Era uroczych chłopców

Igor Zalewski, publicysta
Co to takiego charyzma, to właściwie ciężko wytłumaczyć. Wiadomo, że to się ma albo nie ma. Ci, którzy nie mają, podążają za tymi, co mają.

Kiedy zamkniemy oczy, żeby wyobrazić sobie człowieka charyzmatycznego, widzimy zazwyczaj kogoś emanującego energią, poczuciem siły, pełnego pasji, dojrzałego. Ewentualnie widzimy wydzierającego się Hitlera.

Mam wrażenie, że charyzma ostatnio bardzo odmłodniała. Nabrała wręcz chłopięcych rysów. Oglądałem niedawno film dokumentalny o Tonym Blairze, który dziś jest właściwie emerytem, o czym przesądza nie tylko etap jego politycznej kariery, ale i spora liczba siwych włosów.

I chociaż ma swoje lata, były premier Wielkiej Brytanii wciąż roztacza wokół siebie specyficzny, chłopięcy urok, który pozwolił mu rządzić 10 lat najbardziej dojrzałą demokracją współczesnego świata.

Pewnie nie jest to człowiek, z którym kojarzy nam się owo tajemnicze słowo charyzma.

Szybciej z gen. Pattonem policzkującym wystraszonego żołnierza w szpitalu polowym, Napoleonem wydzierającym się na wyższych od siebie marszałków, podstarzałym Churchillem pokazującym "V" palcami na gruzach w Londynie czy Lechem Wałęsą też pokazującym "V" na bramie Stoczni Gdańskiej.

Ale widać charyzma zmienia się z czasem, tak jak zmienia się ideał kobiecej urody, inny za czasów Rubensa, inny w latach 70. ubiegłego wieku, inny obecnie. Bo - proszę zobaczyć - Blair to nie wyjątek, ale reprezentant większego zbioru. W ostatnich latach mężowie stanu wywierający największy, czasem magnetyczny wpływ na społeczeństwa to chłopczykowaci faceci.

Raczej delikatni niż żylaści i buchający fizyczną siłą. Wyglądający trochę na zagubionych, trochę nieśmiałych - choć to oczywiście tylko pozory.

Bill Clinton, Tony Blair, Barack Obama czy nasz Donald Tusk - wszyscy oni mają wspólny mianownik, którym jest ów pierwiastek chłopięcego uroku. Prototypem takiego polityka był - wyprzedzający swą epokę - John Kennedy.

Ktoś może prychnąć, że wymienieni przeze mnie politycy wcale nie są charyzmatyczni. Ich dokonania, skala oddziaływania na opinię publiczną, a czasami straszliwy upór dowodzą czego innego. Raczej nie pasują do naszego wyobrażenia charyzmy, a właśnie staram się udowodnić, że to co się na charyzmę składa, wcale nie jest czymś niezmiennym, jak liczba pi, lecz ewoluuje jak ów ideał kobiecych kształtów.

I dzisiaj ten chłopięcy urok jakoś nas pociąga, podobnie jak Niemcom w latach 30. ubiegłego wieku podobał się wąs, grzywka i energia zdzierającego sobie gardło Adolfa Hitlera.

Skąd ta moda na chłopięcość? Po pierwsze, młodość, niedojrzałość jest dzisiaj cechą bardziej akceptowaną, wręcz pożądaną niż parę dekad temu. Taki jest model kultury masowej i wszyscy, a w każdym razie spora większość, staramy się upodobnić do nastolatków z teledysków.

Po drugie, najlepszym przekaźnikiem charyzmy jest dzisiaj telewizja, a chłopięcość jest - zdaje się - bardzo fotogeniczna. Inaczej Hugh Grant nie zrobiłby takiej kariery.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie