Działkowcy, czyli mieć kawałek ziemi wyłącznie dla siebie

Dorota Kowalska
Dorota Kowalska
123rf
Ogrody działkowe zawsze miały swoich gorących zwolenników, ale dzisiaj znalezienie w mieście lub pod nim kawałka ziemi, na którym można rozpalić grilla czy postawić plastykowy basen, graniczy z cudem. Pandemia koronawirusa sprawiła, że Polacy szturmują stowarzyszenia ogrodnicze w poszukiwaniu spokojnego miejsca tylko dla siebie i rodziny.

Renata, 50 lat, nauczycielka języka polskiego, na ogrodach działkowych od ponad 10 lat. Wszystko zaczęło się od psa rasy golden retriever, który domagał się spacerów, w ogóle najchętniej nie wracałby z podwórza do domu.

- Mieszkaliśmy w bloku, ale obok nas ciągnęły się ogrody działkowe. Zaczęliśmy tam chodzić z naszym psem i pewnego dnia doszliśmy do wniosku, że fajnie byłoby mieć taki kawałek ziemi dla siebie – opowiada.

Podczas spacerów zaczęli więc wypytywać właścicieli działek, ale też napotkanych ludzi, czy nie słyszeli o kimś, kto chciałby odstąpić działkę. No i znalazł się chętny. Szybko spisali umowę w Polskim Związku Ogrodów Działkowych i przejęli teren.

- Działka jest spora, ma ponad 600 metrów kwadratowych. Trawa, trochę drzew iglastych, trochę drzew owocowych, bo mamy swoje jabłonie, śliwy, wiśnie, które przez te dziesięć lat mocno podrosły. Domek, a właściwie altanka była w stanie surowym – Renata skończyła właśnie wypisywać świadectwa, więc ma trochę czasu na rozmowę. Swoim rodzicom wydzieliła pod płotem małe poletko, sadzą na nim pomidory i ogórki – nie ma tego wiele, ale zawsze to coś swojego, z własnej ziemi.

- Mówiąc szczerze, dzisiaj nie wyobrażam sobie życia bez działki. Spędzamy tu każdą wolną chwilę: jak rodzinny obiad, to na działce, jak spotkanie ze znajomymi, to na działce. Przychodzimy na nią w tygodniu po pracy i w weekendy – wylicza.

Poznali sąsiadów, którzy stali się dla nich niemal rodziną. Niektórzy zostają tu na noc, na działkach jest prąd, woda, więc nie ma z tym problemu. Można ugotować obiad, pozmywać po nim naczynia, wziąć prysznic, zrobić ręczne pranie. Oni mają do domu 10 minut spacerkiem, więc wracają.

Moda na ogródki działkowe trwa już od kilku lat, ale Bartłomiej Piech, radca prawny Polskiego Związku Działkowców, w rozmowie z Bizblog.pl przyznał, że w ostatnich tygodniach to zainteresowanie przybrało na sile.

- Mamy każdego dnia po kilkanaście telefonów do zarządów poszczególnych ogrodów, których w naszych strukturach mamy w sumie 4500. Skala zainteresowania jest więc ogromna – opowiadał Bartłomiej Piech.

Wzrosła, po wybuchu pandemii. Dość szybko popyt przewyższył podaż, w każdym razie dzisiaj znalezienie nowego ogródka na tak zwanej prowincji może się jeszcze udać, ale w miastach to zadanie niemal niewykonalne, chyba, że weźmiemy pod uwagę rynek wtórny.

Serwisy nieruchomości też obserwują ruch w „działkowym” interesie.

- Wraz z poprawą pogody rokrocznie zwiększa się zarówno liczba ogłoszeń w tej kategorii, jak i zainteresowanie nimi.

Ubiegłoroczny wzrost nie był jednak aż tak dynamiczny, jak obecny. Trudno nie powiązać tego z faktem, że wiele polskich rodzin zamkniętych jest w ciasnych mieszkaniach i marzy o dostępie do zieleni i słońca, za którym tak tęskniliśmy – mówił Jarosław Krawczyk z Otodo w rozmowie z Bizblog.pl.

Ten wzrost zainteresowania małym, ale własnym kawałkiem ziemi przełożył się dość szybko na ceny. Jeszcze dwa, trzy lata temu za najtańszy ogródek działkowy w Warszawie trzeba było zapłacić od 10 do 20 tys. zł. Dzisiaj kilkusetmetrowe działki potrafią kosztować nawet 500 000 zł, ale najczęściej to wydatek między 25 do 100 tysięcy zł, wszystko zależy od powierzchni gruntu i standardu altanki, czy domu.

Renata potwierdza tę działkową modę, obserwują ja od kilku już lat.

- Coraz więcej osób pyta o możliwość kupna, czy odstąpienia działki. Co ciekawe, do tej pory z takim sposobem spędzania czasu wolnego kojarzono przede wszystkim osoby starsze, ale to się zmieniło. Na naszych ogrodach pojawiają się ludzie młodzi, często z małymi dziećmi: albo mają już działki, albo chcieliby je kupić – mówi kobieta.

Większość jej sąsiadów traktuje dzisiaj działki, jako teren rekreacyjny – ludzie przyjeżdżają, rozpalają grilla, gotują coś na kuchenkach, rozmawiają, moczą nogi w plastikowych, dmuchanych basenach. Jednym słowem, odpoczywają.

- W czasie pandemii działka stała się naszym wybawieniem, jeszcze bardziej doceniliśmy fakt, że ją mamy. Kiedy rozmawialiśmy z sąsiadami, mówili to samo: przynajmniej było gdzie wyjść, zaczerpnąć świeżego powietrza – przyznaje. W tym roku nie planują wakacji. Mąż z najstarszym synem organizują tygodniową wyprawę rowerową. Tyle. Czas będą spędzać na swoim ogródku, znajomi już dzwonią i zapowiadają się z wizytami.

Pierwsze w Polsce ogródki działkowe „Kąpiele Słoneczne” zostały założone w 1897 roku Grudziądzu przez doktora Jana Jalkowskiego, który propagował ideę ogródków robotniczych. Następny był najstarszy w Warszawie Ogród Działkowy Tramwajarzy przy ul. Odyńca. Wywalczyła go w 1902 roku Kazimiera Proczek, która dwa lata później wraz z Cecylią Plater-Zyberkówną założyła Katolicki Związek Kobiet Polskich, aby „podnieść oświatę, moralność i dobrobyt kobiet oraz starać się o rozwiązanie kwestii kobiecej w oparciu o zasady katolickie”. W ramach pracy na rzecz robotników i ich rodzin Związek prowadził pogadanki dla ubogich matek, katechizację dzieci, otworzył na przedmieściu Warszawy mleczarnię dla ludności robotniczej. Kazimiera Proczek zachęcała także do tworzenia ogródków na zasadzie bezpłatnych przydziałów bezrobotnym kawałka ziemi do uprawy, chodziło o to, aby „zaradzić nędzy bez dawania jałmużny.” W czasach kryzysu lat trzydziestych podobne podejście do problemu miało Ministerstwo Opieki Społecznej, które prowadziło kampanię nadawania działek pod uprawy bezrobotnym.

„Średnio zarabiający człowiek może mieć swoje warzywa, swoje kwiatki, swoja altankę, swój wypoczynek, swój własny „Park Skaryszewski”, swoje własne Łazienki. Zapisujmy się do „Towarzystwa Ogródków Rodzinnych” masowo (…). Nowemu Towarzystwu szczęść Boż.” – pisał w 1926 roku, dziennikarz „Gazety Warszawskiej Porannej”.

Po wojnie komunistyczne władze głosiły: „Każdej rodzinie pracowniczej ogródek działkowy”, może stąd dla wielu działki, to spuścizna PRL-u, chociaż inni mówią o chłopskiej naturze Polaków, czy umiłowaniu szlacheckich dworków, bo każdy z nich miał przecież wokół siebie piękne, zadbane ogrody.

„W oficjalnym przekazie nowopowstające ogródki były robotniczą zdobyczą, którą włączano w tryb zdrowego, socjalistycznego współzawodnictwa. Zaniedbane działki odbierano niesumiennym dzierżawcom. Podczas Święta Trybuny Ludu organizowano „Dni działkowca”, czy konkurs na najpiękniejszy ogród. Kronika filmowa z 1953 roku pokazywała z dumą, jak zmyślni ogrodnicy Mokotowa hodują egzotyczne melony czy pieprz turecki. Biblia działkowców, wysokonakładowa książka „Działka moje hobby” (1985) podawała: „Powstaje nowy styl życia towarzyskiego, ładniejszy i swobodniejszy, coraz popularniejsze stają się przyjacielskie spotkania na działce, przy sałatce z własnych warzyw lub talerzyku aromatycznych poziomek”” – pisał Patryk Zakrzewski, antropolog kulturowy dla Culture.pl. I dalej: „Od lat siedemdziesiątych działki prywatyzują się i oddalają od miast.

Własna dacza stała się jednym z symboli gierkowskiej małej stabilizacji. Kto miał znajomości, próbował załatwić sobie teren w Państwowym Funduszu Ziemi, inni dogadywali się z chłopami i umowy spisywali ręcznie na kartkach papieru. Nie tylko o wypoczynek tu jednak chodziło, działka dalej była najpewniejszym źródłem warzyw i owoców w czasach gospodarki niedoboru.”

Krystyna, 71 lat, emerytka ogródek działkowy „dostała z pracy.”

- Ogrody wydzielono na terenach, na których miał zostać rozbudowany nasz zakład, ale nie został. Ziemię więc podzielono na takie same, małe działki – opowiada. Nie takie znowu małe, bo każda miała 500 metrów kwadratowych. Działki ciągnęły się, a właściwie ciągną, bo wciąż istnieją, wzdłuż torów tramwajowych na trasie z Sosnowca do Milowic – spory kawałek ziemi.

- Entuzjazm wśród kolegów i koleżanek był duży. Do Sosnowca napłynęło w tym czasie sporo młodych ludzi z małych miejscowości i ze wsi, za pracą oczywiście. Więc te działki były dla nich takim powrotem do tego, co znali z dzieciństwa – tłumaczy. Większość mieszkała w blokach z betonowej płyty, więc każdy marzył o kawałku własnej zieleni.

Razem z mężem wybudowali drewnianą altankę (wszyscy budowali altanki i każdy starał się postawić tę najładniejszą), posadzili ogórki, pomidory, trochę ziemniaków. Obok ich małego domku wyrosła ogromna czereśnia.

- Niektórzy od razu z pracy biegli na działki. Był prąd, woda, tylko za to się zresztą płaciło, wiec można tu było spokojnie coś zjeść i się umyć. Niektórzy traktowali działki, jak pole uprawne, inni postawili na rekreację – wystarczyła im trawa, kwiaty, jeszcze inni tworzyli z tych ogródków prawdziwe dzieła sztuki – uśmiecha się. Na ogródkach kwitło życie towarzyskie. Ludzie nie tylko urządzali tu weekendowe imprezy(o grillach nikt wtedy jeszcze nie słyszał, co najwyżej o pieczonkach), spotykali się także w tygodniu – zawsze można było stanąć przy ogrodzeniu i pogadać z sąsiadką.

- To była forma ucieczki, odreagowania – kobieta wzrusza ramionami. – Myślę też sobie, że wielu działkowców, przynajmniej wtedy, po prostu lubiło „grzebać w ziemi” – śmieje się. Oddała działkę po kilku latach. Tak jej się życie ułożyło, że nie miała już czasu biegać na nią i podlewać grządki. Dzisiaj żałuje, brak jej skrawka swojego ogrodu.

Po okresie transformacji, wróciła moda na ogrody działkowe. Tyle tylko, że te były już zupełnie inne niż w czasach PRL-u. Altanki przerodziły się w okazałe domki, miedzy grządkami pojawiły się małe zjeżdżalnie, huśtawki, paleniska i kolorowe, plastikowe baseny. W 2005 roku, specjalną ustawą, ogrody „pracownicze” przekształcono na „rodzinne”. Ale siedem lat później Trybunał Konstytucyjny uznał obowiązującą wówczas ustawę uznano za niekonstytucyjną. Wniosek do Trybunału złożył dwa lata wcześniej Lech Gardocki, były pierwszy prezes Sądu Najwyższego. Najwięcej zarzutów dotyczyło funkcjonowania Polskiego Związku Działkowców (PZD). We wniosku Gardocki napisał, że przywileje PZD w stosunku do mienia komunalnego i mienia Skarbu Państwa są nieproporcjonalnie duże. Argumentował, że właściciele, czyli samorząd terytorialny i Skarb Państwa, muszą tolerować faktyczne władztwo PZD nad swoimi gruntami. Nie mogą przeznaczyć terenu wskazanego w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego jako ogród działkowy na inne cele publiczne. Nie mają prawa do nawet symbolicznej odpłatności za użytkowanie gruntu przez działkowców, choć ponoszą koszty np. przystosowania terenu do potrzeb ogrodu. No i Trybunał Konstytucyjny przyznał mu rację, na dodatek zaczęła się reprywatyzacja – działkowcy jęknęli, ale nie mieli zamiaru się poddawać. Słali petycje, wyszli na ulice, ba, pisali nawet wiersze.

„Wysoki Trybunale Konstytucyjny!
Piszę do Ciebie list protestacyjny.
Wysoki Konstytucyjny Trybunale!
Do Ciebie kieruję Działkowiczów żale.
Pozostaw w spokoju ustawę o ROD.
Ustawa jest dobra, to nie gniot.
Nie zabieraj pietruszki i bobu!
Nie wpędzaj emerytów do grobu!
Nie podcinaj rodzinom korzeni!
Pozwól emerytom dłubać w ziemi!
Nie zabieraj z grilla kaszanki i karkówki!
W życiu liczą się nie tylko złotówki.” – oto fragment jednego z nich.

Sejm przyjął więc nową ustawę o rodzinnych ogrodach działkowych, która weszła w życie 19 stycznia 2014 roku. Zgodnie z nią rodzinne ogrody działkowe są prowadzone przez stowarzyszenia ogrodowe. W taką organizację przekształcił się także Polski Związek Działkowców.

Ewa, dziennikarka, działkę na Świdrem, kilkanaście kilometrów od Warszawy, kupiła ponad 15 lat temu. Lubiła tę okolicę – blisko stolicy, a miejsca zupełnie magiczne. Jeździli z mężem piaszczystymi, wiejskimi drogami i pytali napotkanych ludzi, czy aby nie znają kogoś, kto chciałby sprzedać kawałek ziemi. Wreszcie kupili jakieś 500 metrów kwadratowych tuż nad rzeką. Okazało się, że miejscowy gospodarz podzielił pole na kilka takich działeczek, jak ta ich, więc szybko obok pojawili się sąsiedzi.

- Postawiliśmy na działce małą altankę, mamy w niej prąd, gaz i wodę. Przyjeżdżamy tu nawet w tygodniu, żeby zaczerpnąć oddechu, „wyczyścić głowę” – opowiada.

Nie inwestowali w działkę zbyt dużo pieniędzy, ale sąsiedzi postawili murowane, całoroczne domy. Niektórzy nawet tu mieszkają i codziennie dojeżdżają do pracy do Warszawy. Inni, jak oni, wpadają na działkę kilka razy w tygodniu. Ewa uwielbia długie spacery ze swoim psem wzdłuż koryta Świdra – idzie lasem jakieś pięć kilometrów, przechodzi drewnianym mostem na drugi brzeg i wraca nim do domu. W sumie dziesięć kilometrów zdrowia. Czasami przyjeżdża tu w weekendy i zostaje na noc.

- Aczkolwiek trochę się boję – wybucha śmiechem. – Ogrodziliśmy działkę siatką, ale w jednym miejscu jest w niej dziura. Pewnego dnia, obudziłam się rano i zobaczyłam na podwórku stado dzików. W najlepsze ryły ziemię przed domem. Mój pies był równie zdziwiony, jak ja – tłumaczy.

Dobrze się tu czują. Przyjeżdżają z mężem Wojtkiem i każdy zajmuje się swoimi sprawami: ona malutkim ogródkiem, Wojtek majsterkowaniem, bo w obejściu zawsze jest coś do roboty. Potem jest obowiązkowy spacer z psem, jakiś szybki grill i chwila dla ducha, jak mówi. Czytają, słuchają starych płyt, rozmawiają. Kiedy Maja, ich córka, była młodsza uwielbiała tu z nimi przyjeżdżać. Dzisiaj też jeździ nad Świder, ale tydzień wcześniej „rezerwuje działkę” i przyjeżdża tu ze znajomymi.

- To trochę inny świat, człowiek może poczuć się wolnym – mówi Ewa. I dodaje, że nie wyobraża sobie życia na emeryturze w Warszawie. Może wreszcie się zmobilizują, odłożą trochę grosza i postawią tu coś solidniejszego niż drewniana altana. Dom wcale nie musiałby być duży, wystarczą dwa pokoje i kuchnia. To co na zewnątrz rekompensuje duży metraż. Więc pewnie kiedyś zamieszkają w swoim zielonym ogrodzie.

Testy na Covid tańsze za granicą

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie