Dziennikarz Jarosław Ziętara przed zniknięciem współpracował ze służbami specjalnymi? Były szef UOP Maciej Urbański złożył zeznania

Łukasz Cieśla
Łukasz Cieśla
Maciej Urbański zaczął kierować poznańską delegaturą UOP 1 czerwca 1992 roku. Jak zeznał, podległe mu poznańskie piony UOP zaprzeczyły, by interesowały się Jarosławem Ziętarą. Potem wyszło jednak na jaw, że Ziętarą interesował się Zarząd Wywiadu UOP. - Nie mogłem o tym wiedzieć, wywiad to była odrębna struktura - zeznał Maciej Urbański. Grzegorz Dembiński
- Po 1 września 1992 roku, gdy zniknął Jarosław Ziętara, sprawdzałem w poznańskiej delegaturze UOP, czy było kadrowe lub operacyjne zainteresowanie dziennikarzem. Uzyskałem odpowiedź, że nie. Dopiero potem z prasy dowiedziałem się, że Ziętarą interesował się wywiad. Nie mogłem o tym wiedzieć, bo wywiad był odrębną strukturą w UOP – zeznał w sądzie Maciej Urbański, w latach 90. szef poznańskiej delegatury UOP. Jest kolejnym świadkiem w sprawie dziennikarza, który zniknął 28 lat temu. Ciała Ziętary do dzisiaj nie odnaleziono.

Były szef poznańskiej delegatury UOP Maciej Urbański poznał Ziętarę krótko przed jego zniknięciem. "Był miły i elokwentny"

We wtorek w poznańskim Sądzie Okręgowym odbyła się kolejna rozprawa przeciwko „Rybie” i „Lali”. Byli ochroniarze firmy Elektromis są oskarżeni o porwanie dziennikarza Jarosława Ziętary i przekazanie go zabójcom, których jednak nie ustalono. Obaj nie przyznają się do winy.

W sądzie trwa również odrębny proces Aleksandra Gawronika - zobacz film

W sądzie przesłuchano kolejnego świadka, byłego szefa poznańskiej delegatury UOP Macieja Urbańskiego. Między innymi po to, by wyjaśnić wątek służb specjalnych w kontekście sprawy młodego dziennikarza „Gazety Poznańskiej”. Od lat pojawia się scenariusz, że 24-letni Ziętara był inspirowany przez służby, wyposażony w UOP w aparat na mikrofilmy, po to, by zdobywać dowody na przekręty poznańskiego Elektromisu. A gdy zniknął, służby miały umyć ręce od kontaktów z nim.

Czytaj też: Służby specjalne werbowały Jarosława Ziętarę. Przełomowy tekst z 2011 roku

Przesłuchany we wtorek Maciej Urbański to były działacz opozycyjnej KPN. W 1990 roku został poznańskim radnym. Był również pracownikiem naukowo-dydaktycznym Akademii Rolniczej. 1 czerwca 1992 roku został nowym szefem poznańskiej delegatury UOP. Dziennikarza Jarka Ziętarę, jak zeznał, poznał latem 1992 roku podczas kongresu partii Porozumienie Centrum. Zapamiętał go jako miłego, elokwentnego człowieka. Po raz kolejny usłyszał o Ziętarze krótko po 1 września 1992 roku, gdy dowiedział się o jego zniknięciu.

Zadzwonił wówczas do mnie redaktor Jerzy Nowakowski z „Gazety Poznańskiej”, mój kolega z klasy z liceum. Powiedział, że jest u niego ojciec Jarka Ziętara, który opowiada o wcześniejszych kontaktach telefonicznych UOP z jego synem. Pojechałem do redakcji na rozmowę, a po powrocie do siedziby poznańskiej delegatury UOP zapytałem piony kadrowe i operacyjne, czy Jarek Ziętara był w ich zainteresowaniu. Usłyszałem, że nie i potem już nie kontynuowałem dociekań

– zeznał na wstępie wtorkowego przesłuchania Maciej Urbański, obecnie emeryt.

Jarosław Ziętara dostał propozycję pracy z Samodzielnego Referatu "W". - Dowiedziałem się o tym z prasy - mówi były szef poznańskiej delegatury UOP

Czy UOP prowadził czynności w związku z zaginięciem Ziętary? - dopytywał sędzia Sławomir Szymański.

Maciej Urbański odpowiedział, że w sprawę była zaangażowana policja. On nie pamięta, czy policja zwracała się do UOP o pomoc. Nie wykluczył, że UOP jednak prowadził jakieś czynności w sprawie Ziętary, o których on nie musiałby wiedzieć. Ponadto po dłuższym czasie, z prasy, dowiedział się, że Jarek Ziętara jednak dostał propozycję pracy z UOP. A konkretnie z Zarządu Wywiadu, z jego Samodzielnego Referatu „W”. Maciej Urbański stwierdził, że nie mógł o tym wiedzieć, bo Zarząd Wywiadu był całkowicie odrębną strukturą w UOP.

Ja mogłem sprawdzić jedynie to, co działo się w Poznaniu, w podległych mi pionach. Wystarczyła mi informacja od nich, że nie interesowały się Jarosławem Ziętarą

– stwierdził Maciej Urbański.

Z oficjalnych dokumentów wynika, że Ziętara odmówił pracy dla wywiadu. Decyzja miała zapaść w maju 1992 roku. Ale z pisma wynika też, że dalej był w zainteresowaniu.

Głośne zabójstwa, niewyjaśnione zbrodnie i tajemnicze znikni...

We wtorek w sądzie pytano również Macieja Urbańskiego o wizytę w Poznaniu generała Gromosława Czempińskiego, który w pierwszych dniach września 1992 roku przyjechał rozeznać się w sprawie Ziętary. Co ciekawe, nie prowadzono jeszcze wtedy żadnego śledztwa, lecz jedynie sprawę poszukiwawczą. Mimo to generał Czempiński, czołowa postać Zarządu Wywiadu UOP, osobiście pofatygował się do rodzinnego Poznania. Właśnie w sprawie Jarosława Ziętary.

- Nie wiedziałem, że pojawił się w Poznaniu w tej sprawie. I nie musiałem o tym wiedzieć. Wówczas obowiązywał regulamin delegatury UOP, że pion operacyjny nadzorował zastępca szefa delegatury. Mogło tak się zdarzyć, że gen. Czempiński mógł się kontaktować z osoba odpowiedzialną za pion operacyjny – zeznawał Maciej Urbański.

Ziętara zbierał dowody na przekręty Elektromisu. Szefowie z redakcji o tym nie wiedzieli. Czy dziennikarz współpracował z UOP i dostał ze służb aparat na mikrofilmy?

Ciekawy jest również wątek działalności Jarka Ziętary. Wiadomo, że co najmniej na kilka miesięcy przez zniknięciem zbierał informacje o przekrętach poznańskiego Elektromisu. Jego przełożeni z „Gazety Poznańskiej” zaprzeczają, by wiedzieli, że przygotowuje taki materiał. Może więc Jarek zbierał materiały we współpracy z UOP?

Świadczyć o tym mogą zeznania gangstera „Baryły”. Zeznał on, że wiosną 1992 roku Elektromis dał Ziętarze poważne ostrzeżenie. To znaczy „Baryła” i ochroniarz „Lewy” mieli wtedy wparować do jego mieszkania przy ul. Kolejowej, nastraszyć go oraz sprawdzić, czy młody dziennikarz nie ma materiałów kompromitujących Elektromis. „Baryła” zeznał, że za lodówką „Foka” znalazł mały aparat na mikrofilmy. Dziennikarz prosił ich, by tego nie zabierali, bo aparat należy do UOP. Co na to Maciej Urbański?

Maciej Urbański nie odniósł się jednoznacznie do tego wątku, tym bardziej, że szefem delegatury został 1 czerwca 1992 roku, czyli po tym, jak ludzie Elektromisu mieli zabrać z mieszkania Ziętary aparat na mikrofilmy. Nie wykluczył, że wcześniej mogło dochodzić do spotkań funkcjonariuszy UOP z dziennikarzami. Potwierdził, że UOP badał działalność poznańskiego Elektromisu oraz Aleksandra Gawronika.

- Dziennikarze interesowali się różnymi sprawami. Spodziewałem się, że niektórzy funkcjonariusze, zwłaszcza ci z „białego wywiadu”, kontaktowali się z mediami za moimi plecami. Dlatego, prawdopodobnie w 1993 roku, wprowadziłem zasadę jawnych kontaktów z dziennikarzami poprzez konferencje prasowe. Podobne sygnały o nieformalnych kontaktach pracowników z dziennikarzami napływały także z centrali w Warszawie – zeznawał Maciej Urbański.

Odniósł się także do relacji, jakie panowały między redakcją „Gazety Poznańskiej” a firmą Elektromis. Stwierdził, że pewnego razu dowiedział się od jednego ze współwłaścicieli gazety, że Elektromis naciska na zwolnienie z pracy jego kolegi ze szkolnej ławy, czyli redaktora Jerzego Nowakowskiego.

- Elektromis uznawał go za informatora UOP, a to było oczywistą nieprawdą – zeznał Maciej Urbański.

Sprawdź też:

Główny świadek porwania Ziętary był na niejawnym etacie w UOP? Maciej Urbański nie potwierdza tej wersji

W trakcie wtorkowej rozprawy pytano go także o Jerzego U. To były funkcjonariusz SB, który potem trafił do UOP. Po latach stał się głównym świadkiem w sprawie porwania Jarosława Ziętary. Zeznał, że w 1992 roku przyjął tajne zlecenie od Elektromisu na inwigilowanie Jarka Ziętary, który zbierał dowody na przekręty tej firmy. Jerzy U. miał widzieć, jak ochroniarze Elektromisu przebrani za policjantów 1 września 1992 roku porywają Jarka Ziętarę niedaleko jego mieszkania przy ul. Kolejowej w Poznaniu.

Czytaj też: Były oficer UOP Jerzy U. ujawnia, co wie o sprawie Jarosława Ziętary i firmie Elektromis

Niejasne jest, jak długo Jerzy U. pracował w UOP. Z naszych źródeł wynika, że w pierwszej połowie 1992 roku oficjalnie odszedł ze służby. Potem przez kolejne trzy lata miał być na niejawnym etacie w UOP. Aż do 1995 roku. Jeśli tak było, oznaczałoby, że grał na dwa fronty. Współpracował w tym samym czasie z Elektromisem i UOP. Ale Maciej Urbański nie potwierdza tej wersji.

- Jerzy U. odszedł z UOP na pewno przed 1 czerwca 1992 roku, czyli jeszcze przed moim przyjściem do poznańskiej delegatury. Potem się poznaliśmy, bo spotkał się ze mną i chciał wrócić do UOP. Wiem, że wcześniej odszedł z własnej inicjatywy, twierdził, że nie układały mu się relacje z poprzednim szefem delegatury. Po analizie jego służby i jego akt osobowych podjąłem decyzję o negatywnym zaopiniowaniu jego kandydatury. Wówczas kładziono nacisk na pozyskiwanie nowych funkcjonariuszy nie związanych z tzw. resortem, czyli MSW. Politykę taką wprowadził ówczesny szef pan prof. Jerzy Konieczny, już nieżyjący. Moja odmowna decyzja dla Jerzego U. nie było formalną odpowiedzią, bo on ustnie prosił o powrót do UOP. Zresztą o przyjęciu kogokolwiek decydowałaby centrala w Warszawie

– zeznał Maciej Urbański.

We wtorek zeznania mieli złożyć dziennikarz Piotr Najsztub, który w latach 90. opisywał przekręty Elektromisu oraz gangster „Kanada”. Obaj nie pojawili się jednak w sądzie.

Kolejną rozprawę w procesie przeciwko byłym ochroniarzom Elektromisu zaplanowano na 8 grudnia.

Sprawdź też:

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.