Dorn: Klich "skręcił" przetarg na samoloty dla VIP-ów. Jest czarnym bohaterem

RedakcjaZaktualizowano 
O tym, dlaczego Jarosław Kaczyński może wygrać wybory prezydenckie, kto ma rozpacz w sercu i nóż w zębach, dlaczego Tuska wieczorami skręca, gdy słucha Komorowskiego, z Ludwikiem Dornem rozmawiają Anita Werner (TVN 24) i Paweł Siennicki.

"Niepotrzebne bitwy są ostatnią deską ratunku głupców". Kto to powiedział?
Maurycy Saski napisał to w "Mes reveries".

I po co to Panu?
Ale co?

Po co stawia Pan warunki, pod jakimi poprze Kaczyńskiego albo Jurka w wyborach prezydenckich?
Mnie nie interesuje polityka traktowana jako przyklejanie się do kogoś silniejszego. Jasne, mam świadomość słabości mojej pozycji, ale przecież też walczę o zachowanie, może poszerzenie tego marginesu mojej samodzielności politycznej.

Czyli bije się Pan o honor?
Bije się o możliwość wpływu na sprawy Rzeczypospolitej. Tyle.

To jest Pana Westerplatte?
Boże, co to za porównanie. Żaden z moich przeciwników przecież nie jest okupantem.

Każdy ma swoje Westerplatte.

Można powiedzieć, że zostałem wychowany przez Jarosława Kaczyńskiego w szkole Porozumienia Centrum. Choć rozpacz w sercu, to nóż w zębach, miecz w ręku i walczę. Kiedyś tak walczyłem po jednej stronie razem z Kaczyńskim.

Bogdan Klich "skręcił" przetarg na samoloty dla VIP-ów. Jest winny tego, że polska delegacja poleciała do Smoleńska rosyjskim Tu-154. Ponosi polityczną odpowiedzialność za tragedię smoleńską

Pana koledzy, z którymi próbował Pan tworzyć własną partię, dali się ponieść nastrojowi chwili, popierając Kaczyńskiego?
Nie podejrzewam ich o jakiś sekretny układ, że coś im obiecano za likwidację mojego kandydowania.

Nikt ich nie kupił?
Nie. Oni zawsze funkcjonowali w polityce w myśl zasady: do kogo silniejszego teraz można się przykleić. No i znaleźli.

Czuje się Pan zdradzony?
Nie. Najwyżej mogę mieć pretensje do samego siebie, że nie wykazałem się wystarczającą przenikliwością.

Oni mówią, że są takie sytuacje, gdy nie wypada się targować.
Tylko wtedy, gdy mamy zewnętrzną agresję. Wtedy stajemy przy takim rządzie, jaki mamy, i bijemy się. Ja nie traktuję Platformy jak okupanta. Mieliśmy natomiast do czynienia z narodową tragedią. Ale nawet największa tragedia nie znosi reguł życia, a zatem także reguł uprawiania polityki.
Przecież ociera się Pan o groteskę.
Marek Jurek już zareagował.

Świat wstrzymał oddech.
Dość tania kpina. Na czym niby ma polegać groteska? Na tym, że jestem słaby, nawet bardzo słaby i formułuję warunki? Ale one dotyczą Afganistanu, euro. Spraw ważnych nie tyle dla mnie, ile dla Rzeczypospolitej.

Ale mógłby Pan po prostu poprzeć Kaczyńskiego. Wykonać gest.
Nie ma poparcia bez niczego, bez warunków. Załóżmy, że przez znajomych puszczam do pana Kaczyńskiego taką oto informację: szacowny panie prezesie, gotów jestem wystąpić w szklanym pudełku i poprzeć pana. W zamian chcę tylko pańskiej honorowej obietnicy, że PiS mnie wystawi bądź poprze w wyborach do Senatu. To nie byłaby groteska państwa zdaniem?

Ale taka jest polityka.

Nie. Jestem słaby, ale trochę tam znaczę, bo przychodzicie do mnie po wywiad. Nie chcę układu: będę dziamgolił przeciw Komorowskiemu, a ty mi zagwarantuj przedłużenie etatu parlamentarnego. Dla mnie etat parlamentarny jest narzędziem wpływu na sprawy Rzeczypospolitej, a nie narzędziem do jego przedłużenia.

To szkoda Pana.

Żeby było jasne: tego rodzaju targi też są nieodłączną cechą polityki. Ale gdybym sam je uprawiał, to nikt by nie mówił o grotesce, prawda?

Prawda.

Każdy polityk powinien przeczytać wspomnienia kardynała Retza. Opisuje on rozmowę z francuskim arystokratą, którego namawiał do taktycznego kompromisu. Gdy ten odrzucił ofertę, Retz skomentował: tylko mali ludzie nie potrafią się nagiąć. Otóż jestem w stanie się nagiąć, ale nie złamać.

Bogdan Klich "skręcił" przetarg na samoloty dla VIP-ów. Jest winny tego, że polska delegacja poleciała do Smoleńska rosyjskim Tu-154. Ponosi polityczną odpowiedzialność za tragedię smoleńską

Może jednak ważniejsze od warunków poparcia są warunki pańskiego pojednania z Jarosławem Kaczyńskim?
Nie mieszajmy stosunków politycznych z osobistymi. A o kwestiach osobistych nie chcę mówić.

Tylko właśnie dlatego o to pytamy. Na ile Pański uraz do Jarosława Kaczyńskiego decyduje o Pańskich wyborach politycznych?
Uraz oczywiście mam, ale lokuję go w obszarze prywatności. Mam mocne postanowienie, aby po moich doświadczeniach politycznych, osobiste pomijamy, nigdy nie ustawić się w sytuacji całkowitej zależności od Jarosława Kaczyńskiego. Bo to jest stawianie się w roli cytryny, która sama się toczy do fabryki soku z cytrusów. Chcę mieć wpływ na sprawy publiczne. I mam poczucie, że choćby w sprawach obrony narodowej mam wielokrotnie większy wpływ niż bardzo istotne postacie w klubie PiS.

Może już fabryka soków nie działa tak jak dawniej?
Świadczą o tym nie tylko moje losy, ale też losy Ziobry. Okaże się, czy tak nie działa.

Przecież Jarosław Kaczyński jest odmieniony.
Nietaktowne byłoby wchodzić w jego osobowość. Ale w kampanii wyborczej będzie wychodzić, czy to głębsza przemiana polityczna, czy tylko przemiana typu wizerunkowego.
Jarosław Kaczyński ma większe szanse wygrać te wybory niż Lech Kaczyński?
Tak.

Dlaczego?
Tragedia smoleńska dla każdego stanu politycznego, od lewicy do prawicy, stała się odłożoną o 20 lat ofiarą założycielską za niepodległą Polskę. To spowodowało nierozpoznane do końca przesunięcie społecznych płyt tektonicznych, nie tylko w sensie sympatii partyjnych, ale w ogóle pojmowania państwa, związku między państwem a obywatelem we wspólnocie narodowej. Polacy, którzy dotąd byli narodem apaństwowym, w wyniku tragedii smoleńskiej znaleźli związek z państwem. Nie widzę szans, żeby odpowiedź na to znalazł Bronisław Komorowski.

Pan naprawdę wierzy w taką przemianę?

Jeśli ponad 10 proc. Polaków z prawami obywatelskimi mocno zaangażowało się w kampanie wyborczą poprzez złożenie podpisu, to jest to ruch tektoniczny. To jest znacznie głębsze niż to, co się działo po śmierci Ojca Świętego. Wtedy była wspólnota żalu, żałoby, poczucia utraty, ale to nie osiągnęło wymiarów relacji państwowej.

Dla wielu jest to jednak poruszenie na poziomie: Tusku, masz krew na rękach.
Tego typu aktywiści są pod pewnymi względami cenni, ale na nienawiści żadnych wyborów się nie wygra.
Pokażcie mi inne wybory, kiedy cztery miliony Polaków złożyły podpisy?

Adam Michnik też podpisał się pod kandydaturą Kaczyńskiego. To o niczym nie świadczy.
Zdecydujcie się, czy były to podpisy: Tusku, masz krew na rękach, czytelników "Gazety Wyborczej" czy może wiernych fanów "Szkła kontaktowego". Nastąpił taki moment, że ludzie nie traktują polityków jak błaznów tkwiących przy korycie, którzy chcą żyć za nasze. Z przypadku czy nie, ale stało się poczuciem społecznym, że najgłębszy sens polityki to służba Rzeczypospolitej aż do śmierci. I wszyscy mają w tym udział, od lewicy do prawicy. Nastąpiło przywrócenie powagi państwu, godności polityce, wielkie demokratyczne poruszenie.

Wreszcie zaczęło wiać we właściwą stronę, a Ludwika Dorna może nie być w polityce.

Boże drogi, takie są przypadki losu.

Ruchy tektoniczne dokonały się też w Jarosławie Kaczyńskim?
Nie jestem psychologiem od Jarosława Kaczyńskiego.

Kaczyński może wykorzystać to poruszenie i wygrać wybory?
Tak, bo Platforma bardzo mocno odwoływała się do apaństwowej dyspozycji Polaków i nie może znaleźć na to dobrej odpowiedzi.

Kto może ją znaleźć?
Jarosław Kaczyński albo Marek Jurek, choć odpowiedź tego drugiego mało kto usłyszy, bo będzie wygłaszana szeptem, z racji różnicy potencjału sił.

Czyli to Jarosław Kaczyński rozdaje karty?

Ma podstawowe zasoby i potencjał, by wygrać tę bitwę, ale musiałby ją stoczyć w oderwaniu od dotychczasowej praktyki.
Musiałby zmienić samego siebie?
W jakimś sensie tak.

Czy PiS skręca w stronę centrum, choćby przez awans do sztabu Joanny Kluzik-_-Rostkowskiej czy Pawła Poncyljusza?

To gra wizerunkowa. Z całym szacunkiem dla obu tych osób, które bardzo poważam i bardzo cenię, ale treści tu nie widzę. Większą wagę przywiązuję choćby do przesłania Jarosława Kaczyńskiego do Rosjan. Nie wiem, kto to wymyślił, pewnie Paweł Kowal, ale to raczej wskazuje na zachodzącą zmianę.

To przesłanie też potraktowano jak element kampanii wizerunkowej.
Niesłusznie. Sam mogę zaświadczyć, że ani świętej pamięci Lech Kaczyński, ani Jarosław Kaczyński nigdy rusofobami nie byli. To był bardzo mocny przekaz korzystny państwowo. Reakcją PO i antykaczystów była zimna, cyniczna, godna pogardy gra.

Czy w PiS upadli Bielan z Kamińskim?

To są już dywagacje na temat stosunków na dworze, proszę się zwrócić do dworaków.

Ale skoro Paweł Poncyljusz, który wysyłał Jarosława Kaczyńskiego na emeryturę do Sulejówka, został rzecznikiem sztabu, to może prezes się zmienił?

Zbigniew Ziobro był twarzą iluś tam kampanii, po czym został odesłany do nauki języków.

To jest cyniczna zagrywka?

W polityce wizerunkowej stosuje się rożne instrumenty, to jest całkowicie uprawnione. Dlatego nie chcę mówić "cyniczna zagrywka". Ale treści politycznej w tym nie widzę.

Skoro zatrzymany został proces susłoizacji PiS, to jednak może stoi za tym jakaś treść?

Mam do tego stosunek niewiernego Tomasza. Niby są teraz wino i frukty, a potem będą jak zwykle wódka i ogórcy.
Co stanie się teraz z PiS?
Na razie Kaczyński ma dużą szansę te wybory wygrać. Jeżeli natomiast przegra niewielką różnicą głosów, to PiS dalej będzie trwał.

Na kogo Pan zagłosuje w drugiej turze?
Nie jest ważne, na kogo zagłosuję, tylko ważne, z jakim uzasadnieniem. Możliwe są dwa uzasadnienia.

Jakie?
Po pierwsze, jeśli nie dojdzie do umowy politycznej, to pójdę do wyborów, oddam ważny głos, bo chcę zagłosować skutecznie przeciwko Bronisławowi Komorowskiemu.

Dlaczego?

Bo jest to człowiek, który w momencie, kiedy prezydentura Lecha Kaczyńskiego była białą kartą, w dniu wyboru prezydenta zamiast przez zaciśnięte zęby wznieść okrzyk: "Niech żyje najjaśniejsza Rzeczpospolita i jej prezydent", jak dobry obywatel powinien czynić, powiedział: "Szkoda Polski". To jedno zdanie całkowicie go dyskwalifikuje jako obywatela i kandydata na prezydenta.

To co Pan zrobi, jeśli wygra Komorowski?

Zatykając nos i zaciskając zęby, wykrzyknę: "Niech żyje najjaśniejsza Rzeczpospolita i jej prezydent", bo tak trzeba. Ale każdemu trzeba dać szansę, nawet Bronisławowi Komorowskiemu, którego tak nisko poważam w sensie politycznym.

Tusk został z Komorowskim w kropce. Dlatego nie chce wchodzić w kampanię. Zachowuje się jak dobry dowódca w trudnej sytuacji, nie można tu nic wygrać, więc minimalizujmy straty

A Pańskie drugie uzasadnienie za oddaniem głosu na Kaczyńskiego?
Jeśli dojdzie do umowy politycznej, mogę powiedzieć: "Kochani, idźmy do wyborów i zagłosujmy na Jarosława Kaczyńskiego, bo to będzie prezydent, jakiego Rzeczpospolita potrzebuje". Technicznie wychodzi na jedno, ale polityczny sens jest zupełnie inny.

I jakie ma Pan na dziś uzasadnienie?

Dziś jesteśmy przed I turą, w której najpewniej na pana Kaczyńskiego nie zagłosuję.

Komorowski jest mężem stanu?
Żadnego męża stanu w nim nie widzę. Niesłychane wrażenie zrobiło na mnie jego wystąpienie w bazylice Mariackiej: drogi narodzie, oto zdarzyła się dobra okazja, żeby opowiedzieć o mojej wizji stosunków polsko-rosyjskich. Potem był cytat z Baracka Obamy i Aleksandra Hercena.

Irytuje to Pana?
Miałem poczucie głębokiej niestosowności. Bo niezależnie od jego wielkich zasług w latach opozycji w PRL, czego nikt mu nie odbierze, to już w wolnej Polsce Komorowski stracił silny moralny związek z Rzecząpospolitą.
Co to znaczy ?
Nawet jeżeli buldożery historii będą pchały Komorowskiego w stronę wybitności, to on zejdzie im z drogi.

To byłaby prezydentura regresu?

Nie takie rzeczy nasza ojczyzna przeżyła.

Jaka to będzie kampania ?
Bardzo namiętna. "Tylko górale kochają przenajświętszą panienkę jak narzeczoną", a Rzeczpospolitą też trzeba tak kochać. To oznacza namiętność i niekiedy traktowanie się ciupagami. Tylko chciałbym, żeby ta namiętność miała treść, bo wtedy będzie miała się czym żywić. Boję się namiętności płonących w pustce, bo one zżerają wtedy tych, którzy nimi płoną.

Jak silna jest dziś w PiS pokusa wykorzystania w kampanii złych emocji?

Czy ja jestem pisologiem? Nie wiem. Widzę tylko, że pojawiła się dosyć prymitywna taktyka wciskania panu Kaczyńskiemu tego typu insynuacji w brzuch.

Ale przecież to dziś jeden z głównych zarzutów, że PiS gra na emocjach związanych z tą tragedią.
To mówi sojusz środowisk opiniotwórczych, które w latach 2006-2007 zachowywały się, jak się zachowywały, a jest to symbolicznie środowisko "Gazety Wyborczej", "Polityki", a partyjnie - Platformy Obywatelskiej. To czysty fałsz. Oni formułują roszczenie pod adresem pana Kaczyńskiego: zaśpiewaj pan "Polacy, nic się nie stało". Nie chcę wymieniać nazwiska człowieka, który mówił o politycznej nekrofilii, z racji jego zasług dla Polski i tego, że tak wiele dla niej wycierpiał i ryzykował. Można tylko ubolewać, że Pan Bóg poskąpił mu łaski godnej starości.

Akurat to mówił profesor Bartoszewski.
Nie chcę o tym mówić. To jest próba powrotu do tego czasu niepowagi, kiedy liczyła się błazenada. Rozpaczliwa próba przywołania ducha Palikota.

To jest rynsztok?
Przypadki psychopatycznej nienawiści i zimnego cynizmu. Ta strona, nazwijmy ją symbolicznie: PO i "Gazeta Wyborcza", skrywa pod tym bardzo głęboki niepokój i bezradność.

Dlaczego?
Przecież to są inteligentni ludzie i widzą, że nie mają odpowiedzi na to poruszenie. To sięgają po broń, jaką mają pod ręką, czyli wszystkie narzędzia antykaczyzmu wzbogaconego jeszcze o zarzut nekrofilii politycznej.

Donald Tusk też w tym uczestniczy?

Tusk się trzyma bardzo daleko od tego frontu, generalnie stoi z boku.
Nie wchodzi w ten zimny cynizm, taką zapiekłą nienawiść. Ma za to u mnie plus.
Dlatego nie wspiera Komorowskiego w kampanii?
Bardzo cenię premiera Tuska za jego słuch społeczny. Mało kto zauważył, to on był pierwszym politykiem, który mówił o Katyniu jako o micie założycielskim niepodległej Polski już 7 kwietnia.

Czyli Tusk z Komorowskim został w teraz w kropce?
Tak. Dlatego nie chce wchodzić w kampanię, bo cokolwiek się stanie, będzie źle. Zachowuje się jak dobry dowódca czy dobry polityk w trudnej sytuacji. Nie można tu nic wygrać, w związku z tym minimalizujmy straty.

To premier musi się zżymać, kiedy Komorowski mówi: "Mam charyzmę, bo tak powiedział mi generał Jaruzelski".

Na moją znajomość osoby premiera to musi go wewnętrznie skręcać.

Myśli sobie wieczorami, co ten Bronek wyprawia?
Ale co ma robić Tusk? Interweniować? Bez sensu. Dlatego chce to przetrzymać.

Ale wali się też jego misternie utkany plan polityczny, że będzie pierwszym premierem wolnej Polski przez dwie kadencje.

Tusk dobrze wie, że polityka to sfera nieprzewidywalności. Czasem ktoś tonie przy samym brzegu. Trzeba czytać Machiavellego, przecież on głównie pisze o fortunie, przypadku.

Co stanie się teraz z wykształciuchami?
Myślę, że pojawi się w nich aspiracja do zostania polską inteligencją.

Z poczwarki staniemy się motylami?
Mamy szansę. Z wykształciucha może powstać polski inteligent, a z kibola polityki - obywatel.

Czy kategoria odpowiedzialności politycznej ma zastosowanie w przypadku tragedii smoleńskiej?
Tak. Ponosi ją na pewno szef MON Bogdan Klich. Z wielu powodów.

To Klich jest czarnym bohaterem?

Tak. Najważniejsze osoby w państwie mogłyby latać nowymi samolotami, gdyby on nie skręcił tego przetargu.

Co to znaczy: skręcił?
Założenia do przetargu na samoloty VIP-_-owskie zostały przygotowywane jeszcze za czasów Sikorskiego. Ale gdy szefem MON został Aleksander Szczygło, zorientował się, że specyfikacja jest ustawiona pod konkretny typ samolotów. Pod embraery, tylko ten samolot mógł wygrać.
Kto to ustawił ten przetarg?
Nie powiem po nazwisku. Ale sam Szczygło powiedział mi: "Te takie, owakie ustawiły przetarg pod embraery". On zlecił przygotowanie nowej specyfikacji przetargowej, która w lutym 2008 r. wylądowała na biurku ministra Klicha. A on tego nigdy nie podpisał.

To były warunki do przeprowadzenia uczciwego przetargu?
Tak. Klich zaczął kombinować i pojawiły się jego wypowiedzi o pilnej potrzebie zakupienia samolotu w trybie bezprzetargowym. I to znów był powrót do embraera.

To Bogdan Klich jest winny tego, że polska delegacja poleciała do Smoleńska rosyjskim Tu-154?

Tak. Gdyby nie jego decyzje, prezydent, generałowie, najważniejsze osoby w państwie poleciałyby dwoma, trzema samolotami kupionymi w uczciwym przetargu.

Przecież to czysta demagogia. Zaraz podniosłyby się głosy, że Polski nie stać na taką rozrzutność. Taka była wtedy rzeczywistość.
A nieprawda, po licznych awariach tutek klimat w opinii publicznej się zmienił. Ponadto pod koniec 2008 r. zaczyna się kryzys finansowy. Co robią firmy produkujące samoloty? Wpadają w panikę, że redukowane są zamówienia na samoloty. Nie wymienię nazwy, bo nie chcę występować w roli lobbysty, ale znam odpowiedź od jednej z firm. Piszą: "Kupujcie, z miejsca dostarczymy samoloty, zapewnimy finansowanie, zapłacicie, kiedy będziecie mogli".

Premier Tusk, nie wyciągając wniosków wobec ministra Klicha, przejmuje część odpowiedzialności politycznej?
W jakimś sensie tak, bo w tym całym zadziwiającym korowodzie dotyczącym samolotów dla VIP-ów w takim samym stopniu jak minister Klich siedział szef jego kancelarii Tomasz Arabski. A premier o tym wiedział, bo sam go ostrzegłem o tym w maju 2009 r.

Kontaktował się Pan z Jarosławem Kaczyńskim już po tragedii?
Złożyłem mu w Sejmie kondolencje. Odstałem swoje w kolejce, uścisnąłem rękę, powiedziałem: "Moje najszczersze kondolencje, panie prezesie". I tyle.

Pisze Pan jakieś nowe bajki?
Nie. Kończę niedługo 56 lat. A mam dwuletnią, szalenie ekspansywną córeczkę, wiec jak wracam do domu, to nie ma mowy o pisaniu.

polecane: FLESZ: Umacnia się rynek pracownika. Oto zawody najbardziej pożądane.

Wideo

Materiał oryginalny: Dorn: Klich "skręcił" przetarg na samoloty dla VIP-ów. Jest czarnym bohaterem - Polska Times

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 26

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
BURA SUKA

Z pisu to Dornowi zostalo upodobanie to lgarstwa w zywe oczy

zgłoś
k
konserwa1

O co najbardziej obrażamy się o prawdę. Stąd tak wiele negatywnych opinii. Albo opinii o on jest głupi bo ma drugą żonę, albo pisze bajki. Ciekawe dlaczego tak wścieka się opinia związana z tzw "salonem". Czyżby koniec był bliski???

zgłoś
H
Hawthorne

A może jest tak jak w przysłowiu ukraińskim:Złotym piórem pisał a gównem przypieczętował

zgłoś
z
zdzich

boże ten głupi dorn znowu pierdolnął się w łeb z dnia na dzień głupszy klich jesteś psychiatrą pomóż mu choć troszeczkę będę ci wdzięczny.

zgłoś
H
Hamilton

Tak na marginesie. Co za debilni dziennikarze prowadzą ten i podobne wywiady dla tego dziennika!?

zgłoś
r
rękopisy nie płoną

Prosta sprawa - sprawdzić dokumenty

zgłoś
S
Stann

W polsce jest tak wjelu ludzi uczonych o dużej wiedzy i wrażliwości społecznej,dlaczego niema z nimi wywjadów.Media ze swoją sklerozą ,raczą nas wywiadami z osobami zeszmaconymi,przegranymi,których z reguły negatywne osiągnięcia są rodakom dobrze znane,a ich myslenia jest poniżej przeciętnego

zgłoś
A
Alutka

Żółć się z niego wylewa

zgłoś
F
Fankan

Chętnie przeczytałbym u Państwa - nawet o szansach wyborczych - wypowiedź profesorów Szackiego, Rycharda, panią profesor Bobińską lub jej zastępcę, panią profesor Grabowską... Profesora Orłowskiego - tak! Ale nie zdeklasowanych polityków, ambicjonerów i frustratów w rodzaju panów Dorna czy Nałęcza, nie mówiąc o tym pisowskim eurojadzie > tym politologu o świńskich oczkach...
Ludzie Was zaczną cenić, jeśli sami będziecie się cenili.
Powodzenia!

zgłoś
m
marek z białegostoku

Na tym polega dramat.

zgłoś
g
gekon

który ziejąc nienawiścią jednocześnie ją piętnuje.

zgłoś
O
Obiektywny

panie Dorn, jak byłeś ministrem to nie zrobiłeś nic. Zero osiągnięć. A teraz jesteś taki mądry? Wydorniasz się nieustannie!

zgłoś
J
Jan879

Na miejscu min. Klicha natychmiast podałbym tego bufona do sądu za te słowa niech tam udowadnia swoje racje. Pamiętamy go jako ministra spraw wewnętrznych. Niech się pochwali jakież to sprawy uregulował i załatwił. Wieczny krytykant i agresywny typ.

zgłoś
j
jj

Co to za p.o.prezydent co szuka informacji na temat Rady w tej encyklopedii. Kazali mu powolac, ale co to za perunstwo? Normalny obciach.

zgłoś
i
icek

Widać,że pan Dorn dość skutecznie wymiksował się z polityki.Z czego on będzie żył gdy Kaczyński nie wystawi go na listach. Przecież ten człowiek nigdy w zyciu uczciwie nie pracował. Na głowie ma żony i kilkoro dzieci. Sytuacja pana Dorna jest klinicznym przykładem zarozumialstwa , pychy i zagubienia emocjonalno-politycznego, pamiętam zachowania tego pana po wypadku śmiertelnym policjantów pod Siedlcami w sumie jest to wszystko bardzo złe, oczywiście dla Rzeczpospolitej.

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3