Donald Tusk jak szef warzywniaka

Witold Głowacki
Witold Głowacki
Witold Głowacki Bartek Syta/Polskapresse
Czy w Polsce aż tak bardzo gardzimy politykami, że nawet powierzając im realną władzę nad naszym krajem, nie zamierzamy im za to uczciwie płacić? Ani stwarzać im warunków do wykonywania pracy. Niech się nacieszą tą władzą, ile mogą, a potem szukają przynoszącej porządne pieniądze roboty w Goldman Sachs. Taka jest właśnie logika?

Całe milion trzysta tysięcy wylatał premier w ciągu ostatnich dwunastu miesięcy - wyliczył właśnie Michał Krzymowski w "Newsweeku". Za samo to wyliczenie nikt rozsądny nie będzie miał do tygodnika pretensji - bo podliczanie kosztów funkcjonowania państwa w różnych jego obszarach to jedno z ważniejszych zadań dziennikarstwa.

Podziękujmy więc "Newsweekowi" za trudną prawdę, którą nam podał na tacy. A brzmi ona tak, że same koszty wyłącznie lotniczych podróży człowieka, który pełni realnie najwyższą władzę w naszym kraju są mniej więcej dziesięciokrotnie wyższe od jego zarobków. Bo polski premier zarabia ok. 11,5 tysiąca złotych na rękę (16,5 tys. brutto).

Owszem, to ponad trzy razy więcej niż średnia krajowa. Tego rodzaju populizm zostawmy jednak tabloidom i ich czytelnikom. Wystarczy przecież choćby z grubsza spojrzeć na zakres odpowiedzialności szefa rządu (I Donalda Tuska zresztą, i jego poprzedników, i następców), by zobaczyć, że przewyższa on naprawdę znacznie bardziej niż trzykrotnie zakres zadań "uśrednionego" Kowalskiego. Tymczasem pensja, którą premierowi płacimy, wynosi mniej więcej tyle, co uposażenie kierownika kilkuosobowego działu w przeciętnej korporacji, dochody właściciela przyzwoicie prosperującego warzywniaka w dużym mieście, albo wynagrodzenie dyrektora prywatnej szkoły.

W dodatku ta pensja jest wielokrotnie nawet niższa niż zarobki prezesów państwowych spółek - podległych ministrowi skarbu a szczebel wyżej - premierowi. Prezes powszechnie podziwianej grupy PKP zarabia około 59 tys. miesięcznie. Były minister skarbu Aleksander Grad jako szef spółki odpowiedzialnej za rozwój w Polsce energetyki jądrowej też coś koło tego (w dodatku większość zarobków czerpie ze spółki "córki" tej właściwej - co jest sposobem na wybrnięcie z absurdów ustawy kominowej".

Czy to są ogromne i nieuzasadnione zarobki? Na pewno większe od tych premiera. I na pewno nieuzasadnione wynikami finansowymi PKP. Tylko, czy zastanawiał się ktoś, ile mogłaby wynieść teoretyczna propozycja korupcyjna na takim szczeblu i w takiej materii jak budowa elektrowni jądrowej? Może chodzić o nawet kilkumiliardowy pojedynczy kontakt. Otóż, wiedzcie państwo, że na przykład 100 mln złotych jako łapówka za jego pozyskanie nie byłoby niczym, co nie mieściłoby się w realiach korupcyjnego "rynku". A prawdę mówiąc byłoby to i tak znacznie mniej niż tradycyjne tzw "dziesięć procent prowizji".

To, nadal pytamy, dlaczego ten człowiek "aż tyle zarabia?" W przypadku najwyższych stanowisk w dużych spółkach skarbu państwa - i wskazanych przykładów zresztą też - znacznie bardziej zasadne pytanie brzmi "a dlaczego akurat on?"
Akurat jednak jeśli chodzi o premiera czy prezydenta doskonale znamy na to pytanie odpowiedź. Bo czy to nie my sami udzielamy jej w każdych wyborach?

Z tego samego powodu powinniśmy też wreszcie zgodzić się na to, że człowiek od którego oczekujemy powszechnie i odpowiedzialności za stan dachu na Stadionie Narodowym, i przywiezienia z Brukseli 300 miliardów ma prawo do wykonywania swej pracy w warunkach co najmniej ponadprzeciętnego komfortu. Bo tak się składa, że to taka praca, w której dziesięć minut spowodowanego zmęczeniem bólu głowy może przynieść większe wymierne straty dla państwa niż milion trzysta tysięcy złotych za latanie przez cały rok.

Nie widzę więc nic zdrożnego w tym, że premier ma - wśród wielu innych "bonusów", których wyliczanie starczy na dobrych dziesięć czołówek tabloidu - także możliwość latania na weekend do domu. Stać nas na to - i to od dawna.

Przez ostatnich dwadzieścia lat, coraz więcej od polskiego państwa wymagamy - i znakomicie, bo świadczy to o tym, że jednak dokonuje się u nas jakiś rodzaj społecznego rozwoju. Jakoś nie nauczyliśmy się jednak sięgać po najprostsze sposoby na to, by motywować ewentualnych chętnych do pracy dla tego państwa.

Jeśli czynimy kogoś szefem rządu albo głową państwa, pozwólmy mu jednocześnie zarobić chociaż na spory dom z ogrodem. Podnieśmy te nieszczęsne pensje na szczytach władzy do poziomu porządnej europejskiej średniej - czyli mniej więcej czterokrotnie. Nie żałujmy premierowi czy prezydentowi porządnego samolotu czy śmigłowca pilotowanego przez ludzi, którzy potrafią samoloty pilotować a do tego mają na to papiery. Nie żałujmy limuzyn, ochrony BOR, ani nawet motorówki do pływania do Juraty.

Za to zawsze pamiętajmy, że kto płaci, ten wymaga. I że jaka płaca, taka praca.

Wideo

Komentarze 10

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

s
stan
Prezydent,premier,minister.....to misja,jak chce zarabiać 100 tys/m-c,niech zostanie prezesem banku.Ślubowali...dobro Ojczyzny i pomyślność obywateli...
ł
łyli
A czy wliczono do tego koszt przywilejów i wszelką"darmoszkę" z tym związaną powodującą że pensja na rękę to jedynie drobne kieszonkowe.
g
gada
KŁAMSTWO. Głowcki kłamie nie gorzej od TuskaW zeszłym roku Tusk zarobił 266 tysięcy złotych. Czyli dziennie tyle ile miesięczna najniższa emerytura. Tak podał w PICie.
Czy wszyscy co popierają Tuska muszą kłamać ?
Jedo jest prawdą Tusk jest jak szef warzywniaka.
B
Brzydki
a Cudny zapłacił za latanie rządowym samolotem ?
g
gada
Kolego, nikt Tuskowi nie kazał być premierem. Ale jak gosciowi nie szło kopanie piłki, to co miał robić ? Matematyki ni w ząb. Robić się nie chce. No to na premiera.
d
drGed
bo ryzy kominiarz wozi sie samolotem za miliony ale nie spoelnil na razie zadnej ze swych oczekiwanych obiecanek... i to jest wlasnie przyczyna oburzenia... bo ludzie widza, ze maja do czynienia z oszustem, ktory zamiast cos zmienic harata w gale z POmagierami... jednoczesnie zachowujac sie jak cesarz imperium....
s
sceptyk
@pozdrowienia zza ODRY: ilu polityków niemieckich wyleciało za prywatne używanie samolotu?
Mówi coś nazwisko Scharping, Rudolf zresztą?
Moge przytoczyć całą listę ale i tak Pan nie zrozumie.
p
pozdrowienia zza ODRY
W kraju w kt. mieszkam, do glowy by nie przyszlo dziennikarzowi by liczyc loty samolotowe i ich koszty. Po takich przykrych doswiadczeniach ,widac,ze warto siedziec za biurkiem, czytac instrukcje obslugi samolotow, by potem wsiadac i ...Dziwne,ze nic sie nie pisze, ilu ochroniarzy oplaca podatnik dla prezesa 24 godz/dobe,ile kosztowalo szklanie mysliwcem wojskowym p. KRAUSE przez CBA pisowskie, ile kosztowalo podatnika mieszkanier, wyzywienie rodziny DUBIENIECKICH w palacu itp.
K
Krytyk
czemu oni tak bardzo pchają się na to ( te ) stanowisko?
A może oni mają już wszystko czego w życiu potrzebują
- poza władzą? A może dla nich władza jest więcej warta
niż nie jeden dom z ogródkiem? Warto by zastanowić się
nad odpowiedziami na takie i im podobne pytania.
k
kulaunogy
W znacznie bardziej rozwiniętych demokracjach najważniejsze osoby w kraju nie zarabiają więcej niż prezesi np banków i pewnie nie narzekają, że im źle. Tam do rządzenia aspirują ludzie o ugruntowanej pozycji zawodowej, naukowej , biznesowej a nie polityczni krzykacze.Więc nie brońmy tak rządzących u nas- nie mają źle, zwłaszcza że po skończonej misji otwiera się przed nimi droga do prawdziwych pieniędzy.
Dodaj ogłoszenie