18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Evander Holyfield: Bankrut, który wciąż czeka na telefon od Kliczków [ZDJĘCIA]

Robert Małolepszy
Impreza urodzinowa odbyła się w piątek w Beverly Hills w słynnym domu aukcyjnym Darrena Juliena. 30 listopada w tym samym miejscu odbędzie się licytacja, na którą trafiły wszystkie cenne rzeczy, jakimi dysponuje jeszcze jedyny w historii boksu czterokrotny mistrz świata wagi ciężkiej.

Do kupienia będą m.in. pasy WBC, WBA, IBF, jakie były swego czasu w posiadaniu "Real Deal". Pod młotek trafi też 25 par rękawic, w których były mistrz świata dwóch kategorii wagowych wychodził do ringu w najważniejszych walkach, w tym te z drugiego starcia z Mike'em Tysonem, w którym broniący tytułu Holyfield stracił kawałek ucha. Wśród "gadżetów" znajdzie się też ukochane cacko Holy'ego - czerwony chevrolet rocznik 1962, ten sam, w którym urodził się jeden z największych wojowników w historii boksu.

Dareen Julien - właściciel Julien's Auction, twierdzi, że zainteresowanie aukcją przechodzi najśmielsze oczekiwania. Udział zapowiadają najbardziej znani kolekcjonerzy i muzea z całego świata, w tym ci płacący najwięcej, czyli z Azji.

Julien spodziewa się, że dochód z licytacji może sięgnąć nawet 5 mln dol. A on myli się rzadko - w jego domu aukcyjnym licytowane są pamiątki największych gwiazd nie tylko Hollywood, ale generalnie światowego show-biznesu. Na ten weekend zaplanowana jest sprzedaż pamiątek, dzieł sztuki i antyków należących do gitarzysty The Rolling Stones Ronnie'ego Wooda.
Ale jeśli nawet aukcja odniesie sukces i Holyfield dostanie 5 mln dol., wciąż będzie mu brakować kolejnych pięciu, by spłacić wszystkie zobowiązania. "Real Deal", mimo że na ringu i wokół niego zarobił od 250 do nawet 350 mln dol., jest bankrutem, którego należności sięgnęły latem tego roku 17 mln.

Licytacja będzie "tylko" finałowym aktem ponurej opery mydlanej, której tytuł mógłby brzmieć "Jak roztrownić 350 mln dol.", a której przedostatni odcinek miał miejsce w czerwcu.

Właśnie wtedy federalny sąd upadłościowy nakazał spłukanemu i zadłużonemu Holyfieldowi sprzedaż perły w jego koronie. Pod młotek trafił pałac w Atlancie, liczący 109 pokoi, 17 łazienek, mający na wyposażeniu basen o olimpijskich wymiarach i 100-hektarowy park, którego mistrz pięści był dumnym właścicielem.

Gdy ktoś dzwonił do Evandera, słuchawkę zawsze podnosił kamerdyner, wygłaszając formułkę "Rezydencja Holyfielda". Bokser lubił tego słuchać. Wychowany na Południu, w biednej rodzinie, jako najmłodszy z dziewięciorga dzieci był niezwykle dumny z tego, co udało mu się osiągnąć. Gdy odwiedzali go znajomi czy dziennikarze, lubił oprowadzać po domu, a szczególnie szczycił się dwoma monumentalnymi klatkami schodowymi, obłożonymi włoskimi marmurami.

Dom poszedł za 7,5 mln. Evander mieszka dziś w niewielkim mieszkaniu w centrum Atlanty. I wciąż czeka na telefon od braci Kliczko. Bo wciąż marzy o kolejnej walce o tytuł, a co za tym idzie - kolejnej wypłacie.

Wprawdzie w piątek, jak ogłosiła większość mediów na świecie, miał zakończyć swą wspaniałą, trwającą ponad 30 lat karierę. Ale nim jeszcze zaczęło się urodzinowe party Holyfield rozmyślił się.

Ostatnią wielką walkę stoczył cztery lata temu, gdy po raz ostatni próbował zostać mistrzem świata wagi ciężkiej. W Zurychu był szybszy i precyzyjniejszy od Nikołaja Wałujewa, ale w oczach sędziów walkę przegrał, co wzbudziło mnóstwo komentarzy na całym świecie. Za ten pojedynek skasował 700 tys. dol., co przy jego wcześniejszych wypłatach było drobnymi na waciki. Zwłaszcza jego pojedynki z Tysonem do dziś rozbudzają emocje. Nie tylko ze względu na to, co działo się w ringu.

Za pierwszą walkę miał zagwarantowane 12 mln dol., Tyson 30. Wygrał po 11 rundach Holyfield, co było sensacją tylko ciut mniejszą od lądowania człowieka na księżycu. U bukmacherów "Iron" był faworytem w stosunku 25:1. Walka wygenerowała także 79 mln dol. z tytułu sprzedaży pay-per-view i 14 mln z biletów.

Ich drugie starcie, w którym Tyson odgryzł Holyfieldowi kawałek ucha, pobiło wszelkie rekordy. Evander dostał 35 mln, Mike 30. Sprzedano prawie dwa miliony pay-per-view za niemal 100 mln USD i ponad 18 tys. biletów, z których wpływ sięgnął 17 mln zielonych.

"Real Deal" zarabiał także pieniądze z reklam, udziału w telewizyjnych show (m.in. "Taniec z gwiazdami"). Był producentem muzycznym, sprzedawał grille, ostatnio na rynek wszedł sygnowany jego ringowym przydomkiem sos do potraw z grilla - Real Deal BBQ Sauce.

Dlaczego więc jest bankrutem? Odpowiedź jest stara jak świat - zgubiła go słabość do kobiet i hazardu. Holyfield ma 11 dzieci z sześcioma kobietami. Rozwodził się trzy razy. Zżerają go alimenty i wspomnienia z kasyn w Las Vegas i Atlantic City.

Dlatego tak przeraźliwie mo-cno trzyma się ringu. Boks odciska na nim coraz większe piętno. Evander rusza się coraz wolniej, mówi bełkotliwie, wielu rzeczy nie pamięta.

Tylko jedno się nie zmieniło. W jego oczach na dźwięk ringowego gongu pojawia się błysk. Bracia Kliczko jednak nie zadzwonią. Ich menedżer powiedział kilka dni temu, że Holyfield jest dla nich wzorem wojownika, prawdziwą legendą. A legendy się podziwia, a nie niszczy. No chyba, że one niszczą siebie...

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.