Epidemia zawiesiła niektóre dylematy, ale nie unieważniła logiki polskiej polityki

Piotr Zaremba

Wideo

Zobacz galerię (1 zdjęcie)
Zaledwie pół tygodnia temu emocjonowaliśmy się jeszcze polityką. Oto prezydent Andrzej Duda podpisał ustawę o 2-miliardowym dofinansowaniu mediów publicznych. Ale za cenę dymisji Jacka Kurskiego z funkcji prezesa TVP.

I oto okazało się, że go oszukano. Wprawdzie Kurski przestał być prezesem, ale pozostawiono go w telewizji roli doradcy zarządu. Będzie za plecami schorowanego przewodniczącego rady nadzorczej telewizji Macieja Łopińskiego nadal sterował programami, redagował Wiadomości, piętnował wrogów PiS, a wychwalał partię rządzącą.

Czytaj także

Prezydent Duda zdaje się nie liczył na jakiś przełom w telewizyjnych programach. Ale liczył na możliwość odegrania roli polityka choć trochę niezależnego od własnego obozu. Pozostawienie Kurskiego na Woronicza symbolicznie mu to uniemożliwia. Za sprawą Jarosława Kaczyńskiego roli takiej nie odegra. Urażony tym, że przyparto go do muru w sprawie Kurskiego, prezes PiS zrobił ze swego kandydata oszukanego naiwniaka.

Dlaczego? Bo nie toleruje choćby chwilowego partnerstwa z kimkolwiek. Bo musiał przypomnieć, kto jest w tym obozie jedynym szefem. Po to aby to osiągnąć, gotów był zaryzykować utratę prezydentury przez swój obóz, bo przecież ośmieszenie Dudy zwiększa takie ryzyko. Znamienne zdarzenie.

Czytaj także

Tylko, że o ile w poprzedni piątek jeszcze z zapartym tchem śledziliśmy losy ewentualnych prezydenckich decyzji, o tyle sam finał ledwie zauważano. O tym, że Polacy nie widzą niczego poza epidemią koronawirusa, można się było naocznie przekonać we wtorek. Utrzymanie Kurskiego i poniżenie prezydenta przez lidera PiS było gratką dla opozycyjnych mediów. A jednak przeładowany zwykle polityką TVN w praktyce tego nie zauważył. Mówiono tylko o kolejnych zarażonych, o rządowych komunikatach, o perspektywie zamykania kolejnych instytucji, o ograniczeniach w wyborczej kampanii.

Naturalną pointą dzień później była rządowa decyzja o zamknięciu szkół, kin, muzeów czy teatrów, a tak naprawdę wszelkich choć odrobinę liczniejszych imprez i zgromadzeń. Można dyskutować, czy to nie decyzja odrobinę przedwczesna. Niemcy borykające się z epidemią dłużej, mające za sobą dwa zgony, wciąż tego nie zrobiły.

Ale też mające najwięcej zarażonych Włochy płacą za zwlekanie z restrykcjami. Premier Morawiecki wahał się, czy podejmować decyzje o tak wielkich konsekwencjach dla życia społecznego, a zrobił to pod naciskiem epidemiologów i ministra zdrowia. Będziemy mieli do czynienia z zupełnie nową rzeczywistością, możliwe, że na wiele miesięcy.

Czytaj także

Wraz z wszelkimi konsekwencjami - pierwszym przykładem jest wykupywanie towarów pod wpływem plotek, że zamknięte będą także większe sklepy. Pojawiają się też paradoksy w sferze polityki. Uchwalenie specjalnej ustawy i zwołanie przez prezydenta Rady Bezpieczeństwa Narodowego stały się okazją do demonstrowania dawno nie widzianej jedności. Paniczne pogłoski kolportowane zwłaszcza przez polityków PO, zostały zastąpione opowieściami, jak to Polacy potrafią połączyć siły w obliczu zagrożenia.

Gdy jednak liczba zarażonych przekroczyła 30 osób, szybko wróciła atmosfera podejrzeń i oskarżeń. Dziś opozycja sypie zwłaszcza pytaniami o liczbę testów na koronowirusa. W Niemczech było ich ponad 200 tysięcy. W Polsce zaledwie półtora tysiąca. Można odpowiadać, że u naszego zachodniego sąsiada epidemia zaczęła się rozszerzać wcześniej. Ale też wciąż pozostaje rzeczą niejasną, czy w Polsce tych testów wystarczy.

Czytaj także

Politycy PO przesadzają, obwiniając rząd o każdy przypadek błędu czy zaniedbania lekarzy - jak w Poznaniu, gdzie położono chorą na koronawirusa na wieloosobowej sali z pacjentami, którym dolegało całkiem coś innego. Ale na dobrą sprawę nadal nie mamy pewności, na ile nasza służba zdrowia jest przygotowana na masową epidemię. To będzie można przetestować dopiero bojem i boję się tego testu. Choć - to także warto odnotować - dawny polityk Unii Wolności, a potem SLD, lekarz i niegdyś minister zdrowia Marek Balicki ocenił stan tych przygotowań na piątkę.

Mamy do czynienia z może nieco za wielkim rządowym optymizmem i z opozycyjnym czarnowidztwem. No i rozmawia się niemal wyłącznie o wirusie, można się o tym przekonać badając, co googlują i klikają Polacy. Więc to wokół niego toczy się coraz bardziej zepchnięta do mediów kampania wyborcza. Padają też coraz natarczywsze pytania o sam termin wyborów. Politycy i komentatorzy związani z opozycją nie mają tu jednej opinii. Narzekają, że dzisiejsza sytuacja preferuje rządzących, co byłoby argumentem za późniejszym terminem. Ale też boją się manipulowania czasem kadencji.

Czytaj także

Dynamika epidemii jest taka, że niezależnie już od oceny natury kampanii, te wybory mogą się okazać zwyczajnie nie do przeprowadzenia. Choćby z powodu dużej grupy ludzi wyłączonych z normalnego społecznego życia. W ostateczności komisje i lokale wyborcze mogą się rządzić podobnymi regułami jak wszelkie inne instytucje i imprezy.

I tu wracamy do czystej polityki. Andrzej Duda bez wątpienia zyskał szansę odgrywania roli ojca narodu. Trudno go zresztą o to obwiniać, to nie tylko prawo, ale i obowiązek prezydenta. Wszelkie jego wcześniejsze porażki czy trudności straciły na znaczeniu.
Ale w kręgach rządowych pojawiła się plotka, że gdyby trzeba było przenosić wybory aż na jesień, Jarosław Kaczyński wciąż obrażony na Dudę, może próbować zmienić kandydata. Miał tym grozić już podczas wojny o Kurskiego. Oczywiście pozbywałby się kandydata bardzo wzmocnionego przez czas epidemii. I nawet po kilku miesiącach miałby problem z objaśnieniem takiego kroku. Ale mógłby go próbować zastąpić Mateuszem Morawieckim, który też będzie widoczny w czasie borykania się z kataklizmem.
Możliwe, że to tylko tak zwane fejkniusy. Ale wcześniejsze zachowania Kaczyńskiego wobec swojego kandydata nie czynią tych wieści całkiem nieprawdopodobnymi. Epidemia zawiesiła wiele politycznych dylematów, ale nie unieważniła logiki polskiej polityki. Dotyczy to i relacji rząd-opozycja i skomplikowanej, a czasem groteskowej natury samego obozu rządzącego.

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

a jak jest logika polskiej polityki ? wszystko co odbiega od jedynej właściwej opcji to fejknius ? natomiast błyskotliwa racja opozycji jest ich jedyną możliwą do zaakceptowania ?

a wirus się rozlewa bo ogólna kwarantanna i zamknięcie granic gdzie podczas takiej procedury w zasadzie nie ma możliwości zarażenia się i lawinowego wzrostu nosicieli jest wg rządzących nie do zaakceptowania . jedna za drugą limuzyny wożą pojedynczo polityków apelujących do plebsu by nie panikowali i odpowiedzialnie jechali autobusem do pracy unikając odpowiedzialnie skupisk w pracy i podczas dojazdu. i niech plebs nie robi zakupów na zapas , niech codziennie szwenda się po sklepach kiedy z każdym dniem na ulicy jest coraz więcej nosicieli zarażających wszystko wokoło.

Dodaj ogłoszenie