Egipt rok po rewolucji. Nie ma zmian, nie ma nadziei

Redakcja
W rocznicę rewolucji na kairskim placu Tahrir znów były tłumy. Ale w oczach ludzi brakowało dawnego entuzjazmu. Naród oczekiwał radykalnych zmian, a są marazm i beznadzieja - pisze Philippe Naughton.

Kair jest teraz politycznie rozdarty. Z jednej strony islamiści, z drugiej umiarkowani islamiści, nad nimi wojskowa czapa, która nadal jak za czasów znienawidzonego prezydenta Mubaraka, którego proces z przerwami nadal trwa, wciąż sprawuje niepodzielną władzę, choć zdecydował się na zniesienie obowiązującego od kilku dekad stanu wyjątkowego. Na razie ludzie dyskutują, co przyniosą wyniki zakończonych wyborów. A te pierwsze od kilku dekad wolne wybory w Egipcie zakończyły się miażdżącym zwycięstwem islamistów z Bractwa Muzułmańskiego. Umiarkowani islamiści zdobyli najwięcej miejsc w izbie niższej egipskiego parlamentu i ogłosili, że jej przewodniczącym będzie jeden z doświadczonych liderów Bractwa.

Bractwo Muzułmańskie, które w czasach Hosniego Mubaraka i jego poprzedników było organizacją nielegalną, na swój sukces pracowało od lat i dziś jest jednym z największych ugrupowań religijno-politycznych w islamskim świecie.

Czytaj także: Protestujący z Tahrir obalili kolejny rząd. Co zrobią wojskowi?

Zgodnie z wcześniejszymi prognozami islamiści różnych ugrupowań objęli około dwie trzecie miejsc w egipskim parlamencie. Partia Wolność i Sprawiedliwość (FJP), czyli polityczne ramię Bractwa Muzułmańskiego, obiecało Egipcjanom, że teraz każdy obywatel będzie miał swojego przedstawiciela w parlamencie. Islamiści będą też mieć wpływ na kształt nowej ustawy zasadniczej. Jej przygotowaniem zajmie się 100-osobowe Zgromadzenie Konstytucyjne, które zostanie wyłonione przez nowy parlament.

Głosowanie w trzyetapowych wyborach w Egipcie trwało przez kilka miesięcy, a jego rezultaty ogłosił niedawno w Kairze komitet wyborczy. Wynika z nich, że sojusz Bractwa Muzułmańskiego zdobył 38 proc. mandatów parlamentarnych obsadzanych z list.

Na drugiej pozycji uplasowała się skrajnie islamistyczna partia Nur (Światło), zdobywając 29 proc. miejsc z list. Trzecie i czwarte miejsce przypadło świeckiemu ugrupowaniu nacjonalistycznemu Wafd i liberalnemu sojuszowi Egipski Blok. W nowym parlamencie przypadnie im łącznie 9 proc. mandatów.
Koalicja Rewolucja Trwa, złożona głównie z młodych ugrupowań, które przyczyniły się do obalenia prezydenta Mubaraka, zdobyła mniej niż milion głosów, co zagwarantowało jej siedem z 498 miejsc w Zgromadzeniu Ludowym.

Czytaj także: Krwawe starcia w Kairze. Policjanci zabili siedmiu protestujących, są setki rannych (ZDJĘCIA)

Zgodnie ze skomplikowanym systemem wyborczym, dwie trzecie, czyli 332 miejsca w izbie niższej egipskiego parlamentu, obsadzane jest z list partyjnych, reszta, czyli jedna trzecia mandatów, przypada kandydatom wyłanianym w okręgach jednomandatowych.

Komitet wyborczy nie podał wyników głosowania na kandydatów indywidualnych, ale partia Wolność i Sprawiedliwość spodziewa się objąć 41 proc. miejsc w izbie niższej.
Zwycięska Wolność i Sprawiedliwość, która dysponuje większością miejsc w parlamencie, ogłosiła, że przewodniczącym parlamentu będzie Saad al-Katatni, wieloletni lider Bractwa Muzułmańskiego, który już wcześniej zasiadał w parlamencie jako poseł niezależny.
Choć sukces islamistów nieco zaalarmował momentalnie egipskich liberałów oraz zachodnie rządy przez lata blisko związane z reżimem Mubaraka, na razie nie wiadomo, czy rywalizujące ze sobą partie islamistyczne zdołają się zjednoczyć i utworzą silny sojusz w parlamencie.
Wolność i Sprawiedliwość pogratulowała al-Katatniemu objęcia nowej roli i wyraziła przekonanie, że "będzie jednakowo zdystansowany do wszystkich deputowanych". Takie stanowisko pozwoli mu "stać na straży zasad demokracji i umacniać rządy uczestnictwa politycznego" - ogłosiła partia.

Zwycięstwo islamistów w pierwszych wyborach parlamentarnych od obalenia Mubaraka to symbol zmiany, jaka zaszła w tym państwie. Egipt odciął się od swej niedawnej przeszłości, w której w parlamencie zasiadali wyłącznie członkowie Partii Narodowo-Demokratycznej, a Bractwo Muzułmańskie było organizacją nielegalną, ale jednak tolerowaną.

Czytaj także: Egipscy wojskowi ulegli protestującym? Są gotowi "natychmiast" oddać władzę cywilom

Nadejście nowego pokolenia polityków obdarzonych mandatem społecznym może oznaczać, że parlament będzie próbował przejąć władzę z rąk rządzącej rady wojskowej, która obiecała ustąpić pod koniec czerwca.

Al-Katatni, który zasiadał w komitecie politycznym Bractwa Muzułmańskiego, zapowiedział, że nowy parlament będzie "parlamentem pojednania".

Więcej przeczytasz w weekendowym wydaniu dziennika "Polska" lub w serwisie prasa24.pl[/b]

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie