Donald Tusk - człowiek, który zasmakował realnej władzy

Redakcja
Tusk jest pierwszym premierem po 1989 r., który ma szansę rządzić drugą kadencję. Gdy Platforma Obywatelska wygrała wybory w 2007 roku, jej lider triumfalnie unosił szalik z napisem "Polska". Czy w niedzielę będzie mógł ten gest powtórzyć?
Tusk jest pierwszym premierem po 1989 r., który ma szansę rządzić drugą kadencję. Gdy Platforma Obywatelska wygrała wybory w 2007 roku, jej lider triumfalnie unosił szalik z napisem "Polska". Czy w niedzielę będzie mógł ten gest powtórzyć? FOT WOJCIECH BARCZYNSKI / POLSKAPRESSE
Zaimponował, kiedy odrzucił żyrandole prezydenckie dla fotela premiera, z którego łatwo spaść. Zasmakował realnej władzy, ale wielu rozczarował tym, jak ją wykorzystał. Jakim premierem byłby po raz drugi z rzędu? - zastanawia się Anna Wojciechowska

Wczerwcu 2010 roku, w szczycie kampanii prezydenckiej, Donald Tusk, mocno już krytykowany za swoją politykę ciepłej wody w kranie, zaapelował do Polaków o rok spokoju, w którym w końcu jego partia, mając swojego prezydenta, będzie mogła zrealizować swój program. - Jeżeli się okaże, że pozytywny, pokojowy układ Komorowski - Tusk - Pawlak zawiedzie, to przecież za rok Polacy mogą nas pogonić w wyborach parlamentarnych - prosił premier. I to, co chciał, od wyborców dostał.
Jeszcze we wrześniu ubiegłego roku pewny siebie oświadczył, że nie ma z kim przegrać wyborów. Tych ujawniających się już pomału rozczarowanych i niedowiarków spośród wyborców PO miała przekonać wielka ofensywa legislacyjna. Tusk teatralnie przeniósł się nawet na jakiś czas do Sejmu, by osobiście jej dopilnować. - Nie wyzłośliwiajcie się, poczekajcie z rozliczeniem do końca roku - rzucał uśmiechnięty szef rządu do dziennikarzy.

Czytaj też:"Polacy wiedzą, jaki jest Kaczyński, jaki Tusk. I niech wybiorą: on albo ja"

A jednak nie wszyscy mnie kochają

2010 rok minął. - Podenerwowanie to mało powiedziane. To jeden wielki pożar. Przeważa narzekanie, że nikt nas nie kocha - relacjonował w lutym jeden ze współpracowników Tuska atmosferę w gabinecie szefa rządu. Efekty ofensywy najwidoczniej nie oszołomiły Polaków, bo Platforma - według sondaży - traci w ciągu jednego miesiąca kilkanaście procent wyborców. A do tego w Tuska uderza kolejna fala krytyki za reformę OFE, za strategię wobec Rosji w sprawie katastrofy smoleńskiej i za stan kolei. - K... ktoś tam przekręcił wajchę - rzuca w końcu zdenerwowany premier podczas oglądania kolejnego krytycznego materiału o rządzie w telewizji. Tymczasem buntują się głośno i celebryci, którzy w 2007 roku stanęli u boku Tuska. Po kilku tygodniach miotania się i narad Tusk przechodzi do kontrofensywy. Zasiada do stołu ze swoimi życzliwymi krytykami. Pisze teksty, w których dokonuje rozliczenia ze swoich rządów i przyznając, że nie wszystko się udało, przekonuje jednocześnie, że wbrew powszechnej opinii jego gabinet dokonuje poważnych reform, tyle że grzeszy nieumiejętnością dotarcia do opinii publicznej z tym przekazem.

Czytaj też:Ziemkiewicz: Platforma Obywatelska myślała, że wszystko jej wolno

Mężydło: Dla mnie ta jego reakcja na aferę hazardową nie była zaskoczeniem. Tak naprawdę przełomem w jego myśleniu był 2005 rok i dwie przegrane. Wtedy stał się bardziej bezwzględny

Krytyka rzeczywiście trochę ucicha. Premier ma przekonanie, że sytuacja została ostatecznie opanowana. Ale mija kolejne pół roku i w ramach przygotowań do tej kampanii na jego biurko spływają wyniki wewnętrznych badań, które ujawniają, że duża część tych Polaków, która cztery lata temu wyniosła go na fotel premiera, naprawdę ma ochotę jego ekipę pogonić. I najgroźniej wcale nie wyglądały dołujące słupki poparcia partyjnego. Okazało się, że właśnie w ciągu tego roku, w którym Tusk ze swoją ekipą miał się ostatecznie wykazać, Platforma zaczęła poważnie tracić swój główny atut w odbiorze społecznym: przekonanie ludzi, że ta partia dysponuje ludźmi nadającymi się do rządzenia. W ciągu roku o 18 proc. zmalał odsetek tych, którzy uznają drużynę PO za sprawną w rządzeniu. Stąd zresztą późniejsza kampania pod hasłem: my mamy ludzi, którzy są w stanie zdobyć z UE dla Polski 300 mld zł.

Czytaj też:Krasowski: Myślę, że historycy docenią Tuska

Czy pomoże rachunek sumienia

Początkowo jednak, po zapoznania się z niepokojącymi badaniami, Tusk - na co dzień przekonywany przez takie osoby jak Igor Ostachowicz, że wszystko idzie dobrze, że za każdą krytyką kryją się niecne ataki - nie dowierzał, że ludzie tak krytycznie oceniają jego rządy. Z inicjatywy rzecznika rządu Pawła Grasia niektóre badania zostały nawet powtórzone. W końcu jednak premier decyduje się na kampanię, w której w pierwszej fazie przyznaje się do zaniechań, do tego, że nie wszystko poszło dobrze. Po czym namówiony przez Jana Krzysztofa Bieleckiego wsiada do tuskobusu i rusza w Polskę. A dziś, w przededniu wyborów, w ostatnim spocie wyborczym Tusk znów prosi o czas. - Cztery trudne lata to za mało, żeby zrealizować cały plan budowy silnej i bogatej Polski. Potrzeba jeszcze kilka lat spokoju, żeby Polsce wreszcie się udało - przekonuje w reklamówce szef rządu.

Plan na następną kadencję

Jak konkretnie wykorzystałby te lata, mając już czteroletnie doświadczenie w roli premiera, atut, jakiego nie miał od 1989 roku żaden polski premier? Trudno jednoznacznie odczytać odpowiedź na to pytanie z masy wypowiedzi, wywiadów, których przez ostatnie tygodnie udzielił. I sami politycy PO w rozmowach kuluarowych przyznają, że nie są w stanie ocenić. - W rozmowach wysyła sprzeczne sygnały. Równie prawdopodobne na dziś jest to, że kolejne lata będzie się po prostu cieszył władzą i koncentrował na utrzymaniu jej, jak i to, że uzna, że teraz nie musi się obawiać i przejdzie do śmiałych kroków, chcąc zapisać się na kartach historii jako ten premier, który realnie coś zrobił - mówi polityk PO dobrze znający Tuska.

Czytaj też:"Polacy wiedzą, jaki jest Kaczyński, jaki Tusk. I niech wybiorą: on albo ja"

Z jednej strony, na co zwracają uwagę politycy PO, premier przed tymi wyborami bardzo ostrożnie składa obietnice i choć nie mówi wprost o wyrzeczeniach, na które muszą być przygotowani Polacy w związku ze światowym kryzysem gospodarczym, daje pewne znaki, że o obniżce podatków nie ma mowy, że decyzje, które będzie trzeba podjąć w zależności od rozwoju sytuacji, mogą być trudne. Na to, że będzie realnie nowe otwarcie, wskazywać mogą też słowa Tuska już nie tylko o wymianie wielu ministrów, ale rekonstrukcji samej struktury rządu. Co więcej, premier mówi też o potrzebie wyznaczenia nowych priorytetów. Z drugiej strony, jak ognia unika wciąż konkretów, szermując ogólnikowym hasłem kontynuacji modernizacji kraju. W wywiadzie dla "Polski" potwierdza: Tak, przez kolejne cztery lata chcę zapewniać Polakom ciepłą wodę w kranie. A w prywatnych rozmowach do dziś zdarza mu się śmiać z samego siebie z 2007 roku, kiedy jeszcze tuż po zwycięskich wyborach snuł romantyczne wizje reform.

Czytaj też:Krasowski: Myślę, że historycy docenią Tuska

Władza zmienia każdego - to pokazuje historia wszystkich premierów. Jak zmieniła Tuska? Stał się bardziej bezwzględny, bardziej brutalny - odpowiada w pierwszym odruchu większość naszych rozmówców z PO. Afera hazardowa, podczas której premier, znany wcześniej z polityki prowadzonej przy winie z wiernymi kompanami, praktycznie bez mrugnięcia oka pozbywa się balastu swoich politycznych przyjaciół - to moment, który wielu wymienia jako punkt zwrotny w patrzeniu na Tuska. I być może dlatego dziś ci, którzy najbliżej byli premiera przez te cztery lata, najmniej chętnie chcą rozmawiać o tym, jak premier się zmienił. - Proszę mnie zwolnić z tego pytania - uśmiecha się były szef gabinetu Tuska Sławomir Nowak, dziś prezydencki minister. Obecny szef kancelarii premiera Tomasz Arabski opowiada w rozmowie z "Polską", jak jego zdaniem premier przez te cztery lata stał się "politykiem pełnym", jak "doświadczenie rządzenia wzmocniło jego umiejętność opisu rzeczywistości i przekładania tego na cele i zadania". Arabski zatrzymuje się jednak na pytaniu o to, kiedy przez te cztery lata osobiście pomyślał: to inny Donald od tego, którego znałem.

Czytaj też:Ziemkiewicz: Platforma Obywatelska myślała, że wszystko jej wolno

Władza zmieniła premiera

Bezwzględność premiera jednak też nie dla wszystkich była aż takim szokiem. - Dla mnie ta jego reakcja na aferę hazardową nie była zaskoczeniem. To, że będzie bezwzględny nawet dla przyjaciół politycznych, zrozumiałem wcześniej. To było w czasie, kiedy zdecydował o odwołaniu Zbigniewa Nowka z funkcji szefa wywiadu. To był człowiek mi bliski z czasów opozycji, ale też jemu, przecież to on drukował kiedyś jego "Przegląd Polityczny". Donald wziął mnie wtedy na rozmowę i tłumaczył swoją decyzję, mówiąc m.in., że w polityce nie ma miejsca na przyjaźnie - opowiada poseł Antoni Mężydło, który zna Tuska od czasów opozycji w PRL. - Tak naprawdę przełomem w jego myśleniu był 2005 rok i dwie przegrane. Wtedy stał się bardziej bezwzględny i bardziej brutalny. Ale też silniejszy - uważa Mężydło.
Pozytywnie w ostatecznym rozrachunku Tusk zaskoczył w PO wszystkich swoją decyzją o niekandydowaniu w wyborach prezydenckich. Kiedy ją podejmował, miał wygraną w kieszeni, a wraz z nią zapewnione, jak śmieją się politycy, pięć lat najfajniejszej pracy w Polsce. - Ale Donald wyraźnie dojrzał. Zrozumiał, gdzie jest realna władza, i w tej władzy się wyraźnie rozsmakował - mówi Mężydło. Tak on, jak inni politycy obserwujący go podkreślają, że przez te cztery lata Tusk nauczył się państwa. To stąd anegdoty o tym, jak szczegółowo potrafi przyciskać swoich ministrów w konkretnych sprawach i jak potrafi wybuchnąć, kiedy zorientuje się, że są nieprzygotowani w danym temacie. Problem w tym, dodaje wielu, że doświadczywszy bolesnego zderzenia ze ścianą biurokracji tego państwa, ostatecznie w dużej mierze odpuścił na tym polu. - Miał wiele świetnych pomysłów przez te cztery lata, z których wycofywał się, jak tylko pojawiały się pierwsze problemy. Nie da się, to nie ruszajmy - opowiada polityk PO.

Czytaj też:"Polacy wiedzą, jaki jest Kaczyński, jaki Tusk. I niech wybiorą: on albo ja"

Arabski: To nie populizm czy zwykły pragmatyzm, tylko realizm w dążeniu do celów. Doświadczenie władzy nauczyło go też wrażliwości społecznej. Dziś dobrze rozumie siłę odpowiedzialności polityka

Po czterech latach rządów dziś już też sam Tusk nie ukrywa, że liberałem gospodarczym przestał być. Jedni mówią, że to oficjalne odejście od tak twardo formułowanych w opozycji poglądów to cyniczny wybór obliczony na utrzymanie władzy. I doszukują się w zachowawczym Tusku, który zabiera pieniądze z OFE do ZUS czy wręcz momentami rozważa ze swoimi doradcami zamiast prywatyzacji koncepcję nacjonalizacji banku, wręcz populizmu. - To nie populizm czy zwykły pragmatyzm, tylko realizm w dążeniu do celów. Doświadczenie władzy nauczyło go też wrażliwości społecznej. Tak zrozumiał siłę odpowiedzialności polityka, że nie można z państwa ściągnąć odpowiedzialności za wszystko na rynek - broni premiera Arabski. Przekonuje też, że wbrew wielu opiniom stosunek osobisty Tuska do Kościoła katolickiego też się nie zmienił. - W relacjach państwo - Kościół też nie ma fundamentalnych zmian. Jest tylko zmiana akcentów - mówi jeden z najbliższych współpracowników premiera.

Czytaj też:Ziemkiewicz: Platforma Obywatelska myślała, że wszystko jej wolno

Czy zatem ostatnie okrzyki Tuska, że nie będzie klękał przed księżmi, zapowiedź zajęcia się sprawą związków partnerskich czy w końcu poparcie liberalnego projektu in vitro to nie oznaki kolejnej przemiany Tuska, ale jedynie wyborcza taktyka mająca przyciągnąć lewicowych polityków? Dowiemy się dopiero po wyborach. Jeśli oczywiście spełni się jego marzenie o pozostaniu pierwszym premierem przez dwie kadencje. Na dwa dni przed wyborami w samej PO wątpliwości, że tak się stanie, nie było. Było i jest za to coraz mocniejsze przekonanie, że to nie będzie tym razem czteroletnia kadencja. - Od Rostowskiego za kulisami płyną coraz bardziej ponure przekazy rozwoju sytuacji w związku z kryzysem. Jeśli do tego przyjdzie Tuskowi rządzić w trójczłonowej koalicji, może nie przetrwać nawet dwóch lat - prognozuje polityk z kierownictwa partii. Donald Tusk, inaczej niż Jarosław Kaczyński zmieniający już regularnie swój wizerunek na czas kampanii, na bieżąco niezwykle czujnie monitoruje oczekiwania Polaków i zmienia swój stosunek do wielu spraw w zależności od tego, jakiego akurat szefa rządu większość w danej chwili by chciała. Czy ta taktyka rządzenia wygra?

Czytaj też:Krasowski: Myślę, że historycy docenią Tuska

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
polo

"Zaimponował, kiedy odrzucił żyrandole".

- Maj 2008. Komorowski, Palikot, Wałęsa i Niesiołowski nawołują: "Zdelegalizować PiS i dokonać impeachmentu". Zaczyna się opluwanie Prezydenta.
- Na przełomie 2009-2010 trwają w PO "prawybory".
- 27 marca 2010 ogłoszono wyniki "prawyborów prezydenckich PO". Wygrywa Komorowski.
- 10 kwietnia 2010, ginie Prezydent Kaczyński.
Tego samego dnia, kilka godzin po Smoleńsku skok Komorowskiego na Belweder.
- 08 maj 2010 Komorowski i Jaruzelski lecą razem do Moskwy. 
- 06 sierpnia 2010, Komorowski zostaje prezydentem, trwa przyjaźń z Jaruzelskim i Moskwą.

Sowiecki dziennik „Izwiestija” pisze: 
- "Wybranie na prezydenta pragmatyka Komorowskiego ustawiło wszystko na swoje miejsca".

Oto dlaczego "odrzucił żyrandole".

p
polo

aż miodkiem ocieka.
Reżimowa propaganda mami do samego końca.

G
GAMA

Tusk nie zrezygnował ze stanowiska prezydenta, ale został do tego zmuszony przez rządzące Polską służby. Dla nieroba Tuska, prezydentura była najlepszą fuchą. Mógłby wtedy zamienić pałac namiestnikowski na boisko trampkarskie i nikt by nie miał do niego żadnych pretensji. Słuzby wsadziły na stanowisko prezydenta swojego, niezbyt rozgarnietego człowieka.
Po "rezygnacji z prezydentury", widać jak upada gwiazda Tuska. Doszło do tego, że byle chłystek śmieje mu się w twarz i nazywa go matołem. Dlatego, nawet gdy PO wygra, Tusk dostanie kopniaka w to, na czym inni siedzą.

K
Kostek

Donald Tusk jest jednym z najlepszych premierów 3 RP.

Dodaj ogłoszenie