Dwie walki Pawlaka: O resorty dla ludowców i... o własną pozycję

Redakcja
Relacje Donalda Tuska i Waldemara Pawlaka nigdy nie należały do najłatwiejszych. Wbrew niektórym opiniom jednak obaj politycy doskonale się rozumieją
Relacje Donalda Tuska i Waldemara Pawlaka nigdy nie należały do najłatwiejszych. Wbrew niektórym opiniom jednak obaj politycy doskonale się rozumieją Wojciech Barczyński / Polskapresse
Szef Polskiego Stronnictwa Ludowego gra nie tylko z Tuskiem o liczbę ministerstw dla ludowców, ich kształt i obsadę, lecz także z wewnętrznymi oponentami o własną, dotąd niekwestionowaną, pozycję w partii - pisze Witold Głowacki

Najważniejsza walka" - taki tytuł nosi najnowszy, choć niezbyt już aktualny wpis na blogu Waldemara Pawlaka. Szef Polskiego Stronnictwa Ludowego coraz rzadziej zamieszcza tam teksty. Ten ostatni, sprzed ponad miesiąca, poświęcony jest Pawłowi Nastuli kandydującemu do Sejmu właśnie z list ludowców. I zatytułowanemu tak jak wpis Pawlaka, nakręconemu z udziałem Nastuli spotowi wyborczemu, w którym słynnego judokę rzuca na matę... szef PSL.

Czytaj też:Pawlak: Romanse z SLD czy Palikotem popsułyby wizerunek PO. Nie jestem zazdrosny

Najważniejsza walka Nastuli o miejsce w poselskich ławach w rzeczywistości skończyła się tak samo marnie jak ta filmowa z Waldemarem Pawlakiem. Olimpijski mistrz nie wszedł do Sejmu i nie stworzy, jak planował, ponadpartyjnego zespołu posłów sportowców. Tym samym też upadła nadzieja PSL na przełamanie sceptycyzmu wielkomiejskich wyborców (Nastula kandydował z okręgu podwarszawskiego obejmującego miejscowości sypialnie warszawskiej klasy średniej).
Wraz z ogłoszeniem wyniku wyborów zaczęła się natomiast kolejna, równie ważna jak ta przedwyborcza, walka Pawlaka, który toczy niełatwe negocjacje z Donaldem Tuskiem w sprawie podziału resortów w przyszłym rządzie. Podczas gdy szef Polskiego Stronnictwa Ludowego gra nie tylko o to, by utrzymać dotychczasową liczbę ministerstw, ale także zachować ich dotychczasowe kompetencje - a tym samym znaczenie - w jego partii zaczyna pomrukiwać przytłumiona przez lata wewnętrzna opozycja.

Czytaj też:Pawlak, Fedak i Sawicki kandydatami PSL na ministrów

Niedawna plotka, że resort gospodarki wraz funkcją wicepremiera miałby objąć Jan Krzysztof Bielecki, mogła być całkiem skutecznym straszakiem otoczenia Donalda Tuska wobec Pawlaka i ludowców

Stawką, którą Pawlak wciąż stara się ugrać od Platformy, są trzy resorty - identyczne jak w dotychczasowej koalicji i w identycznej obsadzie. Wicepremier i szef PSL wymienił je ostatnio jednym tchem w rozmowie z Janiną Paradowską w Tok FM. Pawlak widzi się znów w roli szefa resortu gospodarki, Marka Sawickiego na czele Ministerstwa Rolnictwa i Jolantę Fedak jako minister pracy i polityki społecznej. Zarazem Pawlak wciąż kontestuje pomysł Donalda Tuska dotyczący Ministerstwa Gospodarki, zakładający wydzielenie zeń dziedziny energetyki i przekazanie jej w gestię Ministerstwa Środowiska. Tusk ogłosił ten zamysł wraz z całym planem zmian w strukturze rządu - niedługo przed samymi wyborami.

Czytaj też:Ruch Palikota: Zaniechania Pawlaka ws. energii odnawialnej będą nas kosztowały miliardy

Pawlak od razu skrytykował ideę ograniczania "jego" resortu. Od dnia wyborów aż do dziś trwa zaś o to między nim a Tuskiem delikatna rozgrywka. Ludowcy zdążyli już w jej ramach totalnie odrzucić pomysł Tuska, następnie rzucić sugestię, że gdyby jednak miał zostać zrealizowany, to chętnie objęliby także resort środowiska, wreszcie stwierdzić, że są już w tej sprawie dogadani z Platformą i zmian w Ministerstwie Gospodarki nie będzie. Z kolei ze strony Platformy najpierw padła sugestia, że być może lepszym ministrem pracy od Jolanty Fedak byłby Michał Boni, później zaś odbyło się ostentacyjne spotkanie Tuska z Leszkiem Millerem, szefem niemal równie licznego jak peeselowski klubu parlamentarnego Sojuszu Lewicy Demokratycznej.
W ramach tej samej koalicyjnej gry Pawlak stopniowo "przekonywał się" do innej idei Tuska - zakładającej podział MSWiA. W ciągu trzech powyborczych tygodni stosunek szefa PSL do tego pomysłu zmienił się od wyraźnej niechęci do gorących zapewnień, że ten ruch doskonale usprawni pracę administracji publicznej i umożliwi jej reformę - zwłaszcza że nowy resort ma też obejmować dziedzinę szeroko rozumianej cyfryzacji. To może zarazem oznaczać akceptację PSL dla kandydatury na szefa tego resortu Michała Boniego, którą poważnie rozważa ponoć Donald Tusk. Jest to też wyraźny sygnał, że PSL i Platforma, jeśli nawet wciąż jeszcze negocjują, to są już coraz bliżej dobicia targu - wygląda to na deal w iście peeselowskim stylu - poparcie Pawlaka dla podziału MSWiA w zamian za rezygnację Tuska z planu dzielenia resortu gospodarki.

Czytaj też:Pawlak: Romanse z SLD czy Palikotem popsułyby wizerunek PO. Nie jestem zazdrosny

Najciekawiej więc w kontekście koalicyjnych rozgrywek o rozkład sił w przyszłym rządzie wyglądają wychodzące w ostatnich dniach z ust polityków Platformy pogłoski o możliwym wejściu do rządu Donalda Tuska Jana Krzysztofa Bieleckiego i nawet Krzysztofa Kiliana. "Rzeczpospolita", powołując się na źródła w PO, napisała nawet, że Bielecki miałby zostać... w miejsce Pawlaka wicepremierem i ministrem gospodarki, Kilian zaś szefem resortu administracji i cyfryzacji przewidzianego dotąd dla Michała Boniego.

Czytaj też:Pawlak, Fedak i Sawicki kandydatami PSL na ministrów

I Kilian, i Bielecki natychmiast zdementowali tę informację. Kilian, uważany za jednego z mentorów Donalda Tuska, zamierza nadal pozostać wiceprezesem Polkomtelu, a Bielecki - chyba najbardziej wpływowy ekonomiczny strateg w otoczeniu premiera - obwieścił, że do rządu się nie wybiera. Taka plotka rzeczywiście jednak krążyła wśród niektórych polityków Platformy. Niewykluczone, że w części dotyczącej Bieleckiego mogła odegrać rolę kolejnego straszaka wobec Waldemara Pawlaka i jego partii. Jak dotąd bowiem Donald Tusk i jego bezpośrednie otoczenie biją rekordy informacyjnej szczelności w kwestii obsady resortów przypadających Platformie. Zupełnie inaczej niż Waldemar Pawlak, który otwarcie domaga się "swego". Niewykluczone więc, że dobrze wycelowane rzucanie na giełdę nielicznych za to mocnych nazwisk może skutecznie zmiękczyć koalicjanta na chwilę przed rozstrzygnięciami.

Czytaj też:Ruch Palikota: Zaniechania Pawlaka ws. energii odnawialnej będą nas kosztowały miliardy

W najbliższy wtorek odbędzie się pierwsze posiedzenie Sejmu, na którym Donald Tusk poda swój dotychczasowy rząd do dymisji. Od tego momentu ruszy zawarty w konstytucji proceduralny kalendarz powoływania nowego gabinetu. Ostateczny wynik koalicyjnych rozgrywek jest tu szczególnie ważny dla Pawlaka nie tylko ze względu na prestiż PSL, lecz także jeśli chodzi o jego własną pozycję w partii. Od czasu gdy Pawlak w 2005 r. po okresie dziesięcioletniej niemal przerwy ponownie objął funkcję szefa partii, niemal nie miał wobec siebie realnej opozycji w szeregach ludowców. Rzecz jasna nierzadko sceptyczne wobec posunięć lidera deklaracje padały z ust jego niegdysiejszego konkurenta Janusza Piechocińskiego, wciąż też pozostawał i pozostaje w PSL jego poprzednik, obecnie europoseł Jarosław Kalinowski, wreszcie pewnego kolorytu mogły dodawać wypowiedzi słynącego z nieposkromionego języka Eugeniusza Kłopotka.
Ale tak naprawdę, przez te prawie siedem lat, przez które Pawlak stoi na czele partii, PSL było ugrupowaniem całkiem mocno zdyscyplinowanym, w którym porządku miękką ręką, lecz bardzo skutecznie strzegł Stanisław Żelichowski, szef klubu poselskiego, a nieco twardszą - w razie kłopotów - Eugeniusz Grzeszczak, dotąd minister w kancelarii premiera, obecnie kandydat na wicemarszałka Sejmu, zaufany człowiek Pawlaka, zarazem partyjny organizator, formalny szef Rady Naczelnej PSL i nieformalny zarządca peeselowskich struktur. Nikt też nie kwestionował posunięć Pawlaka, który wyprowadzał ludowców z wielkiej smuty, która zapanowała w PSL po wyjściu z koalicji z tonącym SLD i trwała za czasów rządów PiS. Ponowne uczestnictwo w tworzeniu rządu - tym razem z Platformą - było Pawlakowi powszechnie poczytywane w partii za wielki sukces.

Czytaj też:Pawlak: Romanse z SLD czy Palikotem popsułyby wizerunek PO. Nie jestem zazdrosny

Nie wszyscy w PSL są zadowoleni z wyniku wyborów. Zawiedli się zwłaszcza działacze z terenu liczący nie tylko na mandaty, lecz także na poszerzenie strefy wpływów we władzy

Przez całą kadencję apetyty ludowców zdążyły jednak wzrosnąć. I niekoniecznie są oni zachwyceni wynikiem ostatnich wyborów. Wiedzą doskonale, że nie oznacza on poszerzenia strefy wpływów PSL w rządzie, rządowych agendach i ich terenowych oddziałach. A trudno o partię, w której właśnie ten aspekt powyborczych podziałów funkcji i stanowisk byłby równie ważny jak w PSL. Niezadowolenie działaczy z terenu, którzy musieli obejść się smakiem, zamiast szykować się do obejmowania nowych stanowisk, sprawnemu politycznemu graczowi może być łatwo przekuć w klucz do władzy w partii. Tak samo jak wcześniej czynili to Janusz Wojciechowski, Jarosław Kalinowski, wreszcie sam Pawlak. Następna okazja do politycznych żniw czeka bowiem głodniejących ludowców dopiero za trzy lata - podczas wyborów samorządowych w roku 2014. Do tego czasu aktywowi w terenie musi wystarczyć marne stasus quo.

Czytaj też:Pawlak, Fedak i Sawicki kandydatami PSL na ministrów

Cały tekst przeczytasz w weekendowym wydaniu "Polski" lub na stronie prasa24.pl.

Wideo

Komentarze 3

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Brzo$ti

Wydaję się, że PSL potrzebuje gruntownej przebudowy - podobnie jak i cała scena polityczna w polskim sejmie. Chwytliwa nazwa nawiązująca czy wręcz czerpiąca z opozycyjnej historii lat powojennych jest tylko ozdobą w całym tym bałaganie zwanym POLSKIM STRONNICTWIE LUDOWY. Ja zacząłbym od odsunięcia pana Pawlaka od jakichkolwiek ważnych stanowisk. 7 lat jego pracy nie przyniosły żadnych znaczących rezultatów - mierne wyniki w wyborach parlamentarnych, samorządowych, do euro parlamentu. . PSL można śmiało można przyrównać do tzw. "dziwki". Śpi ze wszystkimi - SLD, PiS, PO. Partia bez wyrazu. Jej posłowie sprawiają wrażenie, że jedynym priorytetem dla nich jest zwyczajnie "się nachapać".

Viva la monarchy !!!

p
panowie policzmy głosy!

płacić za koalicję, skoro nie udało się samodzielnie wygrać wyborów pomimo zakłamanej kampanii wyborczej!

M
Marek

Dla PSL Najważniejsze są STOŁKI- tak powinno brzmieć ich hasło

Dodaj ogłoszenie