Donald Tusk mówi konserwatystom "sprawdzam" i... szykuje się do pacyfikacji

Dorota Kowalska
Donald Tusk
Donald Tusk FOT.BARTEK SYTA/Polskapresse
Starcie między liberałami a konserwatystami w Jachrance było zaplanowane, premier musiał ocenić siłę, która tkwi w konserwatystach. Wie, że przed wyborami musi ich spacyfikować - pisze Dorota Kowalska.

O tym, że w każdej partii politycznej są frakcje, podfrakcje, grupy wspierające się i te prowadzące ze sobą wojny podjazdowe, wiadomo właściwie od zawsze. W Platformie Obywatelskiej mówiło się o ludziach Grzegorza Schetyny, tych Cezarego Grabarczyka i oczywiście najbardziej zaufanych premiera Donalda Tuska. Ostatnio jednak najbardziej widoczny, przynajmniej dla osób z zewnątrz, jest podział na liberałów i konserwatystów. Ci drudzy skupili się wokół Jarosława Gowina, ministra sprawiedliwości, który nigdy swoich poglądów nie ukrywał, a z racji pełnionej funkcji i ambicji niejako automatycznie wyrósł na lidera. Liberałowie skupiają się z kolei wokół Małgorzaty Kidawy--Błońskiej, byłej rzecznik Bronisława Komorowskiego w czasie prowadzenia przez niego kampanii wyborczej. Ale jeśli kilka tygodni temu ten podział był tylko teoretyczny, to 10 lipca stał się namacalny. Wszystko z powodu projektu ustawy o in vitro, a właściwie dwóch projektów, bo jeden z nich przygotował wspomniany już wyżej Jarosław Gowin, drugi nie kto inny jak posłanka Małgorzata Kidawa-Błońska.

Kidawa-Błońska w swoim projekcie chce dać dostęp do in vitro nie tylko małżeństwom, ale też parom i samotnym matkom (wszyscy będą musieli wykazać, że podjęli wcześniej leczenie w związku z niepłodnością). Proponuje, aby zarodki można było mrozić, ale nie niszczyć. Projekt zakazuje selekcji zarodków i handlu nimi. W jej projekcie nie ma mowy o refundacji in vitro z budżetu państwa. Z kolei minister sprawiedliwości Jarosław Gowin proponuje, aby in vitro było dostępne tylko dla małżeństw, jego projekt nie przewiduje mrożenia zarodków (Gowin proponował, by można było wytwarzać ich maksymalnie dwa, ale pod warunkiem że oba miałyby być implantowane).

Dwa projekty, dwa punkty widzenia, bo w kluczowych kwestiach, co zauważy każdy, te dokumenty diametralnie się od siebie różnią. 10 lipca w Jachrance posłowie Platformy mieli uzgodnić, który z dwóch projektów będzie tym klubowym, ale do porozumienia nie doszło. Za to szef klubu Platformy Rafał Grupiński informował, że prezydium klubu zdecydowało o powołaniu zespołu ds. opracowania jednego, wspólnego projektu, w skład zespołu weszli Elżbieta Radziszewska, Mirosław Pluta, Beata Małecka-Libera, Elżbieta Achinger, Jarosław Katulski oraz Grzegorz Sztolcman.

Czas pracy tej grupy jest konkretnie wyznaczony: koniec sierpnia. Pytanie tylko, jak pogodzić ze sobą te dwa zupełnie różne dokumenty. - Mamy kilkoro posłów bardzo radykalnych w swoich poglądach, także w skrzydle konserwatywnym. Myślę że w stu procentach kompromis nie będzie możliwy, chodzi o to, żeby jak największa część klubu była przekonana, że projekt w sprawie in vitro będzie dobry i że są w stanie zaakceptować te najtrudniejsze z punktu widzenia światopoglądowego zapisy - wyjaśnił Grupiński. Bo wszyscy nasi rozmówcy nie mają wątpliwości: nie dla wszystkich ten kompromis będzie satysfakcjonujący. Ale w Jachrance doszło do czegoś jeszcze: otwartego starcia między liberałami a konserwatystami, które, jak twierdzi wielu naszych rozmówców, zostało skrupulatnie zaplanowane. Przez kogo? Po kolei: "Newsweek" zdobył nagrania z wyjazdowego posiedzenia klubu parlamentarnego Platformy Obywatelskiej, możemy więc prześledzić przebieg dyskusji wokół ustawy o in vitro, ale nie tylko wokół niej. Donald Tusk pytał więc swoich posłów: "Czy umielibyśmy powiedzieć, co nas łączy oprócz władzy? Skoro nie łączy nas pogląd na in vitro, przemoc w rodzinie, związki partnerskie, finansowanie Kościoła, aborcję? Nie chce mi się już nawet dalej wymieniać…".

Bo na zamrażanie zarodków nie godzą się konserwatyści. - Rozumiem, że pan premier akceptuje, że w mojej grupie są tacy, którzy są przeciwnikami podpisania konwencji. Rozumiem też, że będziemy zbierać podpisy pod jednym i pod drugim projektem - mówił minister sprawiedliwości.
Te słowa spotkały się z ostrą reakcją Stefana Niesiołowskiego, który stanowczo przestrzegał przed takim rozwiązaniem. - Jeśli wyjdziemy z dwoma wewnętrznie sprzecznymi projektami w sprawie in vitro, a tak zrozumiałem propozycje pana Gowina, to oznacza, że część naszych posłów będzie szukała poparcia w PiS i przegłosuje drugą część PO. To jest katastrofa polityczna, przestrzegam przed tym - apelował były wicemarszałek Sejmu.

W dyskusję włączył się też poseł Godson, który postawił polityczne ultimatum: jeśli w czasie głosowania nad ustawą o in vitro obowiązywać będzie dyscyplina partyjna, odchodzi z PO. Oświadczenie Godsona zostało przyjęte oklaskami przez grupę konserwatywnych polityków partii. Nikt jednak nie wystąpił, by Godsona poprzeć, więc chwilę potem poseł Godson opuścił salę.

Donald Tusk zdawał się obserwować, ale, kiedy trzeba, reagował twardo. Przestrzegał Gowina przed "utratą sensu bycia w Platformie", ktoś z sali krzyknął nawet, że Gowina może spotkać "tragiczny" scenariusz. Ale też na konflikcie światopoglądowym w Platformie od dawna próbuje korzystać PiS, który całkiem otwarcie kokietuje ministra sprawiedliwości. "Przygotowany przez pana ministra projekt ustawy dotyczącej metody in vitro jest w wielu punktach zgodny z propozycjami PiS" - napisał do Jarosława Gowina szef klubu PiS Mariusz Błaszczak. Jarosław Kaczyński wyszedł z propozycją okrągłego stołu w sprawie in vitro, przy którym miałyby być omawiane dwa projekty: ich i właśnie Gowina. Wielu polityków Platformy nie kryje irytacji, bo, ich zdaniem, Gowin zbyt słabo odcina się od PiS, stąd słowa premiera o "utracie sensu bycia w Platformie" skierowane pod adresem partyjnego kolegi. Dlaczego cała akcja rozegrała się właśnie teraz? Jakie ma znaczenie polityczne?
- Tusk świadomie wywołał dyskusję, akcja była zaplanowana. Zachował się standardowo, chciał sprawdzić, jak duży jest problem z konserwatystami - uważa Paweł Piskorski, szef Stronnictwa Demokratycznego, kiedyś w PO.

Taką opinię zdają się potwierdzać sami konserwatyści. - To liberałowie dążyli do starcia i próby sił, myśmy nie wychodzili z in vitro. Widać, że zaplanowali tę akcję - ocenia jeden z polityków Platformy, wchodzący w skład frakcji Gowina.
Małgorzata Kidawa-Błońska żadnej prowokacji nie dostrzega, po prostu problem in vitro trzeba rozwiązać i tyle, a co do sytuacji w Jachrance. - Premier na pewno ma świadomość, że konserwatyści nie są silną grupą w PO. Na pewno też chciał zobaczyć, jak się poszczególni ludzie zachowują, bo to bardzo duży klub - tłumaczy Kidawa-Błońska.

Silną, nie silną - od kilku dni trwają spekulacje, ilu posłów liczy frakcja konserwatystów, bo jedni mówią sześciu, inni sześćdziesięciu. - I jedni, i drudzy mają rację. Bo jeśli zapytać, czy posłowie PO chcieliby, aby ustawa in vitro była zgodna z naukami Kościoła, to sześćdziesięciu powie: "tak", ale jeśli zapytać, kto w związku z dyscypliną przy głosowaniu odejdzie z PO, zgłosi się sześciu - twierdzi Paweł Piskorski. Jego zdaniem Donald Tusk osiągnął już trzy cele: zatrzymał spadek notowań Platformy, nie dopuścił do rozpadu większości i do przejść posłów PO do Ruchu Palikota, wreszcie uniemożliwił powstanie wspólnego bloku na lewo od Platformy. Pozostaje więc oczywiste pytanie, co będzie po przyszłych wyborach parlamentarnych. - Tusk zdaje sobie sprawę, że koalicja PO-PSL już nie wystarczy, że trzeba będzie zaprosić do współpracy kogoś trzeciego, z lewicy. Co wtedy powiedzą konserwatyści? - tłumaczy Paweł Piskorski.

Niektórzy twierdzą, że Gowin mógłby wejść ze swoją grupą w układ z PiS, inni, że wzmocniłby pozycję tego "czwartego", obok trzech koalicjantów.
Z tą teorią zgadza się wielu polityków Platformy. - Premier musiał określić niebezpieczeństwo i pogrozić palcem. Gowin mógłby się napędzać, wzmacniać swoją grupę i pozycję, a do tego Tusk nie może dopuścić. Ma dwa wyjścia, albo spacyfikować to towarzystwo, albo skreślić z list w przyszłych wyborach parlamentarnych - tłumaczy nam jeden z polityków PO.

Jak mówi nasz rozmówca, nie wszyscy konserwatyści są groźni, bo Hanna Gronkiewicz--Waltz czy minister finansów Jacek Rostowski, jasno deklarujący swoje poglądy, nie wystąpią jednak przeciwko Tuskowi, więc to niebezpieczeństwo może być dużo mniejsze, niż mogłoby się wydawać. Nie można jednak lekceważyć Jarosława Gowina. - To bardzo ambitny polityk, gra w pojedynkę - przyznaje Małgorzata Kidawa-Błońska.

W sejmowych kuluarach mówi się, że Gowin rozmawia z politykami PJN, że szuka sprzymierzeńców, choć wie, że PJN jest politycznym trupem. - On chce być powszechnie postrzegany jako najbardziej perspektywiczna osoba na prawicy - zauważa Piskorski. Michał Kamiński podczas ostatniej naszej rozmowy rzeczywiście wypowiadał się o ministrze Gowinie w samych superlatywach. "Gowin - jak każdy wiarygodny polityk prawicowy - jest groźny dla Kaczyńskiego, bo pokazuje wyborcom prawicowym, że można normalnie uprawiać politykę prawicową, nie robić jej na poziomie festynu, oskarżeń, politycznego folkloru, czyli sposobu, jaki prezentuje dzisiaj Kaczyński. Gowin jest gigantycznym zagrożeniem dla Kaczyńskiego, bo chce prowadzić inną politykę: skuteczną, wiarygodną, uczciwą. Politykę prawicową, która nie ośmiesza prawicy" - mówił mi eurodeputowany dokładnie tydzień temu.

Co niektórzy uważają, że to właśnie Gowin będzie podczas układania list w najbliższych wyborach rzecznikiem ludzi z PJN, będzie chciał, aby ich przygarnąć, wiadomo przecież, że poglądy polityków z Polska Jest Najważniejsza są bliższe jego frakcji niż liberałom, więc siłą rzeczy umocniłby swoją grupę.

A gdzie w tym wszystkim Grzegorz Schetyna? Kojarzony z konserwatystami trzyma dzisiaj stronę premiera, ale - jak mówią w Sejmie - siedzi głęboko w bunkrze. Wie, że dopóki trwa śledztwo w sprawie korupcji przy przetargach na sprzęt i usługi teleinformatyczne w MSWiA, któremu kiedyś szefował, lepiej się nie wychylać i czekać na lepsze czasy.

Jachranka dała więc premierowi odpowiedź na pytania, które sobie zadawał. Zdaniem Pawła Piskorskiego, jeśli nie wydarzy się nic, co mocno zatrzęsłoby sceną polityczną, Tusk przed wyborami spacyfikuje konserwatystów. Małgorzata Kidawa-Błońska mówi tak: "Ludzie w Platformie mają poczucie więzi. I mało jest wśród nas osób, dla których własne ambicje są ważniejsze niż interesy partii".

Wideo

Komentarze 20

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

O
OcarO
A zatem, de facto czyjeś spotkania towarzysko-partyjne, notabene chyba na rachunek budżetu! Jednak już każdego interesuje to, co ma jutro włożyć do garnka. Nie znam się na wykładni prawa. Jednak w demokracjach europejskich jest tak, co widać gołym okiem, że każdy państwowy funkcjonariusz ma tylko jeden określony cel własny. Natomiast tym celem określonym prawnie jest obowiązek służby wobec państwa. Owszem, są również i prerogatywy. Ale oba cele takich osób ewoluują tylko w kierunku dbałości o państwo i naród. Czyli dosłownie; w tych demokracjach każdy interes stricto własny i partyjny rzadko wchodzi rachubę. Podatnicy za to nie płacą!

Ale czy jest dokładnie tak na naszym podwórku? A szczególnie kiedy się spojrzy na takie aspekty, jak; korelację zadłużenia fin. publicznych w stosunku do wysokości dochodu państwa... stan bezrobocia... stan exodusu młodych ludzi... stan ilości narodzin... stan budownictwa społecznego... stan usług w zakresie opieki nad starszymi i niedołężnymi... jakość edukacji... stan ilości afer i korupcji, itp...
W
Winiary
Przekaz dnia nr 2012 / 07 / 20 - 001

Dzisiejszy przekaz dnia:

Z przykrością muszę stwierdzić, że coraz więcej dziennikarzy zaczyna się wymykać spod naszej kontroli, co bardzo utrudnia nam pracę nad urabianiem opinii publicznej za pomocą głównych mediów. Staramy się w tej sprawie coś robić. Na szczęście niewielu ludzi jak na razie szuka informacji w internecie. W tej sprawie też coś robimy, ale jak widzicie, nie jest łatwo, bo przedwcześnie sypnęło się z projektem ACTA.

Aby odwrócić uwagę od spraw dla nas istotnych (drastyczne podwyżki cen energii oraz prywatyzacja tego, co jeszcze zostało w gestii państwa) nasze media będą od czasu do czasu rzucać tematy zastępcze (skandale wśród duchowieństwa itp).

Na szczęście w trudnych chwilach możemy zawsze liczyć na nasze zaprzyjaźnione redakcje w Niemczech, Francji i we Włoszech. Polakom zawsze imponuje to, że rząd polski zbiera pochwały za granicą oraz to, że Donald Tusk dostaje nagrody i różne medale w Niemczech.

Niestety prawdziwe sondaże pokazują, że coraz mniej ludzi chce na nas głosować (15,8 %) oraz, że rośnie liczba niezdecydowanych, którzy rozważają głosowanie na PiS.

Platforma tonie, ponieważ nasz elektorat zaczyna się orientować, że myśmy ich z tą zieloną wyspą oszukali. W tej krytycznej sytuacji trzeba maksymalnie forować Ruch Palikota jako "alternatywę" dla PO !!!

Pamiętajcie: ewentualny przyszły rząd pisowski z całą pewnością nie tylko zreaktywizuje, ale i wzmocni CBA -- i wtedy już nie będzie tak łatwo robić interesy.

Zróbcie coś, mobilizujcie wszystkie media, piszcie na wszystkich forach, bo TONIEMY, a razem z nami mogą zatonąć WASZE posady i WASZE interesy!

Powtarzać w kółko, że według wszystkich sondaży PiS nie ma szans, ponieważ prawie połowa ankietowanych chce głosować na nas lub na Palikota.

Dalej na forach wyśmiewać na wszelkie sposoby wszystkie wrogie media, w szczególności "Gazetę Polską", Radio Maryja, TV Trwam, "Nasz Dziennik" oraz "Uważam Rze".

Unikać tematu długu publicznego! To samo dotyczy podatku katastralnego, likwidacji szkół oraz wzrostu ludzi zatrudnionych w administracji państwowej. W żadnym wypadku nie posługiwać się określeniem "terapii szokowej"! Na forach bezwzględnie usuwać terminy "meksykanizacja", "prywatyzacja lasów" oraz "liberofaszyzm".

Uwaga: nieustannie wyśmiewać jakiekolwiek stwierdzenia odnoszące się do istnienia organizacji masońskich, zwłaszcza w Polsce.

Rozmawiając o gazie łupkowym, starannie unikać tematu ustawy o koncesjach. Niestety to było nasze niedopatrzenie. W miarę możliwości nie dopuszczać ekspertów PiSu do głosu w tej sprawie.

Wmawiać ludziom, że klapa autostradowa, klapa stadionowa, klapa służby zdrowia, klapa emerytalna, klapa informatyzacyjna oraz drożyzna są skutkami celowych działań i zaniedbań opozycji, czyli PiSu.

UWAGA: w mediach nie wolno atakować SLD, bo to nasz cichy sojusznik. Rozmowy idą w dobrym kierunku. MOŻNA natomiast szpilki wbijać w PSL.

NASZYM JEDYNYM PRZECIWNIKIEM JEST PiS.

RZECZ JASNA, NIE REAGOWAĆ NA UPOZOROWANĄ KRYTYKĘ ZE STRONY RUCHU PALIKOTA!

Tak naprawdę liczą się fakty. W ważnych sprawach RP ZAWSZE będzie głosować razem z nami.

Pamiętajcie: RP to nasza wspólna szalupa ratunkowa, czyli nowa Platforma przyszłości!
c
cezar
Politycy PO i PSL najwyraźniej w ramach hasło Platformy: „By żyło się lepiej” stworzyli cały system wyciągania publicznych pieniędzy.

Z ustaleń „Rzeczpospolitej” wynika, że politycy PO i PSL opracowali specjalny system, który pozwala im na obejmowanie stanowisk w radach nadzorczych, pełnienie funkcji prezesów, zatrudnianie rodziny i znajomych, a nawet tworzenie fikcyjnych etatów.

Zgodnie z pojawiającymi się w mediach spekulacjami, były minister skarbu Aleksander Grad objął kilka dni temu stanowisko prezesa spółki PGE PEJ1. Poza tym, że były poseł PO zarabia bagatela 110 tys. zł miesięcznie.
d
dziki kraj
wie jak rozkraść i zadłuzyć w 5-ęc lat duży kraj w środku Europy,
s
szuster s.
z naćpanej hołoty!!!
K
Kalosz
W przyszłym tygodniu Sejm ma procedować ustawę Prawo energetyczne. Ma być ona wprowadzona w nadzwyczajnie szybkim trybie. Pierwsze i drugie czytanie zostanie zgodnie z planem przeprowadzone w jeden dzień, a w kolejnym dniu ma się odbyć czytanie trzecie. W dodatku przyjęto taki sposób pracy nad tą ustawą, że została zgłoszona w wyniku inicjatywy posłów, to znaczy omija się drogę uzgodnień międzyresortowych.

Otóż jeśli nie ma żadnych nadzwyczajnych okoliczności, a nie ma, to przeprowadzanie w trybie nadzwyczajnego pośpiechu ustawy dotyczącej spraw tak ważnych dla bezpieczeństwa państwa jak energetyka może wskazywać, że kryją się za tym poważne interesy szkodliwe dla naszego bezpieczeństwa narodowego.

TA USTAWA MOŻE PRZESĄDZIĆ W NIEKORZYSTNY DLA KRAJU SPOSÓB O FUNKCJONOWANIU WAŻNYCH SEKTORÓW GOSPODARKI I POGORSZYĆ WARUNKI FUNKCJONOWANIA POLSKICH BIZNESÓW PAŃSTWOWYCH I PRYWATNYCH.

Nasuwa się hipoteza, że zamieszanie z aferą taśmową "odpalone" zostało właśnie w tym tygodniu, żeby podtrzymać je jeszcze przez kilka dni. Chodzi o to, aby Sejm przeprowadził niekorzystne dla naszego interesu narodowego zmiany w prawie energetycznym pod przykrywką medialnego zainteresowania "aferą taśmową". Dlatego nie odpuszczając wyjaśnienia spraw, które ujawniło nagranie rozmowy działaczy PSL, jednocześnie musimy bacznie przyglądać się temu, co się wydarzy w Sejmie w przyszłym tygodniu.

Więcej zapłacimy za energię elektryczną. Wszystko przez tzw. uwolnienie cen prądu, które do tej pory kontrolowane były przez Urząd Regulacji Energetyki, hamujący apetyt producentów na podwyżki. Dlatego rachunki przeciętnej polskiej rodziny mogą się zwiększyć nawet o około 300 zł w ciągu roku!

Jak donosi "Dziennik Gazeta Prawna", najprawdopodobniej już od 1 stycznia 2013 zostaną uwolnione ceny energii elektrycznej. Ostateczna decyzja w tej sprawie ma zapaść tuż po wakacjach. Dla milionów Polaków będzie to jednak oznaczać ogromną drożyznę wkraczającą do mieszkań i domów. Bowiem do tej pory sprzedawcy energii musieli z URE konsultować ceny taryfy G, czyli energii elektrycznej dostarczanej do gospodarstw domowych. Natomiast zmiany sprawią, że energia będzie mogła być sprzedawana po dowolnej cenie. I dostawcy nie będą musieli pytać o każdą podwyżkę.
d
do Solara
bo to znaczy, że jestes na tyle ciemny, ze czytasz tylko lisowe PLOTY Z KORYTARZA. Czytałeś wyjasnienia, jak to naprawdę było? Za co naprawdę ojciec Kaczyńskiego dostał VIRTUTI MILITARI? Czy może Lis ci wystarczył?
Zapewniam cię, że PO powstała w wyniku decyzji słuzb z PRLu, bo sam Gromosław tym sie chwalił, że zrobił nową PZPR czyli PZPO. A sam Nałęcz, były sekretarz PZPR służy teraz jako pierwszy minister u Bula. To samo Kuźniar. Znaleźć tam można wielu takich pań i panów. Znaleźli sobie przystań.
N
Nasz_Dziennik
Marek Sawicki ma prawo czuć żal, być zawiedziony, bo w przeszłości ludzie z rządu koalicji PO - PSL byli uwikłani w afery dużo większego kalibru niż on i włos im z głowy nie spadł.

Dymisje w związku z aferą hazardową nastąpiły dopiero tydzień po ujawnieniu nagrań z podsłuchów przewodniczącego Klubu Parlamentarnego PO Zbigniewa Chlebowskiego dokonanych przez CBA, bo już nie można było tego zamieść pod dywan. On i Mirosław Drzewiecki wylecieli z polityki, ale przed sądem nie stanęli (prokuratura ich oczyściła), a teraz wracają na salony.

Wicepremier Grzegorz Schetyna wyleciał z rządu, ale potem został marszałkiem Sejmu, a w niełaskę Tuska popadł tylko z powodu swoich ambicji politycznych. Ministrowie Sławomir Nowak, Adam Szejnfeld czy Rafał Grupiński też krzywdy nie zaznali.

A jaka była polityczna odpowiedzialność innych polityków PO? Tacy wybitni ministrowie jak Cezary Grabarczyk (ten, co rozłożył autostrady i PKP) zostają wicemarszałkami Sejmu.

A jak ktoś tak dbał o stocznie jak Aleksander Grad, że aż upadły, to dostaje lukratywną posadę w PGE, z pensją miesięczną, która podobno przewyższa roczne diety i uposażenie poselskie, jakie dotąd dostawał.

Co zaś powiedzieć, gdy przypomnimy sobie katastrofę smoleńską i cały szereg zaniedbań i skandalicznych działań wysokich urzędników państwowych popełnionych przed tragedią i po niej? Kto poniósł za nią polityczną odpowiedzialność? Nikt.

Szef BOR gen. Marian Janicki nawet awansował, minister zdrowia Ewa Kopacz została marszałkiem Sejmu, Tomasz Arabski w najlepsze kieruje kancelarią premiera, a Radosław Sikorski - MSZ. A nie, błąd - dymisją obciążono ministra obrony Bogdana Klicha. Za karę został senatorem.

Piskorski: W rozdawaniu stanowisk znajomym PO bije PSL na głowę.

Podobną opinię prezentuje Krzysztof Janik, były minister spraw wewnętrznych w czasie rządów lewicy. Stwierdza on, że PO w nominowaniu znajomych niewiele ustępuje ludowcom, a zawłaszczanie państwa przybrało ogromne rozmiary.
N
Nasz_Dziennik
W czerwcu 2011 roku instytucja ta otrzymała raport NIK o skandalach w spółce Elewarr i ... NIC nie zrobiła.

Działacze PSL zawłaszczali różne instytucje państwa, spółki zależne od Skarbu Państwa, wypłacając sobie ogromne pieniądze i traktując te instytucje jako biura podróży.

Rywin chciał kilkanaście milionów, a Łukasik wspomina o kwotach idących w setki milionów złotych, zawłaszczanych ze Skarbu Państwa, wręcz „wypompowywanych” z zasobów państwowych, czyli tego co należy do wszystkich obywateli, do prywatnych kieszeni różnych działaczy partyjnych.

Działalność PSL generalnie koncentrowała się na polityce kadrowej. Na tym, by wszystkie instytucje z zakresu rolnictwa, m. in. trzy agencje rządowe, doradztwo rolnicze i inspekcje odpowiedzialne za bezpieczeństwo żywności obsadzić swoimi ludźmi. Na tym głównie koncentrowała się polityka koalicjanta, który uważa siebie za koalicjanta wiejskiego i chłopskiego, i przez lata mamił wieś bajkami, że sprawy rolnictwa i wsi są mu bliskie.

To, co dzieje się w resorcie rolnictwa i spółkach zależnych od ministerstwa rolnictwa nie jest wyjątkiem. W wielu innych resortach podobne mechanizmy funkcjonują.
P
Pstrowski
######
KRÓTKO !
######

Zwolennikami wydłużenia okresu pracy przed emeryturą byli wszyscy biorący udział w głosowaniu posłowie PO i PSL. Wyjątkiem był poseł ludowców Eugeniusz Kłopotek, który jako jedyny z biorących udział w głosowaniu członków rządzącej koalicji nie opowiedział się za podniesieniem wieku emerytalnego (głosował przeciw).

Rzecz jasna, DO RZĄDZĄCEJ KOALICJI W GŁOSOWANIU NAD USTAWĄ EMERYTALNĄ DOŁĄCZYŁ
*** RUCH PALIKOTA ***

Jednomyślnie PRZECIW podniesieniu wieku emerytalnego zagłosowali posłowie PIS, Solidarnej Polski i SLD.

Minister finansów Jacek Rostowski w TOK FM: "Żeby emerytura była godziwa, no to niestety przejście na emeryturę musi być na tyle późne, żeby oczekiwana przeciętna długość życia nie była bardzo długa."

Innymi słowy, rząd Tuska, wydłużając wiek emerytalny mężczyzn o 2 lata i kobiet o 7 lat, chce doprowadzić to tego, aby po przejściu na emeryturę czas jej pobierania był możliwie jak najkrótszy.

Rzeczywiście podniesienie wieku emerytalnego mężczyzn do 67 lat przy oczekiwanej przeciętnej długości ich życia wynoszącej w Polsce niewiele ponad 71 lat doprowadzi do tego, że przeciętny Polak będzie cieszył się emeryturą zaledwie przez 4 lata.

Kluby, które wczoraj zagłosowały PRZECIW podniesieniu wieku emerytalnego: PiS, SLD i SP, jednoznacznie podtrzymywały swoje zdanie, iż koncepcja rządu Tuska o przesunięciu wieku emerytalnego będzie "ustawą epizodyczną" do czasu zakończenia kadencji rządów Platformy, zaznaczając, iż po zmianie władzy nowelizację cofną.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński powtórzył wczoraj, iż jego partia doprowadzi do skierowania wniosku o zbadanie ustawy emerytalnej przez Trybunał Konstytucyjny.
D
Darek
Ale za tak mądrych jak Ty na pewno dużo by dali. Jest was ok 20 % więc byłaby niezła kasa z tego eksportu. Trzeba by pogadać z peselowskimi działaczami ze spółek skarbu państwa. Oni w mig dokonają dobrej dla Polski transakcji i jeszcze wezmą premie. I tu bym im nie żałował.
N
Norbert
Poseł Jerzy Polaczek z Prawa i Sprawiedliwości udostępnił na swojej stronie internetowej jeden z najbardziej skrywanych przez rząd dokumentów – Plan Finansowy Krajowego Funduszu Drogowego.

Wynika z niego m.in. że zadłużenie Funduszu ma w tym roku osiągnąć poziom blisko 44 mld zł. Są to długi, które minister finansów Jan Vincent Rostowski nie wlicza do oficjalnego zadłużenia kraju i tylko dlatego udaje mu się “oficjalnie” utrzymać zadłużenie budżetu państwa poniżej drugiego progu oszczędnościowego.

Jeśli jednak Komisja Europejska nie uzna tego typu tricków kreatywnej księgowości ministra Rostowskiego, to nasze zadłużenie może skokowo wzrosnąć o 44 mld zł, znacznie przekraczając ów próg. A to, zgodnie z Konstytucją oznacza m.in. natychmiastowe usztywnienie wydatków państwa, likwidację deficytu budżetowego, zamrożenie płac budżetówki oraz waloryzacji rent i emerytur.
A
Antynazista
A zaraz po wyborach, mianował fanatyka katolickiego Gowina na ministranta sprawiedliwości. Więc który premier Donald Tusk jest prawdziwy ?
s
solar
Większość członków PZPR i byłych SB-ków jak np. Jasiński i byli komunistyczni sędziowie przeszła do PiS i zajmowała tam kluczowe stanowiska, a nie był to przypadek.Ojciec Jarosława miał bardzo dobre uklady z PZPR i stąd ta miłość JK- często odwzajemniana- do działaczy PZPR.
p
polo
Kacapy Putina maja dosyć własnych durni.
Za "naszych" nie zapłacą ani kopiejki.
Dodaj ogłoszenie