Deregulacja bicia piany

Adam Buła
Dadzą Państwo wiarę, że "aby zostać marynarzem żeglugi śródlądowej, konieczna jest trzymiesięczna praktyka na statkach żeglugi śródlądowej". Niestety, nie dotarłem do informacji, jaki zawód wykonuje osoba odbywająca taką praktykę, ale wiem, że w głośnym pakiecie deregulacji zawodów, firmowanym przez ministra Gowina, zmiana polega na tym, że "umożliwiono uregulowanie (skrócenie) długości praktyki poprzez rozporządzenie Ministra Transportu, Budownictwa i Gospodarki Morskiej". No, po prostu przełom w walce z biurokracją i dostępem do zawodu marynarza słodkich wód.

Oczywiście, w kilku zawodach pomysły były znacznie śmielsze, stąd słyszeliśmy o protestach taksówkarzy czy pilotów wycieczek miejskich - tu otwarcie zawodów istotnie ma być radykalne. Dlaczego jednak pilot wycieczek już nie musi mieć wykształcenia średniego, a marynarz śródlądowy nadal musi się wylegitymować podstawowym - tego już mój rozumek pojąć nie może.

Podaję te przykłady z pierwszej listy deregulacyjnej, bo minister Gowin na letnią kanikułę, gdy taśmy PO i PSL już będą przysychać, rzuci opinii publicznej drugą część zmian, znów ok. 50 zawodów. Tymczasem pamiętam mnóstwo stanowczych opinii głoszonych po pierwszym wejściu Gowina i dopiero dziś, po kilkunastu minutach spędzonych na stronie Ministerstwa Sprawiedliwości, odkryłem to, co wtedy tylko przeczuwałem: większość dyskusji o deregulacji ministra Gowina wzięło się stąd, że dyskutanci nie poświęcili chwili na sprawdzenie, co tak konkretnie minister chce zmienić.

Martwi mnie to, bo w drugim pakiecie mają być między innymi zawody, których regulacje leżą w kompetencjach Ministerstwa Finansów, więc bałagan w przestrzeni publicznej zrobi się potworny. Będziemy skazani na długie wywody ludzi, którzy nie dostrzegają różnicy między doradcą inwestycyjnym a finansowym, choć tych pierwszych jest kilkuset, a tych drugich jest jak psów.

Oczywiście, śnię na jawie o cenie wolności, więc niech dalej uprawianie zawodu polityka czy publicysty nie wymaga egzaminów i licencji. Lepiej cieszmy się szczęściem przyszłych bibliotekarzy, którzy nie będą już musieli zdawać właściwego egzaminu. Z listy lektur do niego najbardziej podoba mi się praca: "Wybrane zagadnienia nauki o informacji i technologii informacyjnej", wydana przez WSP w Krakowie. W 1996 roku!!!

Kliknij, aby czytać pozostałe komentarze Adama Buły

Wideo

Komentarze 5

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

B
Banach
Najwazniejszy , jest zdrowy razsadek ,w Polsce czesto kroluja pieniacze i gdakacze , bo rozum sie pozbyli jak egzamin zaliczyli .Czesto u nas bywa ,ze polega to na zaliczeniu , a nie rozumieniu .
d
deregulacja
Polecam: deregulacja.blogspot.com
Ś
Śledź
Proponuję deregulacją objąć także zawód … lekarza. Przecież w Polsce mamy najwięcej lekarzy, co bezspornie udowodnił dworzanom króla Zygmunta II Augusta jego błazen – Stańczyk. Otóż założył się z dworzanami, iż udowodni im, że najwięcej w Krakowie jest medyków. Aby tego dokonać obwiązał sobie chustą twarz i poszedł na Rynek. Każdy napotkany przez Stańczyka mieszczanin spieszył mu z poradą, co zrobić na ból zęba. Do dziś prawie każdy się zna na chorobach.

Nie wiem, jakie wymagania powinien spełnić marynarz żeglugi śródlądowej, ale wiem, że obowiązuje nas, a przynajmniej powinna obowiązywać Konwencja STCW (Międzynarodowa konwencja o wymaganiach w zakresie wyszkolenia marynarzy, wydawania im świadectw oraz pełnienia wacht, sporządzona w Londynie dnia 7 lipca 1978 r.
Zastanawiam się podobnie jak Redaktor, kim jest człowiek na pokładzie statku wykonujący czynności załogi, czyli odbywający praktykę. Pasażerem? A może jak to drzewiej bywało „chłopcem okrętowym”? Wszak chłopiec okrętowy to nie jeszcze marynarz. . A może pomywaczem – pomocnikiem kuka. Może jeszcze ktoś zna jakieś stanowisko niższe od marynarskiego? Pewnie pan Gowin zna.

Pływając po różnych akwenach spotykam się z pospolitym „ruszeniem na wodzie”. Ta wolna amerykanka dopuszczająca do prowadzenia bez żadnych papierów niewielkiej łajby z kawałkiem płótna lub motorkiem za burtą na wodach śródlądowych spowodowała, że wzrosła ilość wypadków, a następnie procesów sądowych o odszkodowania. Co z tego, że wszystkich obowiązuje ustawa o żegludze śródlądowej, gdy łupina prowadzona przez „niedzielnego wodniaka” nie mającego zielonego pojęcia o zasadach ustępowania na szlakach wodnych wbija się w burtę jachtu wartego kilkadziesiąt tysięcy złotych? Oczywiście żeglarz prowadzący jacht zgodnie z zasadami proces wygra, być może dostanie odszkodowanie z ubezpieczenia, ale ma stracony urlop lub przerwany rejs. Ale o zadośćuczynienie za te straty musi zakładać sprawę cywilną. Z pewnością było by mniej takich sytuacji gdyby jednak wszyscy musieli wykazać się znajomością przepisów i posiadać przynajmniej patent żeglarza lub sternika motorowodnego. Z człowiekiem tak już jest, że bez wymogu egzaminacyjnego nikt go nie zmusi do poznania przepisów czy jakichś tam zasad.
Podobna sytuacja jest z …rowerzystami. Już dawno nastapiła deregulacja. Od osób, które ukończyły 18 lat nie wymaga się dokumentu uprawniającego do kierowania rowerem. I na drogach dzieją się z udziałem rowerzystów dantejskie sceny. Ale o tym to każdy już wie.
s
strażnik lasu muminków
po "deregulacji" Gowina niepełnosprawny nie będzie już mógł programować, instalować lub konserwować systemów alarmowych i telewizji dozorowej, a aby napisać plan ochrony trzeba dodatkowo odbyć badania lekarskie takie jak dla funkcjonariusza Policji i uzyskać pozwolenie na broń, za to wymagania co do wykształcenia - ukończone gimnazjum
j
janmil
ale wy buła macie zawód chyba niereglamentowany?.....a szkoda. Patrząc na wasze wyPOciny można jeno zapłakać......
Dodaj ogłoszenie