Dzieła Henryka Stażewskiego w Centrum Sztuki Współczesnej

Bożydar Brakoniecki
Henryk Stażewski, najwybitniejszy polski awangardzista FOT. ZYGMUNT RYTKA/MATERIAŁY PRASOWE CSW
We wtorek w warszawskim Centrum Sztuki Współczesnej wernisaż retrospektywnej wystawy "Pamięci Henryka Stażewskiego. W dwudziestą rocznicę śmierci". To nie tylko wyśmienita okazja do wyruszenia na wyprawę po polskiej sztuce awangardowej XX wieku, ale też poznania intrygującej osobowości artystycznej Stażewskiego (1894-1988).

Choć jego prace częściej można zobaczyć na ścianach nuworyszowskich apartamentów niż w salach muzeów, Stażewski-artysta to dziś znakomita marka. Krytyka już dawno zgodnie okrzyknęła go jednym z najbardziej znaczących twórców ubiegłego stulecia, a bedekery sztuki stawiają przy jego nazwisku najwięcej gwiazdek.

Można w nich wyczytać, że był pionierem konstruktywizmu, propagował suprematyzm i zakładał pierwsze nad Wisłą grupy kubistyczne. Za swojego patrona uznali go również geometryczni abstrakcjoniści, koloryści, formiści, nie mówiąc już o poczciwych ekspresjonistach.

Ale zamknięcie Stażewskiego w lakonicznych definicjach nie oddaje w niczym jego oryginalności. Był przecież jednym z najbardziej zbuntowanych artystów, jakich widziała międzywojenna Warszawa. Niewielki wzrostem, odziany na czarno i z anarchistycznymi hasłami na ustach, szokował mieszczan monumentalnymi dekoracjami teatralnymi i obrazami, na których trudno doszukać się czegoś pośród plątaniny kolorowych linii. Gdy w 1922 r. wziął udział w wielkim pokazie formistów F-9 w Salonie Czesława Galińskiego, recenzenci kpiąco rozpisywali się pod jego adresem głównie o zmarnowanych płótnie i farbach.

W 1924 r. jako pierwszy polski awangardzista zaczął wystawiać prace w warszawskim salonie automobilowym firmy Laurin i Klement, choć nie potwierdzono, czy sprzedaż samochodów škoda znacząco od tego wzrosła. Ale Stażewski przeżywał wówczas prawdziwie twórcze wzloty. Niedługo potem założył przecież słynną grupę artystyczną Blok-Praesens i ruszył na podbój Francji.

Pojawił się wśród artystów skupionych wokół Cercle et Carré i Abstraction-Création i wiódł cygański żywot, przyjaźniąc się z paryskimi apostołami sztuki: Pietem Mondrianem, Kazimierzem Malewiczem i Michelem Seuphorem. Ten ostatni w wydanym w 1957 r. "Słowniku abstrakcji" nazwał Stażewskiego geniuszem awangardy.

O tym, co Stażewski wtedy malował, wiemy tylko z przekazów, bo większość wczesnych obrazów artysty poszła z dymem w Powstaniu Warszawskim. Dlatego na wystawie w CSW zobaczymy głównie jego prace powojenne, w tym rzadko pokazywane abstrakcyjne fotografie. Nasze oko przyciągną też jego reliefy z lat 50., którymi wrócił do awangardowej czołówki.

Przez ponad 20 lat tworzył je z najróżniejszych materiałów "sztukopodobnych" (m.in. z blachy miedzianej i drewna), szlifował, nadawał im obłą formę i komponował na wzór obrazów. Na pytania przyjaciół, dlaczego nie maluje już tradycyjnych płócien, odpowiadał ponoć zniecierpliwiony, że obrzydły mu pędzle.

Dziś drogi wszystkich wielbicieli Stażewskiego prowadzą pod jego warszawski adres: al. Solidarności 64, gdzie mieści się minimuzeum jego twórczości. To tam w 1962 r. artysta otrzymał od państwa przydział na 120-metrową pracownię. I tam powstały też słynne "białe obrazy", ostatni głośny cykl jego dzieł. Obrazy są ascetycznie białe, tylko na niektórych widać wiązki linii biegnących donikąd. Niczym tajemny przekaz artysty dla potomnych.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie