkowców jest Andrew Wakefield, autor badań dowodzących, że autyzm jest wynikiem podawania szczepionki. Kontrowersyjny film jego autorstwa został niedawno wycofany z festiwalu filmowego Tribeca przez samego Roberta De Niro, ojca autystycznego dziecka. Aktor przyznał jednak, że film nic nie wnosi do dyskusji o autyzmie i jego związkach z wakcynacją. Ale osób wierzących w ten związek wciąż jest dużo, podobnie jak tych, którzy uważają, że szczepionki są zbędne i szkodliwe. Mitów dotyczących szczepień nie brakuje, oto niektóre z nich.

1. Szczepienia powodują autyzm - fałsz

Autorem tego stwierdzenia jest wspomniany wyżej brytyjski lekarz Andrew Wakefield. W 1998 r. opublikował on w prestiżowym czasopiśmie medycznym wyniki swoich badań udowadniających bezpośredni związek szczepionki MMR z autyzmem i chorobami jelit. MMR to bardzo popularna i powszechnie używana szczepionka na odrę, świnkę i różyczkę (ang. measles, mumps, rubella). Publikacja wywołała wielkie poruszenie na Wyspach Brytyjskich, wiele osób odmawiało zaszczepienia swoich dzieci. Jednak, jak się później okazało, wszystkie wyniki badań Wakefielda były oszustwem, a jedną z osób, które go zdemaskowały, był dziennikarz „The Sunday Times” Brian Deer, który żmudnie zbierał materiały na ten temat. Jak się okazało, Wakefield sfabrykował badania dwanaściorga dzieci z autyzmem, a jego motywem były przede wszystkim pieniądze: chciał wyłudzić odszkodowania od producentów szczepionek, postulował też stworzenie innych. Bo - o czym często zapominają jego zwolennicy - Wakefield pracował również na rzecz koncernów farmaceutycznych, które produkowały inne preparaty. W 2010 r. po długim śledztwie pismo „Lancet” wycofało wszystkie opublikowane tam opracowania Wakefielda, a jego samego pozbawiono prawa wykonywania zawodu lekarza. A fakty są takie, że mimo prowadzonych licznych badań na kilkudziesięciotysięcznych próbach dzieci nikomu nie udało się potwierdzić związków szczepionek z autyzmem. Co więcej, naukowcy twierdzą, że autyzm jest schorzeniem wywoływanym przez zaburzenia prenatalne, a więc jeszcze w życiu płodowym, więc szczepionki podawane już po urodzeniu nie mogą wpływać na rozwój choroby.

2. Szczepienia powodują inne choroby - fałsz

Najczęściej szczepionki są pomawiane o powstawanie alergii. Badanie przeprowadzone na 200-tysięcznej próbie dzieci wykluczyło taki związek. Owszem, niektóre składniki szczepionek mogą działać uczulająco (np. białko kurze, na którym hoduje się wirusy, lub dodatek antybiotyku). Dlatego też lekarz podający szczepionkę musi wcześniej przeprowadzić wywiad. Jednak do wstrząsów anafilaktycznych dochodzi niesłychanie rzadko, w przypadku dzieci wyjątkowo alergicznych należy szczepienie przeprowadzać w warunkach szpitalnych. Naukowcy badali też związek szczepionek z cukrzycą, stwardnieniem rozsianym, chorobą Parkinsona, alzheimerem i wieloma innymi schorzeniami.

3. Szczepienia nie są potrzebne, wystarczy higiena - fałsz

To jeden z argumentów przeciwników szczepień. Owszem, higiena jest niezbędna i w wielu przypadkach jest w stanie uchronić nas przed niektórymi zakażeniami typu bakteryjnego. Higiena i czystość nie mają wpływu na zakażenia wirusami, a więc np. odrą, różyczką czy polio. Nawet największy czyścioch może zachorować po kontakcie z drobnoustrojem, na który nie ma zbudowanej odporności.

4. Szczepienia mogą wywołać niepożądane objawy - prawda

NOP, czyli niepożądane odczyny poszczepienne, to nazwa, którą często posługują się ruchy antyszczepionkowe, które podnoszą, że złe objawy po podaniu szczepionek są ukrywane. To prawda, lekarze sami przyznają, że to zjawisko bywa lekceważone. Każdy NOP powinien zostać przez lekarza zraportowany. Do lżejszych objawów należą podwyższona temperatura bądź zaczerwienie miejsca zaszczepienia. Ale są też objawy znacznie poważniejsze. Rodziców powinno zaniepokoić, gdy dziecko po wakcynacji ma wysypkę, omdlewa, ma kłopoty z oddychaniem. To są objawy reakcji uczuleniowej na preparat. Mogą też, zwłaszcza po szczepionce na błonicę, tężec i krztusiec (DTP), pojawić się inne złe objawy: długotrwały płacz, omdlenia, utrata przytomności, wymioty. W takim przypadku należy zgłosić się do lekarza. Jak jednak podkreśla prof. Andrzej Zieliński z Zakładu Epidemiologii w Narodowym Instytucie Zdrowia Publicznego, w Polsce jeden NOP występuje przeciętnie raz na 10 tys. szczepień. Przykład: objawy po podaniu doustnej szczepionki przeciwko polio występują raz na milion dawek, natomiast w przypadku MMR jest to jeden przypadek na 10, przy czym mowa o objawach łagodniejszych typu podwyższona temperatura.

5. Lepiej, by organizm sam zbudował odporność - fałsz

Tezy, że lepiej, by dziecko przeszło choroby wieku dziecięcego typu odra czy ospa wietrzna, przyświeca wielu ruchom antyszczepionkowym. Stąd też pomysł organizowania spotkań typu „ospa party”, gdzie zdrowe dzieci mają kontakt z chorym. Nie można zapominać jednak, że te często niegroźne choroby prowadzą do poważnych powikłań skutkujących śmiercią pacjenta lub poważnymi konsekwencjami na całe życie (np. zapalenie mięśnia sercowego lub podostre stwardniające zapalenie mózgu - w przypadku odry).

6. Niektóre szczepionki zawierają żywe wirusy i bakterie - prawda

Szczepionki dzielą się na te żywe i inaktywowane. W wielu preparatach podaje się żywe, ale atenuowane, czyli pozbawione zjadliwości, wirusy lub bakterie. Hoduje się je w specjalnych hodowlach (często na białku kurzym), są jednak stabilizowane i pod kontrolą. Atenuowane wirusy zawiera MMR, szczepionka przeciwko ospie wietrznej i niektóre na polio. Żywe bakterie zawiera z kolei szczepionka przeciwko gruźlicy. Jest to zawsze związane ze specyfiką danego wirusa lub bakterii. Są jednak i takie szczepionki, gdzie drobnoustroje są inaktywowane, czyli zabite. Mimo to budują one u szczepionych osób odporność na choroby. Zabite szczepy bakteryjne zawiera m.in. szczepionka przeciwko cholerze i durowi brzusznemu, inaktywowane wirusy są w szczepionce przeciwko wściekliźnie. Są też szczepionki zawierające produkty metabolizmu drobnoustrojów. Są one pozbawione właściwości toksycznych. Do takich preparatów zalicza się anatoksyny przeciwko błonicy, tężcowi i jadowi kiełbasianemu.

7. Szczepionki zawierają związki rtęci i aluminium - prawda

Jednym ze składników szczepionek uważanych za samo zło jest tiomersal. To związek rtęci mający silne właściwości bakteriobójcze. W szczepionkach ma jedno zadanie - utrzymywanie w ryzach drobnoustrojów w niej zawartych. Są to jednak naprawdę śladowe ilości, które nie są niebezpieczne dla dzieci, nie kumuluje się on w organizmie, jest z niego wydalany w ciągu kilku, kilkunastu godzin po szczepieniu. Co więcej, ten sam związek wchłaniamy w sposób naturalny w pożywieniu. Etylortęć, czyli tiomersal, bywa często mylona z metylortęcią, która jest toksyczna i kumuluje się w organizmie. Najczęściej są nią zatrute ryby i owoce morza.

Ponieważ jednak tiomersal zdobył złą sławę i był przez ruch antyszczepionkowy obarczany winą za autyzm, od kilku lat jest stopniowo wycofywany. Większość obecnie stosowanych preparatów go nie zawiera (nie dotyczy to wielu szczepionek przeciwko błonicy i tężcowi).

Inną rolę pełni w szczepionkach aluminium, czyli związki glinu. Pełni on rolę adiuwantu, czyli jest odpowiedzialny za stymulację organizmu po to, by budowała odporność na podany w szczepionce drobnoustrój. I znowu - aluminium jest obecne w znacznie większych dawkach w żywności. Zawierają je soki owocowe (jabłkowy, z czarnej porzeczki, ale też napoje gazowane). W szczepionkach aluminium występuje w znacznie niższych dawkach.

8. Szczepionki monowalentne są lepsze - fałsz

Taki argument często podnoszą działacze ruchów antyszczepionkowych. Co to oznacza? Szczepionka monowalentna, czyli pojedyncza, uodparnia na jedną chorobę. Te poliwalentne, zwane skojarzonymi, zawierają drobnoustroje lub antygeny kilku chorób. Lekarze podnoszą, że szczepionki skojarzone są tak samo skuteczne jak parokrotne podawanie różnych szczepionek pojedynczych, ponieważ zawierają one osłabiony materiał biologiczny, występuje po nich mniej NOP (niepożądanych odczynów poszczepiennych). Dodatkowo zmniejszają one liczbę wkłuć u dzieci, a to oznacza dla nich mniejszy stres.

9. Szczepione dziecko może zarażać - prawda

Ale tylko w niektórych przypadkach. Większość szczepionek zawiera bowiem wirusy atenuowane lub zabite. Nie jest możliwe zarażenie się od dziecka zaszczepionego materiałem inaktywowanym. Natomiast w przypadku odry, świnki, różyczki i ospy wietrznej teoretycznie istnieje możliwość zarażenia innej osoby. Są to jednak bardzo szczególne przypadki, do zakażenia zdrowej osoby może dojść w przypadku, gdy ma ona ciężko zaburzoną odporność.

10. Niektórych dzieci nie można szczepić - prawda

Dotyczy to tylko niektórych przypadków zaburzenia odporności. Przeciwwskazaniem są nowotwory krwi lub układu chłonnego oraz zażywanie niektórych leków (hormonów steroidowych) lub przyjmowanie preparatów opartych na krwi i osoczu. Nie mogą być szczepione osoby uczulone na poszczególne składniki szczepionek, np. zawarte w nich antybiotyki. Decyzję każdorazowo powinien podejmować lekarz po przeprowadzonym wywiadzie.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 1

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

a
anonimus

Bzdury piszecie i propagandę siejecie. Chyba jakiś obryw z tego macie.

Dodaj ogłoszenie