Dzień Wagarowicza, czyli same straty

Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny
Paweł Zarzeczny Fot. Polskapresse
Moje ostatnie dni. Wtorek. Córka chce stówę na korki z chemii, nauki kompletnie nieprzydatnej. Daję. Środa. Córka chce stówę na Dzień Wagarowicza, bo z koleżankami chcą pójść do Galerii Mokotów do kina, zamiast do szkoły. Daję. A zaraz wezwanie inne. Koleżanka pyta, czy nie zrobię wykładu dla jej studentów. Ja odpisuję, że Dzień Wagarowicza, więc nie ma sensu. Ona prosi. Dobra, jadę, na drugi koniec miasta. Za stówę. Z przeświadczeniem, że nikt nie przyjdzie. No i pełna sala uczniaków.

Boże, stworzyłeś Niebo i Morze… czemu ja muszę dopłacać i do tych, co nie chcą się uczyć, i do tych, co chcą (nie poprawiajcie - którzy - lepiej znam gramatykę od każdego z was, ja nią żongluję, nie recytuję). No więc w dwa dni trzy stówy tylko za przeciwieństwa. Jeden chce, drugi nie chce, jeden ambitny, drugi leniwy… Pal sześć te kilka stówek. Patrzyłem na młode twarze dziennikarstwa. Pytali, jak zostać dobrym dziennikarzem. Nie wiem, ja od razu zostałem bardzo dobrym. Ale pocieszałem: najlepsi z was siedzą teraz w tylnych rzędach i nawet nie zdają sobie sprawy, jak są wspaniali (jednakowoż najładniejsze laski siadły w pierwszym, coś na rzeczy). Ale myślałem o czymś innym. Czemu moje dziecko poszło w środę na wagary, a ci studenci przyszli do szkoły? Bo… ci studenci już trochę się zorientowali, że życie to nie żart, krotochwila, tylko orka. Ja im wiele nie mogłem pomóc, powiedziałem, że najwyżej dwoje z trzydziestu (chyba tylu było) osiągnie sukces. Ale niech ta dwójka to niech będzie para asów. I tylko dlatego bujnąłem się przez całą Wawę. Za stówkę.

Ale był to dzień szczególny, bo zobaczyłem biedę... emerytów. Ale nie Stasia, sąsiada z ulicy Dunikowskiego, lat 78, który wysprzątał mi tonę guana za 50 zł i dwa piwa i jeszcze podziękował (ściskając w ręku worek z moczem i własnym już guanem, to inwalida). On dostaje emerytury 900 zł, głoduje, w bogatej Wawie zbiera chrust, żeby w zimie nie zmarznąć. No więc on ode mnie zabiera, ze śmietnika, puszki po piwie. Musi ich zebrać sześćdziesiąt, żeby zebrał się kilogram aluminium, a to 3 zł, dwa bochenki chleba, na tydzień (jak pomyliłem się w rachunkach, to szczegół, chodzi o proporcje). Dbam o niego, nawet myślę, że to dla niego nigdy puszki nie wyrzucę w krzaki, po drodze, gdziekolwiek, tylko doniosę na punkt zbiórki... No i Stasio skrupulatnie to klepie, co do drugiej puszeczki dosypie piasku, skórkę od banana włoży, coby cięższa była na skupie, i jakoś te półtora tysiąca - emerytura, chrust, złom - uskłada. I nie narzeka. Jakbyście widzieli, jak pracuje - młodzi, wysiadka!

Zrozumiałem, dlaczego na plażę wypływają wieloryby. Znudzone są żarciem planktonu i chcą w końcu przestać kłapać jęzorem

No i do rzeczy. Ten sam dzień, Dzień Wagarowicza. Jedno dziecko mnie skubie, koleżanka skubie, każdy skubie jak może. I jadę taksówką. Gość, kierowca, strasznie narzeka. Strasznie. Na swój los. Okazuje się, pułkownik, wykładowca z Akademii sztabu generalnego. I coś pół godziny pierdoli, jaka polska armia świetna (ciekawe, czemu musi dorabiać w Night Drivers). Jakoś wytrzymuję te brednie. Ale to nie koniec. Dzwoni drugi pułkownik, tym razem mój dawny szef klubu z Legii, też z pięcio- albo i z sześciotysięczną emeryturą… nawet się spotykamy, chce mnie zainteresować skandalem, że ktoś w Legii ukradł kiedyś milion dolarów...

Uff.

Chodzą, jeżdżą wokół nas ludzie, młodzi wojskowi emeryci, mający po pięć tysięcy złotych za narzekanie i pierdolenie, nie kobiet nawet, tylko głupot.

Gdy my nie mamy na nic.

Chodzą wokół nas darmozjady, nasze dzieci, które chcą 100 zł na Dzień Wagarowicza, zamiast poprosić o przypierdolenie pasem!

Jeżeli ktoś uzna mnie za nienormalnego, będzie w totalnym błędzie.

Jak mój syn.

Jak miłośnicy Barcelony.

Bo a propos tego szefa Legii - razem pojechaliśmy kiedyś na Camp Nou. No i Legia była lepsza dwa razy. Rok był przełomowy - 1989 - Polska zrywała z komunizmem, ten mój szef Janusz (komunistyczny wojskowy!) zabrał księdza kapelana Mariusza. No i gramy, gramy, gdzieś w 75. minucie 2:0 na Camp Nou wygrywamy! No i nagle sędzia gwizd, gola drugiego (Kosecki) nie uznaje, a za chwilę daje karnego, którego puszcza Szczęsny (senior). No po prostu kręcą nas jak chłopów w sądzie. OK, krzyczymy, że złodzieje. Ale za chwilę idę z kumplem Andrzejem, zacnym kibicem, na Ramblas. No i co 20 m atakują nas nieprawdopodobnie cudnie dziewczęta. Andrzej wniebowzięty, wzdycha: "Paweł, tu możesz za darmo i pomacać, i polizać, bajka!".

A za chwilę, dłuższą: "Paweł, kurwa, któraś zajebał mi portfel!".

No i idziemy na policję, on załamany, ja szczęśliwy, że to nie mój pugilares, okazuje się, że nikt tam nie zna ani polskiego (czyli tak jak gaworzy Andrzej), ani angielskiego (jak ja), a generalnie zapominają ci kanciarze nawet hiszpańskiego i katalońskiego. - Złodzieje! - wrzeszczy podwójnie ograbiony kumpel (jako kibic i jako turysta), a mnie prześwituje przez łeb - to są tylko mali złodzieje. Mecz, portfel, drobiazgi... Taki Kolumb, który też z Barcelony ruszył, okradł grubiej... Pół świata!

No dobra, ten świat upada na moich oczach. Wiecie, jakiego odkrycia ostatnio dokonałem? Zrozumiałem, dlaczego na plażę wypływają, w najszczerszej chęci odebrania sobie życia, wieloryby. Te ssaki pływające, bracia nasi, po prostu mają większe stokroć mózgi. I znudzone są wpieprzaniem planktonu i chcą przestać kłapać jęzorem, bo z tego i tak nic nie wynika. Ale nasi ochotnicy spychają je do wody, tak jak wy zmuszacie mnie, żebym pisał i pisał, gdy ja pragnę nareszcie zasnąć. I zrobić miejsce tym młodym, którzy idą do szkoły w Dzień Wagarowicza, chociaż jest piękna pogoda. To będą moje dzieci, chociaż przecież nie moje. Ambitne. Głodne.

Pytały mnie te dzieci dziennikarstwa, jak zostać królem... (nie, że ja jestem królem, choć jestem, tylko jak się wybić...). No i doradziłem jedno. Trzeba sobie znaleźć wzór, kogoś mądrzejszego, zacniejszego, starszego, doświadczonego… Bo jak szukamy przyjaciół na zbliżonym poziomie, na przykład, żeby się nie nudzić na imprezie - to już jest strata czasu, nie rośniemy. Jak szukamy przyjaciół głupszych, żeby nimi łatwo dyrygować (jak ja kobietami), wtedy nieświadomie sami się degradujemy. Ale jak znajdziemy mistrzów wielkich, przyjaciół mądrych, znajomych bogatych, to ciągniemy się za nimi po schodach, ale nie w dół, a w górę. Zapieprzamy po tych schodach w takim tempie, że sami jesteśmy zdziwieni, jak to łatwo idzie...

Oczywiście kilku moim nowym przyjaciółkom podsunąłem ten pomysł. Idź za mną, nauczysz się więcej. I powiedziałem - a było ich ze 30 osób - tylko dwoje z was to zrozumie. Być może jest to dwójka najbrzydszych i z najgorszymi stopniami, albo nawet na pewno tak jest.

Ale, jak wiadomo, ostatnio będą pierwszymi.

A jak się komuś z Was moje pisanie nie podoba, sposób życia, rozumowania - powtórzę za moim Mistrzem - Królestwo moje nie z tego jest świata...

No i puenta, bo jak wiadomo wszystko muszę obrócić w żart. Jak każdy chciałbym dostać kiedyś nagrodę. Choć maluteńką, próżność to zresztą moja cecha wrodzona (podobnie jak apetyt na piwo w puszkach, ale inaczej emeryt Stasio umarłby z głodu). No więc rosyjski żołnierz łowi złotą rybkę. Ale ta prosi: - Wypuść mnie, a spełnię Twoje życzenie...

- Chciałbym dostać Order Bohatera Związku Radzieckiego!

Zaszumiało, zagrzmiało, żołnierz patrzy, a stoi na równinie. Jest sam, a naprzeciwko jedzie 12 niemieckich tygrysów, a w wieżyczkach stoją strzelcy z karabinami maszynowymi...

- Wot bladź! Pasmiertnyj dała...

I ja dostanę taki sam. Od idiotów.

PS Aha, udała mi się literacka perełka. Jestem w ważnym urzędzie publicznym w ważnej sprawie, lekko na mnie ważniacy naskakują. Więc ja ripostuję:

- Panowie, póki co to ja się składam na wasze pensje, a nie wy się składacie na pensję moją.

Popatrzyli na mnie jak na idiotę.

Odwzajemniłem się tym samym.

Paweł Zarzeczny

Wideo

Komentarze 6

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

T
TR
Odnoszę wrażenie, że pogubił się Pan trochę. Styl Pana artykułów staje się bliski innych tytułów, albo bardzo prawicowych albo bardzo lewicowych. Ale poziom twórczości i wena może czasem spadać. ie wszyscy mają stabilną formę. Natomiast niedopuszczalne są zakłamania i pisanie nieprawdy oraz nastawianie ludzi przeciwko sobie. Sądzę, że znacząco zredukuje Pan ilość czytelników, tej nie najgorszej gazety.
j
jerryman
Jestem fanem pana felietonów ALE!!!! Paweł !Przestań się naigrawać z Korony Kielce! Piłka to nie tylko dziadowska Legia
d
dbs
No tylko zobacz gwiazdorze... Ja o tobie pierwszy raz słyszę, a czytuję codziennie i namiętnie. Złaź na ziemię kolego.
w
wasd
Ide za Toba Pawel juz lat kilka ale talentu brakuje i ch... z tego mam. Radziles zajac sie czym innym ale nie tak latwo zamienic 2 tys za stukanie w klawisze na 2 tys za mycie kibla na orlenie. Dbaj o siebie bo nie bedzie co czytac
E
EDI&GREGOR
ale jezyk-tak trzymaj"GWIAZDO" dziennikarstwa
obcokrajowiec
N
Niemocnik
Uwielbiam Pana felietony, czytając dzisiejszy widzę nostalgię za czymś minionym tj. za pierdoleniem. Może wiagra pomoże, uwaga na podróbki. Wszystkiego naj- również w tej dziedzinie.
Dodaj ogłoszenie