Donatan i Cleo na Eurowizji: "My Słowianie" to seksualny raj dla znudzonego świata [VIDEO]

Lucjan Strzyga
Obecność na Eurowizji obśmiewanej przez wszystkich piosenki Donatana "My Słowianie" może się okazać naszym największym międzynarodowym sukcesem muzycznym od lat.

Od listopada zeszłego roku, kiedy "My Słowianie" rozpoczęli swoją muzyczną wędrówkę, ich twórcy - Witoldowi Donatanowi Czamarze dostało się właściwie od wszystkich. Suchej nitki nie zostawili na nim prawicowcy, postępowcy i esteci. Swoje trzy grosze oburzenia dorzuciły feministki, które w teledysku dopatrzyły się grzechów patriarchalizmu i seksizmu. A gdy w lutym potwierdzono, że piosenka będzie reprezentować Polskę na tegorocznej Eurowizji, emocje sięgnęły zenitu. Okazało się, że kilkuminutowy żart w hip-hopowym stylu może bardziej rozpalić emocje Polaków niż wyjątkowo nudna kampania wyborcza do europarlamentu.

Co jest w tej piosence, że burzy krew i nie pozwala spać po nocach? Co sprawia, że tylko na YouTube wyświetliło go dotąd prawie 50 mln ludzi, sytuując go na drugim miejscu po discopolowym hicie "Ona tańczy dla mnie"? Pomijając skandalizującą famę, to, co zawsze stanowi o popkulturowym sukcesie - seks. "My słowianie" to wyśpiewana rytmicznie wizja erotycznego raju dla każdego, uzupełniona marzeniem o rustykalnej gastronomii w postaci swojskiego masła i chleba własnego wyrobu.

Przywiązywanie zbyt wielkiej wagi do tego, co wyśpiewuje piosenkarka Cleo, nie ma żadnego sensu. Znacznie ważniejsze od słów jest to, co widać na teledysku. A widać przede wszystkim obficie obdarzone przez naturę dziewczęta, reklamujące się jako najwyższej jakości erotyczny towar. Kręcące biodrami, wypinające biusty, wywracające oczyma na myśl o przyszłych uciechach. Scenariusz klipu opracował osobiście Donatan, a wyreżyserował Piotr Smoleński. Nakręcono go w Muzeum Rolnictwa w Ciechanowcu, a w sesji wzięły udział dziewczyny z Zespołu Pieśni i Tańca Uniwersytetu Warszawskiego. Co dowodzi, tak na marginesie, że szefowie Zespołu mają dobry gust.

Można powiedzieć - pikantna muzyczna prowokacja, ale można doszukać się tu również ukrytych znaczeń. Niektórzy gorliwi poszukiwacze z kręgów tradycyjnego chrześcijaństwa doszukali się w "My Słowianie" satanistycznych kopyt i woni siarki (najponętniejsza z dziewczyn ukrywa się pod pseudonimem Astaroth, co jest okultystycznym imieniem jednego z demonów), a strażnicy patriotycznych cnót z "Gazety Polskiej" macek rosyjskiej razwiedki (Donatan ma matkę Rosjankę). Wiadomość, że piosenka pojedzie na Eurowizję zmobilizowała też wyznawców seksualnych standardów spod znaku gender, dla których pokazanie jej światu jest "powrotem do średniowiecza", a dla tych bardziej oczytanych w publicystyce Boya, do czasów "piekła kobiet".

Klasycy PR doskonale znają zasadę, że nic tak nie służy reklamie, jak mała awanturka. Wie o tym także Donatan, który opowiada o swojej fascynacji pogaństwem, wyzłośliwia się na katolicyzm i jego hierarchię i roztacza wizję powszechnej szczęśliwości za sprawą rozpasanego seksu, palenia narkotycznych ziół i powrotu do natury. Ukuł nawet nazwę swojego światopoglądu - uważa się za rodzimowiercę, któremu droższa jest cykliczność pór roku niż "polityczno-etyczna opresywność" chrześcijańskiej kultury.
Trudno traktować te quasi-religijne wywody poważnie, ale trudno też nie zauważyć, że seksowne dziewczyny z "My Słowianie" robią na Polakach wrażenie. Zwłaszcza, rzecz jasna, na panach, którzy czują autentyczną dumę z faktu, że Polska ma do zaoferowania reszcie świata najładniejsze, bezpruderyjne panny i czystą ekologicznie żywność. Donatan powiedziałby zapewne, że to prasłowiański resentyment, nam wystarczy zwykła staropolska gościnność, którą "My Słowianie" reprezentują na Eurowizji.

A wbrew sceptykom, którzy wieszczą piosence klapę, pasuje ona doskonale do różnobarwnego targowiska, jakim jest Eurowizja. Poszczególne państwa wysyłają tam nie ambitną muzykę, lecz skandalizujących ekscentryków, którym głównym zadaniem jest "wpaść w oko" głosującym telewidzom. Konia z rzędem temu, kto dopatrzy się w konkursie autentycznych artystów - impreza od lat przypomina promocyjny wyścig państw, w którym - jak twierdzą złośliwcy - główną rolę odgrywają nie talent i oryginalność, ale działy promocji poszczególnych ministerstw spraw zagranicznych.

Trudno podejrzewać, żeby Donatan miał jakiekolwiek związki z polskim MSZ, ale jego "My Słowianie" pasują do Eurowizji doskonale. Ostatecznie konkurs ma być w założeniu rozrywką, a trudno znaleźć kogoś, kogo nie rozbawią ładne dziewczęta przy maselnicach, nalewaniu mleka i pieczeniu chleba. Prócz oczywiście obsesyjnych tropicieli seksizmu. Oto podczas konferencji prasowej polskiej ekipy na Eurowizję szwedzki dziennikarz zarzucił piosence promowanie nierówności płci. Pal licho Szweda ponuraka - dziennikarze brytyjskiego "Daily Star" z całej piosenki wywnioskowali jedynie to, że promuje ona ekologiczny wypiek chleba. Ale to i tak dobrze: w utworze austriackim dzielni żurnaliści znaleźli elementy queer, w szwajcarskiej pochwałę kanibalizmu, a we francuskiej wąsów.

Wziąwszy pod uwagę, że na Eurowizji nie szło nam dotąd najlepiej, Donatan i jego przebój może mile połechtać nasze samopoczucie. Od czasów, gdy efemeryczna Edyta Górniak śpiewała w 1994 r. "To nie ja", polscy reprezentanci w tym konkursie przysparzali nas o ból głowy. Justyna Steczkowska i jej 18. miejsce (1995), smętna jak obniżka pensji Kasia Kowalska (1996), chorobliwie uduchowiony Piasek (2001) czy makabryczni Ich Troje (2003) raczej nie należą do panteonu naszej muzycznej chwały. Może Donatan, poganin i piewca promiskuityzmu, przyniesie nam choć trochę radości?

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 3

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

R
Rudi Rüssel

"Może Donatan, [...] przyniesie nam choć trochę radości?"...
A Pan autor to z metra czy na kilogramy? Nam?
Nam jak nam - ale po tym calym Pana tekscie, trudno naprawde uwierzyc, ze chcialby sie Pan zaliczac do grona ludzi, ktorym naprawde ten song moglby sprawic wielka niespodzianke i przynosic radosc... Jak mozna tak myslec po wyprodukowaniu takiego pamfletu - ktorego jedynym zadaniem bylo (oprocz zgarniecia od redakcji literowki) - zdemaskowanie, ośmieszenie i poniżenie - nie tylko tego songu, Donatana i w ogole calego pomyslu - ale i calego European Song Contestu wraz z innymi wykonawcami!
I Pan tu chce sie radowac? A nad czym? No chybe ze ta Panska radosc, przejawia sie pojsciem do piwnicy - i tam, gdy nikt juz nie moze Pana zobaczyc - odstawia Pan rowniez jakies dziwne - oby czasami nie wzieto ich za poganskie - dzikie tance radosci wokol zarowki... Tzw. loty cmy... No co? Ludzie roznie potrafia sie cieszyc... a, nie? ;D

R
Rudi Rüssel

LOOL!... wszyscy sie czegos potrochu dopatrzyli - a za to pan Lucjan jak jastrzab - od razu wszystkiego... O co w ogole chodzi w tym tekscie?

m
mistletoe

rdował, poszperał w internecie, ale zapomniał o spektakularnym fakcie, który to miał miejsce daaaaawno temu w latach siedemdziesiątych.
Zespół ABBA, mówi to panu coś?

Dodaj ogłoszenie