Długo niezatapialny Krzysztof Bondaryk. "To depozytariusz niebezpiecznej władzy..."

Dorota Kowalska
Krzysztof Bondaryk stał na czele Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego od 16 stycznia 2008 roku. Wcześniej przez kilka miesięcy był p.o. szefem agencji
Krzysztof Bondaryk stał na czele Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego od 16 stycznia 2008 roku. Wcześniej przez kilka miesięcy był p.o. szefem agencji Marcin Obara/Polskapresse
O dymisji Krzysztofa Bondaryka media pisały co kilka miesięcy przy okazji spraw prowadzonych przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego albo małych wpadek, które są udziałem jego ludzi. Mimo to stał na czele agencji pięć lat, co jest swoistym rekordem.

Jednak jak mówią zorientowani, jego dymisja była kwestią czasu, a jednym z najmocniejszych sygnałów były słowa premiera wypowiedziane przy okazji afery Amber Gold. - W mojej ocenie analityczno-wyprzedzające działania ABW w sprawie Amber Gold były powolne - stwierdził wówczas premier. I dodał: - ABW trzeba przebudować w stronę służby informacyjnej, a nie konkurującej z innymi służbami policyjnymi.

To był jasny znak, że czas Bondaryka w agencji minął, a premier już szuka jego następcy. Wcześniej zawsze udawało mu się wybrnąć z kłopotów. A miał je już przynajmniej dwa razy. Choćby w czerwcu 2011 r. w związku z artykułem, który ukazał się w "Gazecie Wyborczej". Dziennikarze opisali w nim historię prokuratora Andrzeja Piasecznego z Prokuratury Okręgowej w Warszawie prowadzącego śledztwo w sprawie handlu fałszywymi fakturami. Podczas pracy prok. Piaseczny natknął się na wątek nadużyć w spółce PTC, w której Bondaryk był w latach 2005-2007 dyrektorem ds. bezpieczeństwa. Badał m.in. okoliczności kupienia przez niego od PTC służbowego audi po zaniżonej nawet o 90 tys. zł cenie, samą wycenę ponoć sfałszowano. Według dziennikarzy "GW" pomagający prokuratorowi oficer CBŚ ostrzegł go, że jeśli śledztwo dojdzie do Bondaryka, zostanie spowolnione. 12 maja przełożona odebrała prok. Piasecznemu wszystkie sprawy. - W przypadku szefa ABW oczekuję, żeby rozwiązywał problemy, a sam ich nie przynosił - oświadczył wtedy premier. Sprawą zajęła się sejmowa Komisja ds. Służb Specjalnych, ale z czasem wszystko ucichło.

Wcześniej pytano o przyszłość Bondaryka, kiedy wiceszef ABW Jacek Mąka wykorzystał w prywatnym procesie cywilnym z "Rzeczpospolitą" kopie stenogramów podsłuchów dokonanych w agencji. Wiele dyskusji wywołało także zatrzymanie przez funkcjonariuszy ABW internauty prowadzącego stronę AntyKomor.pl. Jednak żadna z tych spraw nie zmiotła Krzysztofa Bondaryka, chociaż - co tu dużo mówić - ma chyba więcej wrogów niż przyjaciół, przynajmniej przy Wiejskiej. Kiedyś jeden z polityków Prawa i Sprawiedliwości mówił tak: - Bondaryk jest depozytariuszem bardzo niebezpiecznej wiedzy. To człowiek, który przez wiele lat pracy w służbach specjalnych zgromadził ogromną ilość informacji. To wiedza z zakresu samego działania służb, ale też ludzi świata polityki i biznesu.

Wrogowie wypominają mu zbytnią miłość do biznesu i obsesyjne gromadzenie haków na swoich przeciwników. Ale też Bondaryk to twardy gracz. - Nie jest typem brata łaty. Zachowuje dystans, dwa razy pomyśli, zanim coś powie, nie jest też nazbyt wylewny - charakteryzuje Bondaryka jeden z jego pracowników. Ponoć tych, którzy wiedzą mniej niż on, a jest ich sporo, traktuje z góry. Tak więc Paweł Graś i Jacek Cichocki, obaj przez pewien czas pełniący funkcję koordynatorów specsłużb, nie mieli łatwo. Traktował ich, jak traktuje się młodszego brata, nie partnera czy współpracownika. - Ale trzeba powiedzieć sobie jasno: to fachowiec. Zna się na służbach, potrafi szybko podjąć decyzje. I zazwyczaj są one trafne - opowiadał jeden z polityków Platformy. - Miał swoją wizję służb i pozwolono mu ją realizować przez pięć lat, a teraz mu się mówi, że będzie inaczej. Chyba nie do końca w porządku, prawda? - wzrusza ramionami oficer służb specjalnych.

Bondaryk polityczną karierę zaczynał w Białymstoku. Tu skończył Wydział Humanistyczny i Wydział Prawa Uniwersytetu Warszawskiego - Filii w Białymstoku, aktywnie działając w NZS. Wiosną 1982 r. został aresztowany za naruszenie dekretu o stanie wojennym. W 1990 r. objął funkcję szefa białostockiej delegatury UOP. Ze stanowiska odchodził jednak w niesławie. Ówczesny szef MSW Zbigniew Siemiątkowski sugerował, że to on stał za przeciekiem jego rozkazu o monitorowaniu nastrojów politycznych w zakładach pracy. Bondaryk zaprzeczał, utrzymywał, że odszedł, bo miał inne plany zawodowe. Wkrótce premier Jerzy Buzek powołał go na wiceministra spraw wewnętrznych i administracji. Bondaryk kierował zespołem ds. współpracy z rzecznikiem interesu publicznego, który miał dostarczać RIP dokumenty lustracyjne będące w dyspozycji MSWiA. 28 sierpnia 1999 r. Jarosław Kurski z "Gazety Wyborczej" opublikował artykuł, w którym pojawiły się zarzuty, że przy zbieraniu i przesyłaniu rzecznikowi materiałów lustracyjnych resort spraw wewnętrznych gromadzi informacje z archiwów peerelowskiej milicji (tzw. różowe teczki) mogące kompromitować polityków. Bondaryk znowu zaprzeczył. Premier Buzek zwrócił się do MSWiA o wyjaśnienie zarzutów. W tym samym czasie nadzór nad MSWiA przejął - po Januszu Tomaszewskim - jego imiennik Janusz Pałubicki, który zlikwidował zespół ds. współpracy z RIP i stanowisko zajmowane przez Bondaryka. Ale nieoficjalnie mówiło się, że Bondaryk poleciał po informacjach, jakie ukazały się o nim w mediach. I za wiedzę, jaką mógł posiąść.

Po odejściu z MSWiA realizował się zawodowo w sektorze prywatnym. O prywatnym życiu Krzysztofa Bondaryka wiadomo niewiele. Jest żonaty, ma dwójkę dzieci.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

p
polo
Pozbył się kolejnego niesfornego urzędnika.
Będzie w stanie kontrolować wszystko i wszystkich, bez żadnych przeszkód.
Czy nie o to chodziło?
G
Gabriel
Nie rozumiem całego zamieszania z Gen. Bondarykiem ? Facet składa rezygnację i to jest Jego wola. To co siłą człowieka trzymać na stanowisku bo może jest i dobry ? Jego decyzją rozpoczęła się procedura odwołania, a nie Premiera.
Koniec, kropka. Tyle niepotrzebnego szumu, politycy nie mają czym się zająć ? Tyle problemów gospodarczych ?
Przez odejście Gen. Bondaryka RP się nie ma prawa rozpaść. Niektórych polityków wariacja ogarnia, ostatnio dojść często.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Długo niezatapialny Krzysztof Bondaryk. "To depozytariusz niebezpiecznej władzy..."
31 węzłowy Burke
Nic się nie wydarzy . O was też ma wiedzę i możliwość działania...
31 węzłowy Burke
Nic się nie wydarzy . O was też ma wiedzę i możliwość działania...
Dodaj ogłoszenie