Deregulacja 2.0: Gowina czeka bój jeszcze cięższy niż poprzednio

Agaton Koziński
Jarosław Gowin zgłasza kolejny pakiet deregulacji. Na nowej liście m.in. zawody krupiera, doradcy inwestycyjnego i architekta
Jarosław Gowin zgłasza kolejny pakiet deregulacji. Na nowej liście m.in. zawody krupiera, doradcy inwestycyjnego i architekta Bartek Syta/Polskapresse
Jarosław Gowin idzie za ciosem. Po pierwszym pakiecie deregulującym rynek pracy, który przedstawił w marcu, minister sprawiedliwości przygotowuje kolejny. Jak dowiedziała się "Polska", w tym tygodniu z resortu do konsultacji społecznych trafi kolejna paczka przepisów otwierających ponad 50 różnych zawodów.

- Jej waga będzie cięższa niż poprzedniej, gdyż tym razem przedstawimy propozycję deregulacji zawodów z branży finansowej, budowlano-architektonicznej oraz kolejnictwa - mówi "Polsce" Mirosław Barszcz, doradca ministra.

W pierwszym pakiecie deregulacyjnym resort sprawiedliwości zaproponował otwarcie 49 zawodów. Ten projekt trafił już do Komitetu Stałego Rady Ministrów i prawdopodobnie jeszcze w lipcu zajmie się nim rząd. - Wszystko wskazuje na to, że nasz projekt trafi pod obrady rządu niemal niezmieniony. Jedynie w kwestii licencji dla taksówkarzy pozostawiliśmy swobodę samorządom oraz dokonaliśmy modyfikacji w przepisach dotyczących przewodników górskich, gdyż musieliśmy je dostosować do międzynarodowych regulacji - wyjaśnia Barszcz.

Już pierwszy pakiet deregulacyjny wzbudził mnóstwo emocji - najgłośniej protestowali taksówkarze, ale sprzeciwiali się mu też przewodnicy czy pośrednicy nieruchomości. Z góry można zakładać, że drugi wywoła jeszcze więcej szumu. Wprawdzie Ministerstwo Sprawiedliwości nie chce na razie podać dokładnie, jakie zawody znajdą się w drugiej transzy (Proszę poczekać do konferencji ministra Gowina, która odbędzie się w połowie tygodnia - usłyszeliśmy w resorcie), ale nawet pobieżna analiza zawodów, które mogą się znaleźć na drugiej liście Gowina, pozwala przypuszczać, że wiele grup zawodowych poczuje się zagrożonych i będzie szukać sposobów na zablokowanie zmian.

Wiadomo, że w drugim pakiecie znajdą się zawody, których regulacje leżą w kompetencjach Ministerstwa Finansów (m.in.: krupier, doradca inwestycyjny, podatkowy, makler, agent ubezpieczeniowy, broker) i Ministerstwa Transportu (m.in.: architekt, zawody związane z nieruchomościami, kolejarstwem).

Deregulacyjne pomysły Gowina z trudem znajdują zwolenników. - Na pewno wiele zawodów wymaga deregulacji. Z drugiej strony trzeba ten proces przeprowadzać ostrożnie, bowiem łatwo wylać dziecko z kąpielą - mówi "Polsce" Zbigniew Ćwiąkalski, były minister sprawiedliwości w rządzie Donalda Tuska. Ostrzej wypowiada się prof. Piotr Kruszyński, karnista z Uniwersytetu Warszawskiego. - Nie rozumiem, czemu Gowin próbuje na przykład deregulować zawody związane z turystyką. Właśnie obserwujemy, jak wygląda ta branża, słuchając o bankructwach kolejnych biur podróży. Kto więc ma weryfikować jakość pracy przewodników i pilotów? Bo branża nie da rady - podkreśla prof. Kruszyński.

Profesor Kruszyński nie ukrywa, że niezbyt wysoko ocenia kompetencje Gowina jako ministra sprawiedliwości. Ale na pewno rzucenie hasła "deregulacja" każe wystawić bardzo wysokie oceny Gowinowi jako politykowi. Widać, że takie działania zyskują wielu zwolenników (65 proc. Polaków chce deregulacji - wynika z niedawnego sondażu CBOS). Jeśli obecny minister sprawiedliwości dociągnie ten proces do końca, znajdzie się w czołówce najpopularniejszych polityków w kraju.
Wiosną i na początku lata obserwowaliśmy swoisty pojedynek na deregulacje. Jako pierwszy zaczął Jarosław Gowin, przedstawiając pakiet otwierający kilkadziesiąt zawodów. Zaraz jednak ruszył za nim Waldemar Pawlak, proponując rozwiązania ułatwiające życie przedsiębiorcom. I szybko przebił on ministra sprawiedliwości, gdyż podległy mu resort gospodarki przygotował aż trzy - zgłaszane po kolei - projekty deregulacyjne. Miały one, według wyliczeń, dać PKB wyższy aż o 17 punktów procentowych w ciągu najbliższych 10 lat. Przy takim założeniu blado wyglądały plany Gowina - zamierza on zmniejszyć liczbę zawodów, do których wykonywania potrzebna jest koncesja, z 380 obecnie do 100.

Jednak afera taśmowa sprawiła, że prezes PSL zaczął mieć całkowicie inne zmartwienia niż ściganie się z Gowinem na deregulacyjne strategie. Minister sprawiedliwości kuje więc żelazo póki gorące - i rusza z kolejnym pakietem uwalniającym ponad 50 zawodów. Przedstawi go w tym tygodniu, natomiast jesienią złoży jeszcze trzeci, ostatni projekt deregulacyjny, który zamknie cały proces uwalniania zawodów w Polsce. Jak szacuje minister, w ten sposób uda się wygenerować docelowo 100 tys. nowych miejsc pracy.

Plany ambitne. Pytanie, czy Jarosław Gowin będzie miał szansę je zrealizować do końca. Ostatnie wyjazdowe posiedzenie klubu parlamentarnego PO w Jachrance postawiło bowiem duży znak zapytania przy jego pozycji w Platformie. O ile bowiem premier Tusk jednoznacznie zadeklarował, że wszystkie projekty deregulacyjne mają zielone światło i będą realizowane w pierwszej kolejności, to już tego samego nie powiedział o samym Gowinie. Jak relacjonują świadkowie, Tusk zasugerował ministrowi sprawiedliwości, że gra na rozbicie klubu i osłabia jego jedność. Mogłoby to sugerować, że premier spróbuje wymienić szefa resortu przy pierwszej nadarzającej się okazji.

Na razie jednak Gowin kończy prace nad pierwszym pakietem deregulacyjnym. W ubiegłym tygodniu zajął się nim Komitet Stały Rady Ministrów. Podczas jego obrad zapadła decyzja, że zostanie powołany specjalny podkomitet, którego zadaniem będzie ocena skutków wprowadzanych zmian. Jak wynika z naszych informacji, ten podkomitet zakończy pracę na drugim posiedzeniu, które odbędzie się w tym tygodniu - a pierwszy pakiet deregulacyjny zostanie przedstawiony oficjalnie rządowi na posiedzeniu w ostatni dzień lipca. A jeśli przez niego przejdzie, jesienią zajmie się nim Sejm.

Łatwo się domyślić, że w parlamencie rozgorzeje gorąca dyskusja nad tymi projektami - tym bardziej że emocje wzbudza także polityczna postawa Gowina, który konsekwentnie prezentuje swój światopoglądowy konserwatyzm. Przy okazji pewnie zostaną wytoczone przeciwko niemu działa braku kompetencji zawodowych. - Gowin nie powinien być ministrem sprawiedliwości, gdyż nie jest prawnikiem - mówi prof. Piotr Kruszyński, karnista z Uniwersytetu Warszawskiego. - To inteligentny, świetnie wykształcony polityk, który bardzo dobrze wypada w mediach. Ale czuć, że nie zna się na sprawach, którymi się zajmuje jako minister - podkreśla Kruszyński.

- Gowin nie jest prawnikiem, więc na resort patrzy niestereotypowo. Ma to swoje plusy - dyplomatycznie twierdzi Zbigniew Ćwiąkalski. Były minister sprawiedliwości wolał unikać jednoznacznych ocen działalności obecnego szefa resortu. Można się domyślać, że lobby prawnicze przy okazji jesiennej debaty wytoczy cięższe działa przeciwko Gowinowi.

Wideo

Komentarze 4

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

d
deregulacja
Polecam: deregulacja.blogspot.com
A
Adam
Drugim, jeszcze lepszym są banki. Obie branże są po prostu świetnie wyregulowane i pozabezpieczane, dzięki czemu ich klienci nie muszą się w ogóle martwić o nic. Państwo dba o wszystko i wszystko działa doskonale - właściciele tych firm mogą być zupełnie spokojni o przyszłość.
M
Mlusk
Zdaje się, że prof. Kruszyńskiemu mylą się pojęcia. Nieczęsto bodaj piloci wycieczek i przewodnicy mają bezpośredni wpływ na zarządzanie firmami, za które odpowiedzialni są właściciele, prezesi i rady nadzorcze, których akurat próżno szukać wśród deregulowanych przez min. Gowina specjalności. Zresztą nadzór nad biurami podróży sprawuje oprócz urzędów pilnujących porządku podatkowego również krajowa izba turystki, która w ramach swojej działalności powinna chyba weryfikować uczciwość tego typu przedsiębiorstw.

Oczywiście pytaniem pozostaje sens deregulacji niektórych spośród wymienionych zawodów - choćby taksówkarzy, w świetle regulacji nijak nie przystających do realiów rynku, ale to nie tylko polski problem.
c
cezar
Premier jest jednak człowiekiem „przebiegłym”, zastosował więc manewr, który już nieraz pozwalał mu wyjść z opresji politycznej, tzn. znalazł temat zastępczy, aby przykryć, nieudolność rządu i coraz większe problemy budżetowe, w tym rabunkowe plany prywatyzacyjne – sławne już taśmy PSL-u. Nie dziwi, że pomimo powszechnej ponoć wiedzy rządzących o ich istnieniu od kilku miesięcy, afera taśmowa ujrzała światło dzienne właśnie teraz. A przecież o nieprawidłowościach w Agencji Rynku Rolnego i Elewarze, informowała premiera w swoim raporcie Najwyższa Izba Kontroli, już w 2011 r. I co, i nic. Bo służby premiera rzekomo nie miała czasu, aby z tym raportem się zapoznać. Czy można w takie tłumaczenia wierzyć, absolutnie nie.
Dodaj ogłoszenie