Dominik Nagy: Wcale nie jestem arogantem. Zyskuję przy bliższym poznaniu [WYWIAD]

Tomasz DębekZaktualizowano 
- Polacy są dla mnie bardzo mili. Nie wiem, czy to dlatego, że jestem z Węgier, czy traktują tak każdego. Jestem tu szczęśliwy. Uwielbiam wasze zupy, zwłaszcza żurek i ogórkową - zdradza pomocnik Legii Warszawa i reprezentacji Węgier Dominik Nagy. 23-letni zawodnik opowiada też m.in. o zesłaniu do rezerw i na wypożyczenie do Ferencvarosu, kryzysie futbolu Madziarów i swoim trudnym charakterze. Odnosi się też do pogłosek o jego zamiłowaniu do nocnego życia w stolicy.

Tomasz Dębek, "Polska The Times": O treningach Ricardo Sa Pinto krążą takie pogłoski, że nie wiedziałem czy rozmowa po zajęciach jest najlepszym pomysłem.
Dominik Nagy: Trening był ciężki, jak zawsze u trenera Sa Pinto. Mamy długie, intensywne sesje. Lubię je, chociaż czasem jest naprawdę ciężko. Ale skoro przynoszą wyniki, to coś w metodach trenera musi być.

Pan jest zawodnikiem, który na zmianie szkoleniowca skorzystał chyba najbardziej.
Trener bardzo mi pomógł. Na boisku dał mi wolność. Cieszy mnie to. Muszę dawać z siebie wszystko, by się mu za to odwdzięczyć. Czuję też zaufanie ze strony sztabu szkoleniowego. To dla mnie niesamowicie ważne. Kiedy wiem, że trenerzy we mnie wierzą, gram zdecydowanie lepiej.

Jaki jest Sa Pinto dla zawodników?
To silny charakter. Wzbudza szacunek, każdy w drużynie bardzo go ceni. Nie jest też typowym portugalskim trenerem. To znaczy pod względem temperamentu jak najbardziej. Ale taktycznie już nie. Ogromną wagę przykłada do defensywy. Mocno nad tym pracujemy. Dla mnie to trochę zaskakujące. Kiedy usłyszałem, że do klubu przychodzi trener z Portugalii, pomyślałem, że będziemy grać tylko do przodu. Tymczasem Sa Pinto znalazł odpowiedni balans pomiędzy atakowaniem i obroną. Do tego mocno nas wspiera, nie tylko na boisku. Przeprowadza dużo rozmów indywidualnych. Dzięki niemu jesteśmy silniejsi mentalnie.

Miał pan w tej rundzie przełomowy moment?
Z Lechem, kiedy strzeliłem gola na wagę zwycięstwa. Po tym meczu poczułem się dużo pewniej. Moja forma poszła do góry. Mam nadzieję, że tak już zostanie.

Wyjątkowa była też "cieszynka" po tamtej bramce.
Strzeliłem i pobiegłem do kibiców z "Żylety". To była spontaniczna reakcja, niczego wcześniej nie planowałem. Po prostu kiedy piłka wpadła do siatki, przeskoczyłem bandy reklamowe i chciałem cieszyć się z kibicami.

Czuje pan mocną więź z fanami?
Tak. Początek sezonu był bardzo trudny dla nas wszystkich. Byliśmy rozczarowani po tym, co się stało w eliminacjach do Ligi Mistrzów, a później Ligi Europy. Po przyjściu trenera Sa Pinto coś się ruszyło. Kibice chyba też docenili to, że w każdym meczu gryziemy trawę. Nawet jeśli nie gramy dobrze, walczymy na całego. Odzyskujemy ich zaufanie, a ze wsparciem z trybun zawsze gra się łatwiej. Zwłaszcza w tych najważniejszych meczach.

Początek sezonu musiał być dla pana wyjątkowo trudny. Wrócił pan z wypożyczenia do Ferencvarosu, wyniki były słabe, co przekładało się na atmosferę wokół klubu.
Kiedy Legia oddała mnie na wypożyczenie, byłem bardzo rozczarowany. Niby wróciłem do domu, ale chciałem grać dla Legii. Pokazać wszystkim, że danie mi szansy nie było błędem. To był jeden z trudniejszych okresów w moim życiu. Powrót do Warszawy też nie był łatwy. Nie czułem zaufania ówczesnego trenera. Wierzyłem jednak w siebie. Zawziąłem się i próbowałem przekonać go do siebie dobrą grą. Kiedy przyszedł nowy trener, było mi już łatwiej, startowałem od zera.

Wielu twierdzi, że wrócił pan odmieniony. Bardziej skupiony na piłce, przez co gra też wygląda dużo lepiej.
Może tak. Chociaż niekoniecznie dlatego, że teraz bardziej skupiam się na grze, a wcześniej tak nie było. Myślę, że teraz więcej pracuję w obronie. W ataku trener dał mi wiele swobody, ale nie lekceważę obowiązków defensywnych. Poświęcam się dla drużyny, nie myślę tylko o własnym występie.

Pracował pan nad tym w Ferencvarosie?
Nie do końca. Po prostu zmieniłem swoje nastawienie. Zrozumiałem wiele spraw.

Jak porównałby pan Ferencvaros z Legią?
To największy klub w moim kraju, tak jak Legia w Polsce. Grałem tam przez kilka lat zanim trafiłem do Polski, więc wiedziałem co mnie czeka. Pod względem organizacji i poziomu drużyny Ferencvaros nie różni się wiele od Legii. Poziom ligi też jest dość podobny. U nas na mecze przychodzi jednak zdecydowanie mniej kibiców niż w Polsce. Macie też bardziej nowoczesne stadiony.

A jeśli chodzi o reprezentację, do której ostatnio regularnie dostaje pan powołania?
W Lidze Narodów zajęliśmy drugie miejsce w grupie i nie udało nam się awansować do Dywizji B. Szkoda, bo mieliśmy na to spore szanse. Z tym, że zdarzały nam się takie mecze jak w Estonii, gdzie strzeliłem gola, ale i tak tylko zremisowaliśmy 3:3. Na koniec do awansu zabrakło nam właśnie dwóch punktów. Cóż, czekamy na eliminacje Euro 2020. Będziemy walczyć.

Są widoki na wyjście z kryzysu? Kiedyś węgierska "Złota jedenastka" była przecież najlepsza na świecie.
Przykro o tym mówić, ale niestety, nasz futbol jest w dołku. Od lat czekamy na powrót do sukcesów z dawnych czasów. Nie wiem, kiedy może do tego dojść. Mam nadzieję, że uda nam się awansować na najbliższe mistrzostwa Europy. Budapeszt będzie jednym z miast-organizatorów. Pięknie byłoby zagrać mecz na Euro przed własną publicznością. To dla nas bardzo ważna sprawa.

Wydawało się, że coś ruszy po waszym awansie na Euro 2016.
Nie wiem, dlaczego stało się inaczej. Awans na wielką piłkarską imprezę po raz pierwszy od mundialu 1986 był dla nas wielkim sukcesem. Bez porażki wyszliśmy z pierwszego miejsca w grupie, w której grali m.in. późniejsi mistrzowie, Portugalia. W fazie pucharowej odpadliśmy z mocną Belgią.

Z tym, że przychodzą kolejne eliminacje i na wyjazdach remisujecie z Wyspami Owczymi, a później przegrywacie z Andorą. Pan zresztą grał w tym drugim meczu.
No grałem... To jedno z moich najgorszych piłkarskich wspomnień. Później przegraliśmy jeszcze z Luksemburgiem i zremisowaliśmy z Białorusią w meczach towarzyskich, wtedy już nie grałem. Trudno wytłumaczyć takie wyniki. Pozytywy są takie, że mamy nowego trenera, Marco Rossiego. To Włoch, lecz dobrze zna węgierską piłkę. Wszyscy wierzą, że z nim uda się nam odnieść sukces. Też jestem optymistą przed eliminacjami Euro 2020.
_ciąg dalszy wywiadu na **[następnej stronie](https://p

Wideo

Materiał oryginalny: Dominik Nagy: Wcale nie jestem arogantem. Zyskuję przy bliższym poznaniu [WYWIAD] - Sportowy24

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 2

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.
w
werka

Witajcie mam 18 lat, jestem mega milutka i cieplutka.
Lubie zaszaleć, grzech nie jest mi obcy.
Poznaj mnie, napisz do mnie na
..........
zgrzeszmy.ovp.pl
- odwiedz moj profil weropiczka912122

zgłoś
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3