Dzisiejsze czasy, czyli w poszukiwaniu eldorado

Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny Fot. Polskapresse
Parę dni temu byłem w salonie Ferrari. Nie, nie po to, żeby je kupić, dziś stać mnie tylko na jego breloczek, ale kolega oglądał nowe modele, jeździ tymi autami od 20 lat, co rok nowszym. No więc były do wzięcia białe, czarne, żółte (żadnego czerwonego!), z silnikami z przodu i z tyłu, jak kiedyś w małym fiacie. I zaskoczyły mnie dwie sprawy, choć mało co może mnie jeszcze zaskoczyć.

Mianowicie salon Ferrari mieści się w gmachu Komitetu Centralnego PZPR, w Białym Domu. W tym samym gdzie wymyślono mieszkania bez łazienek i ze ślepą kuchnią o rozmiarach psiej budy, a w czyn wcielali to najwięksi idioci i zbrodniarze. Cóż, świat kręci się w kółko, normalka. Ale myślałem, że będziemy - w końcu kryzys jest - jedynymi w tym salonie klientami przy forsie. A tu stoi taki niepozorny facecik przy recepcji, myślałem, że roznosi ulotki, więc pytam, skąd i po co... A on - że... kupić ferrari! No to ja, "dla poddierżenija razgawora", które? Bo czerwonych nie ma... On, że... cztery!

CZYTAJ TEŻ: Franczak: Prawica w czasach transseksualnej rewolucji

Cztery! Najpierw spytałem, czy wygrał na giełdzie, która mieści się sto metrów obok, w tym samym budynku. A on, że kupuje te auta do... Czech, bo jest u nas taniej i się opłaca (ferrari za kilka milionów się opłaca, niebywałe!). No, to czemu? - dopytuję. On - że dopóki te auta nie są w Polsce zarejestrowane, nie obowiązuje na nie akcyza. No, a że w Czechach podatki są niższe, to wyjdzie taniej. Żebym ja nauczył się kiedyś tak omijać urzędy skarbowe jak właściciele ferrari!

No i tak świat wygląda, mianowicie są w nim dwa światy. Świat kryzysu i świat dobrobytu, jak w Rio de Janeiro mniej więcej, gdzie jedni żyją w marmurze, a inni w tekturze, a ja teraz zobaczyłem to w miniaturze. To znaczy bogaci, kupcy najlepszych samochodów będą zawsze, nawet jak Dow Jones spadnie pod powierzchnię Rowu Mariańskiego. I spryciarze. I kto jeszcze?

W tym swoim filozofowaniu, czemu sprzyja to akurat, że mam czas, pomyślałem o Japonii. Czemu? Ano w niej najszybciej wschodzi od pradawna słońce, są chyba zresztą Krajem Wschodzącego Słońca, zatem są jak w partii szachów pionkami i figurami białymi - mają zawsze jeden ruch do przodu. I przećwiczyli wszystko tuż przed nami. I wniosek jaki mam - przetestowali też nauki społeczne. Mianowicie najbardziej cenione w tamtym społeczeństwie jednostki to nie cesarzowie, ci przemijają i ich dynastie, ale samuraje i gejsze. Dla reszty siedzenie w kupie na podłodze (są już takie hotele) i miseczka ryżu (zwróćcie uwagę na sens słowa "miseczka", nie "miska", to chyba też dlatego są mali). No więc recepta na kryzys, taka moja, to chłopiec i dziewczynka. Jedno umie walczyć, a drugie tańczyć. Wtedy jedno i drugie może... jeździć ferrari. A reszta - jak mrówki albo pszczółki - pracować dla szefów. To zdaje się usiłują naśladować korporacje. Dobrze im to nawet wychodzi.

CZYTAJ TEŻ FELIETONY ADAMA BUŁY W SERWISIE POLSKATIMES.PL

Z tej wzajemnej gonitwy na dziewiątą rano wynika tyle, że lepiej, jakby wszyscy zostali w domach i się wzajemnie nie męczyli

Ten wstęp o samochodach nie był przypadkowy. Zastanawiałem się mianowicie, który wynalazek ludzkości był najbardziej potrzebny, a który ludzkość popsuł. Otóż to samochód właśnie. Widzę to, jadąc czasem przez Warszawę - milion ludzi jedzie z południa na północ, a w tym samym czasie milion ludzi przemieszcza się z północy na południe, wzajemnie wszyscy na siebie klnąc od samego rana. I dla nich podatnicy budują coraz szersze drogi za coraz większe pieniądze, wabiąc wciąż nowymi kolorami, zamiast doradzić, by raczej trzymali się blisko chałupy i stodoły. Otóż samochód niby daje nowoczesność, ale prowokuje zarazem wsteczność - walkę o miejsce na parkingu albo o uniknięcie dzwona, albo mandatu. Zmuszają do wymiany opon z letnich na zimowe, choć wiadomo, że blacharze i tak swoje zarobią. Szefowie jadą autem tylko po to, by skontrolować obecność pracowników, pracownicy zaś, by pokazać się szefom, podpisać listę obecności. Z tej wzajemnej gonitwy na dziewiątą rano wynika tyle, że lepiej, jakby wszyscy zostali w domach i się wzajemnie nie męczyli. W drodze do pracy, w pracy, w drodze powrotnej - nie dręczyli. Żaden wynalazek jeszcze z tego podróżowania nie powstał. Dwa ostatnie - jeden nagrodzony Noblem - że wszechświat się rozszerza. No, ja to samo zauważyłem, mając 14 lat mniej więcej, w łazience. A drugi - odtrąbiony jako sukces naszych naukowców z Politechniki Gdańskiej - że przez komputer można będzie wkrótce odczuwać zapachy, dzięki jakiejś mieszaninie kadzideł. Sorry, wolę zapach prawdziwego jedzenia niż komputerowego, tak jak kocham - Al Pacino - zapach nie perfum, ale prawdziwej kobiety.

CZYTAJ WIĘCEJ FELIETONÓW PAWŁA ZARZECZNEGO

Czy mam coś jeszcze przeciw samochodom poza korkami? Tak, niebezpiecznie napędzają aspiracje, a sam wiem, że one potem nie mają końca (aspiracje), czyniąc każdego z nas nieszczęśliwym (moja eksmałżonka, mając już cztery auta pod domem, zrobiła mi awanturę, że nie dam jej się przejechać tym piątym). Szok!
Gdzieś warto się więc opamiętać. Kiedyś ludzie chodzili pieszo i zbudowali piramidy, z niewielką pomocą wielbłądów. Potem na niebezpieczeństwo automobili zwracały uwagę konie, parskając i wierzgając kopytami. To dlatego w Starej Anglii pierwszy przepis drogowy nakazywał, by przed automobilem szedł człowiek z chorągiewką i uprzedzał ludność przed zagrożeniem, i było to mądre prawo. Auta jeździły wtedy jakieś dwie mile na godzinę, a już wtedy powodowały śmiertelne wypadki (samochody zabiły więcej ludzi niż wojna stuletnia). Taa, auta to coś jedynego w świecie, za co uczciwy człowiek może trafić do więzienia. Wiem coś o tym. Nie trzeba się było wtedy zatrzymać? W tej Starej Anglii i pomachać ostrzegawczo chorągiewką? Ale nie, ludzkość wymyśliła klakson. Z drogi! Postęp jedzie!

CZYTAJ TEŻ: Franczak: Prawica w czasach transseksualnej rewolucji

Na starość staję się przeciwnikiem cywilizacji, to normalne, ale na starość też mądrzeję. No i myślę, skąd ludzkość ma czerpać środki na nowe ferrari. Pierwotni ludzie znajdowali skarby w lesie, jedzenie i opał. Potem, gdy było ich zbyt wielu, zjadali siebie nawzajem. Jeszcze później - grabiąc inne kontynenty, zabierając skarby Ziemi, zwłaszcza złoto, potem wszczynając o nie wojny. Ostatnio - wymyślając banki, które tyle dały i dają dobrego, że lekko przedłużają ogólna agonię. Ale tylko na chwilę, pożyczając coś, co jest tylko na papierze, bo w istocie pożyczamy sami sobie i to drożej, niż byśmy sobie wyobrażali. No, jeszcze te samochody - to kolejny ich minus - że są na ropę naftową, zatem to właśnie te samochody wymyśliły nie tylko Clarksona i Formułę 1, ale też rozkaprysiły Arabów. Skutek? Właśnie jednego Żyda wymieniono na tysiąc Palestyńczyków? No, bo my mamy samochody, ale oni pieniądze z nafty. I fundują nam nie korki, ale warunki.

CZYTAJ TEŻ FELIETONY ADAMA BUŁY W SERWISIE POLSKATIMES.PL

Świat targany sprzecznościami musi znów wybuchnąć, chyba że znajdzie nowy mit, nowe eldorado, eliksir życia, perpetuum mobile, czarownika, wszystko to już w dziejach żeśmy przerabiali po wielokroć. Ale trzeba mieć nadzieję, że nie będzie z naszymi dziećmi jak w tych katastroficznych filmach by Hollywood. Opustoszałe miasta, grupy szalejących dziwadeł, stworów. Jak poseł, przepraszam za wyrażanie, z mojego sklepu spożywczego w Piasecznie, którego uznać muszę za najbrzydszą kobietę, jaką w życiu widziałem. Aha, wczoraj w radiu jeden poseł tłumaczył, dlaczego nie chciał w szkole religii - bo go wytargał katecheta za ucho! No, niewysoka to cena za moralność, ale nie wiem, boję się nawet w tym świecie zapytać, czemu ten poseł został zdeklarowanym gejem - bo... rzuciła go dziewczyna? Musiała być niegłupia.

Ale pewnie marudzę. Właśnie moją okolicę wyasfaltowano, ładnie, ale jednej sąsiadce pożaliłem się, że wolałem, jak droga była piaszczysta, bardziej kolorowo, bażanty (znów są, pełno!), nieprzypadkowo zresztą nasze ulice zwą się na przykład Wyczółkowskiego czy Chełmońskiego. A ona, że asfalt OK, ale... nie zrobili chodników!

No i znów dowód na to, że w naszym świecie najlepiej mają samochody, im buduje się statki, rafinerie, fabryki, drogi, domy, myje, lakieruje, poi, poi, poi, leczy też z najdrobniejszych urazów i płaci za nie podatki, a raz na jakiś czas nawet posprząta.

CZYTAJ WIĘCEJ FELIETONÓW PAWŁA ZARZECZNEGO

Bliski jestem stwierdzenia, że chciałbym być... swoim samochodem.

Stałbym sobie przed domem albo stałbym w korku, właściwie bez różnicy. Ktoś by napoił, posprzątał u mnie, zabrał na wycieczkę.

I miałbym święty spokój.

Paweł Zarzeczny

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
W. Cz.

jeden z najlepszych felietonów w ostatnim czasie... Pan Paweł w formie!

k
kurdupel jeden

Facecik??

D
Domino

... No, ja to samo zauważyłem, mając 14 lat mniej więcej, w łazience...''DOBRE !

Dodaj ogłoszenie