Ekspert: Jeśli chcemy otworzyć gospodarkę, musimy przeprowadzać więcej testów na koronawirusa

Wojciech Szczęsny
Wojciech Szczęsny
Pixabay
- Do stopniowego otwierania gospodarki konieczna jest większa liczba testów na koronawirusa – przekonuje w rozmowie z Agencją Informacyjną Polska Press Alicja Defratyka, ekonomistka, autorka projektu ciekaweliczby.pl i analityk SpotData.

Dlaczego ekonomiści zabierają głos w sprawie liczby testów na koronawirusa?
Pandemia ma kolosalny wpływ na gospodarkę. Konsekwencje społeczne i ekonomiczne mogą być znacznie groźniejsze niż te medyczne. Dlatego ekonomiści muszą przewidywać w jakim kierunku pandemia może się rozwinąć ponieważ ona wpływa na kondycję firm, miejsca pracy, poziom PKB, deficyt budżetowy, dług publiczny. Kwestia liczby testów przeprowadzanych w danym kraju ma tu duży wpływ na prognozy ekonomiczne.

W Polsce testów robi się relatywnie mało, znacznie mniej niż w większości państw Unii Europejskiej. Które rządy powinny być dla nas wzorem do naśladowania?
Jest kilka krajów, które powinniśmy naśladować. To Islandia, Niemcy, Korea Południowa i Tajwan, które najlepiej poradziły sobie z pandemią. Na Islandii i w Korei odnotowano bardzo mało zgonów. Niemcom nie udało się co prawda zahamować rozprzestrzeniania Covid-19, zakażeń jest tam sporo, natomiast w porównaniu do Francji, Wielkiej Brytanii, czy Hiszpanii przypadków śmiertelnych jest tam kilka razy mniej.

Dzięki testom?
W Niemczech przeprowadza się już ok. 25 tysięcy testów na milion mieszkańców, natomiast we Francji ok. 7 tysięcy. Paryż i Londyn systematycznie zwiększają liczbę testów, ale póki co pod tym względem wyraźnie odstają od państw, które z pandemią poradziły sobie lepiej. Warto przy tym podkreślić, że państwa, które stawia się za wzór do naśladowania zaczęły przeprowadzać testy bardzo szybko. Chodziło o to, żeby na samym początku wykryć osoby, które potencjalnie mogą zarażać i od razu skierować je na kwarantannę. Tak było na Islandii i w Korei, gdzie po pierwszych informacjach o tym, że wirus przenosi się poza Chiny zaczęto testować ludzi jeszcze przed zanotowaniem pierwszego przypadku na własnym terytorium. Jak największa liczba testów pozwala też określić jak rzeczywiście rozwija się pandemia w danym kraju. Gdy nie ma się danych, to nie można wyciągać wniosków.

Jeśli robi się mniej testów, to ma się mniej zakażonych. Sądzi Pani, że to świadoma polityka polskiego rządu? Może chodzi o oszczędzanie pieniędzy, bo testy sprowadzane z Chin są kilka razy droższe od polskich testów, których za miesiąc ma być 100 tysięcy?
Ale to nie są żadne oszczędności. Jeżeli okaże się za jakiś czas, że zakażeń przybywa, to straty dla ludzi i dla gospodarki będą tak kolosalne, że nie będziemy w stanie sobie z nimi poradzić. Przyznam, że nadal nie mogę pojąć dlaczego kilka tygodni temu rząd nie zdecydował się systematycznie testować lekarzy.

Czy testy w ogóle są fizycznie w Polsce? To znaczy, że rząd je ma, ale z jakiś powodów nie używa? Czy też brakuje lekarzy albo laboratoriów?
Skoro Ministerstwo Zdrowia deklaruje, że jest możliwość przeprowadzania 22 tysięcy testów dziennie, to nie rozumiem, dlaczego tego nie robimy. Są głosy, że to lekarze nie kierują wystarczającej liczby pacjentów na testy, z kolei lekarze mówią, że chcieliby to robić, ale nie są w stanie. Myślę, że w grę wchodzi tu polityka i kwestia zbliżających się wyborów prezydenckich. Rząd bardzo chce, by odbyły się one w maju. W tym momencie mamy w Polsce ok. 100 tysięcy osób przebywających na kwarantannie a ponad 21 tysięcy jest objętych nadzorem epidemiologicznym Co by szkodziło, żeby zrobić testy wszystkim tym osobom, lekarzom oraz chorym przebywających w DPS-ach i domach starości? Jeżeli chcemy zdusić pandemię, to w pierwszej kolejności należy skupić się właśnie na tych miejscach krytycznych. Może być tak, że rząd nie chce tego zrobić, bo gdyby liczby wzrosły i pokazały, że pandemia się rozlewa po kraju, to zainteresowanie wyborami byłoby jeszcze mniejsze niż teraz.

To by oznaczało, że rząd prowadzi straceńczą politykę, która tuż po wyborach doprowadzi do ogromnego wzrostu liczby osób zakażonych.
Według różnych symulacji, prowadzonych m.in. przez Institute For Health Metrics and Evaluations na Uniwersytecie w Waszyngtonie, w Polsce jesteśmy już po szczycie zachorowań. Pytanie, czy możemy mieć pewność, że tak jest skoro właśnie nie jest wykonywana wystarczająca liczba testów? Gdybyśmy przeprowadzali chociaż te 20 tys. testów dziennie wśród osób najbardziej zagrożonych zakażeniem, to mielibyśmy pełniejszy obraz sytuacji. Jeżeli w maju otworzymy część punktów usługowych, a do tego zostaną przeprowadzone wybory, to 2 tygodnie później może będzie skokowy wzrost zakażeń. Przy okazji należy powiedzieć, że duża liczba wykonywanych testów jest bardzo pomocna, żeby wiedzieć w jakim tempie otwierać gospodarkę. Niemcy już zapowiedzieli, że nawet po zdjęciu większości restrykcji dalej będą przeprowadzać więcej testów. Jeszcze w tym tygodniu będą wykonywać ich w liczbie 100 tysięcy dziennie, a później ma być ich jeszcze więcej.

Chodzi o to, by ludzie czuli się bezpiecznie?
Jeśli ktoś, kto pracuje w sklepie i ma kontakt z wieloma osobami wie, że ma możliwość wykonania sobie testu, to psychicznie czuje się lepiej. Tymczasem w Polsce nawet lekarze boją się pracować. Przypominam, że według danych z początku kwietnia co szósta osoba w polskiej służbie zdrowia jest zakażona koronawirusem. Zamykane są całe oddziały, a przecież w Polsce z powodu nowotworów umiera rocznie ok. 100 tysięcy osób, a ok. 180 tysięcy z powodu chorób układu krążenia. Jeżeli te osoby nie dostaną na czas pomocy od lekarzy, to może się okazać, że będziemy mieli kilkaset zgonów z powodu koronawirusa, ale kilkanaście tysięcy z powodu innych chorób. Jeśli dalej będziemy lekceważyć testy wśród lekarzy, to utworzy się tam tzw. wąskie gardło, czyli po zakażeniu i skierowaniu na kwarantannę jednej osoby zamyka się cały oddział. Do takich sytuacji nie wolno dopuszczać.

Wydaje się, że więcej testów powinno przeprowadzać się wśród zwykłych obywateli, którzy mogą przecież przechodzić koronawirusa bez wyraźnych objawów.
Tak, my w Polsce testujemy głównie osoby, które mają wyraźne symptomy zakażenia. Na Islandii, która jest oczywiście bardzo małym krajem w porównaniu do Polski, przebadano już ponad 10% społeczeństwa. Okazało się, że prawie połowa pozytywnych wyników pochodziła od osób, które nie miały żadnych objawów lub lekkie objawy grypopodobne. Z analiz matematycznych przeprowadzonych w Szwecji, która jak wiadomo stosuje zupełnie inną politykę, wynika, że w samym Sztokholmie może przebywać 600 tysięcy osób zakażonych, a 99% z nich w ogóle o tym nie wie. Wiele osób może zarażać koronawirusem kompletnie nieświadomie. Jeżeli chcemy otwierać w Polsce kolejne sektory gospodarki, to musimy robić jak najwięcej testów, by do takiej sytuacji nie dopuścić. Ludzie chcą już wracać do pracy, szczególnie osoby w największym stopniu pozbawione dochodów. Takie osoby będą wymuszać powrót do normalności, a żeby był on możliwy potrzebujemy testów, aby szybko wykrywać ogniska choroby i wyłączać je punktowo bez zamrażania całej gospodarki.

Już wiadomo. Jest regionalizacja obostrzeń

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie