Dostęp do broni w USA. Czy powinno się zakazać posiadania broni w Stanach? Ile osób ginie każdego roku w strzelaninach w USA?

Wojciech Rogacin
ASSOCIATED PRESS/FOTOLINK
Dlaczego mimo 30 tys. ofiar strzelanin rocznie Amerykanie nie wyrzekną się prawa do posiadania broni?

Majowa masakra w szkole w teksaskim Santa Fe była już 22 strzelaniną w amerykańskich szkołach w tym roku. Po niewytłumaczalnej śmierci kolejnych dziesięciorga osób, które zginęły z rąk 17-letniego ucznia, w Ameryce na nowo rozgorzała debata na temat ograniczenia dostępu do broni palnej. I jak zwykle skończy się pewnie na dyskusji w mediach. Dlaczego pomimo kolejnych strzelanin na ulicach, w szkołach, w których ginie więcej ludzi niż w zamachach terrorystycznych większość Amerykanów dałoby się pokroić za prawo do posiadania broni?

Próbą zmierzenia się z tym problemem jest książka Dana Bauma „Wolność i spluwa. Podróż przez uzbrojoną Amerykę”, wydana nakładem wydawnictwa Czarne w tzw. Serii Amerykańskiej. Książka tym bardziej interesująca, że nie podsuwa gotowych odpowiedzi, ale zmusza do samodzielnej analizy argumentów, faktów i wyciągnięcia własnych wniosków. Dan Baum uczciwie przedstawia argumenty obu stron sporu. Daje czytelnikowi czas i narzędzia, by samemu zastanowić się, dlaczego istnieje tak wyraźny podział w Ameryce na zwolenników i przeciwników swobodnego dostępu do broni. Dlaczego po każdej kolejnej masakrze sprzedaż broni nie spada, ale rośnie. Dlaczego wielu Amerykanów uważa, że to dostęp do broni sprawia, iż idea równości wszystkich obywateli rzeczywiście nabiera realnych kształtów. „Wolność i spluwa”, to książka, która sprawi, że nad kwestią prawa do broni będą musieli się zastanowić zarówno jego przeciwnicy, jak i zwolennicy. I to głęboko.

CZYTAJ TAKŻE: Organizacje paramilitarne mają otrzymać broń maszynową

Momentami „Wolność i spluwę” czyta się ją jak powieść. To dynamicznie napisana reporterska relacja z podróży po Ameryce. Podróży po miejscach w USA wyjątkowo mocno związanych z bronią. Autor, dojrzały dziennikarz-freelancer, pracujący wcześniej dla przemierza rozległe przestrzenie Ameryki, od wschodniego wybrzeża po Nowy Orlean i Los Angeles. Odwiedza kluby strzeleckie należące do NRA (National Rifle Association - Narodowego Stowarzyszenia Strzeleckiego), potężnej organizacji zrzeszającej miliony sympatyków posiadania broni, większe i mniejsze sklepy z bronią, a nawet muzeum broni w Los Angeles, która była używana w hollywoodzkich filmach od westernów i filmów wojennych po Terminatora, Zabójczą broń, Nietykalnych czy Titanica i najnowszych produkcji. Zapisuje się na kursy strzelania, rozmawia z pasjonatami broni. Wszystko po to, by zrozumieć, czym jest broń dla Amerykanów i dlaczego wielu z nich dałoby się pokroić za obronę drugiej poprawki do konstytucji USA (mówiącej o prawie dostępu do broni).

Obraz, jaki wyłania się z podróży po „uzbrojonej Ameryce” nie jest wcale czarno-biały i książka nie da jednoznacznych odpowiedzi za lub przeciw posiadaniu broni. Gwarantuje to zresztą sama postać autora. Dan Baum, doświadczony dziennikarz nie kryje, że jest sympatykiem Partii Demokratycznej (tradycyjnie opowiadającej się za ograniczeniem lub ściślejszymi regulacjami prawa do posiadania broni), nie ma nic wspólnego z NRA, nie cierpi wielu sloganów wypisywanych i głoszonych przez zwolenników dostępu do broni, a jednocześnie od dziecka sam jest… zapalonym miłośnikiem broni. Strzelnica, kolekcjonowanie ciekawych okazów pistoletów i karabinów, to jego pasja od najmłodszych lat. Na jednym z obozów dziecięcych przekonał się, że nie dorównuje rówieśnikom w sprawności fizycznej i grach zespołowych, przez co stał się pośmiewiskiem, za to bije wszystkich na głowę umiejętnościami strzeleckimi - przez co zyskał szacunek w swoich oczach.

Po każdej kolejnej masakrze przeciwnicy swobodnego dostępu do broni w USA zdają się zyskiwać argument, że ograniczenie dostępu do broni ograniczyłoby również liczbę zabójstw. Tyle że - co podkreśla Baum - statystyki zdają się przeczyć temu argumentowi. W Kalifornii, gdzie panuje surowsze prawo dotyczące uzyskiwania pozwoleń na broń zabójstw z bronią w ręku jest bez porównania więcej niż w Vermoncie, gdzie przepisy są bodaj najłagodniejsze w kraju. Czy to dowód na to, że zaostrzenie przepisów nie zmniejszy przestępczości, czy przeciwnie - że przestępczość wymusiła zaostrzenie przepisów, inaczej zabójstw byłoby jeszcze więcej?

CZYTAJ TAKŻE: Czy Polacy zwariowali na punkcie strzelania? Fakty i mity o posiadaniu broni

Dan Baum zdaje się potwierdzać, że rację mają zwolennicy broni, kiedy przekonują, iż posiadanie broni sprawia, że człowiek staje się bardziej odpowiedzialny. - „Jeden aspekt życia z bronią nadal sprawiał mi radość: rytuały związane z bezpieczeństwem powodowały, że musiałem zwolnić, nie mogłem wypaść z domu równie szybko jak wtedy, gdy brałem ze sobą tylko komórkę i okulary przeciwsłoneczne. (…) Na ulicy byłem czujny, wznosząc się ponad błahe animozje: skromny człowiek równy śmierci” - pisze po tym, jak postanowił sprawdzić samopoczucie osoby mającej pozwolenie na noszenie broni w ukryciu.

W innym miejscu Baum dodaje, że świadomość, iż ma przy sobie broń sprawiała, że był znacznie mniej skory - a wręcz wystrzegał się - wszelkich przypadkowych sprzeczek czy awanturek z napotkanymi osobami. Wiedział, że gdyby taka scysja wymknęła się spod kontroli, mogłaby się zakończyć tragicznie - on, albo przeciwnik mógłby wyciągnąć broń.

W porządku - ale Baum jest racjonalny, odpowiedzialny zapewne i wtedy, kiedy nie nosi broni. Ile razy czytaliśmy doniesienia z Ameryki o strzelaninach na ulicy właśnie z błahego powodu, kłótni, próby drobnej kradzieży? W niektórych miastach - Chicago, Nowym Orleanie - takie wydarzenia są na porządku dziennym. I nikt z uczestniczących w takich strzelaninach nie stał się bardziej odpowiedzialny przez to, że miał przy sobie spluwę. Zwolennicy posiadania broni w USA i na to mają argument, silnie wybrzmiewający w „Wolności i spluwie”. Jeden z rozmówców mówi autorowi książki, że problemem nie jest broń sama w sobie, ale niedostateczny stopień opieki psychologicznej w Ameryce. Broń sama nie strzela. Pozostawiona poza zasięgiem człowieka jest bezwładnym, niezagrażającym nikomu kawałkiem metalu, drewna i plastiku. Dopiero w rękach nieodpowiedzialnych ludzi może się stać narzędziem niosącym śmierć i zniszczenie.

Marsz młodzieży przeciwko przemocy z użyciem broni w USA

US CBS/x-news

POLECAMY:

Ta argumentacja jest dość powszechna w Ameryce. Słychać ją było wyraźnie po ostatnich głośnych masakrach w szkołach w Parkland na Florydzie (14 lutego 2018 r.) i w Santa Fe w Teksasie (18 maja 2018 r.). Wypowiadali się eksperci, którzy wskazywali jako jedną z głównych przyczyn tego typu zdarzeń brak należytej opieki psychologicznej. Innymi słowy - to niedostateczne programy federalne czy stanowe na rzecz pomocy psychologicznej są winne masakrom, a nie sama broń. Z tej argumentacji wypływają zresztą argumenty zwolenników ograniczenia dostępu do broni. Domagają się oni obowiązkowych badań psychologicznych dla osób, które chcą kupić broń. Wydaje się, że na dziś - w świetle drugiej poprawki do konstytucji - to kwestia trudna do przeprowadzenia, ale kto wie?

CZYTAJ TAKŻE: Korwin chce przywrócić karę śmierci i dać Polakom broń [VIDEO]

Zwolennicy ograniczenia prawa dostępu do broni podkreślają, że druga poprawka sama jest nieprecyzyjna i można ją wielorako rozumieć. Autor książki podkreśla, że żadna inna poprawka do amerykańskiej konstytucji nie jest sformułowana równie mętnie ja właśnie ta. I nikt nie ma pojęcia, jaka myśl przyświecała jej autorom. Może również dlatego ta sprawa wciąż budzi takie spory? Podróż Dana Bauma przez uzbrojoną Amerykę doprowadziła go napotkania nawet do opinii, że broń nie jest bronią. Pewien sprzedawca - anglista z wykształcenia - zwraca uwagę na etymologię słowa „broń”. Jak sama nazwa mówi, ma ona służyć obronie.

Paradoks Ameryki polega również na tym, że po każdej strzelaninie sprzedaż broni rośnie. Telewizyjni mentorzy i politycy - przede wszystkim związani z Partią Demokratyczną - biją wówczas na alarm i domagają się ograniczenia dostępu do broni. Efekt jest odwrotny. A wynika to z faktu, że zwolennicy posiadania broni obawiają się, iż władze mogą próbować wprowadzić prawo utrudniające dostęp do broni. Nic tak nie nakręciło obrotów sklepów z bronią, jak zwycięstwo w wyborach prezydenckich Baracka Obamy w 2008 roku. Zwycięstwo demokraty, który opowiadał się za ograniczeniem dostępu do broni sprawiło, że przerażeni taką wizją Amerykanie masowo ruszyli do sklepów z uzbrojeniem. W książce „Wolność i spluwa” pojawiają się zresztą opinie sprzedawców, którzy marzą o kolejnych zapowiedziach władz odnośnie regulacji sprzedaży broni.

Dlaczego kwestia poglądów na dostęp do posiadania broni jest sprawą więcej niż polityczną, a dotyka samego sedna „amerykańskości” mieszkańców USA? Wyjaśnia to Baumowi w „Wolności i spluwie” Biff, właściciel sklepu z bronią gdzieś w Kentucky: - „Dlaczego liberałowie nienawidzą broni?! - wołał. - Nie wierzą w osobista odpowiedzialność, oto dlaczego. Wydaje im się, że o wszystko powinno troszczyć się państwo!” - te wykrzyczane do Dana Bauma słowa doskonale obrazują prawdziwy podział biegnący w poprzek społeczeństwa amerykańskiego. Przeciętny zwolennik posiadania broni w Ameryce będzie jednocześnie przeciwnikiem reformy ubezpieczeń Obamy. Bo ta reforma zbudowana jest też na filozofii, że za każdego musi się martwić państwo. - „Liberałowie myślą, że każdego da się zmienić na lepsze, że każdy może być dobry! (…) Nie zgadzam się! Uważam, że istnieje na tym świecie zło!” - krzyczał dalej Biff do autora „Wolności i spluwy”.

W rzeczy samej zwolennikom posiadania broni chodzi więc o wolność obywatelską i odpowiedzialność. - Wy na lewicy patrzycie na taki problem jak przemoc z użyciem broni palnej i mówicie: „Musimy coś z tym zrobić”. My na prawicy skłaniamy się raczej ku stwierdzeniu: „Jesteśmy ogromnym, skomplikowanym, wielojęzycznym krajem o niezwykle rozwiniętej wolności, więc siłą rzeczy czasami stanie się coś złego” - mówi autorowi „Wolności i spluwy” jeden z rozmówców. I nie przekonuje go argument o 30 tysiącach osób ginących rocznie w Ameryce z broni palnej. To tragedia, podobnie jak tragedią była śmierć tysięcy żołnierzy amerykańskich podczas II wojny. Ale dzięki temu naziści nie opanowali świata. Zatem - wolność ma swoją cenę.

I to jest sedno sporu o prawo do posiadania broni, który przynajmniej dla połowy społeczeństwa jest w rzeczywistości jest sporem o wizję Ameryki, o wolność jednostki i stopień zaufania państwa do obywatela. Dan Baum jest sceptyczny wobec takiej wizji. Sceptyczny wobec zasady, że „dopiero broń czyni ludzi równymi”. Ale też w „Wolności i spluwie” zdaje się ostrzegać, by regulując prawo do posiadania broni nie wylewać dziecka z kąpielą i nie zapominać o tym, co dla wielu Amerykanów jest elementem ich tożsamości.

Marsz młodzieży przeciwko przemocy z użyciem broni w USA

Wideo

Komentarze 2

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

M
Marcin

Amerykanie nie wyrzekają się broni z tego samego powodu, z jakiego europejczycy żyjący w eurokołchozie wciąż jeszcze nie wyrzekają się samochodów mimo tego, że co roku dochodzi do tysięcy wypadków i zdarzają się szaleńcy, który taranują ludzi pędząc po molo w Sopocie.

a
abcd

Lewactwo europejskie nigdy tego nie pojmie.

Dodaj ogłoszenie