Ewa Chodakowska: Dajmy sobie przyzwolenie na to, żeby mieć słabsze dni

Anita Czupryn
Anita Czupryn
Ewa Chodakowska:Kiedy wchodzisz na matę, przejmujesz kontrolę nad swoim ciałem i decydujesz o nim
Ewa Chodakowska:Kiedy wchodzisz na matę, przejmujesz kontrolę nad swoim ciałem i decydujesz o nim Materiały prasowe
Satysfakcja aż bije po oczach! I słusznie. Kobiety, które przeszły metamorfozę w oparciu o moje programy treningowe i zbilansowaną dietę, wykonały ogromną pracę. Wraz z przemianą wzrosło ich poczucie własnej wartości. Widzę tę wartość, samoakceptację, pewność siebie i ogromną radość. To bezcenne. A zrzucone kilogramy? To tylko skutek uboczny tej wewnętrznej przemiany, której dokonały - mówi Ewa Chodakowska, trenerka fitness i ekspertka zdrowego stylu życia.

Proponuję, abyśmy mówiły sobie po imieniu. Chyba nie istnieje taki wywiad ze mną, w którym ktoś zwraca się do mnie przez „pani”.

W porządku. Na początku chcę Ci podziękować, bo w dużej mierze to dzięki Tobie przetrwałam pandemię.

Fantastycznie! Gratulacje dla Ciebie oraz każdej jednej osoby, która w trakcie lockdownu, jak i teraz znajduje dla siebie czas i przyłącza się do moich treningów live, które regularnie prowadzę na moich profilach w mediach społecznościowych.

Kiedy zamknięto siłownie, stałaś się dla wielu osobistą trenerką, która uruchomiła siłownię online. Co poczułaś, kiedy dziesiątki tysięcy kobiet zaczęło szturmować Twoje profile w mediach społecznościowych, oglądać nagrania i trenować razem z Tobą?

Dziesiątki tysięcy osób, zebranych codziennie, o stałej porze, robiły na mnie za każdym razem ogromne wrażenie. Inicjatywa wyszła ode mnie.
Kiedy w marcu lockdown stał się faktem, natychmiast uznałam, że nie mogę tak po prostu zostawić wszystkich tych, dla których aktywność fizyczna stała się już zdrowym nawykiem. Dlatego jeszcze przed oficjalnym rozpoczęciem narodowej kwarantanny, odpaliłam w Internecie pierwszego live’a, podczas którego podzieliłam się swoimi planami.
Doszłam do wniosku, że skoro dostaję od losu czas, skoro mój kalendarz staje w miejscu i muszę zrezygnować z większości działań, które były zaplanowane, powinnam ten czas jak najlepiej spożytkować, oferując wsparcie wszystkim, którzy go potrzebują.
Miałam świadomość, że wszyscy, włącznie ze mną, którym zmienił się rytm dnia, byliśmy zmuszeni zaplanować swój czas na nowo, tym razem, obowiązkowo wpisując siebie i swoje potrzeby, jako jeden z priorytetów. Okres pandemii, chyba jak żaden inny czas pokazał nam bezwzględnie, jak bardzo ważne jest nasze zdrowie. Jak ważna jest odporność, a aktywność fizyczna i zdrowa dieta i regeneracja to klucz do zdrowego stylu życia. Mając na celu dobro moich podopiecznych od poniedziałku do soboty, 6 razy w tygodniu, organizowałam treningi na żywo. Niedziela była tylko dla mnie – na reset, na regenerację.

W live’ach uczestniczyło mnóstwo osób, także tych, które mieszkają same. Zwłaszcza dla nich taka relacja online, była namiastką spotkań towarzyskich, niosących za sobą dobrą energię i pozytywne nastawienie. Co więcej świadomość tego, że w jednym czasie uczestniczy w treningu live 40 tysięcy osób, dawało wszystkim mnóstwo energii.

Czułaś tę energię, odpowiedzialność? Jak to odbierałaś?

Kiedy o tym mówisz, to mam gęsią skórę na całym ciele! Każdemu spotkaniu towarzyszyło mnóstwo dobrych emocji. Takiego poziomu wdzięczności, jaki do mnie docierał, chyba nikt nie byłby w stanie przerobić (śmiech).

Byłam przeładowana wiadomościami, po brzegi wypełnionymi słowami podziękowań, ciepła i szczerej radości. Jeszcze mocniej odczułam to w momencie, kiedy wyszliśmy z domu. Wiesz, kiedy czytasz wiadomości: „Ewka, przebrnęłam przez pandemię razem z tobą i dzięki tobie”, to uśmiechasz się, robi ci się ciepło na sercu, ale nie do końca to do ciebie dociera. Natomiast kiedy wychodzisz z domu i na ulicy, w restauracji, w sklepie ludzie zatrzymają cię ze wzruszeniem w oczach, z ekscytacją w głosie, to te emocje stają się namacalne.

Wcześniej nie byłaś aż tak dostępna w internecie.

Praca w social mediach to dla mnie standard, funkcjonuję w nich od 10 lat. Dlatego też budowanie relacji z człowiekiem w mediach społecznościowych to dla mnie coś naturalnego. Natomiast nigdy wcześniej nie próbowałam prowadzić cyklicznych spotkań online. W czasie lockdownu i całego okresu pandemii, okazało się to strzałem w dziesiątkę. Wszyscy potrzebowaliśmy być ze sobą chociaż w ten sposób. Moje fitnessowe tournee Be Active Tour zostało przecież zawieszone. Podobnie jak Tygodnie Metamorfozy czy inne wydarzenia, gdzie regularnie spotykałam się z moimi podopiecznymi twarzą twarz. W pandemii pozostał internet. Dla nas wszystkich to była nowa sytuacja, każdy radził sobie z nią na swój sposób, w zależności od tego, jak silną miał psychikę. Tutaj dla wielu trening ciała okazał się być ratunkiem. Regularna aktywność fizyczna skutecznie redukuje stres. Organizm produkuje w dużych ilościach hormony szczęścia, które są odpowiedzialne za poprawę nastroju. Nie bez powodu biegacze są uzależnieni od biegania - chemia w mózgu się zmienia. Pojawia się euforia. Poziom hormonów, odpowiedzialnych za nasz dobry nastrój – idzie w górę, niezależnie od tego, jaki poziom zaawansowania reprezentuje dana osoba. Trenowały i trenują ze mną osoby zarówno zaawansowane jak i początkujące, które wcześniej nie zrobiły w życiu ani jednego pajacyka, ani jednego przysiadu. Efekt był jeden: poprawa nastroju, redukcja stresu, satysfakcja z zaliczonego zadania. Mimo trudnej sytuacji, znaleźliśmy czas, żeby zrobić coś dobrego dla siebie. Zauważ, przed pandemią mnóstwo osób żyło w koszmarnym biegu.

Sama żyłam w okrutnym pędzie.

Zatem wiesz, że wygospodarowanie dla siebie czasu, tych 20 minut dla własnego zdrowia psychicznego, fizycznego, wcześniej graniczyło z cudem.

Doświadczenie treningów z Tobą, to była też nauka nie tylko tego, jak znaleźć dla siebie czas, ale i jak kochać samego siebie. To chyba było dla mnie najważniejsze. Ponieważ to dawało również siłę do tego, aby zmierzyć się z tym, co nieznane.

Znajdź dla siebie czas, zaprzyjaźnij się ze sobą i bądź dla siebie dobra. To jedna z podstaw mojej komunikacji. Moje live’y miały nie tylko za zadanie poprawić kondycję fizyczną. Każde spotkanie rozpoczynałam od motywacji. Zależało mi, żeby od początku spotkania wprowadzić atmosferę ukojenia, spokoju, zapewnienia, że jesteśmy razem i razem damy sobie radę. Chciałam złapać za rękę i przytulić każdą osobę. Szczerze i od serca. Moje wystąpienia nigdy nie były wyreżyserowane. Nie było profesjonalnej ekipy. Nie było scenariusza. Za to byłam ja: spocona, zziajana, tu i teraz, razem z tobą, w tym samym czasie.

Razem ze mną i 40 tysiącami innych kobiet (śmiech).

40 tysięcy osób na jednym livie, o jednej porze! Co więcej, każdy z Live docierał przez następne 24 godziny do milionów osób. Jeśli ktoś nie zaliczył treningu o naszej stałej porze, wpadał wtedy, kiedy znalazł czas, godzinę później albo następnego dnia. Każdy mógł dopasować treningi do własnego planu dnia. Wiele osób po treningu live przechodziło na moją platformę internetową i tam kontynuowało trening.

Dzięki treningom z Tobą mnóstwo kobiet przeszło absolutną metamorfozę i zmieniło swoje życie.

Tak. Dobrze jest pamiętać o tym, że to my sami mamy wpływ na własne życie.

Wcześniej wydawało mi się to takim oklepanym sloganem.

Prawda? Brzmi trywialnie, ale tak po prostu jest. Powinniśmy zdawać sobie sprawę z siły sprawczej, jaką posiadamy i mieć świadomość tego, że to my jesteśmy odpowiedzialni za swoje życie. Nie możemy czekać na to, aż coś się wydarzy. Trening ciała ma to do siebie, że jest wspaniałym narzędziem do wprowadzania zmian nie tylko na polu zdrowego stylu życia, ale na każdej jego płaszczyźnie. Mam na to masę dowodów. Kobiety, które rozpoczynają ze mną pracę, wykorzystują trening ciała do wzmacniania swojej siły fizycznej, ale też do przełamywania swoich słabości, do przesuwania swoich granic.

Na tym polega schemat maty - każdego dnia żyjesz w pędzie i nierzadko chaosie, myślisz o tym co wczoraj, o tym co jutro, zaprzątasz często głowę informacyjnym junkfood’em, ale kiedy wchodzisz na matę, całą swoją uwagę skupiasz na tu i teraz. To jest ten moment, kiedy wszystko zależy do ciebie. Przejmujesz kontrolę nad swoim ciałem i decydujesz o nim.

Przedstawiłam kobietom trening ciała jako narzędzie do wprowadzenia zmian, a matę jako schemat, który można przenosić na inne dziedziny naszego życia – relacje, karierę, hobby, czy funkcjonowanie w domu. Na macie okazuje się, że nasze ciało może więcej, niż dotychczas podpowiadał nasz umysł, z czasem przekonujemy się o tym, że my same możemy więcej.

To my wyznaczamy cel i podejmujemy kroki, na drodze do jego realizacji. Tak na macie jak i w życiu. Kobiety, trenujące ze mną zrewolucjonizowały swoje życie. Regularnie powtarzany trening ciała przeszedł w dobry nawyk i wzmocnił obszar mózgu odpowiedzialnego za samodyscyplinę. Wraz ze wzrostem siły fizycznej rośnie tez przekonanie o sile sprawczości. Mogę wszystko! I tak do jednego zdrowego nawyku możemy dorzucać kolejne cele.

Ważne, żeby wiedzieć kim się jest, do czego się zmierza, co chce się w życiu osiągnąć.

Ważne jest, żeby rozmawiać ze sobą. Zadawać sobie pytania i szczerze na nie odpowiadać. O czym często zapominamy.

Może i zapominamy, za to ten paplaniec, który siedzi w naszej głowie, nie przestaje paplać i wciskać nam, że nie możemy, że nie potrafiimy i trudno go wyłączyć.

Owszem. Nasz osobisty krytyk potrafi być bezwzględny.

Wrócę jeszcze do tego, o czym już wspomniałam. Wiele kobiet dopiero w dorosłości dowiaduje się, że najważniejszą rzeczą jest kochać siebie. Dla mnie naprawdę było odkryciem to, jak Ty pięknie przekazujesz kobietom, aby kochały siebie. Tobie pewnie mama mówiła to od dziecka?

Faktycznie, mój dom był źródłem miłości, troski i bezpieczeństwa. Nie było kar, nie było krzyków, nie było awantur o to, że zrobiłam coś nie tak, jak powinnam. Wyszłam z domu z przekonaniem, że mogę wszystko, nie boję się porażek, nie boję się ryzyka. Ja i moje rodzeństwo, byliśmy nauczeni kochać siebie i kochać drugiego człowieka, zauważać go, troszczyć się o niego, nigdy nie być obojętnym, ale też nie zapominać o sobie.

Wyjątkiem była moja mama, która rozdawała się bez reszty. Dbała o nas wszystkich, a swoje potrzeby wrzucała na sam koniec. Lista rzeczy do zrobienia była długa, odhaczała je sukcesywnie, ale zapominała często, żeby zadbać o siebie. Potrafiła wszystkim podać do stołu, zebrać z tego stołu, zapominając, że sama też powinna zjeść. To był dość patriarchalny model rodziny, w którym tata jest głową, mama dba o dom, o dzieci, a o sobie zapomina.

Poświęca się.

Gdybym dziś zapytała moją mamę, jakby chciała przeżyć życie, gdyby mogła je przeżyć jeszcze raz, co byś zmieniła, to wiem, że nie chciałaby zmienić nic. Zawsze była i jest zadowolona z tego, jak żyje, a żyje dla nas wszystkich. Jeśli zapytałabym ją: „Mamo, co ci sprawia największą przyjemność?”, to odpowiedziałaby: „Sprawianie przyjemności tobie”. I to jest OK, jeśli mama tak wybiera. Natomiast zdawałam sobie sprawę z tego, że mnóstwo kobiet, które wpada w taki model, nie do końca się w nim odnajduje i nie do końca wie, jak z tego modelu wybrnąć. A przecież szczęśliwa kobieta oznacza jej szczęśliwe otoczenie. Kiedy wyfruwałam z domu, wiedziałam, że takiego modelu kobiety, wyłącznie oddanej innym, nie będę chciała powielić.
Nie chcę zapominać o sobie. Stąd ta moja potrzeba komunikowania do wszystkich kobiet, obowiązku znajdowania dla siebie przestrzeni i czasu.

Kiedy udało mi się zakończyć trening, odczuwałam wielką wdzięczność i miłość (śmiech). Podobało mi się, że dawałaś nam zgodę na to, że nie musimy być od razu perfekcyjne i perfekcyjnie wykonywać wszystkie ćwiczenia, za to mamy być dla siebie dobre.

Od początku drogi powinnyśmy być wobec siebie wyrozumiałe i życzliwe.
To ważne, by potrafić docenić samego siebie – sam fakt, że podjęłaś próbę, znalazłaś czas, zasługuje na twoją wdzięczność wobec siebie. Staram się też uczyć kobiety metody małych kroków w dążeniu do celu - droga zdrowego stylu życia to droga na całe życie. Nasz droga. Tutaj z nikim się nie ścigamy, do nikogo się nie porównujemy, to jest po prostu dbałość o nasze zdrowie, psychiczne, fizyczne.

Jak patrzysz na te zdjęcia, które wysyłają Ci kobiety – kroniki własnych metamorfoz? Zaczynały ćwiczyć jako pulpety, a po roku – nie do uwierzenia, jak się zmieniły.

Zauważasz metamorfozę ciała, która jest oczywista, ale ja zauważam coś innego – widzę błysk w oku. Zmienia się ekspresja twarzy. Zmienia się postawa ciała, poza. Zmienia się charakter. Znów mam gęsią skórkę, kiedy o tym mówię. Kobiety, które przeszły metamorfozę w oparciu o moje programy treningowe oraz zbilansowaną dietę, wykonały ogromną pracę, z której są szalenie dumne. I słusznie. Satysfakcja aż bije po oczach, wzrosło ich poczucie własnej wartości – widzę to na każdym jednym zdjęciu metamorfoz, które dostaję. Widzę tę wartość, samoakceptację, widzę dumę, pewność siebie i ogromną radość. To jest bezcenne. Zrzucone kilogramy to skutek uboczny wewnętrznej przemiany. To niesamowite, jak wyglądają ich historie. Patrząc jedynie na zdjęcia, widzi się zrzucone kilogramy, ale za tym stoi inspirująca historia, która ewoluuje i w której jest mi dane uczestniczyć. Początki przemian mają wiele wspólnych mianowników. Kompletny braku wiary w siebie, kompleksy, brak pomysłu na siebie. Nierzadko są to historie, kobiet jest zdominowanych przez partnera, żyjących w związkach przemocowych. Po miesiącach pracy na macie, kobiety nabierają pewności siebie, przekonują się o swojej sprawczej sile: „Mogę o sobie decydować, mogę wyznaczać i realizować cele, wiem czego nie chcę, wiem czego chcę, zrobię to. To jest mój czas, to jest moje życie”. Te kobiety przeobrażają się w swoje najlepsze wersje.

Przychodzą i takie dni, kiedy nie ma słońca, jesteśmy zawalone pracą, dziecko zachorowało, piętrzą się problemy. Gubi się sens, brakuje siły, nie ma się ochoty na trening. Albo pojawia się zwątpienie: tyle ćwiczę, a efektów nie ma. Co wtedy?

Dobrą motywacją jest forma monitorowania swojej pracy. Kobiety często mówią: „Nie widzę efektów, staję na wagę, a waga stoi”. Nie zawsze wszystko widać od razu na wadze. To po pierwsze. A po drugie – dajmy sobie przyzwolenie na to, żeby mieć słabsze chwile, słabsze dni. Wszystko to jest ludzkie. Możemy zrobić sobie dzień – dwa przerwy. Ważne, aby ta przerwa nie była dłuższa niż dwa dni. Po dwóch dniach trzeba dać kopniaka swojej samodyscyplinie i do treningu się zmusić. Nie jest tak, że wszystko przychodzi łatwo, że poćwiczymy miesiąc, wskoczymy na wysokie obroty i nie będziemy musieli się już nigdy mierzyć ze brakiem chęci do działania. Jednak regularność bardzo pomaga w redukcji obniżonego nastroju. Im częściej zdarzają nam się słabsze chwile i im częściej im ulegamy, tym częściej będą się pojawiać. To jest naturalna prawidłowość. Ale im częściej będziemy pokonywać takie momenty, tym takich chwil będzie mniej. Ostatnio przeczytałam o metodzie pięciu sekund: policz do pięciu i wstań. To się sprawdza, bo jeśli coś odwlekamy – dobra, za chwilę, za moment, za godzinę – to nie wiadomo, kiedy, a dzień ucieka. Dobrze jest więc obiecać sobie, że po odliczeniu do pięciu wstaje się, idzie i robi. Jeżeli zaś są to sporadyczne sytuacje, to weźmy sobie dzień wolnego. Może nasz organizm daje nam sygnał, że dziś powinniśmy odpocząć i to też jest OK. Ważne, żeby to nie wiązało się z wyrzutami sumienia: „O rany, nie zrobiłam treningu!”, „No nieee, zjadłam coś, czego nie powinnam!”, „O kurczę, wjechał nieplanowany deser!” Jestem ostatnią osobą, która chciałaby tworzyć restrykcje, narzucać presję. Powinniśmy się tego wyzbyć na każdej płaszczyźnie naszego życia. Jeżeli popełniamy jakieś błędy, to niech one będą traktowane jako lekcje. Nie ma porażek, są lekcje, z których powinniśmy wyciągać wnioski. Chyba, że potknięcia zdarzają się regularnie – wtedy to już nie jest potknięcie. Wtedy to wybór.

Czego Ci w pandemii najbardziej brakowało i za czym tęsknisz, wchodząc w nowy rok 2021?

Niczego mi tak nie brakowało jak kontaktu z ludźmi na żywo, z rodziną. Jestem nauczona spotykać się z rodziną mimo mojego bardzo napiętego harmonogramu. Raz w miesiącu łapię się z moimi najbliższymi i spędzamy przynajmniej kilka dni razem. W pandemii ciągłość tych spotkań została przerwana; dość mocno to przeżyłam. Nie da się zastąpić spotkania na żywo rozmową przez telefon czy kamerkę. Za tym najbardziej tęsknię. Oczywiście bardzo brakowało mi też spotkań z moimi fajterkami, z osobami, które są na początku drogi i potrzebują wsparcia, lub tych które przeszły metamorfozy. Takie spotkania i rozmowy to dla mnie zawsze ogromna dawka motywacji. Liczę na to, że jeszcze chwila i do tych spotkań wrócimy.

Jak sobie wyobrażasz 2021 rok?

Jestem osobą, która zawsze patrzy optymistycznie w jutro, ale rok 2020 był rokiem na standby’u. Tego, co się wydarzyło, nikt się nie spodziewał, ten rok nas wszystkich zaskoczył, dlatego teraz nasze plany są bardzo powściągliwe, planowanie na pół roku do przodu jest ryzykowne. Czekam, jak rozwinie się sytuacja. Liczę na to, że w maju-czerwcu wszystko zacznie wracać do normy.

Może jest coś dobrego, co przyniosła Ci pandemia?

Równowagę w życiu osobistym. Byłam jedną z tych osób, które uciekają w pracę, są pracoholikami; przez 16 godzin nie robią nic innego poza pracą. Wszystkim tłukłam do głowy, że muszą znaleźć dla siebie czas, sama chodząc w przysłowiowych dziurawych butach. Praktykuj to, co głosisz – wcześniej miałam z tym problem. Pandemia pozwoliła mi znaleźć dla siebie czas.

Pandemiczna matura. Uczniowie czują strach

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie