reklama

Dlaczego 11 listopada? Gorący spór o Święto Niepodległości w II RP

Lucjan StrzygaZaktualizowano 
Józef Piłsudski i Ignacy Jan Paderewski (styczeń 1919)
Józef Piłsudski i Ignacy Jan Paderewski (styczeń 1919) Fot. Adam Dulęba/Wikipedia Commons
Dziś spór o to, czy Święto Niepodległości powinno się obchodzić akurat w dniu 11 listopada, wygasł. Ale w II RP rozpalał polityczne emocje do białości. Pod uwagę brano różne dni z całkowicie różnych ideowo powodów.

No właśnie, dlaczego 11 listopada? Mało kto wie, ale ten dzień świętem ogłoszono specjalną ustawą dopiero 23 kwietnia 1937 r. Miało łączyć w zamyśle odzyskanie suwerenności państwowej z zakończeniem wielkiej wojny, a przy okazji oddawać hołd osobie marszałka Józefa Piłsudskiego. Do wybuchu II wojny obchody zorganizowano siłą rzeczy tylko dwa razy - w roku 1937, kiedy uświetniono je odsłonięciem pomnika gen. Józefa Sowińskiego, i w roku 1938, zamieniając je w pokaz militarnej potęgi Polski.

Wcześniej było to raczej święto środowisk legionowych, którzy dzień 11 listopada obrali sobie za szczególny dość arbitralnie. Był to sukces profrancuskiej frakcji w POW i w otoczeniu naczelnego wodza, a zadecydował fakt, że właśnie tego dnia zawarto rozejm w Compiegne, pieczętujący ostateczną klęskę Niemiec. Jeśli wierzyć historykom, pierwsze prawdziwe obchody piłsudczycy zorganizowali dopiero w 1920 roku. Była to właściwie feta Józefa Piłsudskiego, pogromcy bolszewików i wodza naczelnego. Wręczono mu uroczyście buławę marszałkowską, zaś oddane mu oddziały przemaszerowały w zaimprowizowanej defiladzie. Uroczystość - co zrozumiałe - kompletnie zignorowały partie narodowe.

Po przewrocie majowym także niewiele się zmieniło. 8 listopada 1926 r. prezes Rady Ministrów Józef Piłsudski wydał okólnik ustanawiający 11 listopada dniem wolnym od pracy dla urzędników państwowych. Przyjęła się tradycja, że odtąd osobiście dokonywał przeglądu pododdziałów garnizonu warszawskiego (ostatni raz w 1934 roku), odbierał defiladę i przypinał ordery co bardziej zasłużonym wojakom. Ówczesna prasa nie notowała specjalnego entuzjazmu warszawiaków - tłum, owszem, zbierał się, oglądając paradę wojskową, ale szału nie było. W późniejszych latach władze starały się dodatkowo uatrakcyjnić święto - na przykład w 1932 r. odsłonięto Pomnik Lotnika na placu Unii Lubelskiej. "Kurjer Warszawski", dziennik związany ze Stronnictwem Chrześcijańsko-Narodowym, pokpiwał sobie, że jeśli co roku będzie odsłaniany jakiś pomnik, Warszawa zamieni się niebawem w największe lapidarium w Europie.

Pod koniec lat 20. powoli zmieniała się również oficjalna wykładnia ideowa tego święta. Pamiętano o Compiegne, ale teraz piłsudczycy akcentowali bardziej fakt, że 11 listopada 1918 r. Rada Regencyjna złożyła na ręce brygadiera Piłsudskiego władzę nad wojskiem.

Miało to świadczyć o ciągłości prawnej jego rządów, a także o zbawiennej roli, jaką przyszło mu odegrać w historii Polski. Ale nie brakowało głosów, szczególnie ze środowisk narodowych, że taka interpretacja to zwykłe nadużycie. Jeśli już trzymać się logiki wydarzeń - argumentował Stanisław Stroński, czołowy szermierz endecji - to Święto Niepodległości powinniśmy obchodzić 12 listopada. Wtedy bowiem Rada Regencyjna powierzyła Piłsudskiemu misję utworzenia rządu narodowego. Albo 14 listopada, gdy Rada Regencyjna rozwiązała się, a pełnię władzy w kraju objął późniejszy marszałek.

Aby zrozumieć istotę sporu, trzeba przypomnieć, czym była Rada Regencyjna. Powołana przez Niemców i Austriaków w 1916 ro. stanowiła organ władzy Królestwa Polskiego. Kierowali nią, czyli pełnili funkcje regentów, kardynał Aleksander Kakowski, książę Zdzisław Lubomirski oraz hrabia Józef Ostrowski. Organem pomocniczym Rady Regencyjnej był Królewsko-Polski Gabinet Cywilny, formalnie ustanowiony tzw. reskryptem z 12 lipca 1918 r. Przed wydaniem powyższego reskryptu w skład aparatu pomocniczego Rady Regencyjnej wchodzili ks. prałat Zygmunt Chełmicki, jako jej sekretarz generalny, oraz Jan Kucharzewski, jako jej radca prawny (referendarz). Regenci powołali pierwszy polski rząd pod prezydenturą Jana Kucharzewskiego. Ale dokonali też gestu znacznie donioślejszego dla naszej historii - 7 października 1918 r. ogłosili niepodległość Polski, a 12 października Rada Regencyjna przejęła od okupantów władzę zwierzchnią nad wojskiem.
Dlaczego mamy zatem świętować 11 listopada - takie pytania były wciąż stawiane w środowiskach konserwatywnych II RP - skoro najodpowiedniejszą datą jest właśnie 7 października? Wtórowali im narodowcy, znajdując czasami dość nieoczekiwanych sojuszników.

Na przykład Marceli Handelsman, znany mediewista i historyk pochodzenia żydowskiego, a przy okazji wybitny mason, głosił teorię, ze dniem niepodległości Polski powinien być 5 listopada. Tego dnia w 1916 r. cesarze Niemiec i Austro-Węgier proklamowali powstanie Królestwa Polskiego. Stosowny akt głosił, że będzie to państwo "samodzielne z dziedziczną monarchią i konstytucyjnym ustrojem". W wyniku tego powstała najpierw Tymczasowa Rada Stanu z Wacławem Niemojowskim na czele, a później Rada Regencyjna.

Trudno odmówić słuszności tego argumentowi. 5 listopada góruje zdecydowanie nad 7 października i nad 11 listopada. Dlatego zapewne w sporach o wyższości swojej daty piłsudczycy używali zazwyczaj argumentu ze "skali zagrożenia". Ich koronnym argumentem było dowodzenie, że to Piłsudski realnie uchronił Polskę od katastrofy. Gdy 10 listopada rano przybył do Warszawy pociągiem z Magdeburga, w stolicy stacjonowało jeszcze 30 tys. zrewoltowanych żołnierzy niemieckich, a na obszarze całego tzw. oberostu blisko 300 tys. To dzięki zdolnościom i charyzmie Piłsudskiego udało się ich rozbroić i odesłać do domu. Tuż po przyjeździe zaczął pertraktacje z Centralną Radą Żołnierską i jeszcze 11 listopada wieczorem z Warszawy wyjechały do Niemiec pierwsze eszelony rozbrojonych przez POW oddziałów kajzera. W ciągu siedmiu dni ewakuowano ok. 50 tys. Niemców.

Czasem w spory między konserwatystami a piłsudczykami wtrącali się też socjaliści i radykalni ludowcy, dowodzący, że Święto Niepodległości powinno wypadać 7 listopada. Dlaczego? Bowiem właśnie 7 listopada 1918 r. powstał w Lublinie Tymczasowy Rząd Ludowy Republiki Polskiej Ignacego Daszyńskiego. Jego władza była co prawda bardziej iluzoryczna niż realna, to zdążył wydać manifest do Polaków. Ogłoszono w nim przejęcie całej władzy na terenie nowo powstającego państwa aż do czasu zwołania Sejmu Ustawodawczego. Ale czasem w literaturze znaleźć można też inną ciekawostkę - postulat, by niepodległość czcić 28 października, bowiem właśnie wtedy w Krakowie ukonstytuowała się Polska Komisja Likwidacyjna, kierowana przez lidera PSL "Piast" Wincentego Witosa. Komisja właściwie niczego ważnego nie dokonała, ale udało się jej zjednoczyć wszystkie stronnictwa galicyjskie. Istniała krótko - Piłsudski specjalnym dekretem rozwiązał ją już 10 stycznia 1919 r.

Stanisław Cat-Mackiewicz, monarchista, ale też nieprzejednany zwolennik Marszałka, napisał kiedyś, że Święto Niepodległości musiało trafić na 11 listopada nijako z konieczności. Po pierwsze dlatego, że piłsudczycy stanowili w czasie gorących wydarzeń jesieni 1918 r. konkretną siłę i mogli wybierać, który dzień im najbardziej odpowiada, po drugie zaś, 10 listopada, właśnie kiedy brygadier przybył do stolicy, wypadła niedziela. A niedziele, dzień obiadów i towarzyskich spotkań, nie sprzyjają raczej tworzeniu historii. Pozostał więc dzień następny. 15 lutego 1989 r. Sejm, jeszcze wówczas PRL-owski, przywrócił 11 listopada do rangi Narodowego Święta Niepodległości. I tak już chyba pozostanie.

Flesz - nowi marszałkowie Sejmu i Senatu, sukces opozycji

Wideo

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych”i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Komentarze 4

Ta strona jest chroniona przez reCAPTCHA i obowiązują na niej polityka prywatności oraz warunki korzystania z usługi firmy Google. Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Podaj powód zgłoszenia

K
Krk

Mysle ze to jedyny Kraj -POLSKA w EUROPIE zyjacy przeszloscia i-pisze sie otym codziennie przyprowadzajac do torsji!

#TeamKościuszko

Choć autor wychodzi ze słusznego spostrzeżenia, że 11. listopada został sprokurowany jako święto do ugruntowania znaczenia wojskowej sanacyjnej junty (w obliczu ofiar Strajku Chłopskiego), a tego dnia nic politycznie istotnego dla niepodległości się nie wydarzyło, to losy święta przedstawia skrajnie jednostronnie.

Wcale nie "czasem między konserwatystami a piłsudczykami wtrącali się socjaliści i ludowcy" tylko jako prawowici ojcowie niepodległości obchodzili Święto Niepodległości 7. Listopada przez cały okres międzywojenny. Rząd Daszyńskiego proklamował władzę na terenie trzech zaborów, miał poparcie P.O.W. i sporej części rad robotniczych które masowo powstawały na terenach polskich (w Niemczech trwa rewolucja listopadowa, w Rosji rady rządzą od roku). Tu była realna siła polityczna.

11. Listopada 1918 w Warszawie Strajk Generalny poparty ogromną demonstracją zwołaną przez PPS przeciwko renegatom z Rady Regencyjnej (która tego samego dnia oddaje marionetkową "władzę", choć żadnej realnej siły nie posiada) i dla poparcia rządu Daszyńskiego, który zjawił się w stolicy dnia następnego. 13. Listopada znów tysięczne tłumy wyległy na ulice Warszawy, a z wieży zamkowej wywieszono Czerwony Sztandar. 14 Listopada Piłsudski wyznacza Ignacemu Daszyńskiemu misję sformowania stałego już rządu. Oczywiście burzą się carskie pieski od Dmowskiego, więc ostatecznie pierwszym premierem zostaje Jędrzej Moraczewski, też socjalista. Potwierdza program TRL, miedzy innymi uznanie praw wyborczych kobiet (jako jeden z pierwszych krajów na świecie!).

11 listopada jest zaś wskrzeszony jako "narodowe" święto za czasów Jaruzelskiego. Z tego prosto wynika, że jest świętem polskiego autorytaryzmu co świetnie udowadniają co roku nacjonaliści przejąwszy je dla swoich antydemokratycznych celów.

Natomiast Dzień Niepodległości Polski to 7. listopada.

...

Problem polega na tym, że nie odróżniasz tych, którzy walczyli o Niepodległą od politykierów.
W ostatnich latach walczyli Macierewicz, ale z Michnikiem i Kuroniem. Gwiazda, ale u boku Wałęsy. Kropiwnicki, ale w ramach łódzkiej opozycji. Itd.
Tylko 26 temu walka o wolność się skończyła. Zaczęło się coś innego.

I w tym czasie jedni odeszli w zapomnienie, inni na świecznik, a jeszcze inni się ześwinili.
Podobnie było przed II wojną światową. Po prostu bywało różnie.

n
niewolny

Prawdziwe święto wolnośći będzie jak uwolnimy się od wszelkiego rodzaju "polityków", wszelkich religii i wszystkich którym "bardzo zależy na bogatym społeczeństwie"

Dodaj ogłoszenie