reklama

Europarlament obronił internetową wolność

Artur Grabarczyk, tkZaktualizowano 
Parlament Europejski zajmie się dziś tzw. pakietem telekomunikacyjnym
Parlament Europejski zajmie się dziś tzw. pakietem telekomunikacyjnym Małgorzata Genca/POLSKA
Dostęp do stron www nie będzie limitowany. Walka użytkowników internetu o wolność w sieci zakończyła się sukcesem - 407 deputowanych zagłosowało za zakazem odcinania dostępu do internetu bez zgody sądu.

Sprawa najprawdopodobniej powróci jednak jesienią - wraz ze szwedzkim przewodnictwem w Unii. Rozpatrywane w Brukseli sprawy rzadko budzą czyjekolwiek zainteresowanie, a tym razem skrzynki mailowe wszystkich europosłów zostały kompletnie zapchane mailami od wyborców. Tak emocjonującego głosowania w Parlamencie Europejskim nie było dawno. Cel propozycji francuskiej - ochrona praw autorskich producentów.

Projekt nowelizacji przepisów zakładał między innymi podzielenie zawartości internetu na pakiety. O tym, jakie witryny znajdą się w pakietach, decydować mają dostawcy usług.

To oznacza, że nikt w Europie nie miałby, jak to jest dziś, możliwości surfowania po wszystkich witrynach, jakie istnieją. Internauci mieliby dostęp jedynie do ściśle określonej liczby stron, które znajdą się w ofercie operatora.

Zasada dostępu do internetu przypominałaby zatem korzystanie z telewizji kablowej czy satelitarnej - na ekranie komputera pokazywałyby się tylko te strony z wykupionego pakietu. Oczywiście im bogatszy pakiet, tym więcej trzeba będzie za niego zapłacić dostawcy internetu.

Czemu ma służyć blokada dostępu do całej zawartości sieci? Europarlamentarzyści tłumaczą, że w propozycji chodzi o zapanowanie nad piractwem i kontrolowanie niebezpiecznych treści.

- Zamysł był taki, żeby zamknąć dostęp do stron pedofilskich, rasistowskich, pornograficznych, a także witryn służących do nielegalnego ściągania muzyki czy filmów - wyjaśnia Konrad Szymański, europoseł PiS, który sam nie jest zwolennikiem pakietu. - Dotychczasowe próby walki z tego typu stronami kończyły się porażką, powstał więc pomysł radykalny.

Ale internauci w takie tłumaczenia nie wierzą. Twierdzą, że za poprawkami stoi lobby operatorów internetowych, którzy dzięki pakietom mogliby czerpać dodatkowe zyski. - Właściciele stron musieliby płacić operatorom za to, żeby znaleźć się w pakiecie - mówi Błażej Kaczorowski, prezes polskiej filii Partii Piratów, która zorganizowała bunt internautów przeciwko planowanym zmianom prawa.

Kaczorowski dodaje, że wprowadzenie pakietów nie tylko zaszkodziłoby internautom, którzy stracą możliwość wyboru tego, co chcą znaleźć w internecie. Poważnie ucierpieliby też właściciele niewielkich, niszowych witryn.

- Właściciele wielkich portali sobie poradzą, zapłacą operatorom i ich produkt trafi do oferty- mówi Kaczorowski.- Twórców małych, domowych, robionych często hobbystycznie stron nie będzie na to stać.
Właśnie z tego powodów Polska Partia Piratów przyłączyła się do międzynarodowej akcji w obronie wolnego internetu. Na swojej stronie powiesiła apel do polskich europosłów z prośbą o odrzucenie poprawek ograniczających dostępu do sieci. Do akcji dołączyli też użytkownicy portalu jakilinux.org. Na założonej kilka dni temu stronie stopcenzurze. wikidot.com zachęcają do bombardowania polskich posłów PE mailami z protestem.

Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. Do wczoraj pod petycją w obronie wolności w sieci podpisało się ponad 60 tysięcy użytkowników internetu. Wszyscy wysłali też maile do polskich posłów w Brukseli i zatkali im skrzynki mailowe. - Zrobiliśmy to, żeby uświadomić naszym przedstawicielom w PE, jak groźne w skutkach może być wprowadzenie pakietów - mówi Borys Musielak z portalu jakilinux.org.

Jak twierdzi, oddanie w ręce firm dostarczających internet decyzji o tym, jakie witryny może oglądać ich klient, doprowadzi do poważnych nadużyć i może się skończyć cenzurą jak w Chinach. - Blokowanie niebezpiecznych treści to prosta droga do niszczenia niewygodnych dla władzy ludzi - mówi Musielak. - Dziś za strony niebezpieczne uchodzą witryny pedofilskie czy propagujące faszyzm, ale za jakiś czas pod byle pretekstem blokadą może zostać objęty np. skype, portale lewicowe, czy dotyczące arabskiego fundamentalizmu, bo ktoś uzna, że nawołują do dżihadu czy terroryzmu.

Ciekawe linki
Strona z protestem przeciw naruszaniu wolności internetu

Brońmy wolności internetu

Strona Partii Piratów

Czy i dlaczego Parlament Europejski chce decydować o internecie?

FLESZ: Elektryczne samoloty nadlatują.

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 8

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

m
michuk

Słuchaj Michuk, porównywanie masowego ściagania plików z neta do korzystania z biblioteki to zdecydowanie nadużycie. Internet zrobił się darmową spiżarnią, z której każdy bierze co chce i ma w nosie płacenie. Książki książkami, ale tu chodzi o ogromny przemysł muzyczny, filmowy, komputerowy etc. Jeżeli wszyscy by tak robili, praktycznie cały przemysł rozrywkowy poleciałby na łeb na szyję. Kina by poplajtowały, a ceny płyt byłyby coraz droższe, bo w końcu koncerny jakoś musiałyby odrabiać straty. A koncerny przecież też mają swoich pracowników I z czegoś im muszą płacić. Tak się w naszym kraju dziwnie porobiło, że ludzie uważają, że piracenie to nic złego. Nazywajmy rzeczy po imieniu. Udostępnianie i ściąganie plików z neta to zwykłe złodziejstwo...

c
czepialski

Autor tego artykułu jest co najmniej mało rzetelny w swych ustaleniach.

B
Borys Musielak

[cyt]Witam, z tej strony Borys Musielak. Chciałbym tylko poinformować, że wszystkie moje cytaty opublikowane w tym artykule są sfabrykowane. Nie rozmawiałem z nikim z Polska The Times, chyba że występował on incognito.[/cyt]
Po krótkiej korespondencji mailowej z autorem artykułu okazało się, że jednak rozmawialiśmy przez telefon (tylko ja zrozumiałem, że dzwoni on z innej gazety) -- zwracam honor w tej sprawie i przepraszam za wprowadzanie zamieszania.

Nie zmienia to faktu, że cytaty zawarte w artykule nie były autoryzowane i nie są to moje wypowiedzi, a jedynie luźna interpretacja tych wypowiedzi w wykonaniu redaktora.

Dodatkowo, w artykule zostałem nazwany spamerem, mimo że w ramach akcji "Stop cenzurze" zniechęcaliśmy właśnie użytkowników do "spamowania" kont europarlamentarzystów argumentując, że lepszym rozwiązaniem jest wysłanie jednego maila, z załączoną listą tysięcy podpisów.

Akcja "Stop cenzurze" została prawdopodobnie pomylona z "Blackout Europe", inną inicjatywą, z którą Grupa Jakilinux nie ma nic wspólnego.

pozdrawiam,
B.M.

m
michuk

Piractwo to nie jest złodziejstwo. Chyba że złodziejstwem nazwiesz korzystanie z biblioteki. To taki mniej ekstremalny przykłąd piractwa, prowadzonego jednak na szeroką skalę na całym świecie od dziesięcioleci.

Piractwo -- a właściwie "piractwo", bo piractwo to napadanie na statki -- to dzielenie się.

Nie chcę tu wchodzić w dyskusję czy dzielenie się jest dobre czy złe, ale nazywanie tego złodziejstwem jest ogromnym nadużyciem.

h
heniek

Ciekawy jestem co wyniknie z tej walki z piractwem intenetowym i czy w końcu nauczymy się, że udostępnianie czy ściąganie filmów na necie np. jeszcze przed premierą, to nic innego jak zwykłe złodziejstwo? Te rozwiązania, które chciała wprowadzić Unia nie przeszła, nie wiem czy to dorze, i czy prowadziłoby do nadużyć, jedno jest jednak pewne – z piractwem internetowym trzeba walczyć!

B
Borys Musielak

Witam, z tej strony Borys Musielak. Chciałbym tylko poinformować, że wszystkie moje cytaty opublikowane w tym artykule są sfabrykowane. Nie rozmawiałem z nikim z Polska The Times, chyba że występował on incognito.

Miło, że wspominacie o inicjatywie Grupy Jakilinux, ale jeszcze milej byłoby jakbyście trzymali się prawdy.

A
Ania

Czy inne krasnoludki psują otoczenie. Brak nazwisk jest znamienny Panie Arturze Grabarczyk.

J
Jan

Nie można się zgodzić na to, żeby UE miała przyjmować chińskie rozwiązania. Zbliżają się wybory do europarlamentu, idźmy głosować, a przed głosowaniem zapytajmy naszego kandydata, co zamierza zrobić w tej sprawie, jak głosować w przyszłości, czy jest zwolennikiem takich obostrzeń. Jeżeli odpowie, że jest zwolennikiem albo, co gorsza, w ogóle nie odpowie, nie głosujmy na niego.

Dodaj ogłoszenie