Eviva Espana, Gilbert i nasze panie

Tomasz Jaroński
Tomasz Jaroński
Tomasz Jaroński Fot. Polskapresse
Tradycji stało się zadość, bo tak bywa w ostatnich latach. Żeby być mistrzem świata w kolarstwie trzeba startować w Vuelta a Espana. Philippe Gilbert pojechał na przełomie sierpnia i września do Hiszpanii w poszukiwaniu zwycięstw i formy. Sukcesów w tym roku Belg nie miał, zawodził na całej linii, ale na Vuelcie - jak mawiają sportowcy - odbudował się. Fizycznie i psychicznie.

Wygrał dwa etapy, w Barcelonie i Segowii, i jeśli wierzył w przesądy, to mógł liczyć na sukces w mistrzostwach świata. Belgowie byli w tej dobrej sytuacji, że w kolarskich mistrzostwach świata w Valkenburgu mogli grać na dwa fortepiany - Walona Gilberta i pochodzącego z Flandrii Toma Boonena. Jak to w królestwie Belgów bywa, jakoś się dogadali na ostatnim podjeździe pod Cauberg i Filip prysnął pod górę. Wygrał, a miłym gospodarzom, którzy obeszli się smakiem, na pocieszenie wyznał, że ma żonę Holenderkę.

Występ biało-czerwonych miał być piękny, a wyszło jak zawsze, czyli daleko. Najlepszy był "krajowiec" Marek Rutkiewicz, który ponoć sklął mechanika, gdyż zawodnikowi CCC przydarzył się defekt w najmniej potrzebnym momencie. Mechanik mechanikiem, ale stare kolarskie porzekadło mówi o tym, że kolarz sam powinien sprawdzić rower. Inna zasada podpowiada, że na wyścigu, zwłaszcza takim jak mistrzostwa świata, lepiej jeździć na przedzie niż z tyłu, gdzie o kraksy nie trudno.

Właśnie takie kraksy zatrzymały innych naszych. Trudno. Za rok są mistrzostwa we Florencji, gdzie kiedyś mieszkał Rafał Majka i który kocha podjazdy.

Patrząc poważnie na mistrzostwa świata w kontekście startu Polaków, nie trudno się zorientować, że najlepsze wyniki osiągnęły dziewczęta i panie. Dwa dziesiąte miejsca zdobyły juniorka Alicja Ratajczak z wielkopolskiego Kórnika i seniorka Paulina Brzeźna-Bentkowska ze znanej kolarskiej rodziny. To ciekawe, bo zadłużony po uszy nasz związek kolarski nie bardzo inwestuje w kobiece kolarstwo. Nie bardzo inwestuje zresztą w cokolwiek, więc teoretycznie powinniśmy się cieszyć, że reprezentacja w ogóle wystartowała. Jeśli jesteśmy przy paniach, tych młodszych zresztą, to warto dodać, że szansę medalową mieliśmy za sprawą innej młodej (i ładnej) zawodniczki - Kasi Niewiadomej (też z Ochotnicy). Upadek zabrał jej medal w czasówce, a trasa wyścigu ze startu wspólnego okazała się dla niej za łatwa (jak dla Contadora). Trener, trener! Chciałoby się zawołać. Proszę - Zbigniew Klęk z Krakusa.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie