Dramat na Babiej Górze. Turystka w szortach w ciężkim stanie. "Nie jesteśmy wariatami" - twierdzą organizatorzy górskiego morsowania

Jacek Drost
Jacek Drost

Wideo

Zobacz galerię (9 zdjęć)
GOPR ma pełne ręce roboty. Wczorajsza akcja jest jednak kuriozalna! Do szpitala w Suchej Beskidzkiej trafiła turystka w stanie głębokiej hipotermii i z odmrożonymi wszystkimi kończynami, która w sobotę 16 stycznia zdecydowała się wejść na Babią Górę wraz z innymi „morsami", czyli osobami, które zimą zażywają kąpieli w rzekach i jeziorach, a ostatnio coraz częściej w skąpej odzieży chodzą po górach. W skrajnie trudnych warunkach, przy silnym wietrze i kilkunastostopniowym mrozie kobieta nie dała rady. Przeżyła tylko dzięki pomocy innych turystów i akcji, w którą zaangażowanych było 20 ratowników Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Turystka leżała na szlaku w szortach i biustonoszu

- W sobotę około godziny 13.00 ratownik dyżurny naszej grupy otrzymał zgłoszenie, że w rejonie Gówniaka w masywie Babiej Góry znajduje się pięć osób, które - pomimo skrajnie trudnych warunków pogodowych - postanowiły zdobyć szczyt niemal bez ubioru. To nowa moda polegająca na chodzeniu po górach zimą wyłącznie w butach i szortach, bez bielizny termicznej, długich spodni, swetra czy kurtki - informują ratownicy Górskiego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.

Z relacji turystów wynikało, że w rejonie Gówniaka (szczyt w północno-wschodniej grani masywu Babiej o wysokości 1644 m n.p.m.) odnaleźli leżącą w śniegu skąpo ubraną turystkę, mającą na sobie jedynie spodenki, sportowy biustonosz oraz obuwie, która wraz z pozostałymi „morsami górskimi" tego dnia próbowała zdobyć szczyt Babiej Góry.

ZOBACZCIE ZDJĘCIA

Oświadczenie grupy turystów

- Nie jesteśmy wariatami, a osoba, która trafiła do szpitala nie była z naszej grupy - zapewniają morsy z Dębicy (woj. Podkarpackie), którzy w sobotę niemal nadzy zdobyli szczyt Babiej Góry.

Grupa, która przyznaje się do sobotniego wyjścia nago na Babią Górę to osoby zrzeszone w Studio Treningowym "Spiders" z Dębicy. Przewodził im niejaki Sebastian Pająk. Mężczyzna zamieścił w mediach społecznościowych specjalne oświadczenie.

- Myślę że jako organizator powinienem napisać małe oświadczenie na temat naszego wejścia na Babią Górę - pisze Pająk. - To nie nasza grupa była ściągana przez GOPR w tym dniu. My jesteśmy cali i zdrowi. Jesteśmy przegotowani i zaadoptowani do zimna przez odpowiedni trening, morsujemy od 5 lat potrafimy siedzieć w zimnie wodzie po 30 minut a jeden z uczestników nawet 53min, codziennie bierzemy zimne prysznice oraz spacerujemy na sucho. Jesteśmy też przygotowani kondycyjnie co pokazał wczorajszy czas wejścia 1,5h co przewidywany czas wejścia latem to 2,5h. Znamy swoje organizmy i potrafimy powiedzieć stop co wczoraj część naszej grupy udowodniła ubierając się. Byliśmy wczoraj bardzo dobrze przygotowani, znaliśmy pogodę, kierunek wiatru. Mieliśmy w plecach potrzebną odzież, jedzenie, termosy, ocieplacze chemiczne w razie potrzeby oraz koce termiczne ...na nogach raczki a w rękach kijki.

Mężczyzna opisuje też działania drugiej grupy Morsów, do której jego zdaniem należała poszkodowana kobieta. Jego zdaniem ludzi tych jego ekipa mijała już w drodze powrotnej ze szczytu Babiej Góry. Jego zdaniem widać było, że nie byli oni przygotowani a ich plecaki były bardzo małe co oznaczało, że nie wzięli ze sobą na szczyt odzieży by tam ją ubrać.

Akcja ratownicza GOPR na Babiej Górze

Natychmiast w stronę poszkodowanej udał się zespół dwóch ratowników, którzy w rejonie Izdebczysk prowadzili badania pokrywy śnieżnej (tzw. przekop lawinowy w celu aktualizacji komunikatu o stanie zagrożenia lawinowego).

W tym samym czasie w stronę szczytu przez Przełęcz Bronę wyruszyło czterech ratowników, którzy uczestniczyli w szkoleniu psów ratowniczych Grupy Beskidzkiej GOPR na Markowych Szczawinach. Zabrali ze sobą niezbędny sprzęt ratunkowy, m.in. nosze typu SKED, pakiety grzewcze, śpiwór termiczny. O wyprawie ratunkowej zostali poinformowani ratownicy Sekcji Babiogórskiej, którzy mieli wyruszyć w stronę poszkodowanej od Przełęczy Krowiarki. Jako wsparcie na miejsce udali się także koledzy ratownicy z Grupa Podhalańska GOPR.

Dramat na Babiej Górze. Turystka w szortach w ciężkim stanie...

Akcja ratunkowa przy silnym wietrze i w 20-stopniowym mrozie

- Ratownicy idący z Izdebczysk po blisko 50 minutach jako pierwsi dotarli do poszkodowanej. Kobieta w stanie głębokiej hipotermii, z widocznymi odmrożeniami, przytomna, ale bez logicznego kontaktu, ubrana przez turystów w ich prywatną odzież, została dodatkowo zabezpieczona termicznie wyposażeniem ratowników: rękawiczkami, goglami, czapkami, kurtką puchową oraz techniczną - relacjonują ratownicy GOPR.

Kobieta była w ciężkiej hipotermii. Tzw. głęboka temperatura wynosiła u niej 25 st. C.

Ratownicy w bardzo trudnych warunkach (wiatr 85 km/h, temperatura odczuwalna minus 20 stopni) rozpoczęli sprowadzanie poszkodowanej w głębokim śniegu zapadając się po pas, z pomocą turystów, którzy w pierwszej kolejności zajęli się poszkodowaną i zawiadomili ratowników GOPR.

Sprowadzanie było możliwe, dopóki kobieta była w stanie wspierać się nogami. Gdy stało się to niemożliwe, ratownicy wiedząc że z Przełęczy Krowiarki idzie w ich stronę wsparcie, zdecydowali się okryć kobietę płachtą biwakową, maksymalnie osłaniać od wiatru i poczekać na możliwość szybkiego transportu w pozycji poziomej.

Po około 25 minutach zespoły GOPR Beskidy i Podhale spotkały się. Po zabezpieczeniu poszkodowanej w śpiworze termicznym oraz noszach SKED, ratownicy rozpoczęli szybki transport w kierunku Przełęczy Krowiarki, robiąc niezbędne przerwy tylko i wyłącznie na kontrolę funkcji życiowych kobiety, która znajdowała się w bardzo poważnym stanie.

- Po około 20 minutach kobieta została przekazana Zespołowi Ratownictwa Medycznego, który przetransportował ją na OIOM Szpitala w Suchej Beskidzkiej. Temperatura głęboka jej ciała wynosiła 25,9 stopni Celsjusza. Kobieta przeżyła, znajduje się w szpitalu w ciężkim stanie z odmrożeniami wszystkich kończyn - informują ratownicy.

Dziś już wiadomo, że kobieta odzyskała świadomość. Jej stan jest jednak poważny.

Pracowita sobota dla ratowników GOPR

W trakcie podążania do poszkodowanej w hipotermii, ratownicy odradzali poruszanie się w kierunku szczytu napotkanym turystom. Mimo to, turyści zdecydowali się iść w stronę Babiej Góry.

- Po 30 minutach nie byli w stanie poradzić sobie na trasie, dlatego zdecydowali się wezwać pomoc. Dotarli do nich ratownicy Sekcji Babiogórskiej zadysponowani do poprzedniej wyprawy, którzy bezpiecznie sprowadzili ich na Przełęcz Krowiarki. Grupa nie była jedyną, które tego dnia zbagatelizowała nasze ostrzeżenia - podkreślają goprowcy.

Nie przeocz

W tym samym czasie ratownicy otrzymali informację o kolejnym turyście potrzebującym pomocy, który utknął w rej. ruin schroniska Beskidenverein i w trudnych warunkach nie był w stanie poruszać się dalej.

Ratownicy idący z Przełęczy Brona zostali skierowani w rej. zgłoszenia, odnaleźli mężczyznę i sprowadzili go na Markowe Szczawiny.

Z kolei około godz. 17.00 do dyżurnych dotarło jeszcze jedno zgłoszenie o prawdopodobnym udarze mieszkanki jednego z przysiółków w Zawoi, gdzie dojazd karetki nie był możliwy.

Po dotarciu na miejsce ratownicy potwierdzili podejrzenie udaru z niedowładem prawostronnym. Zbadali parametry życiowe, podali tlen i przetransportowali kobietę w noszach koszowych do miejsca przekazania ZRM.

Zobacz koniecznie

- Przestrzegamy, że w górach panują obecnie bardzo trudne warunki pogodowe - intensywne opady śniegu powodują, że wiele szlaków jest nieprzetartych i wymaga męczącego torowania. Dodatkowo niskie temperatury wymagają posiadania właściwego ubioru oraz dodatkowego wyposażenia. Przestrzegamy, aby cele swoich górskich wypraw dopasowywać do panujących w górach warunków oraz od posiadanych umiejętności, wyposażenia i doświadczenia - apelują ratownicy GOPR.

Musisz to wiedzieć

Bądź na bieżąco i obserwuj

Materiał oryginalny: Dramat na Babiej Górze. Turystka w szortach w ciężkim stanie. "Nie jesteśmy wariatami" - twierdzą organizatorzy górskiego morsowania - Dziennik Zachodni

Komentarze 12

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

G
Gość

Nie jesteśmy wariatami.

No , tak . 50% Polaków myśli , ze drugie 50 % to warici , a to drugie 50 % wyraża taką opinię o tych z pierwszej 50 .

Wnioski ?

Bądź tu mądrym .

G
Gość

Powinny być obowiązkowe badania psychiatryczne przed wejściem na szlak

G
Gnido

"Mózgu nie widać ale jak go nie ma to widać" :)

G
Gość
17 stycznia, 12:16, Gość:

Poszła w góry ale mózgu zapomniała.

Aby przypomniała sobie o mózgu powinna zapłacić za akcję GOPR. Dlaczego podatnicy mają płacić za fanaberie nbezmózgowych.

G
Gość

I to jest wyczyn !

A nie tam jakieś wejście na K2 !!!

Myślę, że Gorzkowska ma tu swój wkład.

Ale to nic. Następna ekspedycja influenserek to Zimowy Podbój Gór w Sandałach i Stringach. To będzie dopiero FEJM !

G
Gość

Oto skutki " róbta, co chceta" - najpierw robi, potem myśli, albo i nie myśli.

Powinna zostać obciążona kosztami takiej akcji

G
Gość

Poszła w góry ale mózgu zapomniała.

G
Gość
17 stycznia, 11:33, Gość:

POlki są mądre i powinne mieć wyłączność na decydowanie o życiu swoich płodów. Ta morskini też!

17 stycznia, 11:46, Erwin:

Czytając Twój wpis zastanawiam się, dlaczego Twoja matka nie podjęła takiej decyzji.

Twoja też

G
Gość

Na Facebooku napisali żeby tak robić , chodzić w samych majtkach po śniegu to poszła ... mózgu brak wystarczy mieć facebook

H
Hyniek
17 stycznia, 11:31, xyz:

Współczuje wszystkim ratownikom akcji ratowania takich idiotów.

'rence opadajom'

To prawda, widać morsowanie może mieć skutki uboczne na mózgu...

E
Erwin
17 stycznia, 11:33, Gość:

POlki są mądre i powinne mieć wyłączność na decydowanie o życiu swoich płodów. Ta morskini też!

Czytając Twój wpis zastanawiam się, dlaczego Twoja matka nie podjęła takiej decyzji.

x
xyz

Współczuje wszystkim ratownikom akcji ratowania takich idiotów.

'rence opadajom'

Dodaj ogłoszenie