Efekciarski Donald Tusk. Jak ocenić wystąpienie szefa Rady Europejskiej na UW?

Paweł Siennicki
Bartek Syta/Polska Press
Z wielką ciekawością wysłuchałem wykładu Donalda Tuska na Uniwersytecie Warszawskim, który bardziej był mową polityczną niż naukową. Powiedzianą z głowy, (oprócz niego taką umiejętność ma chyba tylko Jarosław Kaczyński), bardzo ładnie zresztą. Zatem jak ocenić to wystąpienie? Niczym sędzia jazdy figurowej na lodzie, ocenię kilka elementów.

Styl Tusk ma świetny. Pobyt w Brukseli nie ujął mu nic a nic z tego daru czarowania słowem. Ale w części odnoszącej się do historii, merytorycznie były premier, niestety, był bardzo słaby, zwłaszcza jak na historyka z wykształcenia. Szkolne, czytankowe oceny Konstytucji 3 maja, nawet z błędem faktograficznym (Konstytucja wcale nie poprawiała sytuacji chłopów pańszczyźnianych). W ocenie teraźniejszości - Tusk był do bólu przewidywalny. Wreszcie był fascynujący, gdy idzie o ocenę zagrożeń cywilizacyjnych, niebezpieczeństw wynikających z rewolucji technologicznej, uzależnienia naszych dzieci od internetu. W Polsce nikt inny, może jeszcze tylko Mateusz Morawiecki, nie mówi o tych sprawach jako o kluczowych dla naszej przyszłości. W tym sensie Tusk był wizjonerski, lata świetlne przed innymi liderami polskiej klasy politycznej. Ale zarazem to był też Donald Tusk, jakiego znamy z czasów, gdy był premierem - świetnie powiedział, ale żadnych pomysłów, własnych recept nie przedstawił. A akurat on z polskich polityków ma największy wpływ na ograniczenie potęgi Google’a czy Facebooka. Czyli można powiedzieć było klasycznie, tak jak zawsze w wypadku Donalda Tuska - efekciarsko. Tylko dalej nie wiemy, o co mu chodzi, co chce osiągnąć, czy w ogóle ma jakiś plan polityczny. Nawet pięknie powiedziany banał pozostaje banałem.

Sympatycy Tuska mogą czuć się rozczarowani, bo nie uderzył tuż przed samymi wyborami w werble bojowe

Sympatycy Tuska mogą czuć się rozczarowani, bo nie uderzył tuż przed samymi wyborami w werble bojowe, zwłaszcza że zapowiadano to wystąpienie jako dzień, w którym Donald Tusk powie coś bardzo ważnego. Z tego punktu widzenia, z mocno napompowanego balonika, szybko po wystąpieniu Tuska zeszła większość powietrza.

Obóz rządzący bardziej niźli na Tusku skupił się na jego „supporcie”, czyli tym, jak na scenę wprowadził Tuska Leszek Jażdżewski. Ten redaktor naczelny „Liberté!” wygłosił płomienne przemówienie, w którym uwagę najmocniej zwróciło zaatakowanie Kościoła katolickiego. W dość pałkarskim i brzydkim stylu. Ale też widać, że Jażdżewski nie bardzo rozumie, o czym mówi, ma ograniczoną wiedzę, czym jest Kościół. Tak, katolicki kler w Polsce nigdy nie był w tak „doskonałej” formie jak teraz. Między innymi również dlatego, bo przez wiele lat dbał o to Donald Tusk. Tylko że w Kościele nie chodzi o to, jak postępuje jakiś ksiądz albo jak święty jest jakiś biskup. W Kościele katolickim nie chodzi o to, żeby wierzyć w księży. Chodzi o to, że ludzie go tworzący wierzą, że właśnie tutaj Chrystus zostawił obietnicę zbawienia. A paradoksalnie antyklerykalizm dziś, jak nigdy wcześniej, może przysłużyć się samemu Kościołowi, bo ma dzięki temu szansę stanąć w prawdzie.

Jednak jest coś innego, co pokazuje Donalda Tuska jako przebiegłego i bardzo machiawelicznego gracza. Również w przeszłości Tusk wszystkie trudne sprawy rozwiązywał nie swoimi rękoma. Nie jest możliwe, żeby Donald Tusk nie wiedział, w jakim kontekście występuje. Dobrze wiedział, że Jażdżewski, człowiek, z którym blisko współpracuje, uderzy mocno w antyklerykalne tony w stylu Palikota. W wypadku Donalda Tuska słabo to wypadło w zestawieniu z jego apelami o współpracę zamiast nienawiści.

"Nawet jeśli nie będzie od razu tego 'i' może zniknie chociaż 'albo'". Donald Tusk o potrzebie szukania przez Polaków wspólnego języka w "najważniejszych sprawach"

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

w
walter ppk

A jak wielkie ma to znaczenie, czy banał we wspaniałym stylu jest banałem czy czymś więcej ? Polski kretyn jeśli obalił socjalizm i założył sobie kapitalistyczną pętlę, walczył by z pana wrócić do niewolnictwa, poświęci kilka chwil na myślenie kiedy to jest bul nie do określenia? Bo do wytrzymania skoro dalej radosny jak skowronek zamiast mieć własny zamek haruje na bandytę-właściciela i czeka na kolejne 500 . Jest przeszczęśliwy bo w sobotę w bidlu są tylko lekko zawyżone ceny i może uda się dotrwać do kolejnego plusa bez pożyczki. A farmaceutyczny koncern może mu kolejnym cudownym lekiem na wymyśloną chorobę nie załatwi kwatery na cmentarzu. Ale jeśli przejmie i ten biznes to już nie będzie napisów na nagrobkach " Pan tak chciał " a przynajmniej nie ten Pan. Zresztą tyczy się to wszystkich idiotów - narodów które wolą być masakrowanymi niewolnikami przez korpobandytów i mafiozów niż samodzielnie myśleć, samodzielnie żyć w takim świecie jaki chcą. Może już są tak ogłupiali, że nawet nie widzą tego swojego piekła. Wczoraj jedna z telewizji pokazała Botoks, przedtem nie każdego było stać na bilet do kina, na internet. Teraz mógł zobaczyć w co wpakowali Polskę solidarni patrioci. Zdrada to za mało by określić tą solidarną hańbę. To zbrodnia większa niż faszyzm czy stalinowskie czystki.Dzisiejszy ustrój to przyzwolenie tych co mają chronić ludzi w państwach oraz całość ludzkości na degenerację, męczarnie i zabijanie w imię kasy bandytów. Degeneraci rządzą dziś światem i banał pana T. solidarnych kolesi z całego spektrum jest częścią tego zbrodniczego przyzwolenia.

rekapeć to po co jest ? biznes ?

Dodaj ogłoszenie