Dwanaście lat udręki... Cristiano Ronaldo chce doprowadzić Portugalię do mistrzostwa Europy

Hubert Zdankiewicz, Paryż
Dwa portugalskie finały Euro spina klamrą jeden piłkarz - Cristiano Ronaldo, który chce sprawić, że rodacy zapomną w końcu o koszmarze z 2004 r.

Wyobraź sobie, że po raz pierwszy w historii jesteś gospodarzem wielkiej piłkarskiej imprezy. Do tego masz w składzie gwiazdy (Luis Figo, Deco, Rui Costa, Pedro Pauleta), młodych zdolnych (Cristiano Ronaldo) i trenera (Luiz Felipe Scolari), który dwa lata wcześniej doprowadził do mistrzostwa świata Brazylię. Tego po prostu nie można zepsuć... A jednak.

Z gry gospodarzy Euro 2004 do historii przeszły trzy zdarzenia. Filozoficzny wywód Scolariego po ich porażce w meczu otwarcia z Grecją (porównał prowadzenie Portugalii na do wesela i nocy poślubnej, po której nad ranem pan młody odkrywa, że jego wybranka jest... brzydka). Brawurę Ricardo w ćwierćfinale z Anglią, który najpierw obronił gołymi rękami strzał Dariusa Vassela, a potem sam wykonał ostatnią jedenastkę. A na koniec rozpacz Ronaldo, który po porażce w finale (znów z Grecją) rozpłakał się jak dziecko.

Wśród słów pocieszenia jakie wówczas padły (nie tylko z ust rodaków), dało się jednak usłyszeć również, że ma jeszcze czas, bo dopiero jego pierwsza wielka impreza. Faktycznie, 19-letni wówczas Cristiano dopiero zaczynał na poważnie swoją karierę. Rok wcześniej stał się bohaterem sensacyjnego transferu ze Sportingu Lizbona do Manchesteru United (gdzie na dzień dobry został wsadzony na bardzo wysokiego konia, bo miał zastąpić sprzedanego do Realu Madryt Davida Beckhama).

W 2004 roku nie zawiódł, choć turniej rozpoczął na ławce. Wpuszczony przez Scolariego na boisko w meczu otwarcia od razu zdobył bramkę (drugą w półfinale z Holandią) i miejsca w składzie już nie oddał.

Mało kto przypuszczał, że na kolejny finał Ronaldo będzie musiał poczekać aż 12 lat, a po kolejnych mistrzostwach świata i Europy bumerangiem wracać będzie opinia, że jest wielki tylko w klubie. Nie każdy chciał pamiętać udane mecze, albo fakt, że np. na mundialu w Brazylii wychodził na boisko, choć lekarze ostrzegali, że to może być koniec jego kariery.

Cztery lata temu był o krok, a po przegranym w rzutach karnych półfinale z Hiszpanią długo stał samotnie na boisku, mamrocząc pod nosem i kręcąc głową z niedowierzaniem. Turniej we Francji zaczął słabo, podobnie jak cała reprezentacja Portugalii, której zarzucano, że gra antyfutbol, a wyszła z grupy (z trzeciego miejsca) tylko dzięki nowej formule rozgrywania Euro. Jeszcze niedawno był jednym z najbardziej krytykowanych piłkarzy. Za mało eleganckie uwagi pod adresem Islandczyków, za niestrzelonego karnego z Austrią. Za kiks w ćwierćfinale z Polską, gdy nie trafił w piłkę stojąc tuż przed bramką.

Po meczu z Walią nikt już nie kwestionuje jego klasy, bo najlepiej zagrał właśnie wtedy, gdy jego zespół najbardziej tego potrzebował. Czy będzie cieszył się również po finale, czy też może pozostanie w ekskluzywnym gronie wielkich gwiazd, którym zabrakło w karierze kropki nad „i” w postaci zwycięstwa na wielkiej imprezie? Jak Cruyff, jak Figo, jak Gascoigne, Beckham, czy Raul. Kolejnej szansy może już nie dostać...

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kibic
w 2004 roku to Cristiano Ronaldo miał tylko i aż 19 lat
Dodaj ogłoszenie