Elizabeth Duda: W Polsce tęsknię za serami

Izabela Pałucha
Andrzej Wiktor/POLSKA
Kocha francuskie sery i polskie nóżki w galarecie. Gwiazda "Tańca z gwiazdami" Elizabeth Duda umie cieszyć się jedzeniem. Ma to we krwi... Jak każda Francuzka.

Delikatna, eteryczna i przesympatyczna Francuzka, o której ostatnio sporo się mówi w kraju nad Wisłą. Do niedawna uczestniczka programu "Europa da się lubić" i ostatniej edycji "Tańca z gwiazdami", w której doszła prawie do finału, zajmując zaszczytne trzecie miejsce.

Kocha jeść (nie tylko sery), lubi biesiadować, a kiedy ma czas - gotować. Chętnie przyrządza zupy, np. rosół albo grzybową. Żałuje tylko, że we Francji zup się nie jada...

Denerwuje Panią, że na całym świecie mówi się o Francuzach żabojady?
Szczerze? Jak chyba większość Francuzów mam do tego dystans. Nie bulwersuję się, jeśli ktoś powie o mnie żabojadka. Co więcej, uważam, że to tak naprawdę dla nas niezła reklama. Niemal każdy turysta, który przyjeżdża po raz pierwszy do Francji, chce spróbować, poza ślimakami, właśnie żabich udek. Przy czym ciekawe jest to, że o ile ślimaki faktycznie są francuskim specjałem, o tyle żabie udka nim już nie są.

Jak to?!
Chociaż tradycja przyrządzania żabich udek wywodzi się z XVI-wiecznej Francji, są one dziś specjalnością emigrantów z Azji. I pewnie dlatego dziś można u nas zjeść żabie udka głównie w azjatyckich restauracjach. Owszem, zdarzają się też lokale z kuchnią francuską, w których można natrafić w menu na tę potrawę, ale to przede wszystkim atrakcja przygotowywana z myślą o turystach. Najczęściej smaży się je w czosnku lub w cieście i macza w słodkim sosie. Smakują jak delikatny kurczak. Bardzo je lubię.

Jakich francuskich specjałów Pani brakuje, kiedy przyjeżdża Pani na dłużej do Polski?
Zdecydowanie brakuje mi serów. Kiedy ostatnio odwiedziła mnie w Warszawie mama, przywiozła mi całe mnóstwo różnych serów. Kosztowało ją to wiele wysiłku i stresu. Należy bowiem pamiętać, że niektóre gatunki francuskich serów przebijają intensywnością zapachu większość używanych przez nas perfum.

Podróż z takim podręcznym bagażem, nawet najszczelniej zapakowanym, nie należy do łatwych i przyjemnych. Nie da się uniknąć wrogich spojrzeń współpasażerów (śmiech). Tu dodam, że sery najlepiej smakują z winogronami, orzechami włoskimi, wytrawnym czerwonym winem, a to wszystko w Polsce jest. Taka kombinacja to dla moich kubków smakowych olbrzymia radość. Poza serami brakuje mi najbardziej francuskiego deseru - creme brulée. Każdy Francuz ma swój sposób na jego jedzenie. Na przykład moja przyjaciółka przebija cukrową skorupkę i wyjada najpierw sam krem.

Jaki jest Pani sposób?
Zjadam wierzch i środek razem. Na początku lubię sprawdzić łyżeczką, czy skorupka jest odpowiednio gruba. Jeśli łyżeczka o nią stuka, to jest to! Filmowa Amelia by mnie na pewno zrozumiała. Innym deserem rzadko spotykanym w Polsce, który uwielbiam, jest tarte tatin, czyli nasza tarta z połówek jabłek zapiekanych w cieniusieńkim cieście. We Francji jada się ją na ciepło z bitą śmietaną domowej roboty albo gałką lodów.

A we Francji jakie polskie potrawy chodzą za Panią najczęściej?

Uwielbiam śledzie. Francuzi nie mają zwyczaju jadania śledzi, ani w oleju, ani w occie czy śmietanie. Bardzo mi ich tam brakuje. Nie dają mi też o sobie zapomnieć polskie wędliny, które są dla mnie bezkonkurencyjne. Polędwica łososiowa, suche kiełbasy - krakowska, żywiecka i myśliwska. Poza tym golonka i nóżki w galarecie. Ostatnią Wielkanoc spędzałam w Polsce i miałam okazję zobaczyć, jak się robi te ostatnie.

Nie przypuszczałam, że to takie pracochłonne. Na talerzu polewam je nie sokiem z cytryny czy octem spirytusowym, tylko gęstym, słodkawym octem balsamicznym. Poza tymi wspaniałościami brakuje mi we Francji polskich zup! Są genialne. Francuski obiad raczej nie zaczyna się od dania ciepłego, tylko od zimnego. Jeśli podaje się coś na ciepło, to ślimaki w czosnku, ewentualnie krem z brokułów czy szparagów, ale o żurku czy ogórkowej nie ma nawet mowy. Moi rodacy nie wiedzą, co tracą. Pamiętam, jak długo musiałam namawiać moją przyjaciółkę z Francji, by spróbowała chociaż czerwonego barszczu.

Dla niej niepokojąco wyglądał już sam kolor zupy, ale skosztowała. Mój brat z kolei nawet nie chciał spróbować chłodnika ze względu na mało męski kolor tej zupy (śmiech). Jeśli chodzi o mnie, sama nauczyłam się gotować rosół, grzybową i jarzynową. Nie opanowałam tylko mojego ulubionego żurku. Przy okazji pochwalę się, że poza zupami nauczyłam się robić pierogi. Lepiłam już z grzybami i kapustą, z makiem, białym serem i kaszą gryczaną. Smak tych ostatnich oczarował mnie od pierwszego kęsa. Ale w sercu zostawiłam również miejsce dla kaszanki (śmiech).

To brzmi, jakby Pani po prostu kochała jeść.
Bo tak jest! Jedzenie sprawia mi olbrzymią przyjemność. Poprawia albo podtrzymuje dobry nastrój. We Francji jedzenie to integralna część życia - zacieśnia relacje międzyludzkie i nierzadko łagodzi obyczaje. Lubię spędzać czas przy stole tak, jak to robią Francuzi, którzy potrafią nawet przez kilka godzin jeść, pić wino i... rozmawiać.

Moi rodacy zawsze zarzekają się, że przy jedzeniu nie będą poruszać niewygodnych tematów, takich jak: religia, polityka czy niewykorzystany przez Trézégueta rzut karny w finale mistrzostw świata. Co ciekawe, po jakimś czasie wszyscy dyskutują właśnie o tych sprawach! Ale przy kawie czy deserze zawsze dochodzą do wspólnych konkluzji. Ich uwieńczeniem jest płacenie rachunku za posiłek. Przyjaciele rozliczają się co do centa. A jeśli ktoś czuje, że kogoś przy stole uraził, to na pewno zaproponuje uiszczenie całej kwoty. Cóż, czasem warto się pokłócić... (śmiech).

O kuchni francuskiej mówi się, że jest najbardziej wyrafinowana ze wszystkich na świecie. W czym tkwi jej sekret?
We Francji jedzenie darzy się estymą. Zwraca się uwagę nie tylko na smak. Francuscy kucharze przywiązują wagę do szczegółów. Są mistrzami tworzenia sztuki na talerzu. Ważne są dobrze dobrane kolory składników, aranżacja stołu. Kiedy oko jest usatysfakcjonowane, można zasiąść do jedzenia. Menu obiadowe składa się z pierwszego, a następnie głównego dania oraz deseru i serów. Sztuka polega na tym, żeby posmakować wszystkiego, ale w takiej ilości, żeby nie wstać od stołu przejedzonym i ociężałym.

Wiele osób myśli, że Francuzi się obżerają. A tak nie jest! Oni po prostu umieją zestawiać ze sobą dania. Jeśli najpierw zjemy delikatny krem ze szparagów czy brokułów, nasze kubki smakowe otworzą się na główne danie, ale z tych delikatniejszych, jak ryba czy krewetki. Jeśli zaś uczynimy daniem głównym mięso, to musimy zagrać do niego uwerturę w postaci np. pasztetu. Smaki muszą ze sobą współgrać, a walory potraw uszlachetnia wino. Jest niezwykle ważne nie tylko dla nastroju, ale też dla trawienia.

Francuzi są przekonani, że na podstawie wyboru menu, w tym trunków, potrafią określić, z kim mają do czynienia. Jeśli ktoś zamówi colę, a ktoś inny sok z wyciskanych owoców, to może się okazać, że tym osobom będzie trudno się dogadać ze względu na zbyt duże różnice zdań. Jeśli natomiast jedna osoba zamówi do kolacji wino, a druga wodę, to z pewnością nie nadają na tych samych falach. Sam Baudelaire powiedział: "Ten, który pije wodę przy stole, to ktoś, kto ma coś na sumieniu".

W Polsce pija się coraz więcej wina, ale niekoniecznie do posiłków, lecz często samo. We Francji to niespotykane.
W klubie czy pubie nikt nie zamówi kieliszka wina, tylko drinka - od tych najprostszych, takich jak dżin z tonikiem, whisky z colą czy wódka z sokiem pomarańczowym, po koktajle bardziej wymyślne. Ale jeśli ktoś ma coś ważnego do celebrowania, wówczas najstosowniejszy będzie szampan.

A jakie jest Pani ulubione wino?
Wybór wina zależy od mojego nastroju. Przyznam, że mam słabość do różowego szampana Demoiselle, który we Francji pije się bez żadnej szczególnej okazji. Poza tym na lato, które spędzam na południu Francji, idealne jest orzeźwiające wino różowe. Ale tak naprawdę jestem wielką zwolenniczką win białych. Wolę je od czerwonych.

Chociaż czerwone też pijam, choćby do serów, i do nich wybieram dobre Bordeaux. Zeszłoroczne upalne lato podobno zaszkodziło francuskim winom, ale mówi się, że w tym roku ma być łaskawe. Trzymam kciuki i życzę Bon Appétit!

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
M
Naprawdę. 100% dla tej Pani. Pupa Elizabeth Dudy ma kształt dojrzałej gruszki.
b
beti
To prawda, myślę, że hordom polskich facetów Francja kojarzy się przede wszyskim z seksem oralnym.
Sery, moda to tylko medialne i sondażowe duperele. Gdyby Polak mógł powiedzieć prawdę, na hasło Francja powiedział by seks oralny.
O
Omar
Jak to co???Miłość francuską!!!
Dodaj ogłoszenie