18+

Treść tylko dla pełnoletnich

Kolejna strona może zawierać treści nieodpowiednie dla osób niepełnoletnich. Jeśli chcesz do niej dotrzeć, wybierz niżej odpowiedni przycisk!

Długi Polaków wynoszą już ponad 35 mld zł. Dwa miliony nie dają sobie rady ze spłatą

Joanna Ćwiek-Świdecka
Maciej Jeziorek/Polskapresse
Aż dwa miliony Polaków nie radzi sobie ze spłatą swoich zobowiązań. Na szczęście tempo przyrostu liczby zadłużonych Polaków nieznacznie wyhamowuje - wynika z opublikowanego wczoraj rocznego raportu InfoDług, opracowanego przez BIG InfoMonitor SA.

Mimo bardzo trudnego okresu, jakim był 2011 rok, pełen zawirowań na rynkach finansowych, trudnej sytuacji gospodarczej liczba osób mających problem z terminowym regulowaniem zobowiązań rosła wolniej niż w poprzednich latach. W rejestrach dłużników rosła liczba likwidowanych wpisów. - Mamy nadzieję, że nie jest to efekt tylko zmian w portfelach wierzytelności instytucji finansowych - mówi Mariusz Hildebrand, prezes BIG InfoMonitor. Jednak jak na razie nie sposób ocenić, ile z usuniętych z rejestrów wpisów wróci w 2012 r.

Czytaj też:Kwota niespłaconych długów wciąż rośnie. Najbardziej zadłużeni są Ślązacy i Mazowszanie

Wbrew obawom i słabnącej złotówce najlepiej spłacane są kredyty hipoteczne w walutach obcych

Niestety, łączna kwota zaległych płatności nadal dynamicznie rośnie. W 2011 roku powiększyła się o ponad 10 mld zł i wyniosła 35,48 mld zł, tempo wzrostu jest podobne jak w 2010 roku. Osoby, które nie regulują w terminie zobowiązań, w coraz większym stopniu odczuwają rosnące odsetki. Pocieszające może być jednak to, że zaległości to nadal stosunkowo małe kwoty, ponad 60 proc. stanowi przeterminowane zadłużenie poniżej 5 tys. zł.

Czytaj też:2 miliony Polaków w kredytowych tarapatach: Rekordzista ma do spłacenia 94 mln zł

Jednak autorzy raportu zwracają uwagę na coraz wyższe średnie zadłużenie przypadające na jednego dłużnika. Jeszcze na początku 2011 roku średnie zaległe zadłużenie nieznacznie przekraczało 13 tys. zł. Na koniec minionego roku kwota ta wyniosła 17 035 zł. Czyli zaledwie w ciągu 12 miesięcy średnie zaległe zadłużenie wzrosło o 35 proc.

Niezmiennie przez cały 2011 rok największa liczba niespłaconych zobowiązań pochodziła z województw śląskiego i mazowieckiego. W ciągu 12 miesięcy zadłużenie wśród klientów podwyższonego ryzyka, mieszkających w tych regionach, wzrosło o 3,7 mld zł (48 proc.) i obecnie wynosi 11,6 mld zł.

Czytaj też:''Dzień bez długów''. Wciąż jednak chętniej pożyczamy, niż oszczędzamy

Jednak wbrew wielu komentarzom pojawiającym się w mediach w ostatnich miesiącach sytuacja osób, na których ciąży kredyt hipoteczny, wygląda co najmniej dobrze. Portfel kredytów zagrożonych wprawdzie wzrósł w trakcie minionego roku, ale nadal jest na niskim i bezpiecznym poziomie 1,6 proc. dla kredytów w walutach obcych i 3,3 proc. dla kredytów w złotówkach. Ogólna wartość zagrożonych kredytów mieszkaniowych wyniosła 6,9 mld zł.

Co warte podkreślenia, nieznacznie więcej zagrożonych jest kredytów w złotówkach niż w walutach obcych. - Miniony rok pod względem spłacania kredytów mieszkaniowych należy uznać za dobry, tym bardziej jeśli weźmiemy pod uwagę znaczne wahania kursu złotego, szczególnie względem franka szwajcarskiego, w którym swoje kredyty zaciągnęło ponad 650 tys. Polaków - mówi Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.

Czytaj też:Dwa miliony Polaków w pętli długów

Zdaniem szefa NBP tak niski udział kredytów zagrożonych to również zasługa banków, które rzetelnie oceniały zdolność kredytową Polaków i nie dopuściły do nadmiernego zadłużania, jak to miało miejsce w innych krajach europejskich.

Nieźle wygląda także spłacalność dość drogich kredytów gotówkowych. W minionym roku pojawiło się wiele komentarzy sugerujących, że banki poprzez swoją agresywną politykę sprzedażową wpędzają klientów w długi. Dane pokazane w raporcie całkowicie obalają takie tezy. Jakość portfela kredytów gotówkowych w minionym roku utrzymywała się na stałym poziomie i nawet negatywna sytuacja gospodarcza w Europie nie spowodowała pogorszenia ich spłacalności.

Uwaga na chińskie telefony

Wideo

Komentarze 14

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

k
kaja
I ja mam problem ze swoimi kreytami dlatego teraz biorę konsolidacyjny w getin banku i mam nadzieję szybko połapać temat.
a
alan
po co doradca, chyba wiadomo ile się zarabia, a ile ma się długów, a jeśli się nie wie zawsze za darmo i raz na pół roku chyba, można sobie pobrać raport o swoim zadłużeniu z h******www.big.pl/
m
max wyborca pis
Koniec 2011 r. był bardzo emocjonujący na rynku finansowym w Polsce. Przemożna chęć utrzymania długu publicznego poniżej progu ostrożnościowego wywołała liczne interwencje władz.

Rostowski tradycyjnie impulsywnie sprzedawał zgromadzone na rachunku walutowym rządu w Banku Gospodarstwa Krajowego dewizy. Waluty wypuszczał również Belka w ramach interwencji banku centralnego wydając oficjalne rezerwy walutowe. Oprócz manipulacji kursem w celu zwiększania wartości złotego Rostowski zdecydował się na dwukrotny przedterminowy wykup bonów skarbowych za pościągane skąd się dało środki. Zapewne wkrótce wypłynie informacja, że na przełomie roku wykorzystano derywaty do chwilowego obniżenia wartości długu. Ale to nie koniec. Hitem stało się tajemnicze wielkie zlecenie tajemniczego inwestora, które wprost sparaliżowało dilerów walutowych przypadkowo na kilka minut przed ustaleniem kursu stosowanego do przeliczania wartości publicznego długu zagranicznego Polski na złotego.

Instrumenty były różnorodne. Nawet o charakterze gangsterskim, co nota bene pogrzebało zaufanie do państwa jako uczciwego partnera finansowego. Rostowski wystrzelał cały magazynek na wiwat. Dług publiczny Polski w 2011 roku sięgnął ok. 53,7 % PKB i nie przekroczył ostrożnościowego progu 55 %.

Sielanka. Nagle, grom z jasnego nieba. W wywiadzie dla Newsweeka Rostowski ujawnia, że w przypadku wysprzedaży polskich obligacji na rynku wewnętrznym, Narodowy Bank Polski może dokonać interwencji polegającej na ich skupie za świeżo emitowanego złotego.

Zgrzyta. Próg nie przekroczony. Konsolidacja finansów publicznych. Zielona wyspa wzrostu gospodarczego. A tutaj dywagacje Rostowskiego o jakiejś panice na rynku polskiego długu rządowego i o ratunku drukowaną przez bank centralny kasą. NBP natychmiast oświadcza w wersji mniej dyplomatycznej, że Rostowski ma się odwalić od banku centralnego i pilnować zabawek na swoim podwórku.

Propaganda wokół interwencji w II połowie 2011 r. jest dziwna. Urzędnicy są świadomi, że od progu 55 % dzieli dług przynajmniej 1 %. Opinia publiczna jest epatowana informacjami, że np. operacja wykupu bonów skarbowych obniżyła wskaźnik o 0,15 % PKB, ale i tak bez niej jesteśmy daleko od progu. Skoro daleko, to po co całe to zamieszanie?

W sprawie progu ostrożnościowego występuje uderzająca asymetria informacji. Z jednej strony dużo trąbi się o krajowym progu długu 55 % PKB. Z drugiej strony panuje jakaś taka nieśmiałość w sprawie unijnego progu 60 %. Problem z progiem unijnym jest poważny. Komisja Europejska jest nieczuła na księgowe i finansowe sztuczki Rostowskiego typu np. długi poupychane w Banku Gospodarstwa Krajowego (Krajowy Fundusz Drogowy). Nie można wykluczyć, że w grudniu Rostowski prowadził bój głównie nie o nieprzekroczeniu polskiego progu 55 %, a o przejście pod progiem lub zminimalizowanie przekroczenia unijnego progu 60 %.

W kontekście progu 60 % staje się zrozumiała obawa przed paniką na rynku polskich obligacji. Przekroczenie progu unijnego to poważny propagandowy cios dla władz Polski. W Polsce pojawią się grupy specjalne z Niemiec, aby solidniej zacisnąć Polakom pasa. Spekulanci rzucą się do powiększenia strumienia upływającej krwi.

Najbardziej wrażliwe na ceny obligacji są fundusze emerytalne, fundusze inwestycyjne i banki. Fundusze emerytalne z przyczyn formalnych (limity inwestycji) są skazane na obligacje, nie mają jak od nich uciec. Również istotna część funduszy inwestycyjnych ma określone limity inwestycji w obligacje, co stanowi nawet marketingową i statutową formę kształtowania portfela inwestycyjnego (np. tzw. bezpieczne fundusze). Wysprzedaż obligacji przez fundusze inwestycyjne miałaby masowy charakter, gdy ich klienci zechcieliby wycofywać oszczędności z tych funduszy. To możliwe, ale taka panika wymaga z punktu widzenia psychologii czasu. I zapalnika.

Banki w Polsce to naturalny wyzwalacz paniki na rynku polskich obligacji. Banki nabyły ponad 100 miliardów zł polskich obligacji za miliardy pożyczone od swych właścicieli za granicą. Decyzje podejmują ich zachodni właściciele, którzy będą pod wrażeniem perypetii Rostowskiego z przekraczaniem progu 60 % liczonego według metodologii unijnej. Jego fiki miki nie zrobią na nich żadnego wrażenia. Spluną i nakażą: sprzedawać!

Ucieczka od polskich obligacji zbije ich rynkowe ceny. Mniejsza ich wartość przy zagwarantowanym przez rząd strumieniu dochodów (odsetki) zwiększy ich rentowność. Stopy procentowe od polskiego długu zaczną rosnąć. Rostowski jest świadomy tego, że wzrost rentowności z obecnych 5-6 % do 8 % to bilet na pociąg. Nad Morze Jońskie i Egejskie.
M
Marek
Zadłużenie będzie rosło, dopóki banki będą chętnie udzielały kredytów. Ja tam wolę zadłużać się bez odsetek u brata, ewentualnie 55 dni w PKO BP na kredytówce. W sumie 2 lata temu przewidziałem ciężką sytuację i pralkę kupiłem w zeszłym roku, podobnie było z remontem. Na ten rok większych wydatków raczej nie przewiduję.
k
kama
trzeba kredyty brac z glowa, najlepiej przy pomocy doradcy z open finance, wtedy nie ma klopotow, kredyt dopasowany do zarobkow i raty placi sie bez problemu
A
Aga
Wolę nie brać kredyty jak mnei nei stać. Po co stale żyć pod kreską...? Kredyt bierze się nie na 2 , 3 lata.. ale na 25! Ja tam wolę pójść w drugą stronę - odkładam na lokaty i na tym lepiej zarobie!
24h
postawją przecież takie piekne kościoły! Księża Was nakarmią bajkami o niewidzlanych bogach w chmurach! Przeciez kosciolowi i mitologii katolickiej nie leży, żeby Polska była bogatym i dostatnim krajem, bo kto wtedy by chodził do kościoła a mądrzy i wydeukowani ludzie by zaczynali dostrzegać, że opowiadane przez nich historie są wręcz żałosne!
j
jedrek
niech dołoży i polskim dłużnikom
o
obywatel
Wiecie ile jest bezrobotnych? Aż dwa miliony. My chcemy pracować, bo to nam zapewnia Konstytucja.Nie chcemy zadnych kosci z MOPR-u. Zlikwidować MOPR - dać ludziom pracę, ktora im sie należy. Nie chcemy niczyjej łaski. Czy kiedyś w Polsce się polepszy?
g
gość
A ty dalej bzykasz kozę sąsiada. Tak już jest, jak się nie ma zdolności finansowej, u mamusi do końca zycia - ty i koza.
d
dlugo_pis
jak przyjdzie do płacenia zaplaca solidarnie ci co zarabiaja! czyli ci co rano wstaja do roboty a koncza ja wieczorem! tamtym rzad pomoze
d
dlugo_pis
ale wazne jest,ze ktos zgarnal prowizje za zle wypełnione wnioski i nie zweryfikowane dokumenty... pamietam jak staralem sie o niewielki kredyt i pani podpowiadala ze wystarczy napisac oswiadczenie ze sie tyle zarabia.. po czym zadzwonila na drugi dzien bym poprawil oswiadczenie bo tyle nie trzeba zarabiac... sadze ze byli tacy co nie zmienili oswiadczenia a wysokosc kredytu,i stad problemy
n
nieszpory
hej frankowicze !! co było dzisiaj na obiadek?? polski kawior, czyli kaszanka, pfu, niedobre !! sprzedawajcie swoje apartamenty , zanim komornik tego nie zrobi i przenoście się do tesciowej na kozetkę !!ponieważ kozetka skrzypi, więc będziecie bzykać tylko raz na tydzień, gdy teściowa jest na nieszporach w kościółku.
A
Administrator
To jest wątek dotyczący artykułu Długi Polaków wynoszą już ponad 35 mld zł. Dwa miliony nie dają sobie rady ze spłatą
p
polo
Ale, co tam !
Ważne, że plebs zadowolony, ma swoja michę i jakoś to będzie.
Dodaj ogłoszenie