Dziennikarze apelują: to zaginięcie trzeba wyjaśnić

Krzysztof M. KaźmierczakZaktualizowano 
Jarosław Ziętara był ambitnym młodym dziennikarzem
Jarosław Ziętara był ambitnym młodym dziennikarzem ARCHIWUM
Już 16 lat czeka na wyjaśnienie jedyne w Polsce morderstwo dziennikarza na zlecenie.

24-letni Jarosław Ziętara zaginął 1 września 1992 r. w drodze do redakcji "Gazety Poznańskiej", w której pracował. Dziennikarze apelują do ministra sprawiedliwości o podjęcie umorzonego śledztwa i przekazanie go do prowadzenia prokuraturze spoza Wielkopolski. Pod apelem podpisało się 27 dziennikarzy, wydawców i redaktorów z poznańskich mediów.

Zaginiony mimo młodego wieku był doświadczonym dziennikarzem. Pracował w radiu, lokalnych mediach i tygodniku "Wprost". Przed zaginięciem zajmował się tematyką polityczną i aferową, m. in. wykrył przekręty związane z przekształceniami własnościowymi w Pekaesie.

Poznańskie organy ścigania niechętnie zajmowały się sprawą Ziętary. Śledztwo prokuratura wszczęła dopiero po roku od jego zniknięcia, i to nie z własnej inicjatywy, lecz pod naciskiem rodziny. Z akt wynika, że skupiano się na wątkach, które nie miały żadnego uzasadnienia, wręcz absurdalnych (np. że Ziętara rzekomo był w więzieniu i padł ofiarą porachunków więziennych - chociaż dziennikarz nigdy nie był aresztowany).

Podczas poszukiwań lekceważono natomiast sygnały, które mogły mieć istotne znaczenie. Jednym z nich była informacja, że Ziętara wkrótce po wyjściu z mieszkania wsiadł do radiowozu.

Po zaginięciu dziennikarza do jego redakcji trafił też anonim z informacją, że kilku oficerów Urzędu Ochrony Państwa wie, co stało się z dziennikarzem. Jego autor musiał być człowiekiem o sporej wiedzy, gdyż podał nazwiska, którymi funkcjonariusze posługują się operacyjnie, podczas utajonych działań. Prokuratura nie podjęła także tego wątku, chociaż rodzina dziennikarza mówiła, że pół roku przed zaginięciem wezwano Ziętarę do UOP w Bydgoszczy i oferowano mu pracę lub współpracę. Sprawę umorzono.

Szansa na przełom pojawiła się gdy w 1998 r. świadkowie incognito wskazali, kto zabił Ziętarę. Ich zeznania (odmówiono nam wglądu w ich treść) były na tyle wiarygodne, że prokuratura podjęła śledztwo. Niestety, poszukiwania zwłok w okolicy wskazanej przez świadków nie dały rezultatu, gdyż teren był bardzo rozległy i korzystano z eksperymentalnych, niesprawdzonych dotąd metod poszukiwań.

Po fiasku poszukiwań prokuratura zdecydowała się na desperacki krok: rozmowę w otwarte karty z osobą wskazaną jako morderca. Odsiadywał on wtedy karę wieloletniego więzienia za usiłowanie innego zabójstwa. Skazaniec odmówił rozmowy o dziennikarzu. - Jeśli on faktycznie zabił, to sprawę spalono, ostrzeżono podejrzewanego. Na coś takiego można się zdecydować tylko wtedy, gdy ma się mocne dowody - ocenia oficer policji.

Ustaliliśmy, że skazaniec był na początku lat 90. powiązany z poznańskim biznesmenem, który należał do sponsorów policji i był dobrym znajomym Kazimierza K., ówczesnego komendanta wojewódzkiego. W ubiegłym roku wskazany przez świadków incognito mężczyzna wyszedł na wolność...

Zajmujący się przed 10 laty sprawą Ziętary prokurator Andrzej Laskowski nie chce o niej rozmawiać. W prokuraturze mówi się, że to jego największa porażka zawodowa.

Poważne wątpliwości budzą związki ze sprawą osób wywodzących się ze Służby Bezpieczeństwa oraz mających bliskie kontakty ze światem przestępczym. Ustaliliśmy, że policjant, który zajmował się zaginięciem Ziętary w początkowej fazie poszukiwań (w czasie, gdy popełniono liczne błędy utrudniające ustalenie jego losów), był byłym porucznikiem SB. Oficerowie bezpieki byli też wśród funkcjonariuszy UOP wskazywanych w anonimie jako osoby, które wiedzą, co stało się z dziennikarzem.

Liderem grupy policyjnej szukającej Ziętary był natomiast policjant, którego potem aresztowano za korupcję na znaczną skalę (za pomoc w ukręcaniu śledztw przyjął łapówki w wysokości co najmniej kilkuset tysięcy złotych). Oficer ten podczas poszukiwań lekceważył istotne okoliczności związane z zaginięciem, a wręcz (jak uważał ojciec dziennikarza) sabotował śledztwo.

- Nie wiadomo, od jak dawna on pracował dla drugiej strony. Powinno się sprawdzić, jaka była jego rola w nieudolnych poszukiwaniach redaktora - mówi jeden z poznańskich policjantów.

Obecnie, po umorzeniu sprawy w 1999 roku, nie robi się w niej już nic. Nie żyją rodzice dziennikarza, którzy przez lata starali się, by organy ścigania nie zapomniały o ich synu. Ziętarą nie zajęło się utworzone w Poznaniu w 2005 roku tzw. Archiwum X.

Czy można jeszcze wyjaśnić, co stało się z dziennikarzem? Zdaniem naszych rozmówców jedyną szansą jest przekazanie śledztwa poza Wielkopolskę. - U nas jest syndrom Ziętary. To synonim porażki, a do zajmowania się sprawami przegranymi nie ma chętnych. Poza tym nie wiadomo do końca, kto w tej sprawie ma czyste ręce. Choćby z tego powodu powinna trafić do innego województwa - mówi szczerze oficer policji.

Środowisko poznańskich dziennikarzy wystąpiło z listem otwartym do ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ćwiąkalskiego, by śledztwo przekazać do prowadzenia prokuraturze spoza Wielkopolski (fragmenty publikujemy wyżej). Ich zdaniem tylko to może zagwarantować obiektywne zbadanie losu dziennikarza.

polecane: Flesz - e-papieros zagraża zdrowiu

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

J
Jermar2

Oddanie tej sprawy Ćwiąkalskiemu równa się jej pogrzebaniem. To adwokat, który bronił gangsterów i podzieli ona losy sprawy Olewnika. Mnie nie dziwi, że zajął się tym red. Kaźmierczak. To przecież stronik Platformy, i to tej części, która gdy tylko tym nieudacznikom powinie sie noga zrobi skok do SLD

k
katarzyna_j

@ jerzyk
nawet jezeli to tylko "kontrol c kontrol v... " to trzeba walczyc o prawde.

Szanowny panie Krzysztofie,
dziekuje, ze pamieta pan o tej niewyjasnionej historii.

j
jerzyk

krzys nie mial o czym pisac, to napisal setny raz o Jarku. tak trzymac - nie ma to jak kontrol c kontrol v...

Dodaj ogłoszenie