reklama

Dwie kolejne srogie lekcje od Canarinhos

Robert MałolepszyZaktualizowano 
Miała być walka na całego. Miały być zupełne inne mecze niż dwa pierwsze w Brazylii. Niestety, w weekend w Łodzi skończyło się na dwóch kolejnych gładkich porażkach 0:3.

W żadnym z meczów Polacy nie mieli momentu, w którym dawaliby kibicom nadzieję, że wyprowadzą rywali z równowagi, że zmuszą ich do maksymalnego, krańcowego wysiłku. No może poza początkami setów, ale to już znam z przeszłości, dalekiej przeszłości.

Pamiętamy pierwsze edycje Ligi Światowej. Hale też pełne, atmosfera wspaniała. Rodzi się moda na kibicowanie biało-czerwonym. Nasi walczą. W każdą akcję wkładają maksimum sił, ambicji, zaangażowania. Bijemy się jak równy z równym z Rosją, Jugosławią (czyli tak naprawdę z Serbią), Brazylią (aż nieprawdopodobne, ale taką mieliśmy grupę w pierwszej edycji "światówki"). Ale najczęściej do stanu 20:20. Dalej nagle coś się zacina, rywale przyspieszają. Ciągle narzekamy na przestoje w grze Polaków, na tracone seriami punkty. Historia zatoczyła koło. Na szczęście tylko w meczach z Brazylią.

Znów mamy młodą drużynę, która uczy się dopiero, co to znaczy grać na najwyższym poziomie. I pełne hale. Może z walką nie zawsze jest tak samo. Nasi za szybko spuszczają głowy, przestają wierzyć, że można wygrać. Ale to nie jest wyraz wyłącznie ich słabości. Raczej dojrzałości.

Przez te 11 lat siatkówka weszła u nas na dużo wyższy poziom. Kurek, Możdżonek czy Jarosz wiedzą, że pewnych spraw nie da się przyspieszyć. W porównaniu ze Świderskim, Murkiem czy Prusem sprzed 11 lat to zupełnie inni zawodnicy. Grają w lepszej lidze. Ich koledzy z drużyn klubowych to wicemistrzowie świata. Ich kluby występują regularnie w Lidze Mistrzów.

Każdy set, poza ostatnim w sobotę, zaczynaliśmy świetnie. W pierwszej niedzielnej partii prowadziliśmy 7:4, w drugiej 15:12, w trzeciej 4:0. Ale w tym sporcie nie można strzelić gola i zamurować bramki. Tu trzeba utrzymywać koncentrację przez 40-60 kolejnych akcji. Młodzi siatkarze często mają z tym problemy. A jak drużyna składa się z samych młodych, to robi się problem. I taki problem jest obecnie w naszej drużynie.

Brazylia była w ten weekend do pokonania. To nie była ta wielka drużyna, która rządziła na światowych parkietach przez lata. To była ekipa z przebłyskami geniuszu, którą dojrzała i konsekwentna drużyna pokonałaby. Kluczowe jest jednak słowo "dojrzała". Nasza taka jeszcze nie jest.

Canarinhos każdą najmniejszą pomyłkę Polaków wykorzystywali bez litości. W tym wciąż są mistrzami. Sergio to wciąż król obrony. Giba, gdy gra, wciąż jest profesorem. Bruno Rezende, który ma chyba najtrudniejsze zadanie - nie tylko dlatego, że jest synem trenera, ale dlatego, że musi zastąpić skłóconego z selekcjonerem genialnego Ricardo - z każdym meczem pokazuje, że ma potencjał, by prowadzić Brazylię do kolejnych sukcesów.

Na razie Polacy nie są w stanie tego zrobić. Świetne akcje przeplatają słabymi. Po dwóch, trzech zwycięskich piłkach tracą kolejne cztery. Tak było też ze Świderskim, Murkiem, Papkem. Na końcu tej drogi było wicemistrzostwo świata. Trudno powiedzieć, czy w przypadku tej ekipy też będzie. Ale wybrańcy Castellaniego mają ten komfort, że w kluczowych momentach wspomogą ich starsi koledzy.

No i jeszcze jedno. W grupie mają tylko Brazylię. Rosji i Serbii nie ma. Za tydzień grają z Wenezuelą we Wrocławiu. Jeśli chcą zrobić kolejny krok, muszą wygrać dwa razy, a później, jak powiedział po meczu najbardziej doświadczony w ekipie Krzysztof Ignaczak, pojechać do Finlandii bić się o drugie miejsce w grupie.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie