Dlaczego ojcowie czasami ranią swoich synów. Jak być dobrym...

    Dlaczego ojcowie czasami ranią swoich synów. Jak być dobrym tatą dla dzieci

    John Eldredge

    Polska

    Aktualizacja:

    Polska

    Dlaczego ojcowie czasami ranią swoich synów. Jak być dobrym tatą dla dzieci

    ©Pixabay

    Historia upadku Adama jest historią każdego mężczyzny. Jest prosta i jednoznaczna, prawie mityczna w swojej zwięzłości i głębi. I tak, każdy mężczyzna przychodzi na ten świat narażony na utratę serca. Potem przychodzi historia, którą znamy o wiele lepiej - nasza własna. Tam, gdzie historia Adama wydaje się prosta i jednoznaczna, nasza staje się złożona i szczegółowa; wplątanych jest w nią o wiele więcej postaci, nieraz bardzo trudno śledzić fabułę. Jednak wynik jest zawsze taki sam: rana w duszy - pisze John Eldredge w książce „Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy”.
    Dlaczego ojcowie czasami ranią swoich synów. Jak być dobrym tatą dla dzieci

    ©Pixabay

    Każdego chłopca w czasie wędrówki do męskości trafia strzała w sam środek serca, tam, gdzie jego siła. Ponieważ rzadko mówi się o tej ranie, a jeszcze rzadziej ją leczy, każdy mężczyzna ją nosi. A ranę tę prawie zawsze zadał mu jego własny ojciec.

    Kilka lat temu, pewnego upalnego sierpnia moi chłopcy i ja wspinaliśmy się na skałki niedaleko domu, w miejscu zwanym Ogrodem Bogów. Strzeliste czerwone piaskowce wyglądają tam jak płetwa grzbietowa jakiegoś wielkiego potwora, który właśnie wynurzył się z głębi czasu.
    Wszyscy lubimy się wspinać i to zamiłowanie wykracza poza zwykłą przygodę. Każda skalna ściana niesie jakieś wyzwanie. Przyjęcie go i stawienie mu czoła wystawia cię na próbę i sprawdza, z czego jesteś zrobiony. Poza tym chłopcy i tak na wszystko się wspinają - lodówkę, balustradę, pergolę z winogronem u sąsiadów - zatem równie dobrze możemy to robić poza domem. A w dodatku można kupić trochę supersprzętu. W każdym razie, kiedy wspinam się z chłopcami, zawsze spuszczam ze szczytu linkę asekuracyjną, do której dowiązuję uprząż tego, który się wspina, dzięki czemu mogę go prowadzić z dołu. W ten sposób podczas wchodzenia widzę każdy jego ruch, pomagam w pokonaniu trudniejszych miejsc. Tego popołudnia pierwszy wspinał się Samuel. Dowiązałem linę do jego uprzęży i zaczął wchodzić.

    Wszystko szło świetnie, aż natrafił na niewielką przewieszkę. Pokonywanie jej, mimo że jest się przypiętym do linki, sprawia, że człowiek czuje się narażony na niebezpieczeństwo. Samuel nie mógł jej przejść, a im dłużej wisiał, tym bardziej się bał. Wkrótce popłynęły łzy, zatem łagodnym głosem nakazałem mu zejść. Powiedziałem, że nie musimy wchodzić tam dzisiaj i że znam inną skałkę, która też może być całkiem niezła. „Nie - powiedział - chcę to zrobić”. Rozumiałem go. Nadchodzi taki czas, kiedy po prostu musimy zmierzyć się z wyzwaniem i nie możemy się wycofać. Zatem pomogłem mu przejść tę przewieszkę, dodając mu otuchy, i dalej ruszył już z większą szybkością i pewnością. „Dobrze ci idzie, Sam! Tam możesz. Tak jest… teraz przytrzymaj się prawą… tak… odepchnij się od tego progu… świetnie”.

    Zauważcie, jak istotną rolę w każdym męskim sporcie odgrywa tzw. „profesjonalny slang”. Chwalimy się nawzajem, ale w sposób, który nie wygląda na pochwałę. Mężczyźni rzadko chwalą bezpośrednio, tak jak robią to kobiety. „Ted, strasznie podobają mi się twoje spodnie. Wyglądasz w nich wprost wspaniale”. My chwalimy niebezpośrednio, za pomocą naszych dokonań. „Uouu, dobry strzał, Ted. Masz dzisiaj niezły obrót”. Gdy Sam wspinał się na górę, ja przekazywałem mu słowa rady i zachęty. Dotarł do kolejnego trudnego miejsca, tym razem jednak wziął je z marszu. Kilka ruchów i znajdzie się na szczycie. „Świetnie ci idzie, Sam. Jesteś dziś naprawdę ostry”. Skończył wspinaczkę i gdy zszedł na dół, zacząłem przyczepiać Blaine’a. Minęło dziesięć, może piętnaście minut i o wszystkim zapomniałem. Ale nie Sam. Kiedy ja trenowałem jego brata, on przestępując z nogi na nogę, zapytał cicho: „Tato… naprawdę uważasz, że tam, na górze, byłem ostry?”. Jeśli przegapisz taką chwilę, stracisz serce chłopaka na zawsze. To nie było jakieś tam pytanie - to było to pytanie, to, które każdy chłopak i mężczyzna zawsze pragnie zadać. „Czy mi niczego nie brakuje? Czy jestem silny?” Dopóki mężczyzna nie pozna, że jest mężczyzną, ciągle będzie próbował udowodnić, że nim jest, jednocześnie wzdragając się przed wszystkim, co mogłoby ujawnić, że nim nie jest. Większość mężczyzn żyje prześladowana tym pytaniem albo okaleczona odpowiedzią, jaką otrzymali.

    Chcąc zrozumieć, w jaki sposób mężczyzna zostaje zraniony, musicie pojąć najważniejszą prawdę o wędrówce chłopca do męskości: męskość musi zostać nadana. Chłopiec uczy się, kim jest i co ma do dyspozycji, od mężczyzny albo w towarzystwie mężczyzn. Nie może się tego nauczyć gdzie indziej.

    Nie może się tego dowiedzieć od innych chłopców i nie może tego poznać w świecie kobiet. Od początku czasu istniał plan, że ojciec musi położyć fundament pod serce młodego chłopca. I przekazać mu najistotniejszą wiedzę i ufność we własne siły. Tato będzie pierwszym mężczyzną w jego życiu i zawsze tym najważniejszym. Przede wszystkim powinien odpowiedzieć na to najważniejsze pytanie swojego syna i nadać mu imię. W dziejach człowieka przekazanych nam przez Pismo Święte to ojciec udziela błogosławieństwa i to on nadaje synowi imię. Adam otrzymuje imię od Boga, a także moc nazywania. Nadaje imię Ewie i dlatego uważam, że można bezpiecznie stwierdzić, iż także on nadaje imiona ich synom. Wiemy, że Abraham dał imię Izaakowi i choć synowie Izaaka, Jakub i Ezaw, dostają imiona od matki, za wszelką cenę pragną otrzymać błogosławieństwo, które może pochodzić tylko z ręki ojca. Jakub dostaje błogosławieństwo i prawie wiek później, opierając się na lasce, przekazuje je swoim synom - nadaje im imiona i tożsamość.

    „Judo, młody lwie (…), Issachar - osioł kościsty (…), Dan będzie jak wąż (…), Gad - zabójcy napadać go będą, on zaś będzie następował im na pięty (…), Józef - latorośl owocująca (…), łuk jego pozostanie niezłamany” (Rdz 49,9.14.17.19.22.24).

    Zachariasz nazywa swego syna Janem, mimo że reszta rodziny ma zamiar dać mu imię po ojcu, Zachariasz. Nawet Jezus musi usłyszeć słowa potwierdzenia od Ojca. Po tym, jak zostaje ochrzczony w Jordanie, przed bezwzględnym atakiem na jego tożsamość na pustyni, Ojciec mówi: „Tyś jest mój Syn umiłowany, w Tobie mam upodobanie” (Łk 3,22). Innymi słowy: „Jezusie, jestem z Ciebie niezwykle dumny, masz wszystko, czego potrzeba”. Pewna historia nadawania imienia przez ojca jest dla mnie szczególnie interesująca. Dotyczy Beniamina, ostatniego syna Jakuba. Rachela rodzi chłopca, ale po porodzie umiera. Z ostatnim tchnieniem nazywa go Benoni, to znaczy „syn mojej boleści”.

    Jednak Jakub interweniuje i nazywa go Beniamin - „syn prawicy” (Rdz 35,18). Dzięki temu decydującemu posunięciu chłopiec nie otrzymuje tożsamości od matki, a dostaje ją od ojca. Zauważcie, wymagało to aktywnej interwencji mężczyzny; zawsze wymaga. Chłopca wydaje na świat matka i to ona jest środkiem wszechświata podczas jego pierwszych ckliwych miesięcy i lat. Ona go karmi, żywi, chroni; śpiewa mu, czyta, pilnuje go, jak głosi stare powiedzenie: „niczym kwoka”. Często też nadaje mu imiona, czułe imiona w rodzaju „mój kotku”, „serduszko mamusi” czy nawet „mój mały chłopczyk”. Jednak chłopak nie może dorastać z takim imieniem, a już na pewno nie z imieniem „syn mojej boleści”, i dlatego nadchodzi czas zmiany, kiedy to zaczyna szukać uczucia i uwagi u ojca. Chce ćwiczyć z ojcem łapanie piłki, mocować się z nim, chodzić z nim do kina albo pracować w warsztacie.

    Jeśli tato pracuje poza domem, jak większość ojców, wtedy jego wieczorny powrót do domu staje się dla chłopca najważniejszym wydarzeniem dnia. Moja żona, Stasi, może wam powiedzieć, kiedy to się stało w przypadku każdego z naszych chłopców. W życiu matki jest to bardzo trudny okres, gdy zamiast niej ojciec staje się słońcem w chłopięcym wszechświecie.

    Ta zamiana, to oderwanie składa się na boleść Ewy. Niewiele matek chętnie do tego dopuszcza, a naprawdę nieliczne robią to dobrze. Wiele kobiet pragnie, aby syn wypełnił w ich duszy pustkę, którą zostawił po sobie mąż. Jednak chłopcy mają pytanie, które wymaga odpowiedzi, a tej nie mogą uzyskać od matki. Kobiecość nie może nadawać męskości. Moja matka często zwracała się do mnie „kochanie”, a ojciec „tygrysie”. Jak sądzicie, w jakim kierunku chciałby zwrócić się chłopiec? Będzie nadal szedł do swojej matki po pocieszenie (do kogo biegnie, kiedy skaleczy się w kolano?), ale do ojca uda się po przygodę, po szansę na przetestowanie swej siły, a przede wszystkim po to, by dostać odpowiedź na swoje pytanie. Klasycznym przykładem rywalizacji między rolą ojca i matki jest zdarzenie wczorajszego wieczoru.

    Jechaliśmy samochodem i chłopcy rozmawiali o tym, jaki chcieliby mieć samochód, kiedy przyjdzie czas na ich pierwsze cztery kółka. „Myślałem o humvee albo o motocyklu, a może nawet o czołgu. Co o tym myślisz, tato?” „Najlepszy byłby humvee, moglibyśmy zamontować działo na dachu”. „A ty, mamo - jaki samochód chciałabyś dla mnie?” Wiecie, co odpowiedziała? Bezpieczny.

    Stasi jest cudowną matką. Tyle razy już gryzła się w język, że zastanawiam się, czy jeszcze coś jej z niego zostało. Stara się zachowywać spokój, gdy żądni destrukcji albo rozlewu krwi wyruszamy z chłopcami po jakąś nową przygodę. Jej pierwsza reakcja - bezpieczny - jest naturalna, zrozumiała. W końcu kobieta jest wcieleniem Bożej czułości. Ale jeśli matka nie pozwoli swemu synowi stać się groźnym, jeśli nie zezwoli, żeby opiekę nad nim przejął ojciec, wykastruje go. (…)

    Dlatego właśnie moi chłopcy tak lubią się ze mną mocować - i dlatego każdy zdrowy chłopak chce to samo robić ze swoim ojcem. Uwielbiają czuć kontakt fizyczny, ocierać się o mój policzek, czuć papier ścierny zarostu, moją siłę wokół siebie i sprawdzać swoją na mnie.

    To sprawdzanie jest niezwykle ważne. Kiedy dorastają, lubią się mocować. Luke właśnie to zrobił dziś rano. Byłem na dole i przygotowywałem śniadanie. Luke wyczuł okazję i skradając się po schodach, zaszedł mnie od tyłu. Kiedy znalazł się w zasięgu, zadał cios. To boli, i oni muszą się przekonać, że to boli. Czy mają tyle siły, co ich tato?

    Dlaczego ojcowie czasami ranią swoich synów. Jak być dobrym tatą dla dzieci

    John Eldredge
    „Dzikie serce. Tęsknoty męskiej duszy”
    Wydawnictwo: W drodze

    Czytaj treści premium w Polsce Plus

    Nielimitowany dostęp do wszystkich treści, bez inwazyjnych reklam.

    Komentarze

    Dodajesz komentarz jako: Gość

    Dodając komentarz, akceptujesz regulamin forum

    Liczba znaków do wpisania:

    zaloguj się

    Najnowsze wiadomości

    Zobacz więcej

    Najczęściej czytane

    Nie przegap

    Wideo