Demony dobiły Amy Winehouse

Margarette Driscroll
Trzy miesiące po śmierci Winehouse jej stroniący od mediów partner Reg Traviss opowiada, jak naznaczona piętnem tragizmu piosenkarka walczyła ze swoimi demonami.

W pewnej chwili dwa dni przed śmiercią artystki jej chłopak Reg Traviss wyjrzał z okna mieszkania Winehouse w północnym Londynie. Zobaczył młodą dziewczyną stojącą nieruchomo na chodniku. Z zadartą głową patrzyła w górę na dom.

- Uderzyła mnie jej obecność, bo przez cały czas, gdy Amy tu mieszkała, nikt nie przychodził. W jej starym miejscu aż roiło się od ciekawskich - mówi 34-letni Traviss.

- Okazało się, że mająca około szesnastki dziewczyna przyjechała z Włoch. Pamiętam, że zastanawiałem się, co przywiodło ją aż tutaj, żeby zobaczyć Amy. Dziwiłem się tej zbieżności - oto jedyna fanka, i to właśnie w chwili, gdy moja dziewczyna osiągnęła pewną równowagę. Gdy następnym razem wyglądałem przez to okno, na chodniku stał tysiąc osób.

Winehouse, Hendrix, Cobain... Dlaczego gwiazdy umierają tak młodo?

W piątek 22 lipca Winehouse i Traviss rozmawiali wczesnym rankiem. Umówili się, że wpadnie po nią, gdy skończy pracę. W czasie tego weekendu mieli być na ślubie przyjaciela. Amy miała naszykowanych kilka kreacji. Chciała wybrać jedną z nich.

Gdy próbował dodzwonić się do niej tego samego wieczoru, nikt nie odbierał komórki.

- Pomyślałem, że pewnie zasnęła. Usiadłem i zacząłem czytać książkę. Nie oddzwaniała. Spotkałem się z kilkoma przyjaciółmi. Wpadliśmy na drinka. Żadnego telefonu. Żadnego znaku. Pojechałem do siebie do domu.

W sobotę rano Traviss poszedł do fryzjera. Wychodząc, zastanawiał się, że to dziwne, iż Amy nie oddzwania. Nagle na swojej komórce dostrzegł - czego przedtem nie zauważył - że próbował się z nim połączyć ochroniarz Amy. Artystka zawsze gdzieś zostawiała swój telefon, Traviss przyjął więc za pewnik, że po prostu pożyczyła komórkę od ochraniarza.

Znajdował się tuż obok swego biura przy Covent Garden. Postanowił oddzwonić, gdy tylko tam dojdzie. Na poczcie nie było jednak nagrania głosu Amy. Zamiast niego odsłuchał informację ochraniarza: "Reg, stało się coś strasznego. Lepiej przyjedź natychmiast".

W tym momencie Traviss wkroczył w "inną rzeczywistość, wszechświat równoległy, gdzie wszystko jest takie samo, ale coś idzie fundamentalnie nie tak, jak powinno".

Do dziś nie wyszedł z tego wszechświata. - Jak ze wszystkim w życiu, musisz sobie dawać radę i przeć naprzód. Surrealizm tej sytuacji nie polegał na wszędobylskiej obecności kamer i szaleństwie, jakie wybuchło, lecz na tym, że kogoś straciłeś. Przed chwilą z nią rozmawiałem. Teraz już nie żyła. Byliśmy w połowie rozmowy, jaką było nasze życie. I nagle znikła.

Rodzina Amy Winehouse założyła fundację. Ma pomagać młodym zmagającym się z uzależnieniami

W ciągu kilku godzin wieść o śmierci Winehouse rozniosła się po mieście. Setki fanów zjawiło się pod mieszkaniem artystki. Kwiaty i odręcznie pisane listy. Jej płyty. Puste butelki po piwie i wódce. Wszystko to układano na chodniku. Zaczęła się dziwna trwająca prze całe dni impreza - ni to żałoba, ni to święto. Do dziś pielgrzymują tam rzesze fanów.

Trudno przecenić wpływ, jaki wywarła śmierć artystki. W pewnym momencie 10 proc. użytkowników Twittera na świecie - 20 mln osób! - twittowało tylko o tym. Tysiące plotek wskazujących, że zmarła po ostatniej szalonej i tym razem fatalnej w skutkach imprezie z udziałem narkotyków i alkoholu.
Ze sceptycyzmem przyjmowano zapewnienia rodziny, że mimo długiego ćpania Amy w momencie śmierci była czysta. Badania toksykologiczne potwierdziły, że najbliżsi mieli rację. Znaleziono ślady alkoholu, ale nie narkotyków. Dziewczyna obdarzona bajecznym kontraltem tak wyniszczyła swoje ciało, że po prostu spokojnie odeszło ono z tego świata.
Miesiąc po śmierci Winehouse jej album "Back to Black" stał się najlepiej sprzedawanym krążkiem w Wielkiej Brytanii w XXI w. W ubiegłym tygodniu płyta amerykańskiego piosenkarza Tony'ego Bennetta "Duets II" dotarła na pierwsze miejsce amerykańskiej listy bestsellerów. W czasie pierwszego tygodnia kupiło ją 179 tys. osób. Na krążku Bennett i Winehouse wykonują "Body and Soul".

Nagrania dokonano w Londynie w marcu ub.r. Piosenkarz powiedział, że jej śmierć stanowi tragedię. - Gdy słuchasz "Body and Soul", masz wrażenie, że obcujesz z testamentem jej muzycznego geniuszu i wspaniałości. To jedna z najbardziej uczciwych muzyków, jakich znałem w całym swoim życiu.

Pogrzeb Amy Winehouse: Najbliżsi pożegnali ją piosenką "So Far Away" Carole King

Utwór wydano na singlu 14 września br. Tego dnia Winehouse skończyłaby 28 lat. Wpływy ze sprzedaży zasilą konto fundacji jej imienia założonej przez rodziców. Celem jest pomaganie młodym nałogowcom.

Opisano już burzliwe wzloty i upadki Amy Winehouse. Mniej znana jest historia jej związku z Travissem, reżyserem telewizyjnym i filmowym. Ostatnio artystka się z nim zaręczyła. - Tak, rozmawialiśmy o małżeństwie. Nie było mowy o dacie, ale stanowiło ono jeden z tematów rozmów - mówi Traviss.

Łatwo zrozumieć, dlaczego dla rodziny Amy Traviss stanowił dar niebios. Jej pierwsze małżeństwo z Blake'em Fielderem-Civilem okazało się katastrofą. Ten skory do przemocy narkoman miał wprowadzić ją w świat narkotyków. Traviss jest zupełnie innym człowiekiem. Opanowany i spokojny. Skoncentrowany na swojej pracy w dzielnicy teatrów East End.

Zawsze trzymał się z daleka od świateł sceny. Teraz rozmawia ze mną tylko dlatego, że chce pomóc w promocji wydanego na DVD swojego filmowego dramatu więziennego "Screwed". Już przed śmiercią Amy był zaangażowany w ten proces. Cały czas czuje się zażenowany, że ktoś może pomyśleć, iż próbuje wygrać na stracie ukochanej.

Spotkali się półtora roku temu w pubie Inn 1888, który teraz prowadzą jego rodzice.

- Któregoś dnia wpadła tam. Podeszła i zaczęliśmy gawędzić. Szybko między nami zaiskrzyło. Pochodzimy z podobnych środowisk. Lubiliśmy ten sam styl ubioru. Od pierwszego spotkania rozumiała mnie, a ja nią. Od razu wiedziałem, kim jest. Jednak jej sława i reputacja nie stanowiła dla mnie przeszkody. Pracowałem już ze znanymi osobami i nauczyłem się brać ludzi takimi, jakimi są. Nie czytam tabloidów. Amy była drobna i bardzo kobieca. Błyskotliwa i inteligentna. Zawsze prawdziwa dusza towarzystwa. Przewidywała rozwój sytuacji. Potrafiła rozpracowywać kogoś, gdy tylko wszedł do pokoju. Miała znakomite wyczucie komiczne. I lubiła się śmiać. Szukała ludzi podobnych do siebie. Moja matka znała ją jeszcze, zanim się poznaliśmy. Spotkały się w siłowni. Okazało się, że jedna z ciotek Amy jest nauczycielką w szkole, do której chodziłem. Istniało między nami dużo różnego rodzaju więzi. Wszystko to było niesamowite i nie miało nic wspólnego z jej sławą. Jej rodzice są przemiłymi ludźmi. Mamy te same zainteresowania - mówi Reg Traviss. Rzeczywiście, gdy ostatnio rodzina Winehouse ulotniła się na chwilę na Jamajkę, zabrała go ze sobą.

- To naprawdę bardzo porządni i ustatkowani ludzie. Nie wiem, jak to robią, ale tacy są. Spędzamy razem mnóstwo czasu. Wyjazd miał dobre i złe strony. Te drugie - jednej osoby bardzo brakowało. Te pierwsze - tam, gdzie byliśmy, nie było tego, co tu. Wszystkiego, co się z nią wiąże - kafejek, gdzie bywaliśmy, czy piosenki, którą nagle usłyszysz.

"Winehouse to symbol nowego nurtu w wokalistyce żeńskiej. Śpiewała prosto z serca"

Traviss, co zrozumiałe, wspomina Amy z miłością i sentymentem. Jego wspomnienia różnią się całkowicie od tego, co pamiętają inni. Choćby słynny obrazek: artystka wyglądająca jak wrak człowieka idzie ulicą w spodniach umazanych własną krwią. Samookaleczenie. Winehouse stanowiła żywy dowód, że talent, sukces i kochająca rodzina nie chronią od ciemnych głębi naszego życia.

Dorastała w Southgate zielonym przedmieściu północnego Londynu. Rodzina uwielbiała jazz. Matka była kiedyś zaręczona ze znanym angielskim saksofonistą Ronniem Scottem. Pierwszy album "Frank" wydała w wieku zaledwie 20 lat. Porównywano ją do Sarah Vaughan i nominowano do Brit Awards - corocznych nagród brytyjskiego przemysłu fonograficznego.
Jednak jak w przypadku wielu artystów drugą stroną talentu okazała się nieustannie rosnąca i zupełnie niekontrolowana spirala autodestrukcji, nadużywania alkoholu oraz narkotyków. W wywiadach przyznawała, że ma skłonności do samookaleczenia, zaburzenia odżywiania i cierpi na depresję. Po radosnej i pulchnej nastolatce nie pozostał nawet ślad. Amy zaczęła przypominać wątłe i tatuowane na całym ciele bezdomne dziecko.

W 2007 r. wyszła za Blake'a Fieldera-Civila, byłego asystenta kierownika produkcji filmów wideo. Już trzy miesiące później paparazzi sfotografowali ich po bójce małżeńskiej posiniaczonych i zakrwawionych. Mąż Amy również miał skłonności do samookaleczenia się, a ponadto był skończonym narkomanem. Przerażająco wyniszczający związek. Po śmierci Winehouse jej ojciec Mitch stwierdził, że robił, co mógł, aby doprowadzić do rozwodu. Powiedział kiedyś swojemu zięciowi: "Daj spokój mojej córce. Zabijesz ją". Mitch utrzymuje, że to właśnie mąż wprowadził Amy w świat koki i heroiny.

We krwi Amy Winehouse nie było narkotyków. Piosenkarkę zabił alkohol?

Fielder-Civil trafił do wiezienia z oskarżenia o uszkodzenie ciała pewnego właściciela pubu i udaremnianie prawidłowego funkcjonowania wymiaru sprawiedliwości.

Winehouse miała utrzymywać kontakty z byłym mężem. Była zdruzgotana, gdy dowiedziała się, że ma dziecko z inną kobietą. Jednak w oczach Travissa wszystko to należało do przeszłości. Twierdzi, że w czasie trwania ich związku niczego nie brała, choć ostro piła.

- Od czasu do czasu miała okresy ciężkiego picia. Mimo wątłej budowy była silna. Nie tylko psychicznie - narkotyki odstawiła siłą woli - ale i fizycznie. Codziennie ćwiczyła i miała mnóstwo energii - wspomina Traviss.

Interesowała się jego pracą, dla której inspirację w większości stanowiło środowisko robotnicze, gdzie sam dorastał. Kolejny projekt Travissa nosi nazwę "Silvertown" i opowiada historię sprzedaży pewnej nieruchomości gdzieś we wschodnim Londynie. Okazuje się ona oszustwem. - Kogoś nabrano i doszło rabunku z bronią w ręku.

Traviss pracuje także nad scenariuszem opisującym gangi uliczne. Do filmu chce włączyć dokumentalne nagrania z ostatnich londyńskich zamieszek. - Mamy do czynienia z niespotykaną dotąd subkulturą. Dlatego władze i policja nie potrafiły dać sobie z nią rady. We wschodnim Londynie - i gdzie indziej - gangi rozwijały się w latach 80. Dziś jednak ich członkowie mają poniżej dwudziestki. Mamy więc do czynienia z całą kulturą ulicy, która łączy różne pokolenia. W tamtych czasach policja mogła radzić sobie z kibicami chuliganami, bo chodziło o pojedynczych ludzi, którzy po meczu udawali się w różnych kierunkach. Teraz policja musiałaby wkroczyć do domów czynszowych i aresztować wszystkich. Nawet dziadków - mówi Traviss.

Amy Winehouse - Janis Joplin naszych czasów (GALERIA)

Reżyser współpracuje także z Fundacją Amy Winehouse. Pomaga ona młodym ludziom bezpiecznie wychodzić z nałogu.

- Potrzebujemy przemyślanych programów odwykowych oraz takich samych ośrodków, a nie miejsc przypominających więzienia czy noclegownie. Nawet jeśli jesteś skończonym narkomanem, nie pójdziesz do czegoś takiego - dodaje Traviss.

Uważa, że jego narzeczoną po części zabiła siła jej własnego umysłu. Gwałtownie odstawiła narkotyki. - Taka czysta siła woli jest niebezpieczna. Obciążyła jej ciało.

Artystka zaczęła doświadczać krótkich ataków przypominających omdlenie. Był wtedy obok niej ktoś z rodziny lub przyjaciół. Tamtego feralnego poranka obok Amy Winehouse nie było nikogo.

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie