Drodzy Państwo, Wysoka Izbo

Tomasz Wróblewski, wiceprezes Polskapresse
Dziś zamiast felietonu będzie przemówienie. Napisałem je premierowi, bo - jak rozumiem - został bez rzecznika, a najwyższy czas już przemówić. W przemówieniu jest to, co od Donalda Tuska chce usłyszeć jego twardy elektorat.

Wielokrotnie mylono mój umiar ze słabością, a ostrożność przy podejmowaniu trudnych decyzji ze strachem przed populistami. Dziś chcę państwa zapewnić, że wszystko, co deklarowałem w kampanii wyborczej, pozostaje w mocy.

Moja wiara w człowieka jest silniejsza niż 10 miesięcy temu. Czas uwolnić energię Polaków. Czas spłacać kredyt zaufania wyborców.

Wiem, że odważne reformy nie dodają popularności reformatorom. Więksi ode mnie tego doświadczyli. Margaret Thatcher za wielką prywatyzację, Ronald Reagan za redukcję podatków, Leszek Balcerowicz za urynkowienie komunistycznej Polski - wszyscy płacili wysoką cenę polityczną. Ale dziś ani Brytyjczycy, ani Amerykanie, a tym bardziej my, nie chcielibyśmy powrotu do kraju sprzed tych wielkich reform.

Wyzwania i wybory, jakie stoją przede mną, nie są oczywiście tak dramatyczne. Życie dawno nie było dla nas Polaków tak łaskawe. Dla nas, pracowników cieszących się stabilnym rynkiem pracy i rosnącą średnią wynagrodzeń. Dla nas, rodziców dzieci, które mają perspektywy osobistego rozwoju, o jakich my nie mogliśmy śnić.

Dla nas, planujących tegoroczne wakacje i wybierających miejsca spośród wszystkich kontynentów i mórz świata. W tym roku cztery miliony Polaków spędzi urlop za granicą. Blisko pół miliona kupi nowy fabrycznie samochód. Dwa miliony młodych ludzi podejmie na jesieni studia.

Ale też tysiące Polaków będzie w tym roku wracało do kraju. Wracają pełni nadziei, że pieniądze ciężko zarobione za granicą tu mogą najlepiej zainwestować w godne życie. Wracają, bo patrzą też realistycznie na kłopoty gospodarcze w Europie Zachodniej. Silna złotówka i nowe możliwości pracy otwierają przed nimi perspektywy, jakich nie widzieli przed wyjazdem.

Abolicja podatkowa była pierwszym gestem. Pozwoli reemigrantom cieszyć się tym, co stworzyli i zarobili, zamiast ukrywać się przed urzędnikami. To ambitni młodzi ludzie. Kreatywni i pełni energii. Bardzo potrzebujemy waszej witalności, talentu, siły przebicia i oczywiście bardzo potrzebujemy was - ojców, matek, synów, sióstr - z rozdzielonych rodzin. Bez was trudno będzie się zrównać z Europą i równie trudno odsunąć od siebie recesję.

Tak bardzo jak cieszymy się z powracającej fali, musimy stworzyć dla nich w Polsce odpowiednie warunki. Przestrzeń do rozwinięcia skrzydeł. Nasze firmy nie ustępują już zachodnim pod względem technologii i zarządzania, ale prawo pracy i system świadczeń pochodzi z czasów, kiedy władza w PRL rozdawała wczesne emerytury czy renty chorobowe, bo nie potrafiła zapewnić obywatelom podstawowych towarów w sklepach.

Po kolejnych protestach społecznych łatwiej było rozdawać "masom" przywileje socjalne niż mięso i godziwe zarobki. Kraj skrępowany plątaniną kosztownych i niesprawiedliwych przywilejów socjalnych nie może się szybko i racjonalnie rozwijać.

W I kwartale tego roku ponad 50,6 proc. osób w wieku produkcyjnym nie podejmowało pracy. Mniejszość pracowała na większość. W tej liczbie oprócz bezrobotnych mieliśmy ponad milion osób pobierających wcześniejsze emerytury - kosztowały nas 20 mld zł. Do tego dodajmy 15,7 mld wydane na KRUS. Tu ukryte są pieniądze na rozwój wyższych uczelni, ulgi dla firm inwestujących w nowe technologie i miejsca pracy. To ponad 3 tys. km nowych autostrad, których nie zbudowaliśmy.

Unijna koniunktura pozwoliła nam finansować szereg socjalistycznych anachronizmów. Dalej jednak się tak nie da. Europa, a z nią i my musimy się liczyć ze spowolnieniem gospodarczym. Nasz eksport, choć wciąż imponujący, wymaga instytucjonalnego wsparcia, mniejszych obciążeń ze strony państwa, jeżeli mamy dalej być konkurencyjni. Nie oddawajmy naszych miejsc pracy Ukraińcom, Bułgarom, Chińczykom.

Dlatego zdecydowany jestem, wcześniej niż planowaliśmy, wprowadzić sprawiedliwy podatek. Jeszcze tego lata skieruję do Sejmu projekt ustawy. Nie liniowy, tylko sprawiedliwy podatek, gdzie każdy płaci 15 proc. od wszystkich swoich dochodów. Nieważne, czy to są pieniądze zarobione rękami, czy z odsetek od kapitału. Bogaci będą płacić aż 15 proc. wszystkiego, co zarobili, a biedni tylko 15 proc.

To pozwoli na wpompowanie miliardów złotych do prywatnych kieszeni. Każdy z państwa wie, jak najlepiej wydać te pieniądze, jak mają pracować na nas i nasze firmy. To zmusi też rządowe agencje i samorządy do lepszego gospodarowania tym, co zostanie w kasie.

Oprócz 700 wcześniej wskazanych firm, do prywatyzacji skierujemy następne. W 2010 roku rozwiązane zostanie Ministerstwo Skarbu. "Skarb" ma być w rękach obywateli, a nie urzędników. Państwo zachowa sobie jedynie prawo głosu przy zmianach cen i transakcji zmieniających układ własnościowy. Będziemy pilnować, czy decyzje nowych właścicieli nie zagrażają bezpieczeństwu państwa.

Kończąc z socjalistycznymi dinozaurami w gospodarce, zlikwidujemy też większość przywilejów emerytalnych dla grup zawodowych i korporacji, które kosztem innych wymusiły sobie nadzwyczajne traktowanie. Nie ma powodu, żeby dawny pracownik SB otrzymywał specjalne dodatki, a emerytowany pracownik naukowy musiał korzystać z pomocy rodziny.

Nie ma powodu, dla którego górnik czy pracownik kolei ma otrzymywać wcześniej emeryturę od marynarza czy kierowcy autobusu. Te oszczędności przeznaczymy na podniesienie najniższych uposażeń emerytalnych, a także wprowadzimy ulgi dla firm tworzących miejsca pracy dla osób po 55. roku życia.

Czas wreszcie wygrać wojnę o nasze zdrowie. W tym celu trzeba wspierać rozwój prywatnej służby zdrowia. Oddamy głos pacjentom. Za każdą złotówkę, którą wydacie państwo w prywatnym sektorze, otrzymacie 80 gr ulgi podatkowej. To nie tylko nagroda za odciążenie budżetu państwa, ale też rynkowy sposób na leczenie służby zdrowia z socjalistycznych schorzeń.

Pieniądze możecie państwo dostać do ręki na koniec roku podatkowego albo będą one wypłacane prywatnym firmom ubezpieczeniowym. O tyle pomniejszone zostaną wydatki państwa na służbę zdrowia. Państwowe instytucje albo będą musiały obejść się 20 gr, albo - co wiem, że szybko nastąpi - zdecydować się na prywatyzację.

Mechanizmy rynkowe muszą również ratować nasze szkoły. Pieniądze z budżetu będą rozdzielane nie mechanicznie na głowę ucznia, ale proporcjonalnie do wyniku egzaminu. W ten sposób najzdolniejsi uczniowie będą przynosić ze sobą do szkół największe pieniądze. Szkoły będą walczyć o "najbogatszych" uczniów, zatrudniając lepszych nauczycieli i oferując warunki godne przyszłych europejskich elit. Egzaminy przestaną być tylko przeszkodą do pokonania, ale będą inwestycją w życie.

Zdaję sobie sprawę z kosztów, ale od przyszłego roku szkolnego, każdy Polak podejmujący studia otrzyma gwarancję państwa na pożyczkę z banku. Nieważne, czy na Harwardzie, czy na krajowej uczelni. Dostań się, a my resztę załatwimy. Państwo gwarantuje pożyczkę na warunkach nieco poniżej rynkowych. To będzie największa inwestycja w edukację w Europie.

Obiecywałem lepszą Polskę. Dostarczę odpowiednie ustawy i regulacje. Koszty społeczne i wyrzeczenia są po państwa stronie, ale to też państwo będziecie właścicielami kraju, który po raz pierwszy od stuleci będzie mógł się mierzyć z najbogatszymi państwami Europy.

Wideo

Komentarze 1

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

d
dexter

Tomek - cóż Ci powiem - muuuuu..... :)

Dodaj ogłoszenie