Dzień Ojca. Burszta: Mężczyźni są dziś w defensywie, obcina im się skrzydła

Agaton Koziński
Wojciech Burszta
Wojciech Burszta Tomasz Bołt/Polskapresse
Dziś rodzina jest rozumiana bardzo szeroko - może być tradycyjna, ale mamy też związki czyste, związki jednopłciowe. To w konsekwencji wpływa też na rolę ojca w rodzinie. Dużo ciekawiej jest mówić o "ojcu" lub "matce" w rodzinie homoseksualnej niż o ojcu lub matce w rodzinie patriarchalnej - mówi kulturoznawca Wojciech Burszta w rozmowie z Agatonem Kozińskim

Regularnie wybuchają mody na macierzyństwo - a to Angelina Jolie pokazuje kolejne nowe dziecko, a to Katarzyna Cichopek prezentuje się jako "sexy mama". Nigdy natomiast nie wybuchła moda na ojcostwo. Jak wytłumaczyć tę asymetrię?
Rzeczywiście. Pojawiały się próby promowania ojcostwa, ale one zawsze były w cieniu macierzyństwa. Próbowano lansować termin "tacierzyństwo", mówiono o zmianach w prawie dotyczącym opieki nad dzieckiem dla ojców.

Tak, ale o ile w kolorowych magazynach macierzyństwo przybrało konkretną twarz Jolie czy Cichopek, to ojcostwo nigdy tej twarzy nie zyskało. Mówi się co najwyżej o problemach, a nie o konkretnych przypadkach. Czemu?
Dziś generalnie dużo mówi się o problemach demograficznych: małej liczbie narodzin dzieci, starzeniu się społeczeństw itp. Ale te problemy powiązano z macierzyństwem, z kobietami. Mężczyźni funkcjonują na marginesie tych spraw. Mówi się o nich terminami medycznymi, na przykład o tym, że w spermie Polaków jest coraz mniej plemników. Natomiast kulturowy model rodziny zbudowany jest wokół matki. To zresztą jest tylko fragmentem szerszego problemu, jakim jest kryzys męskości we współczesnym świecie. Nikt zresztą precyzyjnie nie definiuje, na czym ten kryzys miałby polegać. Mówi się, że jego przejawami jest fakt, że mężczyźni stają się coraz bardziej eleganccy, dbają o siebie, są metroseksualni. Ale tak naprawdę brakuje wyjaśnienia, skąd biorą się takie zachowania. Czy to forma ucieczki od dorosłości, odpowiedzialności? Może niechęć do angażowania się emocjonalnego, zostawania ojcami?

Jak Pan odpowiada na te pytania?
Nikt tak naprawdę nie podjął się próby wyjaśnienia przyczyn kryzysu męskości. Zamiast tego mamy natomiast nadmierne wręcz docenianie macierzyństwa, do którego mężczyzna jest tylko dodatkiem. A często dodatkiem niepotrzebnym, bo przecież Angelina Jolie adoptuje dzieci i to coraz bardziej powszechna tendencja.

A Brad Pitt jest tylko modną ozdobą u jej ramienia?

Formuła mężczyzny macho, mężczyzny zdobywcy znikła z kultury. W zamian nie pojawiło się nic nowego. Zamiast tego mamy coraz więcej kobiet, one dziś dominują

Na to wygląda. Podobnie jak w przypadku Katarzyny Cichopek - skoro pan przywołał jej nazwisko. Każdy wie, kim ona jest, natomiast mało kto potrafi wymienić nazwisko jej męża. Właśnie to jest zasadnicza zmiana. Przez dekady to mężczyzna bowiem był bohaterem, a nie kobieta u jego ramienia. Za ikonę tych czasów można uznać Julio Iglesiasa. Owszem, mówiło się i pisało o jego kobietach i dzieciach, ale nikt nie zwracał specjalnie na nie większej uwagi.

Julio Iglesias nigdy w mediach nie był prezentowany jako ojciec - mimo że jego syn także zrobił dużą karierę jako piosenkarz. Iglesias senior był przede wszystkim macho, a dzieci były niejako "efektem ubocznym" jego działań. Dziś takich bohaterów masowej wyobraźni jak on właściwie nie ma. Czy to właśnie jest przejaw kryzysu męskości?
Owszem, formuła mężczyzny niezależnego, mężczyzny zdobywcy znikła. Dziś nie jest wręcz w dobrym tonie w takim świetle się prezentować, mężczyźni nie chwalą się swymi podbojami sercowymi nawet w wąskim gronie kolegów.

Ale w takiej sytuacji idealnym bohaterem popkultury mógłby się stać mężczyzna ojciec - jako niemal dokładna odwrotność ikony pokroju Julio Iglesiasa. Tak się jednak nie stało.
Bo mężczyzna ojciec jest zwyczajnie nieciekawy. Z takiego bohatera nie można nic wydobyć poza garścią łzawych opowieści o dojrzewaniu jego dzieci, wspomnień o zarwanych nocach przy płaczącej córce czy ząbkującym synu. Wywiad z kochającym ojcem jest dobry na raz, ale taki mężczyzna nie ma szans stać się trwałą ikoną. Pod tym względem jednak dużo lepiej wypada mężczyzna macho, zwyczajnie dostarcza więcej pretekstów, by o nim pisać. Choć z tym jest trudniej. Kiedyś na przykład znanych muzyków otaczały wianuszki fanek, groupies. Dziś już tego nie ma. To tylko potwierdza, że maskulinizacja znalazła się w głębokiej defensywie, mężczyzna w kulturze jest dziś wyraźnie marginalizowany, coraz mocniej obcina mu się skrzydła.
Uderzyło mnie Pana określenie, że mężczyzna jako ojciec jest nieciekawy. O nim rzeczywiście nie da się nic ciekawego powiedzieć czy po prostu osobom, które odpowiadają za kreację ikon medialnych, brakuje pomysłów na to, jak taką figurę sprzedać odbiorcom? A może oni jeszcze nie dostrzegli tematu?
Ojcostwo jest kwestią bardzo intymną, na tym nie da się budować zwartych, rozbudowanych narracji.

Nie da się? Przecież emocje, czyli również intymność, to dziś najbardziej pożądany temat w mediach.
Jasne. Ale jednocześnie proszę zauważyć, jakiego zespołu cech wymaga się od prawdziwego ojca. Są to miłość, oddanie, odpowiedzialność, zaangażowanie. Bez tego wszystkiego nie da się mówić o prawdziwym ojcostwie - ale jednocześnie każda z tych cech bardzo słabo wypada w mediach, one nie wzbudzają emocji.

A przecież mieliśmy serial "Pełna chata", w którym trzech mężczyzn opiekuje się trzema dziewczynkami. On bił rekordy oglądalności na całym świecie - widać więc, że w ojcostwie tkwi medialny potencjał.
Pytanie tylko, czy ta popularność to efekt zainteresowania ojcostwem, czy raczej niekonwencjonalnością rodziny, jaką tworzyli bohaterowie "Pełnej chaty". Bo dziś na pewno świetnie sprzedają się różnego rodzaju oryginalności. Także w rodzinie. Dziś przecież rodzina jest rozumiana bardzo szeroko - może być tradycyjna, ale mamy też związki czyste, związki jednopłciowe. To w konsekwencji wpływa też na rolę ojca w rodzinie. Dużo ciekawiej jest mówić o "ojcu" lub "matce" w rodzinie homoseksualnej niż o ojcu lub matce w rodzinie patriarchalnej.

Kwestie rodzicielstwa w związkach jednopłciowych to nowość - i dlatego wzbudzają dziś takie zainteresowanie. Ale za jakiś czas ludzie się do tego przyzwyczają. Czy wtedy jest szansa na wzrost zainteresowania klasycznymi ojcami? Mają oni szanse trafić kiedyś z własnymi dziećmi na okładki kolorowych czasopism? Bo dziś matki pojawiają się na nich regularnie.
Nie sądzę. Gdyby nagle ojcowie zaczęli masowo zaludniać okładki magazynów, podniósłby się gigantyczny hałas ze strony kobiet, ruchów feministycznych. Taka zmiana modelu nie wydaje mi się możliwa.

Tylko czemu? Przecież kobietom także powinno zależeć na tym, by mężczyzn przykładnych ojców docenić. Choćby z praktycznych powodów - one nie muszą same radzić sobie z małymi dziećmi.
Jasne - ale najpierw te dzieci muszą się pojawić. Poza tym zmieniło się samo podejście do wychowania potomstwa. Dziś nie jest tak jak kiedyś, kiedy dzieci się rodziło i wychowywało.

A jak?
Obecnie dziecko jest przede wszystkim inwestycją. Z jednej strony, rodzice się na nie decydują, bowiem chcą zadbać o własną przyszłość, jednak z drugiej - stanowią one problem w ich karierach zawodowych. Na to jeszcze nakłada się coraz bardziej rozbudowana infrastruktura związana z dzieckiem - te wszystkie poradniki, cudowne zabawki uczące maleństwa od najmłodszych lat, coraz bardziej skomplikowane pomoce naukowe. Trzeba przez nie przebrnąć, poznać je, nauczyć się odsiewać urządzenia pomocne, niezbędne od tych, które służą tylko wyciąganiu pieniędzy z kieszeni rodziców. To sprawia, że rodzicielstwo stało się wielkim problemem i coraz częściej jest przedstawiane w popkulturze jako prawdziwy heroizm. Dlatego mimo wszystko nie należy brać na serio tego, w jaki sposób media przedstawiają macierzyństwo czy ojcostwo. Prawdziwe życie wygląda całkowicie inaczej.

Ale też rysuje Pan zmiany zachodzące w naszej kulturze jako swoistą seksmisję, wyzwolenie się kobiet od mężczyzn. Spodziewa się Pan jakiejś kontry, męskiej kontrrewolucji?
Nie, nie spodziewam się. Zmiany będą przebiegać tylko w jedną stronę, to zjawisko, o którym mówiłem wcześniej, ciągle się będzie pogłębiać. Model mężczyzny macho już stał się niepoprawny politycznie, zszedł do podziemia.
Ale mężczyźni nie będą w stanie wypracować innej formy własnego współistnienia? Uda im się zachować podmiotowość na własnych warunkach czy też grozi im nieuchronna dominacja kobiet?
Nie wiem. Jesteśmy dopiero na początku zmian kulturowych, kobiety zaczęły budować swą silną pozycję stosunkowo niedawno. Trudno mi przewidywać, jak daleko te zmiany pójdą. Czy rzeczywiście dożyjemy czasów, w których panie w ogóle nie będą potrzebowały panów, czy uda się wypracować kompromis między płciami - tylko zbudowany na innych warunkach niż te, które obowiązywały dawniej? Dziś wydaje mi się, że każdy scenariusz jest możliwy, także ten, że mężczyźni poczują się zagrożeni i zjednoczą siły, by oprzeć się kobiecej fali.

Co mogłoby się stać fundamentem, na którym mężczyźni oparliby swoją kontrrewolucję?
Najpierw musieliby sobie jako cała grupa uświadomić, że ich pozycja słabnie - a do tego droga daleka. Dopiero gdy dostrzegą, że tracą pozycję, będą mogli szukać remedium. Ale na razie nie widać nawet przyczółków. A gdy zaczną się rysować, podejrzewam, że zaczną być natychmiast atakowane przez popkulturowy mainstream. On jest bowiem zdominowany przez kobiety.

Innymi słowy, dopóki mężczyźni nie przejmą stanowisk sekretarzy redakcji w najważniejszych kolorowych magazynach - bo w nich wylęgają się najważniejsze popkulturowe trendy - nie mają szans na to, by odzyskać wigor?
Tak jest. Ale też nie ma co myśleć o szturmie na kolorówki. Przecież prasa w kształcie, jaki znamy, przestaje istnieć. Lepiej zacząć teraz budować własną pozycję w nowych mediach, a później za ich pomocą przekazywać własne wzorce.

A może należy do tej walki między płciami wykorzystać politykę? Tutaj przewaga mężczyzn jest bezsporna - ale zamiast jej bronić coraz więcej, mówi się o konieczności wprowadzenia parytetów.
Nie zgadzam się, uważam, że taki eksperyment jak wprowadzenie parytetów jest słusznym kierunkiem. Bo jednak wejście kobiet w tak bardzo zmaskulinizowaną dziedzinę jak polityka na pewno ją zmieni - ale zmieni też kobiety. Raczej nie uda im się wprowadzić matriarchatu. Może więc w ten sposób uda się wypracować nowy kompromis w układach damsko-męskich.

Podkreśla Pan, że skończyły się czasy tradycyjnych mężczyzn macho. A co z typowym, konserwatywnym modelem mężczyzny, który za punkt honoru stawia sobie spłodzić syna, zbudować dom i posadzić drzewo? Dla takich też nie będzie niedługo miejsca?
Męskość wiąże się wprost z biologią. Dziś się tego wprost nie mówi, bo to jest niemodne, ale faktom zaprzeczyć nie można. Na świecie są dwie płcie, zdefiniowane biologicznie. Gadanie o płciach kulturowych to tylko zamazywanie obrazu, które ma destrukcyjny wpływ dla społeczeństwo. Tymczasem w ogólnym dyskursie pojawiają się tylko hasła związane z płciami kulturowymi, mimo że wiele osób absolutnie tego nie akceptuje. Podstawowych różnic biologicznych nie da się bowiem zatrzeć, bez względu na to, jak duże morze atramentu się wyleje na takie próby.

Podstawowym imperatywem biologicznym jest konieczność spłodzenia potomstwa i zadbania o nie. To jest niezależne od mód i trendów. Może więc przyszłość ma nieuleganie tym modom?
Na tym polega siła konserwatyzmu - ta zasada się sprawdza właściwie w każdej sferze życia. Z drugiej strony, nowe mody będą się regularnie pojawiać, to też nie do uniknięcia. Amerykanie takie tarcia określają terminem wojen kulturowych. Ale spór między kobietami a mężczyznami jest dziś jednym z najbardziej gorących pól bitewnych w wojnie kulturowej.

Tylko czy ich największymi zwycięzcami nie są ci, którzy się w ogóle w nie nie angażują?
Tak. W wojnie kulturowej nigdy nie ma zwycięzców, to jest odwieczny spór. Zwolennicy tych wojen próbują twierdzić, że zwolennicy modelu tradycyjnego też w tej wojnie biorą udział - ale mam wrażenie, że tak jednak nie jest. Dlatego, mimo szumu, jaki ta wojna generuje, tradycyjny model rodziny nie znajduje się w poważnym kryzysie. Wręcz przeciwnie, ma się całkiem dobrze.

prof. Wojciech Burszta, antropolog kultury, wykładowca w Szkole Wyższej Psychologii Społecznej. Przewodniczący Rady Naukowej "Kultury Popularnej"

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

W
Wątpiąca
Mężczyzna to gatunek wymierający. Obecnie coraz więcej jest facetów i form meskopodobnych. Kim jest mężczyzna dziś? To ojciec pracujący na swój dom, wspierający żonę, nieraz trochę ją "ustawiając" słownie gdy trochę odleci. Po prostu opiekun. Widzący, że kobieta sobie radzi z wstawieniem walizki do autobusu pomaga jej wynieść, przepuszcza ją w drzwiach. Niestety to zanika. Wiele form męskopodobnych twierdzi, że jest równouprawnienie. Że mamy sobie to nieść. Jak żeśmy chciały równouprawnienia...Gdzie męskość gdzie chamstwo? Zresztą fakt, iż mężczyzna wychowuje dzieci, pomaga to nie jest jakiś powód do gloryfikacji. To jego obowiązek tak jak obowiązkiem kobiety jest dbanie o dom. To jest problem dzisiejszych czasów. Z czegoś co kiedyś było uważane za normalne zrobiło się coś wyjątkowego...
w
wba99.
Bez przesady z tym obcinaniem skrzydeł, bo raczej te skrzydła mężczyznom się podcina. W sądach rodzinnych rozsiadają się w większości kobiety i solidarnie są za matkami. Takie feministki i rozrabiary jak np. środopodobne, szczukowe, gretkostkowe... robią kobietkom niedźwiedzią przysługę, mieszając im w główkach. Są też jakieś zboczone seksualnie, które na marszach chcą z takimi jak ja być równe. Jakoś mnie tam nie ciągnie, widocznie jeszcze nie dorosłem do bycia im równym :) Kiedyś po wojnach, gdy ginęła duża część populacji, kobiety inaczej się zachowywały. Jeżeli na wojnę zabrali w rekruty 20 chłopów, a wróciło na wieś kilku, to nawet ten bez nogi, czy ręki, miał wzięcie, bo samotne były wytykane. Mam nadzieję, że większość kobitek wreszcie się zreflektuje i zacznie myśleć głową, a nie tym wiadomym.
Dodaj ogłoszenie